Nina Nowakowska: Radiokomitet będzie rządził misją

2009-03-26 14:14

Dyskusja nad mediami, szczególnie publicznymi, chyba już się publiczności przejadła. Chyba straciliśmy wiarę, by cokolwiek mogło zmienić się na lepsze. Aktywni malkontenci mówią wprost: niechby już sczezły raz na zawsze, komercja co prawda też schodzi na psy, ale przynajmniej nie za nasze pieniądze. Stąd odzew na wprowadzenie pod obrady Sejmu nowej ustawy medialnej jest znikomy. A poniektórzy, zabierający głos, na ogół plotą androny, bo chyba nawet projektu ustawy nie przeczytali.

Przykład pierwszy z brzegu to lament nad brakiem w ustawie „wartości chrześcijańskich". W ślad za bp. Tadeuszem Pieronkiem oburzeniem zioną partyjni katolicy. Wyjaśnić rzecz próbowała w jednym z telewizyjnych programów Iwona Śledzińska-Katarasińska - nikt nie chciał słuchać. Tymczasem nowy projekt nie zastępuje ustawy o radiofonii i telewizji z 1993 roku. Ktokolwiek miał go w ręku wie, że delegacje do tamtej ustawy, wraz z uzupełnieniami, zajmują w projekcie sporo miejsca. I nie wykreślono „wartości chrześcijańskich". Owszem, katalog szesnastu punktów, definiujących w projekcie misję publiczną (art. 3), można krytykować za niektóre sformułowania. Ale gorliwość w przypominaniu w każdym akcie prawnym rzeczonych „wartości" graniczy z trudno zrozumiałą obsesją. Ci sami prawicowi krytycy naturalnie ubolewają, że za misyjne uznano „przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na ... orientację seksualną" oraz „propagowanie integracji europejskiej". Zastrzeżenie do słowa „propagowanie" można by od biedy podzielić, modniejsze jest dzisiaj „promowanie”. Zastanawia natomiast co innego. O licencje na wykonywanie misji w pełnym zakresie szesnastu wymienionych punktów mogą się ubiegać media publiczne. Nadawcom niepublicznym będzie można powierzyć realizację jedynie ośmiu zadań z misyjnego katalogu (art. 4). Czyli, że nie mogą one liczyć na otrzymanie środków z Funduszu Zadań Publicznych właśnie m.in. na „przeciwdziałanie dyskryminacji",  „propagowanie integracji" oraz „praw człowieka".

Katalog zadań misyjnych zapewne poddany zostanie gruntownej obróbce sejmowej. Ważniejsze jest jednak co innego. Ustawa, której pełna nazwa brzmi: o zadaniach publicznych w dziedzinie usług medialnych - jak to elegancko ujął Marek Cajzner, wieloletni dyrektor sekcji polskiej radia BBC - rozwiązuje problem polityczny. Nie rozwiązuje problemu mediów. Mówiąc wprost, doprowadzi do ich dalszej komercjalizacji lub do obumarcia.

Struktura.  Swojego czasu PO optowała za likwidacją KRRiT (co by wymagało zmiany Konstytucji). Tymczasem ustawa daje tej Radzie władzę, sięgającą daleko poza jej upoważnienia konstytucyjne. Tej władzy pozazdrościć mógłby niegdysiejszy Radiokomitet. Owszem, jej siedmioosobowy skład  i 15-osobowa rada programowa teoretycznie powinny gwarantować pluralizm partyjno-środowiskowy. A to dzięki sposobowi wyboru, rotacyjnej kadencyjności i wymogowi środowiskowych rekomendacji. Jednak ogrom przydzielonych jej zadań może rodzić pokusę dalszego rozbudowania i tak olbrzymiej machiny urzędniczej, co nie pozostałoby bez wpływu na dramatycznie niskie fundusze, które budżet planuje na media wyasygnować (o czym za chwilę). Plan finansowy biura KRRiT na 2009 rok przewiduje zatrudnienie 153 pracowników, którzy obsługują pięciu członków Rady. Po wejściu w życie ustawy urzędnicy ci musieliby „obsłużyć” łącznie 22 osoby (siedmiu członków KR i 15 rady programowej) i to w zakresie zupełnie nowych zadań. Dotychczas do tych zadań należał (bezpodstawnie) przydział częstotliwości i koncesji, na poły fikcyjny obowiązek monitorowania zgodności programów z warunkami koncesji i misji oraz podział wpływów z abonamentu wedle względnie stałego algorytmu. Teraz ów algorytm trzeba będzie gigantycznie rozbudować o licencje, o które  prawo będzie miało się ubiegać znacznie więcej podmiotów: obok telewizji i radia centralnego, 33 spółki regionalne (16 telewizyjnych i 17 radiowych) oraz stacje komercyjne. Na dodatek ustawa przewiduje, że licencje będzie można także przydzielać w drodze konkursów. A zadań misyjnych, przypomnijmy, projekt przewiduje 16 dla mediów publicznych i 8 dla komercyjnych.

Finanse. Środki na utrzymanie mediów publicznych i realizację zadań misyjnych mają pochodzić z budżetu państwa. Ich jedynym dysponentem ma być KRRiT poprzez specjalny Fundusz. 10% z tego Funduszu ma być przeznaczonych dla mediów niepublicznych. Wstępne symulacje wyznaczają roczny budżet Funduszu na 600-800 mln zł. Tymczasem przeciętne roczne wydatki samej tylko telewizji centralnej to około 1,5 mld zł. Widać zatem na pierwszy rzut oka, do czego cała ta „reforma" doprowadzi. Przeżyją najsilniejsi, ci którzy będą potrafili ściągać pieniądze z rynku, z rozmaitych grantów np. unijnych czy z przyjmowania zleceń od samorządów bądź różnych instytucji. Jak to się będzie miało do jakości programu i niezależności, nie warto mówić. W pierwszej kolejności najbardziej narażone na uwiąd są oczywiście media regionalne.

Paradoks sytuacji polega na tym, że nawet gdyby ustawa nie weszła w życie, krach prędzej czy później i tak by nastąpił. Długotrwały chaos wokół mediów poważnie obniżył ściągalność abonamentu. A kryzys nie może nie wpłynąć na rynek reklam. Pozostaje więc na koniec powrócić do pytania, po co w ogóle musimy jeść tę żabę? Co drugi odbiorca i tak już na mediach publicznych położył kreskę.  Młodzi w ogóle ewakuują się do internetu, skąd czerpią wiedzę o życiu i polityce. Kto lubi gadające głowy, ma do wyboru kanały informacyjne nadawców prywatnych. W kablówkach i na platformach można znaleźć prawie wszystko, ambitne filmy, dokument, edukację, nawet dobrą muzykę.

Jednak, mimo wszystko, jest kilka mocnych argumentów za mediami publicznymi. Po pierwsze, lokalność i regionalność, której inne publikatory na razie nie są w stanie zaspokoić. Po drugie, wielostronność w jednej ofercie (16 zadań misyjnych). Po trzecie wreszcie, wyznaczanie standardów, co dla stacji komercyjnych zawsze stanowić będzie bodziec do konkurencji.

Tyle że należałoby w końcu odważnie powiedzieć: czasy się zmieniły, stawiamy na jakość, nie na ilość. Tym bardziej, że na imperialne ambicje publicznego radia i telewizji po prostu nas nie stać. Niestety, polityczny kontrakt PO i SLD uniemożliwił jakiekolwiek poważne strukturalne zmiany. Tadeusz Kowalski, którego ekspercki zespół przygotował wstępne propozycje medialnej reformy, skonstatował: miał być mercedes, wyszła syrenka.

Tematy do dyskusji: Radiokomitet będzie rządził misją

Data: 2009-03-27

Dodał: Wojciech Biedak

Tytuł: Spalić biblioteki !

Jeden z moich znajomych, spotkany kilka dni temu w Warszawie, na peronie zatęchłej i koszmarnej piwnicy, jaką jest Dworzec Centralny, kiedy się dowiedział , że wracam z dyskusji rad programowych o projekcie nowej ustawy medialnej, opowiedział mi o ostatniej swojej rozmowie z Leszkiem Balcerowiczem. W tle tej rozmowy były poznanskie spotkania Balcerowicza z młodzieżą licealną i kryzys gospodarczy. Ponoć Balcerowicz martwił się stanem polskich mediów. Ponoć mówił, że stwarzają oddzielny, wirtualny świat, mający coraz mniej wspólnego z realnym życiem. Ponoć za jeden z głównych medialnych problemów uważał powiększającą się z miesiąca na miesiąc hybrydyzację polskich mediów publicznych, a więc wewnętrzną sprzeczność między służbą publiczną, objaśnianiem świata a zachowaniami komercyjnymi, rynkowymi , konsumpcyjnymi. Ponoć...Projekt nowej ustawy medialnej , jeśli wejdzie w życie w kształcie zbliżonym do obecnego , to wszystko spotęguje do kwadratu. W najlepszym wypadku. Na co prezycyjnie zwraca uwagę, przywołany tutaj przez N.Nowakowską , zdystansowany do polskich spraw i wszelkich układów politycznych, Marek Cajzner. No cóż, skoro jedyną receptą na polskie media publiczne było i jest polecenie polityczne - zlikwidować abonament .. Bądźmy więc konsekwentni . Może następny krok to w tym samym stylu "reforma" bibliotek publicznych. Może specjalną ustawą zagwarantować finansowanie tylko jednego regału z książkami w każdej z bibliotek, z obowiązkiem trzymania tam wskazanych ustawowo pozycji, zwłaszcza tych, które dotyczą partii politycznych, a reszta to partnerstwo publiczno-prywatne, zawiązywanie spółek lub porozumień gospodarczych, usługi reklamowe, usługi PR, itp. Ale kogo obchodzą biblioteki i jaki tu interes polityczny i ekonomiczny ? I całe szczęście !

Wyszukiwanie

Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:

Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu




Od redakcji 

Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże  sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji). 

Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.

Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.

Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.

Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.

 

 

 

 

Ernest Skalski poleca swój esej

BIEDNI I BOGACI III RP

 

Nowa pozycja: esej Mirosław Malcharek: 

Apage, satanas

Z notatnika amatora-egzorcysty

Clip to Evernote