Mikołaj Fajfer: Diabolik (część pierwsza)

2009-06-30 17:15

 Lato z zamaskowanym bohaterem

Darzę wielką miłością Stary Kontynent i głównym powodem tego uczucia jest zwykła próżność i duma. Kto jak kto, ale my, Europejczycy, mamy czym się pochwalić i mamy miliony powodów, by każdego dnia mieć się z pyszna. Mamy niekwestionowaną sztukę, muzykę, film, architekturę, i jedzenie, jakiego nie ma nigdzie indziej na świecie. Mamy swoich bohaterów oraz złoczyńców (literackich i komiksowych), w porównaniu z którymi amerykańskie opryszki zdają się zwykłymi papierowymi i łatwopalnymi (nie trąci Rodowicz?) podróbkami, które, jakkolwiek ożywione amerykańskim duchem, pod podszewką zostały oznaczone na zawsze jako made in Europe lub inspired in Europe. Niech za oceanem cieszą się swoimi bohaterami i zwyrodnialcami, nas, Europejczyków, i tak nie prześcigną (czy nie trąci nacjonalizmem?), gdyż europejscy „bohaterowie” są pierwowzorem dla wszystkich innych – my dajemy matrycę, a świat ją powiela.

O jednym z tych tajemniczych zamaskowanych „bohaterów” pewna dama, i to przeszło czterdzieści lat temu, śpiewała, „boję się Ciebie, ale czekam na Ciebie. […] coś mi mówi, bym Ciebie nie kochała […]”. Dzisiaj niebezpiecznie i kobieco. Ale zacznijmy od początku.

Orson Welles napisał:

    „We Włoszech przez trzydzieści lat panowania Borgiów szerzyły się gwałt, terror i rozlew krwi, ale kraj wydał Michała Anioła, Leonarda da Vinci i cały renesans. W Szwajcarii panowała braterska miłość, mieli tam pięćset lat demokracji, i co stworzyli? Zegar z kukułką”

Ale czy coś jeszcze zawdzięczamy Włochom? Naturalnie dużo, dużo więcej. Zawdzięczamy Italii coś istnie.. diabolicznego - nomen omen – Diabolika – mojego ulubionego komiksowego bohatera.

Ach, ten Diabolik!!! – mówią w kraju Dantego z wypiekami na policzkach.

Że kto? Szatan? – reagują w Polsce.

Diabolik jest postacią w Polsce praktycznie nie znaną. Ubolewam nad tym, jednak nie jest to dla mnie zaskoczeniem. Bo to trochę tak, jakby od Włochów wymagać znajomości Kapitana Żbika (aczkolwiek młode pokolenie Polaków nie wie już kto to Żbik, a mali Włosi znają oblicze Czarnego Człowieka i to nie z babcinych opowiadań ku przestrodze, ha!). Ale Diabolik to nie Kapitan Żbik. Diabolik nie równał, nie równa i nie będzie się równać Żbik. A to dlatego że stoją oni po przeciwnych stronach barykady i, z całym szacunkiem dla polskiego komiksu, ten pierwszy ma jednak większy oddźwięk w świecie. Być może rację miał Cioran, pisząc w Złym demiurgu, że zło jest o wiele bardziej atrakcyjne i aktywne i radzi sobie lepiej od ciapowatego dobra.

Chociaż Geniusz Zła nie jest zepsuty do szpiku kości, co moglibyśmy powiedzieć chociażby o Fantomasie (z tego to był dopiero gagatek), to wzbudził w konserwatywnych i na swój sposób moralnych Włoszech prawdziwy ferment. Bohaterem narodu staje się nagle postać, która jest, nie bójmy się tego słowa, kryminalistą, a nawet mordercą. To ci dopiero heca.

Diabolik znakomicie wpisuje się w szeroki nurt rzezimieszków, którzy wzbudzają w nas mieszane uczucia. Kręcimy nosem, patrząc na ich poczynania, ale nie jesteśmy w stanie ich znienawidzić, gdyż stanęlibyśmy przed swoistym paradoksem – nie lubienia głównego bohatera – i fundamentalnego pytania – zaraz, zaraz, ale jak to tak? Główny bohater jest po to, by go kochać, prawda? Albo kochać go nienawidzić (ten rodzaj miłości popularniejszy za oceanem). Główny bohater, wykorzystując tytuł piosenki Marlene Dietrich, jest od głowy po stopy stworzony do miłości. Dlatego pomimo złej reputacji, z biegiem lat spoufalamy się z nim i kibicujemy mu, godząc się z myślą, że jest zwyczajnym złodziejem, i akceptując fakt, że ma swoje za uszami (delikatnie mówiąc). A to że prasa okrzykuje go Il Re del terrore (Królem terroru) lub Il maledetto criminale (przeklętym kryminalistą). No cóż – wzruszamy ramionami. Każdy z nas ma jakieś wady. Dajmy człowiekowi szansę.

Diabolik, mimo tego małego defektu, jak mało kto potrafi zyskać sobie grono wielbicieli, czy może raczej wielbicielek. Wielbicieli, po dłuższym namyśle, także.

Dlaczego?

Postać ta została utkana wokół odwiecznego, zawsze sprawdzającego się stereotypowego szkieletu: wysoki brunet z nienaganną fryzurą, w znakomicie skrojonym garniturze, typ czarusia, eleganckiego dżentelmena, łamacza niewieścich serc z niezapomnianym spojrzeniem (jeden z atrybutów postaci). Przewracacie pewnie oczyma, myśląc: też mi nowość, kolejny fircyk w zalotach z aspiracjami na capo di tutti capi. Uwaga. Diabolik, w odróżnieniu od, chociażby powieściowego Arsena Lupin’a, potrafi być prawdziwym diabłem wcielonym.

Diabolik nie żyje w zgodzie z prawem, akceptuje zabójstwo, porwanie, kradzież, zdradę, szantaż, szpiegostwo, jest w stanie wyeliminować własnych współpracowników lub grupę, z którą pracował, wykorzystuje ludzi w myśl zasady: cel uświęca środki, stąd nazwa Czarnego Człowieka (chociaż jak dla mnie to on czasem chodzi w granacie) pasuje do niego jak ulał. Arsene Lupin okradał bogatych, by z czegoś żyć, wdając się przy okazji w szereg romansów. Diabolik specjalizuje się w grabieniu bogaczy, którzy do fortuny doszli poprzez szemrane interesy, i nie plądruje ich sejfów z moralnych powódek, on po prostu wie, że „nielegalni miliarderzy” są bogatsi od tych, którzy doszli do czegoś potem i krwią. Taki z niego szczwany lis.

Szepcze się, że popełnił więcej zbrodni niż cały światek przestępczy razem wzięty, że splądrował najważniejsze muzea Wschodu, doprowadził do wybuchu kilku samolotów. Ale wszystko to, podobnie jak sama postać Diabolika, jest hipotezą, nikt nie wie, jak Diabolik wygląda, dlaczego zatem wierzyć, że istnieje.

Jednak prawdziwej pikanterii całej sprawie dodaje zupełnie coś innego. Sukces ma wielu ojców. A tutaj nie.

Ha!

Diabolik zrodził się na początku lat sześćdziesiątych (1962) z fantazji szacownych pań (!) z Mediolanu, sióstr Angeli i Giuliany Giussani. Ważne to, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż najczęściej rodzicami światowych bohaterów lub złoczyńców są mężczyźni (chociażby Marvel). Jeśli dodamy do tego historie, jakie rozgrywają się na kartach tego chyba najsłynniejszego włoskiego komiksu, samą postać bohatera, któremu daleko do kryształowych polskich legend, sprawa nabiera rumieńców i zakrawa na zgorszenie. Ku gwoli uściślenia, zgadzam się, że w polskich komiksach czasem ktoś tam pije, pali, ale w porównaniu do „Sajgonu”, jaki urządza Diabolik, nasze realia to co najwyżej sajgonki. Dlatego sukces mający tym razem matkę, matkę Włoszkę, wzbudził dużą sensację w społeczeństwie. Jeśli myślał ktoś, że Włoszki to wyłącznie ułożone i katolickie panny – mylił się. Udowadnia to Annalisa Coppolaro-Nowell, pisząc:

„We włoskiej i śródziemnomorskiej koncepcji kobiecości głęboko zakorzeniony jest obraz „katoliczki”, rozdartej z jednej strony między jej zasadami i ideą grzechu oraz odkupienia, […], a z drugiej strony – obrazem „psotnicy”.

Siostry Giussani zaczęły psocić kilkadziesiąt lat temu. I narobiły przy tym sporego zamieszania. Ale o tym w następnej części.

By pozostać w klimacie włoskim e la storia continua…

  Mikołaj Fajfer

Tematy do dyskusji: Mikołaj Fajfer: Diabolik (część pierwsza)

Zapraszamy do komentowania

Wyszukiwanie

O nas...

 


Od lewa do prawa - stale aktualizowany przegląd politycznych i naukowych wydarzeń krajowych oraz wybór felietonów dziennikarskich. The World Opinion - stale aktualizowany przegląd wydarzeń i opinii światowych (ang.).


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 Znajdziesz nas także pod adresami:

studioopinii.org
studioopinii.net
studioopinii.eu
studioopinii.com

oraz (zawsze czynny):

http://alfaomega.webnode.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści".

Większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce. 

POLECAMY

Jak to się zaczęło? W czterech odcinkach naszego nowego cyklu filmowego opowiada Leszek Balcerowicz

Dołączył do nas profesor Jan Winiecki. Szukajcie jego
felietonów ekonomicznych i politycznych w prawej szpalcie.


W tej - czyli lewej - szpalcie znajdziecie zawsze charakterystyczny kolaż-rysunek Mirka Malcharka, który stanowi swoiste wrota do kolejnego jego komiksu (?) politycznego. Nowość co tydzień!


Stefan Bratkowski dostosowuje swój słynny "Krótki poradnik dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić" do współczesności. Jadowicie aktualne, mądre! Szukaj w prawej szpalcie!


Ernest Skalski

zaprasza do czytania całości jego ważnego eseju "Biedni i bogaci III RP"


  

Sukcesy III RP - co dalej? Raport!

 Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...


Zajrzyjcie do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!


Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 


 

 

 

Stale publikują m. in.

Stefan Bratkowski
Roma Przybyłowska
Ernest Skalski 

Jacek Pałasiński 

Andrzej Lubowski (USA)

Sławomir Popowski

 

Aleksander J. Wieczorkowski

Azrael

Mirosław Malcharek
 

Bogdan Miś 
który także odpowiada za wszystkie braki w wyglądzie tego portalu


 

Clicky Web Analytics