Antoni Kamiński: Dziesięć tez o polityce zagranicznej - rządzącym pod rozwagę
Kilka miesięcy temu pozwoliłem sobie sformułować dziesięć tez o polityce zagranicznej z myślą o ówczesnych rządzących. Nie wiem, czy dotarły wówczas do rządzących dzisiaj, ponieważ jedynym pismem, który je przedrukował z Internetu, był lokalny dziennik krakowski, „Dziennik Polski”. Powtarzam je zatem – za pośrednictwem wspólnego z przyjaciółmi pisma internetowego o większym, mam nadzieję, zasięgu... A więc:
Racją stanu państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa kraju oraz stworzenie optymalnych warunków dla przyszłego rozwoju. Realizację tych celów określają wewnętrzne zasoby materialne i ludzkie kraju oraz stan jego międzynarodowego otoczenia. Polityka zagraniczna integralnie wiąże się z polityką wewnętrzną, ale musi zachować wobec niej autonomię; kiedy podporządkuje się ją wewnętrznym rozgrywkom międzypartyjnym, efekt może być zgubny, prowadząc do osłabienia pozycji międzynarodowej państwa.
W latach dziewięćdziesiątych, mimo sporów wokół spraw wewnętrznych, w dziedzinie polityki zagranicznej panowała zgoda co do priorytetów: były nimi zmiana położenia geopolitycznego i awans cywilizacyjny Polski, którym służyć miało członkostwo w NATO i UE. Nie zastanawiano się natomiast nad tym, co ma nastąpić po osiągnięciu tych celów, w szczególności nad strategicznymi interesami, którym ich osiągnięcie miało służyć. W rezultacie wciąż brak jest wizji jasno zdefiniowanych, strategicznych priorytetów państwa. Prowadzi to do stałego mieszania celów ze środkami, a ukryciu tego stanu rzeczy służyła demagogia, sugerująca, że pusta retoryka jest wyrazem poczucia narodowej godności. Polityka zagraniczna stała się domenę irracjonalności. Niemałą odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosiły rządy PiS.
Co miała do zaproponowania w tym względzie dotychczasowa opozycja, formująca właśnie rząd i jego program? Jej enuncjacje sprowadzały się do jednego: zmianie powinien ulec styl polityki zagranicznej, potrzebne jest też zwiększenie jej profesjonalizmu (cokolwiek by to miało znaczyć). W sprawie zmiany treści polityki PiS – z niewielkimi, choć ważnymi wyjątkami – cisza. Dotychczasowy obóz rządzący i dotychczasowa opozycja spotykają się na gruncie podporządkowania polityki zagranicznej logice wewnętrznej walki politycznej. Tytułem przykładu, PiS zarzucało poprzednikom rozmowy z Niemcami z pozycji „na kolanach”, gdy dotychczasowa opozycja zarzucała PiS-owi płaszczenie się przed Amerykanami. Obiekt adoracji różny - sposób myślenia podobny. U jego podstaw kryje się obawa przed zdefiniowaniem na nowo polskiej tożsamości narodowej i polskiej racji stanu w nowym otoczeniu międzynarodowym.
Wyjście z tego zaklętego kręgu wymaga chłodnego namysłu nad substancją, czyli nad polską racją stanu, a jako wstęp do takiej refleksji proponuję dziesięć tez.
1. Teza pierwsza: podejmując działanie należy dysponować trafną diagnozą sytuacji oraz mieć świadomość celu. Przykład: sprawa zależności energetycznej od Rosji i w tym kontekście kwestia niemiecko-rosyjskiego gazociągu północnego. Decyzja ta nie była w naszym interesie m.in. z uwagi na osłabienie pozycji Polski jako państwa tranzytowego. Możemy też mieć pretensje do Niemców, a przede wszystkim do poprzedniego kanclerza, Gerharda Schroedera, iż ponad naszymi głowami porozumiał się z Rosjanami w raczej podejrzanych okolicznościach. Z drugiej strony, celem Berlina nie było zaszkodzenie Polsce. Przywoływanie, w kontekście niemiecko-rosyjskiego porozumienia, paktu Ribbentrop-Mołotow czy też „Locarno” (w istocie chodziło o Rapallo), idzie zbyt daleko. Niemieckie, austriackie, holenderskie, włoskie czy brytyjskie rozumienie strategicznej potrzeby dotarcia do rosyjskich surowców i dywersyfikacji różni się od tego, jak my rozumiemy różnicowanie źródeł dostaw surowcowych. Kontynuacja polityki niemieckiej w tej sprawie pod rządami kanclerz Merkel nie jest kwestią przypadku. Jednak w Warszawie walkę z rurą uznano za cel strategiczny. W istocie była to i jest nadal kwestia taktyczna. Racją stanu jest zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego kraju, a jej realizacja wymaga zwiększenia racjonalnie skalkulowanych wydatków dotyczących dywersyfikacji zaopatrzenia, rozbudowy własnych źródeł energii oraz potencjału umożliwiającego magazynowanie zapasów. Przede wszystkim zaś wymaga to koncentracji wysiłku politycznego na europejskim systemie bezpieczeństwa gazowego i na maksymalnym zintegrowaniu z nim naszej sieci dystrybucyjnej oraz na przełamaniu narodowych monopoli w krajach europejskich, uzasadniających m.in. monopol produkcyjny i dystrybucyjny Gazpromu. Pomysł „paktu muszkieterów”, sformułowany przez pierwszy rząd PiS, był opacznym i mało produktywnym sposobem uporania się z tym problemem, również poprzez nonszalanckie potraktowanie Unii Europejskiej. W sumie, z celu taktycznego uczyniliśmy rację stanu, wchodząc w bezsensowne spory z większością Europy.
2. Teza druga: nie należy dopuścić, by taktyczne zwycięstwo prowadziło do strategicznej porażki. Uzyskanie solidarności UE wobec rosyjskiego embarga na import polskiego mięsa i czasowe zablokowanie przez Polskę nowego porozumienia UE-Rosja, a także groźba weta wobec członkostwa Rosji w WTO dało korzyści taktyczne. Celem głównym jest wszakże doprowadzenie do tego, by skutecznie egzekwować od Rosji przestrzeganie europejskich i międzynarodowych norm postępowania, a nie blokować ją. Nie liczmy też na to, że solidarność z polskim stanowiskiem będzie wieczna. Jest wysoce prawdopodobne, że brak elastyczności może zmienić taktyczny sukces w strategiczną porażkę. Nie liczmy też na spektakularną kapitulację Rosji. Potrzebny jest, uzgodniony z Komisją Europejską, pakiet ofert, umożliwiający wyjście z grożącego klinczu, zanim solidarność UE wyczerpie się (de facto, nie de jure) i zostaniemy sami ze swoim problemem. Tymczasem dla nas trwanie przy swoim stało się samoistnym celem, sprawą narodowej godności. Można się zastanawiać, kto na tym naprawdę skorzysta.
3. Teza trzecia kwestionuje pogląd, że Polska nie ma strategicznych sojuszników, jeno trwałe interesy. Pogląd ten jest zaczerpnięty z historycznych doświadczeń brytyjskich. Ma on sens, kiedy w systemie równowagi sił dane państwo pełni rolę języczka u wagi. Polska nie jest takim państwem, a Wielka Brytania też już nie, jak wskazują jej stosunki z USA.W walce przeciw gazociągowi północnemu i rosyjskiemu embargu na nasze mięso utrzymaliśmy marginalne sojusze. W sprawie „pierwiastka”, za który, zgodnie z wolą naszych polityków, mieliśmy umierać, nie znaleźliśmy sojuszników. Przy okazji zaostrzyliśmy kryzys w ramach Grupy Wyszehradzkiej, osłabiliśmy znacząco swą pozycję na Zachodzie i wdaliśmy się w zbędny spór z Niemcami, z którymi powinniśmy szukać trwałego porozumienia w kwestii strategicznych interesów. Bez trwałych, strategicznych sojuszów nie zbudujemy polityki wschodniej, nie odrobimy strat, jakie spowodowało, z uwagi na naszą koncentrację na sprawach drugorzędnych, przeforsowanie przez Francję i inne kraje zasady ujednolicającej politykę wobec wszystkich państw sąsiadujących z Unią Europejską, co oznacza osłabienie pozycji Ukrainy.
4. Teza czwarta wskazuje, że zdobycie fortecy wymaga cierpliwości, żmudnych prac inżynieryjnych i odrobiny szczęścia. Sam armatni „huk” jest użyteczny tylko podczas świąt państwowych. Ten sposób podejścia jest szczególnie widoczny w polityce Polski wobec Niemiec i Rosji. Pełnomocnik rządu, powołany na urząd po to, by pracować nad poprawą stosunków polsko-niemieckich, publikował regularnie artykuły, w których odsądzał swych partnerów od czci i wiary. Niewiele większy umiar wykazywali negocjatorzy w sprawie Traktatu Reformującego. Jeżeli chcemy budować dobre stosunki z Niemcami, musimy szukać sojuszników wewnątrz Niemiec, szczególnie wśród elit strategicznych, i z nimi poważnie rozmawiać. Taka praca wymaga konsekwencji i wysiłku. Tylko w ten sposób zbudować można fundament trwałego porozumienia. Zbliżenie polsko-niemieckie będzie na dłuższą metę służyć także naszym stosunkom z USA oraz, być może, bardziej konstruktywnym stosunkom z Moskwą. Podobne, długofalowe podejście, polegające na żmudnym budowaniu przyjaznych Polsce przyczółków, należy przyjąć wobec Rosjan. Łatwiej, a na użytek wewnętrzny – efektowniej, jest korzystać z byle pretekstu, by pohukiwać na potężnych sąsiadów, sugerując, że w ten sposób broni się honoru Polski. Efekt praktyczny tego jest żaden.
5. Teza piąta głosi: kiedy priorytety polityczne pozostają nieokreślone, rangę priorytetu może uzyskać każdy przypadkowy wybór. Jest to błąd źle umiejscowionej szczegółowości. Sprawa działalności Eryki Steinbach jest z punktu widzenia stosunków polsko-niemieckich wtórna. Ocena wagi jej pozycji na podstawie udziału pani kanclerz czy prezydenta na obradach plenarnych ziomkostw jest wyrazem niezrozumienia polityki wewnątrz-niemieckiej. Czy pozycja Eryki Steinbach jest dzisiaj, po wystąpieniach pani kanclerz i prezydenta, silniejsza? Przeciwnie, jest słabsza. W polityce zagranicznej należy oddzielić strategiczne interesy państwa od spraw ważnych, ale wtórnych. Tymi pierwszymi powinny zająć się najwyższe władze państwowe, pozostałe powinny zostać oddane w ręce wyspecjalizowanych agend rządowych. To samo dotyczy Rosji. Zamiast ignorować głupotę komentatorów rosyjskich, podtrzymujących absurdalną tezę o niemieckiej odpowiedzialności za Katyń, robimy z tego główny problem w stosunkach z Moskwą. Kiedy priorytety polityczne są nieokreślone, priorytetem staje się każde przypadkowe zdarzenie.
6. Teza szósta przypomina, że jeżeli chcesz być skuteczny w działaniu grupowym, bierz pod uwagę interesy innych i wykorzystuj tę wiedzę dla realizacji własnych celów. Symetrycznym uzupełnieniem błędu wskazanego w tezie piątej jest praktykowanie „dyplomacji łupu-cupu” w naszej polityce wewnątrz-unijnej. Wynika to z przekonania, że każdy realizuje w Unii wyłącznie własne interesy, a najskuteczniejszą metodą ich osiągania jest napastowanie innych członków Unii, szantażowanie blokadą decyzji etc., aż w końcu nam ustąpią. Nazywano to skuteczną obroną polskiego interesu narodowego. Efekty tego były, jak można się przekonać obserwując ostatnie szczyty unijne, raczej opłakane.
7. Teza siódma wskazuje, że przy braku strategii nie ma też kryteriów sukcesu, względnie porażki. W tych warunkach, zależnie od punktu widzenia, niemal wszystko można uznać za sukces bądź za porażkę. Jak twierdził obóz do niedawna rządzący, odnieśliśmy w Brukseli i Lizbonie sukces (przedłużenie systemu nicejskiego i potwierdzenie zasady z Joaniny). Nasuwa się w związku z tym pytanie następujące: co zrobić z tym zwycięstwem, jakiej polityce ma ono służyć? W sytuacji braku strategii, wzrost naszych wpływów, jeżeli w istocie ma miejsce, nie przyniesie korzyści, bo nie wiemy czego – oprócz pieniędzy - chcemy. A może nasze zwycięstwo wzmocniło przypadkiem siłę przetargową naszych „adwersarzy”? Czy walcząc o Niceę i Joaninę nie straciliśmy czegoś ważniejszego: kilku dodatkowych miejsc w mającym już szersze kompetencje parlamencie europejskim. Prawo do protestu przedkładamy nad prawo do faktycznego wzmocnienia polskiego głosu.
8. Teza ósma pogłębia wątek, wskazujący, że przy braku strategii narodowej nie możemy też mieć strategii europejskiej. Brak własnej strategicznej wizji rozwojowej powoduje, że nie mamy też koncepcji integracji europejskiej, która najlepiej służyłaby naszym interesom. Dlatego nasi politycy mogli w Londynie oświadczać, że nasza wizja UE jest zbieżna z brytyjską, a wkrótce potem, w Berlinie, postulować powołanie 100-tysięcznej armii europejskiej, jednocześnie kwestionując projekt wzmocnienia Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Jeżeli chcemy odpowiedzieć na pytanie, jakiej Europy chcemy, musimy zacząć od pytania, jakiej Polski chcemy.
9. Teza dziewiąta dotyczy trudności, na jakie napotyka „zebra obcująca ze słoniem,” czyli polityki „od ściany do ściany” Polski wobec USA. Zaangażowanie Polski w Iraku i Afganistanie ułatwia stosunki polsko-amerykańskie, ale nie decyduje o ich intensywności i o strategicznym znaczeniu Polski dla Waszyngtonu. W wymiarze gospodarczym Polska jest nadal dla Ameryki rynkiem marginalnym. O miejscu Polski w kalkulacjach amerykańskich decydują dwa czynniki. Po pierwsze, nasze położenie geopolityczne oraz potencjalne wpływy w obszarze środkowo- i wschodnioeuropejskim. Po drugie, jest oczywiste, że od momentu wejścia Polski do UE waga stosunków z Polską w oczach Waszyngtonu stała się przede wszystkim funkcją naszego miejsca i roli w Unii. Bez wątpienia, bliskie stosunki z USA stanowią dla Warszawy czynnik, podnoszący jej znaczenie w UE i w regionie, pod warunkiem umiejętnego wykorzystania go. Traktowanie przez Warszawę stosunków z Waszyngtonem jako niezależnych od polityki europejskiej, których – co więcej – można użyć dla forsowania naszych żądań w Europie, jest nieporozumieniem. Z kolei udział Polski w operacjach irackiej i afgańskiej był i jest nadal elementem szerszego problemu bezpieczeństwa globalnego. Podobnie rzecz się ma z kwestią tarczy antyrakietowej. W obu przypadkach nie potrafimy się jednak zdecydować, czy bierzemy w tych przedsięwzięciach udział jako zainteresowany bezpieczeństwem globalnym sojusznik Ameryki, czy też w innym charakterze. Dodatkowo, w sprawie tarczy nie powiedzieliśmy wyraźnie od początku, że jest ona dla nas fragmentem tworzenia systemu transatlantyckiego. Przeciwnie, forsowano pogląd o wyjątkowym charakterze (swoistej „a-europejskości”) polsko-amerykańskiego porozumienia. Jako sojusznik w działaniach globalnych mamy prawo oczekiwać od Waszyngtonu również materialnego wsparcia dla naszych sił zbrojnych, zdecydowanie wykraczającego poza skromne sumy asygnowane w ramach FMA. Ale zarazem nasze roszczenia muszą być rozsądnie skalkulowane: Polska, w odróżnieniu od Turcji, Izraela czy Pakistanu, nie jest na szczęście „państwem frontowym”. Amerykańskie wsparcie jest konieczne zwłaszcza w dziedzinach, decydujących o interoperacyjności i możliwości prowadzenia selektywnych wspólnych, kombinowanych działań. Jeżeli jednak uznamy, że działamy w innym niż sojuszniczym charakterze, rzecz sprowadza się do oceny „wartości rynkowej” polskich sił zbrojnych i wynegocjowanej ceny. Ale wtedy nie jesteśmy już sojusznikami. Brak zdefiniowania naszej roli w wymienionych operacjach i przedsięwzięciach oraz fakt, że dotyczą one bezpieczeństwa globalnego, nie zaś bezpieczeństwa bezpośrednio na naszych granicach, powodują zadziwiające zjawisko falowania nastrojów w stosunku Warszawy do Stanów Zjednoczonych – od ekstazy do głębokiego rozczarowania.
10. Teza dziesiąta: o historii trzeba pamiętać, lecz nie należy jej rozpamiętywać. Druga wojna światowa była tragedią dla Europy, a Polska ucierpiała bardziej niż większość państw kontynentu. O tej tragedii powinniśmy pamiętać. Historia może służyć jako narzędzie dyplomacji, ale jego nadużywanie wprowadzić może zagranicznych interlokutorów w stan osłupienia. Przykładem jest choćby oświadczenie pewnego polityka, że Polska powinna mieć silniejszy głos w sprawach Unii, bo – gdyby nie wojna – jej populacja przekroczyłaby sześćdziesiąt milionów. Kiedy mówimy z kolei o zbrodni katyńskiej, należy mieć na uwadze, że – choć dotyczy nas bezpośrednio – jest ona jedną z wielu zbrodni popełnionych przez komunistów. Pamiętajmy też, że bolszewicy przegrali w 1917 r. wybory do Konstytuanty, władzę zdobyli w drodze zamachu, a utrzymali się przy niej dzięki stosowaniu bezprecedensowego w historii terroru. Jego ofiarami padali też przedstawiciele wszystkich narodów b. ZSRR, w szczególności, licząc w liczbach absolutnych, Ukraińcy i Rosjanie.
Polska jest obecnie wolnym krajem we względnie bezpiecznym otoczeniu. Niczego nie musimy „odbierać szablą”, nikt nas nie zmusza do rzucenia „ziemi skąd nasz ród”, ani „nie pluje nam Niemiec w twarz”. Stwórca „wrócił nam wolną Ojczyznę”. Możemy już sami decydować o swoich losach. Skoro tak, to zamiast żyć w mitycznym świecie, gdzie rzekomo nas opluwają, chcą nas wyrzucić z ziemi, której musimy bronić szablą, spójrzmy poważnie na nas samych i otaczający nas świat i wypracujmy konstruktywną wizję naszego w nim miejsca i roli. Pytanie, czy nowa koalicja zmieni ten stan rzeczy?
8–10 listopada 2007 r. – maj 2008 r.
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


