Świat ponumerowany

2008-09-23 20:47

Zapewne niewielu ludzi – nawet tych nieźle już obytych z internetem - wpisując w okno przeglądarki adres jakiejś witryny i naciskając klawisz ENTER, zastanawia się nad tym, co tym prostym działaniem powoduje. Przeciętnemu użytkownikowi komputera całkowicie bowiem wystarcza, że w ostatecznym wyniku na ekranie komputera pojawia się obraz odpowiedniej strony; jest to zatem sytuacja zupełnie podobna do tej, w której pani domu, wchodząca wieczorem do pokoju i naciskająca wyłącznik światła, jest zainteresowana wyłącznie tym, by stało się jasno – a najzupełniej jej nie obchodzi, co się po naciśnięciu klawisza dzieje z elektronami w domowej sieci energetycznej…

Powiedzmy od razu: z jednej strony jest to absolutnie normalne; wymaganie od owej damy, by zastanawiała się nad prawami Ohma i korpuskularną teorią światła byłoby – delikatnie mówiąc – lekką przesadą, podobnie jak byłoby nierozsądne spodziewać się, że internauta, otwierając, dajmy na to, Wikipedię, rozważy subtelności protokołu TCP/IP, czy choćby zastanowi się nad tym, skąd komputer „wie”, że adres pl.wikipedia.org oznacza właśnie polską wersję tej genialnej encyklopedii, nie zaś składnicę nieprzyzwoitych obrazków. Jest tak, i już.

Z drugiej jednakże strony – nadmiar wiedzy nigdy, o ile wiem, nikomu nie zaszkodził. Tym bardziej, że niektóre fakty, związane z opisaną wyżej prostą sytuacją zaglądania w jakieś zakamarki Sieci, rodzą konsekwencje zupełnie niespodziewane, a przy tym ważne nie tylko dla miłych i urodziwych pań domu (innych, o ile mnie pamięć nie myli, w Polsce nie ma?) czy ich szanownych małżonków, ale wręcz dla całej ludzkości.

Do szczegółów zatem. Można chyba łatwo zrozumieć, że komputer – w końcu martwe bydlę elektroniczno-mechaniczne – nie umie czytać i nie „domyśla się” (bo i nie myśli w naszym rozumieniu tego słowa), ani tym bardziej nie „wie”, że ciąg znaków w adresie pl.wikipedia.org oznacza to, co oznacza (zauważmy przy okazji, że średnio inteligentny człowiek momentalnie i niejako automatycznie skojarzy początkowe literki pl z Polską, zaś drugie słowo wpisanego adresu powie mu natychmiast, o co chodzi; tu właśnie widać różnicę inteligencji ludzkiej i komputerowej). Komputer musi przetłumaczyć wpisany mu ciąg znaków alfabetu na swój język; jest to zaś pewien bardzo specjalny język liczbowy.

Co ciekawe i ważne, komputer nie zrobi tego sam; musi w tym uzyskać pomoc innych komputerów. Nie powinno to nas dziwić, bowiem trudno spodziewać się, że w pamięci naszej maszyny są zapisane takie przyjazne przede wszystkim dla człowieka wszystkie możliwe adresy istniejących (a i nieistniejących) witryn świata; za dużo byłoby tych informacji i obciążałyby one niepotrzebnie ową pamięć. W dodatku takie rozwiązanie… nie jest w ogóle możliwe teoretycznie, bowiem w każdej sekundzie powstają gdzieś na świecie nowe witryny, nasz komputer zaś nie jest przecież na ogół „podpięty” do Internetu na stałe; skąd ma zatem brać ową wiedzę i po co obciążać się jej nieustanną, a nieuniknioną aktualizacją?

Ta wiedza siedzi zatem gdzieś w internecie; ściślej, w specjalnie przystosowanych do jej przechowywania komputerach, które noszą nazwę „serwerów DNS”. Gdy więc wpisujemy w okienko przeglądarki http://studioopinii.pl, nasz komputer wysyła ten ciąg znaków do najbliższego dostępnego mu takiego serwera, który błyskawicznie wytłumaczy mu, że chodzi o coś, co ma przypisany taki oto numer: 217.11.242.172. Są to – jak widać – cztery grupy cyfr, oddzielone kropkami; dodajmy, że w każdej grupie mogą wystąpić liczby od 0 do 256. Każdy komputer na świecie ma w danym momencie taki właśnie (inny w szczegółach, naturalnie) „numer IP”. Zupełnie podobnie każdy samochód świata dopuszczony do ruchu ma własny numer rejestracyjny; jedyna różnica polega na tym, że w różnych krajach istnieją różne systemy identyfikowania samochodów, komputery zaś opisuje się jednolicie w skali globu.

Kilka słów wyjaśnienia. Napisałem, że każdy komputer ma określony adres IP „w danym momencie”. To istotne zastrzeżenie; niektórym komputerom i ich zawartości numery IP są bowiem przydzielane „dynamicznie”; nie ma potrzeby na przykład (jeszcze nie ma – o czym niżej), by prywatny komputer Jana Kowalskiego miał zawsze ten sam numer, kiedy się połączy z Siecią; wystarczy, by w momencie rzeczywistego połączenia ten numer był unikatowy i pozwalał zidentyfikować maszynę w chwili jej pracy. Dlatego też – jeśli, powiedzmy, Kowalski korzysta z usług Telekomunikacji Polskiej – odpowiedni system przypisze losowo jego komputerowi określony numer IP tylko na okres podłączenia do internetu; następnym razem ten numer może być całkiem inny.
Inaczej jest z komputerami, na których goszczą stale witryny internetowe. Te, oczywiście, muszą mieć niezmienne numery IP; w przeciwnym wypadku nie byłyby możliwe do natychmiastowego odnalezienia przez użytkowników. Dlatego właśnie, jeśli Kowalski sprawdza – buszując po Sieci – swój aktualny numer IP, to może za każdym sprawdzeniem uzyskać inny wynik; jeśli jednak Kowalski założył gdzieś w internecie swoją prywatną witrynę, to ona już ma numer stały, zawsze ten sam.

Rozwiązanie z dynamicznym przydzielaniem numerów IP jest – powiedzmy z miejsca – koniecznością, wynikającą z potrzeby oszczędnego gospodarowania tym numerowym dobrem. Wynika ona zaś stąd, że obecnie komunikacja w internecie zorganizowana jest właśnie w oparciu o te cztery grupy liczbowe, czyli według systemu (fachowcy mówią: protokołu) o nazwie IPv4. A ten system pozwala używać jednocześnie maksimum 4 294 967 295 ponumerowanych „przedmiotów”; na kilometr kwadratowy powierzchni naszej planety daje to ok. 8,5 dostępnego adresu. I – choć to ponad 4 miliardy! – okazuje się to już za mało!

Przypomnijmy sobie, co się działo z numeracją naszych samochodów: używany niegdyś system (zresztą: też któryś z kolei), wykorzystujący dwie litery i cztery cyfry, w pewnym momencie również okazał się zbyt mało pojemny i trzeba go było zastępować nowym. Zupełnie podobna sytuacja jest obecnie w internecie, przy czym słowo „obecnie” należy tu traktować dość umownie: problem dostrzeżono już całkiem dawno, zaczęto zaś rozwiązywać technicznie w roku 1995: trzynaście lat temu…

Rada na problem nazywa się IPv6. Jest to w zasadzie ten sam „protokół” IP, tylko używający nie czterech, ale sześciu grup cyfr (stąd ta szóstka). Ta z pozoru mała zmiana pozwala już ponumerować… drobiazg, 3,4×1038 obiektów. Wykonanie działania 3,4×1038 : 4,3×109 zostawiam lubiącym rachunki Czytelnikom; tyle razy więcej rzeczy da się opisać po nowemu. Oznacza to, że teraz będziemy mieli do dyspozycji… 6,7×1017 ( to jest 67 z szesnastoma zerami) wolnych adresów na każdy milimetr kwadratowy (!) powierzchni Ziemi; liczba to wręcz niewyobrażalna. Z pewnością wystarczy, by każdy istniejący komputer otrzymał swój numer na stałe; i jeszcze zostanie ogromnie dużo wolnych adresów.
No i właśnie. Co to znaczy?

A no, ni mniej, ni więcej tylko tyle, że można będzie przypisać stały numer IP nie tylko komputerowi, ale także jego właścicielowi, mieszkaniu tego właściciela, jego samochodowi, a także każdym jego gaciom i chusteczce do nosa; słowem, wszystkiemu. Każdej rzeczy żywej lub martwej.
Wyobraźmy sobie teraz, że każda taka rzecz zostanie wyposażona w miniaturowy lokalizator GPS; już dziś nie nastręczyłoby to żadnych trudności technicznych i nie byłoby jakoś przesadnie kosztowne, jest to więc pomysł całkiem realny. Co z tego wyniknie?

Dużo dobrego. Jeśli jakiś niechętny pracy łobuziak – niech się zowie Walczak - gwizdnie Kowalskiemu zegarek (albo nawet właśnie chustkę do nosa), to światowy system komputerowy, taki Internet przyszłości, będzie o tym natychmiast wiedział. Kowalski może nawet nie spostrzec straty: komputery same rzecz zarejestrują w swoich bazach danych i zawiadomią – jeśli wykryją brak autoryzacji takiego przemieszczenia - o zmianie właściciela zegarka najbliższy posterunek policji. Policja pojedzie do Walczaka i w ogóle nie będzie go musiała pytać o miejsce ukrycia łupu, bo ono też będzie znane systemowi. Będzie też zbędny proces, bowiem fakty i dowody są w takiej sytuacji niepodważalne i oczywiste. Po prostu, system automatycznie odnotuje po niedługim czasie, że… Walczak na kilka lat zmienił adres; nowy brzmi mniej więcej tak: cela numer 6, Państwowy Zakład Karny w Białołęce. Wszystko; w tym układzie nawet sąd staje się, jak powiedzieliśmy, w dużej mierze zbędny, choć pewno politycy zachowaliby go pro forma.
Mhm, całkiem fajna perspektywa. Były minister Ziobro – gdyby mógł ją sobie intelektualnie przyswoić – byłby zapewne zachwycony. Ja mniej. Ponieważ obok niewątpliwie pozytywnych, rzecz ma też aspekty nie tyle nawet negatywne, ile wręcz nie do przyjęcia.

Opisany system – jeśli byłby wdrożony – pozbawiłby nas bowiem prywatności w skali całkowicie niewyobrażalnej. Byłoby to coś dużo większego – i groźniejszego – od Orwellowskiego „Wielkiego Brata”. I nie chodzi tu wcale o to, że zdradzane żony z łatwością nakrywałyby niewiernych małżonków (lub odwrotnie), życie bowiem każdego człowieka byłoby rejestrowane w jakichś terabajtach pamięci komputerowych z dokładnością do każdej minuty i każdego miejsca, w którym kiedykolwiek byliśmy.

Chodzi o to, że gdyby władzę w jakimś państwie objęła grupa, uzurpująca sobie prawo decydowania o ludzkich zachowaniach (czy, innymi słowy, o ludzkiej moralności), to – mając do dyspozycji taki system – z łatwością wypleniłaby inaczej myślących i ugruntowała swoje panowanie na wieczność. Byłby to technologiczny koniec demokracji, totalitaryzm w najskrajniejszym wydaniu. A historia uczy, że takie grupy władzę często w demokratycznych wyborach zdobywały; i wcale nie mam tu na myśli incydentu z objęciem rządów przez niejakiego Adolfa, tylko sięgam w okolice i czasy znacznie nam bliższe. Na szczęście, nie miały do dyspozycji protokołu IPv6.

Zatem, kochani: zachwycajmy się nowoczesną technologią, ile wlezie. Bawmy się naszymi cudownymi iPhone’ami i makintoszami, to miłe.
Ale nie przesadźmy. „Umiar jest ozdobą wieku dojrzałego” mawiał wuj Leon. Miał rację. Zasłużmy na miano ludzi dojrzałych. W szczególności zaś: wystarczy, jak ponumerowane będą komputery. Zupełnie wystarczy.

Bogdan Miś

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics