Adrian Markowski: Quo vadis… IT?

2009-08-03 12:52

Wielu moich kolegów po fachu lubuje się w przewidywaniu przyszłości. Mam tu na myśli nie tylko tak zwanych publicystów (tych, których twarze każdego dnia pojawiają się na ekranach telewizorów), co to znają  się i na polityce i ekonomii, i jeszcze na dodatek są autorytetami w dziedzinie moralności. Im ostatecznie opowiadanie bajek mogę jeszcze wybaczyć. Najbardziej denerwują mnie dziennikarze, którzy podążając za owczym pędem wypisują bzdurne przepowiednie dla gospodarki, powodując swoimi publikacjami znaczenie więcej szkody niż pożytku. A że z wiadomych przyczyn zjawisko to nasiliło się ostatnio, chciałbym pokazać – posługując się przykładami z naszego podwórka – że znacznie lepiej jest zadawać pytania, niż formułować gotowe twierdzenia, których jedyną zaletą jest to, że czytelnikom włosy od nich stają dęba. 

W wielu rozmowach, jakie prowadziłem w ciągu ostatnich miesięcy przewijał się temat najbliższej przyszłości naszej branży. Nie było to spowodowane żadnymi konkretnymi wydarzeniami. Po prostu, najwidoczniej osoby, z którymi rozmawiałem, dzieliły ze mną przekonanie, że przeżywamy właśnie okres zmian i już w najbliższej przyszłości branża najprawdopodobniej będzie wyglądała inaczej niż teraz.

Przede wszystkim, wielokrotnie pojawiało się pytanie, czy branża IT (dla niewtajemniczonych – Information Technology, Technologii Informatycznej) jest jeszcze… IT, bo jej obecny obraz nie wydaje się mieć wiele wspólnego z tym, co obserwowaliśmy jeszcze kilka lat temu.

W branży IT, podstawowym produktem był komputer stacjonarny, a jej „krwioobiegiem” – strumień pieniędzy, które płynęły od użytkownika końcowego do resellera, a następnie dystrybutora i producenta. C-brandy miały większościowy udział w rynku, zasilając tym samym gotówką ogromny rynek komponentowy, rynek akcesoriów i urządzeń peryferyjnych.

Porównując ten stan rzeczy z dniem dzisiejszym dostrzeżemy tylko i wyłącznie różnice. I to na każdej płaszczyźnie!

Na rynku zdecydowanie króluje notebook, który śmiało można zaliczyć do tak zwanych „finished goods”, a więc produktów, w przypadku których sprzedawca nie ma już nic do zrobienia (oczywiście poza zainkasowaniem należności od klienta). Jednocześnie obserwujemy schyłek stacjonarnego peceta i zarazem C-brandów, których udział w coraz szczuplejszym rynku systematycznie się zmniejsza. Skoro montowanych jest coraz mniej desktopów, naturalną kolejną rzeczy musi spadać popyt na komponenty i monitory – kanał dystrybucyjny, w części związanej z komputerami stacjonarnymi z każdym dniem traci na znaczeniu.

Można byłoby sądzić,  że dominacja notebooka wcale nie musi pociągać za sobą  żadnych dramatycznych zmian przynajmniej w kanałach sprzedaży. Notebooki można przecież sprzedawać z takim samym powodzeniem, jak zmontowane własnymi rękami desktopy. Niestety, nic bardziej mylnego. Rzecz w tym, że wraz z rozpowszechnianiem się komputerów, zaczęły one być postrzegane jako produkt czysto użytkowy. Nabożny stosunek użytkownika końcowego do maszyny to zjawisko historyczne – komputer jest dziś dla większości klientów równie „seksowny” jak toster. Być może odrobinkę przesadziłem, ale jestem przekonany, że wielkość telewizora ma obecnie znacznie większe znaczenie dla tak zwanego prestiżu właściciela, niż jego notebook (o desktopie nie wspomnę).

Rezultat jest taki, że notebooki są na najlepszej drodze (zjawisko to dokonuje się na naszych oczach), by stać się częścią typowej oferty elektroniki użytkowej (RTV/AGD). Z IT w pojęciu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, mają coraz mniej wspólnego.

Jeszcze parę lat temu, jednym z tematów, budzących w branży największe emocje, była konkurencja ze strony sklepów wielkopowierzchniowych. Na rozwiązanie nie było pomysłu. Najbardziej sensownie brzmiały sugestie, że należy walczyć  jakością obsługi klienta. Nie sądzę, by ktokolwiek spodziewał się, że w krótkim czasie obsługa, czyli wiedza sprzedawcy, tak bardzo straci na znaczeniu skutek „notebookowej rewolucji”. 

Nie wiem, czy ktokolwiek zajmował  się kiedykolwiek historią sprzedaży w aspekcie zmian, jakim podlegały kanały sprzedaży różnych produktów. Sądzę jednak, że komputery i związane z nimi towary przeznaczone dla użytkownika indywidualnego mogą przechodzić proces podobny do tego, jak być może przechodziła sprzedaż sporej części elektroniki użytkowej. Radioodbiorniki, gramofony, czy magnetofony sprzedawano ongiś – jak mniemam – w przeznaczonych do tego specjalnie sklepach, a sprzedawca z całą pewnością musiał poświęcić każdemu klientowi sporo czasu. Dziś odtwarzacze płyt bierze się z półki, a jedynie najbardziej wymagający i wyposażeni w grubsze portfele klienci kręcą długo nosem, wybierając w specjalistycznych sklepach sprzęt audiofilski (którego odpowiednikiem w IT będzie zapewne sprzęt dla graczy i profesjonalistów z kilku branż etc.).

Co to wszystko oznacza?

Jak wspomniałem na początku, zdecydowanie wolę zadawać pytania niż formułować  twierdzenia.

Czy sprzedaż detaliczna jest dla resellerów rynkiem już straconym? Czy na rynku ostatecznie przetrwają tylko najwięksi detaliści, a mniejsze firmy będą  musiały wyspecjalizować się w usługach albo zniknąć? Czy wobec takiej sytuacji dystrybutorzy będą musieli szybko zmierzać w stronę modelu dystrybucji w wartością dodaną? Jak będzie wyglądała branża za dwa lata?

Quo vadis… IT?

Adrian Markowski (naczelny CRN) 

 

 

 

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics