Andrzej Ehrlich: Z kuchni tłumacza
Lubię tłumaczyć książki. Szczególną przyjemność sprawia mi wyszukiwanie sformułowania, które wiernie odda myśl autora (nawet zawiłą), a jednocześnie dobrze zabrzmi po polsku. (Kiedyś przetłumaczyłem aforyzm Thomasa Edisona: „Genius is one per cent inspiration and ninety nine per cent perspiration” na „geniusz to jeden procent polotu i dziewięćdziesiąt dziewięć procent potu”. Wciąż wydaje mi się to niezłe).
Pewnym problemem związanym z tłumaczeniem z angielskiego jest wieloznaczność wyrazów. Niekiedy przyjaciele pytają mnie „co to znaczy … ?” Często odpowiadam: „nie wiem; przeczytaj mi całe zdanie”. Wystarczy na dowolnej stronie otworzyć „Wielki słownik angielsko-polski” PWN-Oxford, żeby natrafić na wyrazy mające po kilkanaście, a nawet po kilkadziesiąt znaczeń. Nie chodzi mi przy tym o przyimki, takie jak „in” lub „out”, albo o czasowniki wchodzące w skład form złożonych, takie jak „go” czy „come”, nie mówiąc już o posiłkowych „be” czy „have”. Dobrymi przykładami takich wieloznacznych wyrazów są: „mix” (W „Wielkim słowniku” wymieniono 6 znaczeń rzeczownika i 16 znaczeń czasownika, w formach złożonych dalsze 15, a ponadto 2 wyrażenia idiomatyczne), „present” (4 znaczenia 2 różnych rzeczowników, 6 znaczeń przymiotnika, 20 znaczeń czasownika), albo „failure” (14 znaczeń).
W dziedzinie, którą się głównie zajmuję – organizacji i zarządzania - szczególnie wiele znaczeń mają wyrazy „manage” i „management”. Oczywiście oznaczają one „zarządzać” i „zarządzanie”, ale oznaczają też: „radzenie sobie”, „gospodarowanie”, „kierowanie”, „prowadzenie”, „obchodzenie się (z czymś)”, „posługiwanie się” i wiele innych rzeczy. Jednakże najczęściej pisze się o „zarządzaniu”. Niektóre określenia brzmią dość zabawnie, jeżeli się dokładniej zastanowić nad ich znaczeniem. Na przykład „crisis management”, czyli „radzenie sobie z kryzysem” bywa tłumaczone jako „zarządzanie kryzysem” albo „zarządzanie kryzysowe”. Co to właściwie znaczy? Irytuje mnie też popularne ostatnio „zarządzanie czasem” (time management), gdyż trudno zarządzać czymś, na co się nie ma wpływu. Trafniejsze byłoby „gospodarowanie czasem”, ponieważ mamy do dyspozycji akurat 24 godziny na dobę, ani mniej, ani więcej; od nas zależy jedynie to, jak je wykorzystamy.
Coraz częściej przekonuję się przy tym, że w polskim można znaleźć odpowiedniki niemal wszystkich angielskich terminów z dziedziny zarządzania. Piszę „niemal”, bo istnieją jednak także wyrazy angielskie, nie mające ścisłych polskich odpowiedników. Jednym z nich jest na przykład „timing”, co oznacza wybór na coś odpowiedniego czasu (nie za późno i nie za wcześnie}. Czyżby brak tego terminu miał jakiś związek z tak częstą w Polsce niepunktualnością? Innymi takimi wyrazami są: wspomniane wyżej „failure”, niepowodzenie, jednakże z podtekstem winy („I failed to…” to raczej „zawiodłem” niż „nie udało mi się”), „follower” – ten, który idzie za przywódcą (najbardziej zbliżone do tego terminy to „zwolennik”, może „wyznawca”, niekiedy „podwładny”). Są też wyrazy, które pierwotnie ściśle oddawały sens jakiegoś terminu angielskiego, ale są używane w zupełnie innym znaczeniu. Przykładem tego jest wymieniona przez prof. Tadeusza Kotarbińskiego w „Traktacie o dobrej robocie” „spolegliwość”, czyli możliwość polegania na kimś (ang. „dependability”) najczęściej używana ostatnio w znaczeniu „uległości”, mającej dość pejoratywne zabarwienie.
Czasem jedynym wyjściem jest stworzenie odpowiedniego neologizmu. Dobrym tego przykładem jest obmyślony przez prof. Stefana Kwiatkowskiego wyraz „interesariusz" (stakeholder) – przez analogię do akcjonariusza (shareholder) - czyli osoba pod jakimś względem zainteresowana w danym przedsiębiorstwie (najogólniej biorąc, obok jego bezpośrednich właścicieli – akcjonariuszy – także pracownicy, klienci, dostawcy i tak dalej).
Jednym z dość powszechnie stosowanych rozwiązań tego rodzaju trudności jest bezpośrednie wprowadzanie do języka polskiego angielskich wyrazów lub określeń. W miarę możliwości staram się tego unikać. Szczególnie zaś irytujące jest wprowadzanie na siłę do języka polskiego angielskich określeń na coś, co już ma zupełnie dobrze funkcjonującą nazwę polską (często zresztą pochodzącą z języka obcego – z francuskiego, łaciny lub niemieckiego). Dobrym tego przykładem są popularne ostatnio w żargonie zarządzania terminy „coach” i „coaching”; w terminologii angielskiej (a ściślej mówiąc, amerykańskiej) zostały one zapożyczone z języka sportowego i oznaczają odpowiednio „trenera” i „trenowanie”. Czemu mielibyśmy unikać tych wyrazów, które już się zadomowiły w polskim? Listę takich określeń można mnożyć: konsulting (czy doradztwo nie brzmi dostatecznie wzniośle?) outsourcing, benchmarking, reengineering (szczęśliwie już zamierający) itd. itp. Zresztą dotyczy to nie tylko dziedziny zarządzania. Czy tak naprawdę nie razi wyrażenie „casting”? „Cast” to po angielsku „obsada” (zwłaszcza w teatrze lub w filmie); zatem casting to „dobieranie obsady”, ostatecznie „obsadzanie”. Jednakże „casting” brzmi dumnie! Mimo woli przypomina mi się dobrotliwie wyśmiany przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego puryzm językowy dr Stanisława Kurkiewicza, który starał się całkowicie spolszczyć terminologię seksuologiczną. Osobiście wolałbym grzeszyć przesadnym puryzmem, niż skłonnością do obcojęzycznych wtrętów.
Krótko mówiąc, chciałbym prosić tych, którzy zajmują się problematyką organizacji i zarządzania, a już zwłaszcza dziennikarzy piszących o tych dziedzinach (którzy przecież kształtują język stosowany w praktyce), żeby zechcieli w większym stopniu korzystać z naprawdę bogatego słownictwa polskiego, bez uciekania się do zbędnych anglicyzmów. Może warto też byłoby zajrzeć do dzieł klasycznych – jak wspomniany „Traktat o dobrej robocie” – żeby przypomnieć sobie niektóre ważne, a niemal już nieużywane terminy?
Chciałbym na koniec kilka słów poświęcić redaktorkom tłumaczonych przeze mnie książek (tak się składa, że były to w przeważającej większości panie; zaledwie parokrotnie redaktorami moich przekładów byli panowie). Chociaż nieraz się z nimi wykłócałem, jestem im głęboko wdzięczny za pomoc. Niemal zawsze traktowałem je jako pierwsze czytelniczki moich tekstów; jeżeli zrozumiały poszczególne sformułowania inaczej, niż było moim zamiarem, oznaczało to, że użyłem nieodpowiednich wyrazów. Martwi mnie coraz powszechniejsza w wydawnictwach tendencja do rezygnowania z merytorycznego redagowania książek; mocno podejrzewam, że ujemnie odbije się to na ich jakości. Kolejna zatem prośba, tym razem do wydawnictw: nie oszczędzajcie na redaktorkach!
Andrzej Ehrlich
Dr Andrzej Ehlich, wybitny specjalista - praktyk i teoretyk z dziedziny orgtanizacji i zarządzania ma także opinię jednego z najlepszych w Polsce tłumaczy na polski anglojęzycznych tekstów ekonomicznych
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


