Azrael: Etyka jawności sterowanej

2009-10-13 14:13

Rzetelność dziennikarska i etyka to określenia uzupełniające się. Niestety, chyba dość dalekie polskim dziennikarzom, niezależnie gdzie piszą. Czy jest to prasa codzienna, magazyny i tygodniki, czy po prostu internet. O poziomie wyrażał się nie będę;  na nic zdają się tu korporacyjne działania, wmawiające nam, czytelnikom, widzom i słuchaczom, że jest dobrze, lepiej niż przed laty. Zależność dziennikarzy nie tylko od wydawców, ale również od grup wpływów politycznych, czy biznesowych, jest aż nadto widoczna. 

Są jednak dziennikarze, gotowi bronić dziennikarskiej “prawdy i niezależności”, nawoływać do przestrzegania kanonów zawodu, jego posłania i etyki, choć sami nie trzymają się standardów niezależnego, rzetelnego dziennikarstwa. 

O Bronisławie Wildsteinie, publicyście “Rzeczpospolitej”, a nie tak dawno niezależnym szefie telewizji publicznej (sic!), pisałem już wielokrotnie, ukazując nie tylko jego przekłamania, polityczne uzależnienie i miałkość przekazu, ale również nierzetelność intelektualną. Redaktor Wildstein jednak, od czasu napisania powieści z kluczem, “Dolina nicości”, przyznaje sobie status guru, wyroczni dziennikarskiej, żeby nie napisać - “świętej krowy” dziennikarstwa polskiego. Jest postrzegany przez dużą grupę środowisk prawicowych nie tylko jako zdolny, wybitny publicysta, ale również jako pewien punkt odniesienia i drogowskaz moralny. Co tylko powie, lub co napisze, jest słowem prawdy, czystej prawdy moralnej, etycznej i zawodowej. Sam wszedł na postument przeznaczony dla guru, którego się słucha, ale z którym się nie polemizuje, ponieważ głosi prawdy objawione, nie podlegające dyskusji. Szkoda jednak, że jego czytelnicy (wyznawcy) nie potrafią tego, co wychodzi spod jego pióra, odnieść czasem do kontekstu szerszego, niż czysta zawartość artykułu. 

Wczorajszy artykulik redaktora Wildsteina pod tytułem “Ta bezwstydna jawność”, umieszczony na portalu “Rzeczpospolitej” jest tak kuriozalnie intelektualnie zakłamany, że aż trzeba go przytoczyć i rozebrać w całości. Dotyczy on postaw (złych w założeniach) dziennikarzy (oczywiście tylko tych poza “R”) w sprawie afer, ujawnionych przez Mariusza Kamińskiego. 

Pisze oto pan redaktor: 

    Dziennikarze są  od ujawniania. Od podawania faktów, nie tylko tych oficjalnie nam dostarczanych przez rozmaite gremia, ale od wyszarpywania tych, które ci sami chcą przed nami ukryć. 

Zgoda, pod wszakże takim warunkiem, że fakty te zostały zdobyte zgodnie z kanonem rzetelności i uczciwości dziennikarskiej, a nie zostały przekazane dziennikarzowi jako tak zwana “wrzutka” służb specjalnych. Tak się stało w przypadku afery stoczniowej, gdzie ewidentnie dziennikarze “Wprost” otrzymali dokumenty CBA od funkcjonariuszy służby, a ich publikacja miała na celu rozpętanie afery o charakterze politycznym. Dziennikarze niczego nie “wyszarpali”. Posłużyli po prostu jako pas transmisyjny CBA – a służyć to miało nie ujawnieniu faktów, lecz określonym skutkom politycznym. 

    Dziennikarze są  agentami społeczeństwa, muszą  być jego oczami i uszami. Powinni docierać  tam, gdzie zwykły obywatel ma kłopoty z dotarciem, i dzielić się z nim wiedzą, którą w inny sposób trudno mu uzyskać. Media to dosłownie pośrednicy. To dzięki nim szeroka zbiorowość może zdobyć informacje, które pozwalają jej osądzić stan rzeczy w ich państwie, ocenić polityków i ich rządy. I to w ten sposób media powinny egzekwować swoją kontrolną funkcję. 

To, co się przedostało do prasy, zarówno w sprawach afery hazardowej, jak i drugiej, stoczniowej (w wyniku bardzo kontrolowanych przecieków), wskazuje na to, że świat mediów, dziennikarze stali się nie tyle agentami społeczeństwa, co narzędziami w rękach agentów służb. I mają służyć mydleniu oczu obywateli. Media stały się pośrednikiem – od służb do obywatela, wmontowanym w formę prowokacji i manipulacji. Nie wiele to ma wspólnego ani z przedstawianiem stanu faktycznego, ani z funkcją kontrolną mediów. 

    Piszę  oczywistości? Ale okazuje się,  że nie w III RP. Tu jawność zawsze była na cenzurowanym. Walczyli z nią ludzie na dziennikarskich etatach reprezentujący instytucje, które nazywają się mediami. Przypomnijmy tych, którzy ostrzegali przed powołaniem komisji śledczej w sprawie Rywina, lękając się, że jej prace doprowadzą do “obryzgania wszystkich” – jak powiedział klasyk tej formacji. 

Tu mamy odwołanie się  do etyki Wildsteina. Według niego jawność była zawsze cenzurowana, dziennikarze byli korporacyjnymi funkcjonariuszami. Gdzieś w podtekście jest wielokrotnie, a właściwie prawie zawsze przytaczany mit zbrodniczej III RP, powstałej na skutek spisku Okrągłego Stołu. Kto zna publicystykę Bronisława Wildsteina, wie, że jego pogląd na to jest prosty i zdeklarowany; III Rzeczpospolita powstała ze spisku i jest bękartem, a ci którzy jej bronią – są w tym spisku. Nasz redaktor tworzy własny mit, mit odrzuconych i przegranych, którzy przez te wszystkie lata nie mogli się wypowiadać, występować, ani w żaden sposób się realizować. I to oni  mają monopol na określanie tego, co jest białe aż do oślepienia blaskiem tej białości, a co jest czarną, ponurą dziurą. 

    Dziś  mamy do czynienia z kolejną kampanią funkcjonariuszy III RP w dziennikarskich przybraniach. Gazety opublikowały sprawy, które kompromitują znaczących polityków partii rządzącej. Ci się bronią, jak umieją, i oskarżają służbę, która sprawę wykryła, o prowokację, a dziennikarzy o współudział. Okazuje się, że znajdują medialnych sprzymierzeńców, dla których problemami nie są skandaliczne konszachty liderów partii rządzącej z szemranymi biznesmenami, nie jest przeciek, który pali śledztwo w tej sprawie, nie są dziwacznie nieudolne i naruszające reguły próby sprzedaży stoczni, nie – dla nich problemem jest ujawnienie tych spraw. 

Nie, problemem nie jest ujawnienie korupcyjnych związków polityków z biznesem, czy nieudolności urzędników państwowych. Problemem jest to, jak to się robi i z jakim celem. Dla Wildsteina jest jednoznaczne, że ci, którzy bronią praw polityków do obrony i przedstawienia całego obszaru działań administracji w sprawie stoczniowej, to funkcjonariusze mediów. Natomiast ci, jak dziennikarze “Wprost” i “Rzeczpospolitej”, wykorzystywani przez Mariusza Kamińskiego i CBA jako megafony w walce politycznej, na rzecz Prawa i Sprawiedliwości, to białe gołąbki dziennikarstwa, niosące prawdę i li tylko prawdę… Kompletne pomylenie pojęć służby i zadań dziennikarstwa, szczególnie w kontekście dobra społecznego i państwa. 

Pisząc tak manipulacyjny artykuł, Wildstein kompletnie abstrahuje od kontekstu działań CBA i Kamińskiego. W ogóle nie bierze pod uwagę tego, jak informacje zdobyte zostały następnie wykorzystane przez niego dla zrobienia polityczno-medialnego zamieszania. Mam wrażenie, słuchając i czytając Wildsteina, że strasznie on nienawidzi tej III RP. Ma prawo – choć nie rozumiem, dlaczego do Polski wrócił z emigracji. Ale gorsze jest to, że tą nienawiścią szczepi swoją pracę, swoje teksty, a co za tym idzie – infekuje również swoich czytelników, odbiorców. 

Wynika to chyba z tego, że dla niego i części jego kolegów z “Rzeczpospolitej” najważniejsze jest to, aby całym swoim aparatem pojęciowym obalić mit sukcesu Polski minionego dwudziestolecia. Począwszy od tego, że teoria spisku służb specjalnych PRL i ich tajnych współpracowników ciążyła ponad belwederskim stołem, poprzez to, że “patriotycznej” opozycji zamknięto usta, aż do tego, że ponoć krępowano swobodę dyskusji i dostęp do polityki i społeczeństwa. 

I każdą sytuację  wykorzystuje, aby swoją teorię dalej rozpowszechniać. W walce o rzetelność dziennikarską. 

Azrael

Tematy do dyskusji: Azrael: Etyka jawności sterowanej

Zapraszamy do komentowania

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics