Bogdan Miś: Składam donos obywatelski

2010-02-18 16:33

Matematyka – to podobno trudna nauka. Tak przynajmniej uważają ludzie, którzy mieli pecha trafić na złego nauczyciela tego przedmiotu – czyli zapewne większość. Prawda jest jednak taka, że zdolności matematyczne – jak wszelkie inne – rozłożone są w społeczeństwie wedle słynnej krzywej dzwonowej Gaussa: tyle samo jest wśród nas ludzi kompletnie niezdolnych do jej opanowania, jak i geniuszy. Mniej więcej po 3% mianowicie; cała reszta, to ludzie przeciętnie zdolni, zasługujący na oceny między szkolną trójką a czwórką.  

Ale matematyka – to trudna nauka, głosi opinia publiczna. Wierzymy w to; i wierzą w to decydenci. 

Matematyka po latach wraca na maturę. To konieczne, bowiem bez tego nie ma co myśleć o sensownym naborze kandydatów na uczelnie techniczne i poważną ekonomię, nie mówiąc już o naukach przyrodniczych; kierunki,  dla nowoczesnego społeczeństwa dużo ważniejsze niż wszelkie idiotyczne „marketingi i zarządzania”.

Ale matematyka – to nauka trudna, wierzymy w ten idiotyzm.

Skoro tak, to trzeba młodzież przed maturą odstresować i zachęcić. Jak? Oczywiście, metodami nowoczesnej reklamy i marketingu, jakżeby inaczej. Wymyślono tedy wielką kampanię telewizyjną. Osoby zainteresowania publicznego – czyli tzw. celebryci – mają otóż przekonać młodych, że matematyka im w czymś tam w życiu pomogła, uczeni zaś matematycy w cyklu kilkudziesięciu króciutkich spotów pokazać przeróżne matematyczne ciekawostki.

Pomysł – jak pomysł. Może nawet i niezły. Sam za pomocą amatorskiej kamerki wideo (za darmo, jakby kto pytał; i zajmuje mi to około 2 godzin tygodniowo) robię takie rzeczy od roku na łamach „Studia Opinii” i w YouTube, wykorzystuję także te materiały w dwóch telewizjach internetowych. Cieszą się nawet te filmiki pewnym uznaniem widzów i mają zupełnie niezłą oglądalność. Kilkadziesiąt tysięcy widzów to zupełnie w porządku, jak sądzę. 

Powinienem tedy być zapowiadaną kampanią zachwycony; a nie jestem.

Jestem przerażony i na kilometr śmierdzi mi tu gigantycznym przekrętem.

Dlaczego? Z dwóch powodów. 

Po pierwsze – co mniej ważne – kampania będzie prowadzona na kanale TV4 o godzinie 18.55. Kanał jest niszowy, zero odbioru gwarantowane. Bez sensu. Ile by to kosztowało (o czym niżej), i tak: forsa idzie ewidentnie w błoto.

Po drugiewłaśnie koszta. Robiąc te swoje pogaduchy z cyklu „Nowe Ślady Pitagorasa” zastanawiałem się: ile by kosztowało zrobienie czegoś takiego profesjonalnie; tak się zaś składa, że ćwierć wieku spędziłem na różnych – dość ważnych – stanowiskach w TVP i troszkę się na tym znam. Wyszło mi, że gdybym miał do dyspozycji około 20 tys. złotych na odcinek – mógłbym porobić profesjonalne cuda. Owa suma jest w moim głębokim przekonaniu oszacowana z bardzo dużym zapasem, jest wręcz gigantyczna – ale niech będzie. Miejmy gest, zapłaćmy prawdziwym profesorom za pomysły, grafikom komputerowym za animacje, wynajmijmy autentycznych fachowców od światła, dźwięku i obrazy; i tak dalej. 

Kampania, o której mówimy, zaplanowana jest na 75 odcinków. Proste mnożenie przekonuje, że powinno to kosztować w sumie półtora miliona złotych. Sporo, prawda? Myślę, że tak sporo, iż gdybym z taką propozycją zgłosił się trzydzieści lat temu do Macieja Szczepańskiego, to zanim skończyłbym mówić – już bym nie pracował. I Szczepański miałby rację: niewątpliwie, da się to zrobić taniej.

Otóż: te półtorej „bańki” to drobiazg. 

Koszta kampanii zaplanowano na około 113 milionów złotych. Ze środków Unii Europejskiej. Kampania rusza za kilka dni, więc te pieniądze już wydano. Na coś, czego nikt nie obejrzy. W niszowej telewizji pana Solorza.

Panie, panowie, drodzy Czytelnicy „Studia Opinii” oraz szanowni oficerowie Centralnego Biura Antykorupcyjnego:  oto jest przekręt-gigant. „Afera hazardowa” nie pociągnęła za sobą żadnych rzeczywistych kosztów, jeśli nie liczyć drinków, wypitych przez paru prowincjonalnych głupków w jakimś „Pędzącym Króliku”; ale to było na ich koszt, nie mój, ani Unii. „Afera Rywina” polegała wyłącznie na żądaniu jakiejś forsy przez podlanego wódą biznesmena. 

Tu rzeczywiście wydano grubo ponad 100 mln złotych.  Pisze o tym od dwóch dni cała prasa; z zachwytem zresztą, bo „matematyka jest trudna”.

Ile zrobiono by za te pieniądze odcinków "Teleranka", zdjętego ostatnio z anteny przez rządzących Telewizją Publiczną - z braku pieniędzy? Powiem wam: około tysiąca...

Wzywam współdziałających w tym niebywałym skandalu: Centralną Komisję Egzaminacyjną oraz agencje DDB Warszawa i Optimum Media OMD (realizatorów przedsięwzięcia), do natychmiastowego rozliczenia się z tych monstrualnych pieniędzy przed opinią publiczną. Żądam szczegółów: kto wziął jakie honoraria, ile wyniosły marże, ile kosztowała produkcja w rozbiciu na poszczególne pozycje wykonawcze; i proszę mi nie zasłaniać się tajemnicą handlową.

Wzywam panią minister Hall do zabrania głosu w tej cuchnącej sprawie.

Raz jeszcze proszę stosowne organa Rzeczypospolitej o natychmiastowe zajęcie się problemem. Proszę traktować niniejszy tekst jako obywatelskie doniesienie prasowe o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Tu macie dostęp do tych arcydzieł sztuki filmowej; sukcesywnie są publikowane na portalu Interklasa. Sądząc po pierwszych odcinkach - do zrobienia ich potrzebny był 1 człowiek płci dowolnej do gadania, kolorowa zastawka do kluczowania koloru (pewno taka zielona płachta 2x2 m, jaka jest dołączana do jednego z programów do edycji wideo) i jeden facet do pisania na szkle koślunami wzorków. No i jedna kamera. 

Znamienne: żadnych nazwisk autorów ani konsultantów, nie mówiąc już o reżyserze, scenografii itp.

 

Bogdan Miś

Źródła:

Pierwsze komentarze

do tego artykułu znajdują się tutaj 

Tematy do dyskusji: Bogdan Miś: Składam donos obywatelski

Zapraszamy do komentowania

Wyszukiwanie

Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:

Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu




Od redakcji 

Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże  sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji). 

Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.

Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.

Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.

Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.

 

 

 

 

Ernest Skalski poleca swój esej

BIEDNI I BOGACI III RP

 

Nowa pozycja: esej Mirosław Malcharek: 

Apage, satanas

Z notatnika amatora-egzorcysty

Clip to Evernote