Brakuje liberałów
Leszkowi Balcerowiczowi
Z końcem lat 60. ubiegłego wieku starałem się, z całą dopuszczalną wtedy cenzuralnie energią, popularyzować sztukę zarządzania w przemyśle. „Wyzwanie amerykańskie” Servan-Schreibera odkryło Europie źródła przewagi USA. I wydawało się, że w gospodarce „socjalizmu” umiejętność zarządzania okaże się na tyle apolityczna, by można ją było rozwijać jako postęp dla ustroju nieszkodliwy. Było zaś kogo w kraju popularyzować. Witolda Kieżuna poznałem jeszcze w roku 1957, kiedy w NBP kredytował zwalnianych z administracji centralnej (w tym i z aparatu); pomysł był genialny, po latach prof. Kieżun podsunął go premierowi Kanady - i ten bez napięć „odchudził” swą centralną biurokrację. Było dwóch młodszych pionierów – Andrzej Zawiślak i Andrzej Koźmiński (w wolnej Polsce twórca i szef najważniejszej uczelni tej specjalności). No i był Tadeusz Kochanowicz, w randze ministra, eks-PPSiak, dla partii nieszkodliwy maniak – twórca Centralnego Ośrodka Doskonalenia Kadr Kierowniczych, który na marginesie reżimu wykształcił dosłownie setki menedżerów; u jego boku - Andrzej Ehrlich (obyż tu zaczął pisać!). Potem objawił się znakomity Janusz Gościński – słowem uformowała się prawie z roku na rok cenna elita fachowa (trzech panów już nie żyje), elita z opinią – nieszkodliwej politycznie; drażnić zaczęła partię dopiero później.
W latach 70. utarło się w tym gronie mawiać o ekonomistach, że znają się na ekonomii, ale nie na gospodarce. Po roku 1970 rządził faktycznie Jaroszewicz, na funkcjonowanie gospodarki mieli jednak ci „socjalistyczni ekonomiści” duży wpływ. Faktyczną o niej wiedzę mieli - dziennikarze, głównie - „Życia Gospodarczego”. Znali struktury, dyrektorów, stosunki z aparatem partyjnym. Ekonomiści operowali kategoriami „zagregowanymi”, wartościami i relacjami łącznymi, nie interesując się nawet tym, jak przedsiębiorstwo układa sobie stosunki z innymi i z władzami wyżej, jak oszukuje, „zaczepia się w planie”, „załatwia” – a „załatwiać” trzeba było wszystko, od zaopatrzenia po wysyłkę, omijając wszechobowiązujące wskaźniki. Wskaźniki obmyślali „ekonomiści”. Zarządzania pod uwagę nie brali, struktur nie pojmowali. Do dziś przetrwały w górnictwie w postaci spółek, holdingów i kompanii dawne zjednoczenia, choć inż. Franciszek Morawski, ekspert niekwestionowany, już w roku 1970. udowodnił, że w kopalnictwie starczy jako przedsiębiorstwo - kopalnia lub zespół kopalni, pracujących na jednym złożu. Tak samo pozostał monopol telekomunikacji, sprzedany innemu monopolowi, i to państwowemu, choć w Finlandii sieć ogólnokrajowa jest własnością spółki lokalnych operatorów. Ci jak u nas w Chmielniku Rzeszowskim za rozmowy lokalne nie biorą nic poza abonamentem.
Proszę się nie dziwić, że w czasie fenomenalnej operacji zespołu Balcerowicza w roku 1990 pisałem „Ostrożnie, Panie Premierze”. Nie dowierzałem, że ekonomiści, nawet genialni, pozakręcają wszystkie kurki z inflacją – wiedziałem, jak sprytnie nasz przemysł umie obchodzić wszelkie ograniczenia i bariery. A jednak ten pakiet ustaw dokonał swego. Owo jedyne w swym rodzaju, „skokowe” przejście od gospodarki „planowej” do rynkowej i do zdrowego, normalnego pieniądza mam od lat za osiągnięcie naukowe, godne ekonomicznej nagrody Nobla (kompromitują w moich oczach tę nagrodę wyróżnienia dla prac, no, dość, tuzinkowych).
Niemniej potem okazało się, że ekonomiści, już prawdziwi, jak o zarządzaniu, tak i mało wiedzą o metodyce prywatyzacji. Co gorsza, nie zaciekawiły ich niczyje doświadczenia. Stąd rzekoma prywatyzacja „kapitałowa” zamieniła się w prywatyzację „urzędniczą” – zamiast żeby partnerów kapitałowych wyszukiwały sobie same przedsiębiorstwa. Udało się ściągnąć do Polski Louisa Kelso – to Kelso obmyślił techniki finansowe dla „prywatyzacji” słabujących przedsiębiorstw, których wielkie korporacje chciały się pozbyć. Ówczesny szef prywatyzacji nie raczył się z nim spotkać (żałował w kilka lat później). Pozostały technikami u nas nieznanymi zarówno „leveraged” MBO, Management-Buy-Out, kredytowany wykup decydującego pakietu akcji przez menedżera (menedżerów), jak ESOP, Employee Stock Ownership Plan, kredytowany wykup części udziałów przez spółkę pracowniczą (nie żadna sprzedaż pojedynczych akcji pracownikom, ani tym bardziej – ich rozdawnictwo). To był wykup do spłaty wyłącznie z zysków przedsiębiorstwa, nie ze sprzedaży akcji. ESOPowi nic nie pomogło, że był programem Reagana, a wcześniej – Piusa XI. Związki zawodowe są przeciw. W USA też były.
Ekonomiści nadal, obawiam się, nie rozumieją struktur wielkich korporacji. Na zdrowie tychże nie działa giełdowa własność prywatna. Jak w socjalizmie – jest anonimowa, rozmyta, nikt nie zarządza takim biznesem jak swoim. Problemem jest, jak własność uczynić podstawą zarządu, przymusowo płaci się menedżerom część wynagrodzenia w akcjach, ale im wystarcza obudowa spolegliwą radą nadzorczą. W przemyśle, w handlu, w bankach. I sami grają (na giełdzie). I kosztują. Do światowej zapaści finansów przyczyniła się tolerancja dla monopoli i dla nieprawdopodobnych kosztów własnych ich zarządzania. Także u nas. Nasz węgiel mógłby być o 20% tańszy, elektryczność kupowana przez sieć od elektrowni bez „koncernów” - też. Ale brakuje liberałów.
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


