Czy mamy płacić więcej
Spróbuję tu wytłumaczyć, dlaczego nie padliśmy. Poprawi mnie ewentualnie Piotr Kuczyński, w naszej sytuacji nieoceniony znawca obrotów pieniężnych (do jego ważnych uwag jeszcze wrócę, z melancholią wspominam, co pisałem o zniesieniu w 1999 r. przedziału w USA między bankami „kredytowymi” a „inwestycyjnymi”).
Otóż rozszalała w USA gorączka giełdowa przypominała dokładnie to, co działo się w tzw. „pozłacanych” latach dwudziestych XX wieku (czy też w roku 1720 w londyńskiej City, nic tu nowego, proszę zajrzeć do mojej „Nieco innej historii cywilizacji”). Zapożyczali się Amerykanie na budowę swoich domów, willi, rezydencji itp. w dolarach „wirtualnych”, licząc na swe konta w różnych funduszach giełdowych. Kiedy rozdmuchane „madoffy”, przekłute spadkiem popytu na nowe budownictwo, zaczęły padać, okazało się, że zadłużonym zostały ułamki ich kont, stąd katastrofa, a wartość tego, co miały banki w ich zobowiązaniach, teraz nie do zrealizowania, spadła również o miliardy dolarów. Zlicytowanie dziś obciążonych hipotecznie dłużników nic nie da - ich wille, w sumie warte miliardy, nie znajdą nabywców, skoro popyt wyczerpał się już dwa lata temu (na co wtedy zwracałem uwagę, ostrzegając, że i w Polsce rynek na budownictwo „własnościowe” jest ograniczony).
Polacy nie grali na giełdzie. Po doświadczeniu z klęską „Pioniera” nie palili się do ryzykowania ciężko zarabianymi złotówkami. Zadłużając się na swoje „własnościowe” budownictwo mieszkaniowe (w tym i na wille), nie liczyli na żadne konta w funduszach giełdowych. Recesję w Polsce wywołało przede wszystkim załamanie popytu na nowe budownictwo – nową prosperity może zapewnić dopiero budownictwo „czynszowe”, w skali pół miliona mieszkań rocznie przez 10 – 12 lat. Załamanie popytu ze strony rynków zagranicznych przyczyniło dalszych ograniczeń, stąd obniżenie dochodów i bezrobocie. Obniżenie tym samym popytu wewnętrznego, ale nie katastrofa. Przy katastrofie popytu spadłyby mocno ceny artykułów codziennego użytku i żywności, tymczasem – jako prowadzący w domu zakupy – nie dostrzegam takich tendencji. Dobre mięsa nawet drożeją.
Polacy winni są bankom nie trzydzieści kilka, a trzysta kilkadziesiąt miliardów zł. Jednak nie „wirtualnych”, a prawdziwych złotych lub dewiz. Nie spłacą ci, którzy zadłużali się ponad stan, ale i takim mądre banki sprolongują weksle, bo wykończenie dłużnika da im tylko straty – skoro nie da się dobrze sprzedać tego, co dłużnik zbudował, bo nie ma już komu. 90 % tych kredytów, jak się ocenia, było kredytami na budownictwo. Łatwo przeliczyć, biorąc za podstawę 100 m kw. mieszkania po 10 tys. zł za metr kwadratowy (budowano sobie i po 300 m kw.), że polskie zadłużenie to kwestia jakichś trzystu tysięcy rodzin z warstwy średniej i powyżej średniej, czyli paru procent ogółu polskich rodzin. Akurat nie tych najbiedniejszych.
Czy będziemy musieli płacić więcej? Nasza klasa polityczna w każdej swojej wersji pilnie strzeże tajemnicy rozliczeń. Pamiętam niezwykły artykuł Wojciecha Misiąga, który odsłonił szerszej publiczności tzw. fundusze pozabudżetowe, których praktycznie nikt nie kontroluje. Tę „szarą strefę budżetu” kamufluje się nawet nazwami. W Roczniku Statystycznym nie ma ZUS-u, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, nie ma Narodowego Funduszu Zdrowia. Jest – Fundusz Ubezpieczeń Społecznych. Oraz – Fundusz Emerytalno-Rentowy. Sumy olbrzymie, wysokości ponad połowy budżetu! Ale nie wiemy, ile ZUS przekazuje Narodowemu Funduszowi Zdrowia, ani ile NFZ przekazuje lecznictwu. Można tylko odczytać w „innych wydatkach” FUS (nie ZUS-u) olbrzymie koszty własne – rzędu 8 mld zł w roku 2007. Dawno sygnalizowałem, że najdroższe budynki w miastach „małych” województw to siedziby ZUS-u, pałac jego centrali w Warszawie też musiał był pochłonąć niemało, i to nie dla wygody urzędników. Przed drugą wojną światową ubezpieczalnie społeczne, bez żadnej centrali!, łączył tylko fundusz pomocy dla słabszych ekonomicznie ubezpieczalni, a wszystkie pozostawały pod kontrolą reprezentacji obu stron, ubezpieczonych i ubezpieczycieli. Nam został ustrój ubezpieczeń po PRL, państwowy, nie do skontrolowania, kosztowny. Co ciekawe, nie budzi on ambicji badań w środowiskach naukowych.
Miałem okazję dwa lata temu sekretarzować grupie roboczej Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”, która zajęła się sprawami finansowania w Polsce lecznictwa. Grupa ta pod przewodem prof. Leszka Ceremużyńskiego, z udziałem fachowców od ubezpieczeń i lekarzy wszystkich poziomów usług leczniczych, opracowała projekt reformy (dostępny na naszej witrynie). Co do „urynkowienia” lecznictwa zgadza się on z projektami rządowymi, ale przede wszystkim proponuje to, co ważne dla nas, pacjentów - system ubezpieczeń zdrowotnych, gospodarny, oparty na sprawdzonych zasadach, pod pełną kontrolą samych ubezpieczonych i ubezpieczycieli (w tym i budżetu państwa). Powszechne obowiązkowe ubezpieczenia wzajemne mogłyby, zgodnie z doświadczeniem francuskim – zgodnie z zasadami ubezpieczeń – finansować nawet najdroższe operacje nawet najuboższego z ubezpieczonych. Niestety, nic mi nie wiadomo, by Pani Minister Zdrowia to choć przeczytała. I nie wiadomo, dlaczego by trzeba płacić więcej.
Tagi:
Tematy do dyskusji: Czy mamy płacić więcej
O nas...
Od lewa do prawa - stale aktualizowany przegląd politycznych i naukowych wydarzeń krajowych oraz wybór felietonów dziennikarskich. The World Opinion - stale aktualizowany przegląd wydarzeń i opinii światowych (ang.).
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Znajdziesz nas także pod adresami:
studioopinii.org
studioopinii.net
studioopinii.eu
studioopinii.com
oraz (zawsze czynny):
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści".
Większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
|
POLECAMY |
|
|
|
|
|
|
|
|
Stale publikują m. in. |
|
| Stefan Bratkowski | |
| Roma Przybyłowska | |
| Ernest Skalski | |
|
Andrzej Lubowski (USA)
|
|
|
|
|
| Mirosław Malcharek | |
|
Bogdan Miś |
|



W tej - czyli lewej - szpalcie znajdziecie zawsze charakterystyczny kolaż-rysunek Mirka Malcharka, który stanowi swoiste wrota do kolejnego jego komiksu (?) politycznego. Nowość co tydzień!




