Elżbieta Skotnicka – Illasiewicz: Wybierzmy sami

2009-02-16 17:40

Przerwać tę „ciszę wyborczą”

Wybory do Parlamentu Europejskiego – powtórka ze współodpowiedzialności za Unię

Parlament Europejski i jego przedstawicielstwa w krajach członkowskich nie mają prawa organizować lokalnych  kampanii. Kraje członkowskie muszą przeprowadzać te wybory zgodnie z lokalnymi ordynacjami, Unia zaś wymaga jedynie przeprowadzenia wyborówmiędzy 4 a 7 czerwca 2009 roku. Organizację wyborów i związane z tym koszty pokrywają administracje państw członkowskich, a kampanie informacyjno–wyborcze może organizować każdy, kto uzna ta sprawę za ważną i godną zachodu, a więc: media, instytucje rządowe i społeczne, partie polityczne, różnorodne komitety wyborcze, organizacje, stowarzyszenia  społeczne, a również - poszczególni  obywatele. To szansa dla naszych przyjaciół  - Czytelników Studia Opinii...

W czerwcu już po raz drugi będziemy wybierać swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego. Czy poprawimy kiepsko zaliczony pięć lat temu egzamin z obywatelstwa europejskiego? Wtiedy do urn wyborczych z trudem dowlókł się zaledwie co piąty Polak z  uprawnionych do głosowania. Była to najniższa frekwencja w jakichkolwiek wyborach w Polsce po 1989 roku i niemal najniższa frekwencja wśród wyborców 25 krajów ówczesnej Unii (gorsi byli tylko Słowacy).  Wybieraliśmy zaledwie sześć tygodni po uzyskaniu członkostwa i mimo zaskoczenia tak niską frekwencją (deklaracje udziału były przeszło dwukrotnie wyższe) można było jakoś usprawiedliwić tę wyborczą wpadkę: pierwsze reakcje na „nowe” (które przyszło z Unii), zamęt polityczny po zmianie premiera (Millera na Belkę), niejasna perspektywa, bo kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego nakładała się na przewidywaną wówczas kampanię przed wyborami  do Sejmu i Senatu, a do tego zniechęcające  wiązanie spraw europejskich z lokalnymi interesami partyjnymi.  Nie byliśmy jeszcze wówczas dostatecznie dobrze osadzeni psychicznie w Unii (choć tak samo jak Czechy, Węgry czy Słowenia, gdzie frekwencja była znacznie wyższa), nie mieliśmy poczucia, że to „nasza Unia”, a niespokojny czas w polityce wewnętrznej spychał problematykę wyborczą do PE  na plan dalszy.  Bardzo zawiniły wówczas media, które, podniecane wewnętrznym fechtunkiem „kto – kogo”, uznały, że sprawy związane z Unią są już po 1-szym maja odfajkowane, a zajmowanie się Parlamentem wymaga za wiele rozeznania i kompetencji. 

Mija pięć lat od tego czasu. Te pięć lat polska opinia społeczna ocenia jako sukces, którego w takim zakresie nie przewidywaliśmy w najśmielszych marzeniach. W najnowszych badaniach CBOS 85% Polaków popiera nadal członkostwo mimo rozlewającego się po Europie kryzysu Utrwaliło się przekonanie, że jednak „było warto”.  Coraz lepiej wiemy, jakie nam prawa przysługują z tego tytułu, i korzystamy z nich pełnymi garściami. Czy uświadamiamy sobie jakieś obowiązki? Czy jesteśmy przekonani, że jeżeli Unia jest również „nasza”,  to powinniśmy zadbać też o to, jaka ona jest, jacy ludzie będą ją w naszym imieniu kształtować, wyznaczać jej dalsze cele i wskazywać sposoby ich realizacji? Poprzedziły członkostwo pięć lat temu lęki, czy nas w ramach Unii nie zmarginalizują, nie potraktują jako gorszych i nic nie znaczących. Choć może dzięki temu, wiedzeni dobrym instynktem, wybraliśmy wśród 54 eurodeputowanych również grupę polityków  wybitnych, zaprawionych w bojach o nasze członkostwo w Unii, którzy zapisali się w mijającej kadencji Parlamentu jako polscy Europejczycy, wyznaczający  kierunki i strategiczne cele dla kontynuacji procesu unijnego. Choć była to nieliczna grupa, swoją kompetentną aktywnością zdołała zatuszować niedostatki pozostałych, wybranych również naszymi glosami.

Jak będzie teraz?  Wiele będzie zależało od tego, czy zaangażujemy się w te wybory. W minionym roku dwukrotnie przeprowadzano badania na próbach społecznych ogółu obywateli Unii, a ostatnio, w styczniu również podobne badania w Polsce. Analizowano przewidywania związane z wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wedle analityków CBOS  wybory te  oceniamy jako mniej ważne niż wybory prezydenckie, parlamentarne czy samorządowe. Tu nie jesteśmy oryginalni, bo zbliżone wyniki uzyskiwano w pozostałych krajach członkowskich.  Niestety, niemal dwukrotnie mniej wyborców, niżeli sześć lat temu (w październiku 2003 roku), uznaje wagę tych wyborów (2003=40%, obecnie 23%). Zainteresowanie wyborami w Polsce, mniejsze niż wśród ogółu obywateli Unii, deklaruje około trzecia cześć uprawnionych do głosowania (UE27=44%,  Pl= 36%) ale pół roku wcześniej odsetek zainteresowanych Polaków  był wyższy (41%). Obecnie nieco zwiększyły się grupy potrafiących wskazać datę wyborów z (13% wiosna do 20% jesienią 2008 roku) , ale zważywszy, że dzieli nas od tej daty zaledwie pół roku i do dziś nie podjęliśmy działań informacyjnych, nie jest to wiedza dostatecznie powszechna. Z danymi o naszej wiedzy i zainteresowaniu można planować kampanię informacyjną, ale dają one nikłą podstawę do przewidywania frekwencji.  Obecnie deklaracje zdecydowanego udziału w wyborach są rażąco niskie tak w Polsce (15%) jak i w całej Unii (EU27=28%), w obu przypadkach niższe niż pięć lat temu. Deklaracje frekwencji, uzyskane przez CBOS, są co prawda wyższe, identyczne jak pięć lat temu, bo 41%,  ale doświadczenia szacunków wyborczych, zdobyte przy kolejnych wyborach czy referendach w Polsce, wskazują, że z reguły ostateczna frekwencja wyborcza jest około 20% niższa niż deklarowana wcześniej. Jeśli tak byłoby i tym razem, ostateczny wynik byłby równie kompromitujący  jak pięć lat temu. Pytanie zatem, jak przerwać tą „ciszę przedwyborczą” i obudzić obywatelską aktywność wokół wyborów. 

Niewiele wskazuje na to, aby taki ruch się budził. Niedawno spotkanie na ten temat zorganizowała Fundacja im Roberta Schumana. Przedstawiono wiele dobrych pomysłów w małych lokalnych organizacjach,  ale doskwierający brak funduszy na cokolwiek zmusza do samoograniczenia. Niepokoić musi brak jakiejkolwiek oferty ze strony administracji państwowej i samorządowej, jak również cisza w mediach. Te instytucje, najważniejsze i programowo współodpowiedzialne za obudzenie zaangażowania społecznego , wydają się przekonane, że jeśli tak dobrze nam idzie i tak powszechnie akceptujemy nasze członkostwo w Unii, to i z tymi wyborami „jakoś to będzie”, a cisza wokół wyborów do PE będzie metodą najskuteczniejszą. Podobnie myśleli w czerwcu minionego roku Irlandczycy. Zakładali, że społeczeństwo, powszechnie akceptujące członkostwo, nie odrzuci reformy Unii,  zaproponowanej w Traktacie.  Gorzkie owoce tej pomyłki  przełykamy do dziś. Metoda „przez zaniechanie”, choć finansowo może opłacalna, każe spodziewać się, że koszty jej następstw mogą być dotkliwe. Na wybory mogą licznie stawić się zwolennicy „salonu odrzuconych polityków” po wyborach 2007 roku, co przy niskiej frekwencji ogółu może zwiększyć szanse ich protegowanych,  jak stało się to pięć lat temu.  Zły wybór może będzie jedynie opłacalny dla mediów. Znów pojawią się atrakcyjne tematy - a to ktoś zgwałci prostytutkę z chichotem, a to zdemoluje po pijaku hotel, zakwestionuje teorię ewolucji, bądź zasłynie jako wielokrotny „one-minute-speaker” przy pustym audytorium. To na pewno  zauważą  inne media i przypną kolejną łatkę do chętnie podtrzymywanego negatywnego stereotypu. I pojawi się kolejny dobry temat:   wrzawa, że „biją naszych”.  A chyba nie o to nam chodzi.

Dr Elżbieta Skotnicka – Illasiewicz

Collegium Civitas

Fundacja Polska w Europie

Od redakcji:

Zwracamy się do naszych Czytelników – Przyjaciół: wybierzcie swoich kandydatów i zorganizujcie dla nich komitety wyborcze.

Koleżanki i Koledzy z redakcji gazet lokalnych – Jurku Jurecki (Tygodnik Podhalański), Piotrze Piotrowiczu (Jarocin), panie Jurku Mianowski (prezesie Stow. Gazet Lokalnych), i Inni Szefowie setek najważniejszych dziś gazet kraju – przeprowadźcie u siebie pra-wybory na posłów do Parlamentu Europejskiego (by poprzeć potem najwartościowszych kandydatów). Czyli – po prostu – wybierzmy sami!

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Tematy do dyskusji: Wybierzmy sami

Data: 2009-02-19

Dodał: Eugeniusz Rosner

Tytuł: Czas zacząć

Zgadzam się z Panią, iż to ważne wybory. Po moich doświadczeniach - spotkaniach z eurodeputowanymi i to w obsadzie międzynarodowej stwierdzam, że znaczną część naszych posłów trzeba wymienić. Trzeba bowiem takich naszych przedstawicieli, którzy nie zgodzą się na rolę Polaków, tylko jako wytwórców dóbr, czasem odtwórców. Natomiast ukazywać będą Polaków także jako twórców!!! Ale tak się dzieje, że nasi nie tworzą "POLSKIEJ GRUPY", jak czynią to inne europejskie kraje, i to mimo nie narodowej organizacji tego parlamentu. Nasi zajmują się sobą bo chyba - w swojej większości - są za słabymi osobowościami, aby być skutecznymi. Chcą jedynie przetrwać bo -przede wszystkim - wybrani zostali "wypaleni" rodzimi politykierzy. I właśnie ci kandydaci, wśród społeczeństwa powodowali niechęć pójścia do urn. Wręcz mówiło się, że lepiej wysłać ich tam po to aby - jako wybrańcy narodu -nie "paprali" życia w Polsce. Wręcz się śmiano, że wysyłamy takich aby UE rozsadzić. Dlatego trzeba wybrać faktycznych reprezentantów naszych interesów. Wręcz autorytety. Jednak jak tego dokonać, skoro dominują partie,i ich interesy. Nie istnieje społeczeństwo obywatelskie, bo żadna władza nie jest zainteresowana w jego budowaniu. Wzywa Pani lokalne publikatory do takich działań. To słuszna teza, ale czy realna? Większość z nich jest albo wiernopoddańcza lokalnej władzy, albo z nią walczy, tyle tylko w imię interesów jakieś partii. Nie znaczy to, że nic nie należy robić. Może zacznijmy od Studia Opinii i DiP-u. Pokażmy innym, że można. Czas zacząć!!!

Clicky Web Analytics