Eugeniusz Rosner: Z prądem i pod prąd. Tryptyk.

2009-09-10 13:56

ODPRAWA 

11 lipca 2009 roku. Korczowa – przejście graniczne z Ukrainą. W tym miejscu powracamy do kraju polskim autokarem po bardzo udanej wycieczce „szlakiem wspomnień po dawnych wschodnich rubieżach”. Odprawa. Cały czas coś się dzieje. Pogranicznicy ukraińscy biorą od nas paszporty i odchodzą z nimi do biura. Wracają, przyglądają się nam… To powtarza się kilka razy. Po 1 godzinie i 20 minutach oddają nam paszporty i życzą szczęśliwej dalszej podróży.

Wjeżdżamy na teren niczyj.

Oczekujemy na przybycie polskiego pogranicznika. Mija godzina, dwie, trzy… Z autokaru nie można wysiąść, rozprostować kości, załatwić się… Za nami w kolejce jest jeszcze dziewięć autokarów. Kiedy mija jeszcze pół godziny, otwierają się drzwi biura polskich pograniczników. Pan podporucznik zmierza do naszego autokaru. Kontroluje paszporty, nawet niezbyt bacznie przygląda się pasażerom. Kiedy dociera do mnie, grzecznie mu podaję dokumenty. Kiedy mi je oddaje poprosiłem go, aby powiedział, kto jest ich zwierzchnikiem?

- Po co? - zapytał.

- Wie Pan, chcę złożyć skargę na was…

- O co? – zapytał.

- Bo nie wiem dlaczego tak długo czekamy? Dlaczego przez tyle godzin nikt się nie pokazał?

- Wie Pan, jest nas mało, dużo roboty, niskie pensje…

- Panie czy pan wie, co to jest praca. Jak ludzie, z których podatków pan żyje pracują przez 8 godzin,  to nieraz za kilkakrotnie niże zarobki niż ma pan! 

Wreszcie coś bąknął o komendancie  PSGK…              

- Panie poruczniku, co to jest PSGK? 

Niestety, pan podporucznik niezbyt chętnie chciał odszyfrować ten skrót. Zachowywał się jakby była to mocno strzeżona tajemnica państwowa lub służbowa. To mnie zdenerwowało, i – przyznaję – dość ostro zażądałem tej informacji. Nie wiem, czy pogranicznik przekroczył swoje uprawnienia, ale odkrył „tajemnicę”. Okazało się, że to Placówka Straży Granicznej Korczowa. Chciałem dowiedzieć się, gdzie się placówka zwierzchnia nad Korczową, bo jakoś dziwnie pisać skargę do placówki Korczowa na pracę pograniczników w Korczowej. Ale pan podporucznik na tej informacji poprzestał. Pomyślałem – dobre i to. Musiałem jednak dowiedzieć się, który to Polak tak traktuje swoich rodaków…

- Panie poruczniku, mogę  prosić o podanie mi pańskiego nazwiska i imienia?      

- Po co ? –zapytał.

- Przecież, jak będę interweniował to muszę wiedzieć kto nas tak potraktował…  

- Nie podam! Oto mój numer!

W tym momencie przybliżył  mi blachę, z której odpisałem podporucznik nr 00258 P/P.

- Wie pan ja się  nazwiska nie wstydzę, a pan? – stwierdziłem.  

Poszedł do tyłu autokaru i kiedy wracał poprosił jeszcze raz o mój paszport. Poczytał go, przyjrzał się mi dokładnie, następnie oddał mi go i wyszedł… Poszedł do swojego biura.

I wtedy się zaczęło. Ale o tym poniżej.

Po kilkunastu minutach pojawił  się z równie krótką wizytą celnik. Po jej zakończeniu zezwolił na wyjazd.  

JACY JESTEŚMY?  

Niemal wszyscy współpasażerowie naskoczyli na mnie, co ja zrobiłem, jak śmiałem tak rozmawiać z urzędnikiem państwowym, i jeszcze czegoś od niego żądać? Przecież to władza, od niego zależy, kiedy stąd wyjedziemy… Zostałem niemal zlinczowany. Osłupiałem. Przecież w tej wycieczce uczestniczyli ludzie inteligentni, którzy na Ukrainie popisywali się stwierdzeniami, kim to są, popisywali się wiedzą i znajomościami. Wszędzie byli „ą”, „ę”. A tu nie tylko ogarnął ich strach przed „władzą”, ale okazało się, że jako obywatele Polski nie znają swych praw, ani nie wiedzą jak z nich korzystać. Próbowałem im to wytłumaczyć, ale nie udało się… Ich emocje opadły kiedy po kilkunastu minutach pan celnik zezwolił na wjazd do Polski.  Wjechaliśmy w milczeniu… Jedynie ja coś ostrego palnąłem pod adresem współpasażerów. Dopiero na pierwszym postoju, ci obrażeni od „ą” i „ę” spokornieli. Nie wszyscy, ale ci, co zobaczyli siebie w „lusterku”. Tylko ta garstka ludzi się wstydziła i oni próbowali ze mną rozmawiać…

Ponieważ  pokonanie granicy zajęło nam niemal 6 godzin, i musiałem przestawić terminy spotkań służbowych, chciałem zatelefonować. I tu znowu niemiłe zaskoczenie. Otóż okazało się, że można uzyskać połączenie w kraju, ale jedynie za pośrednictwem ukraińskiego operatora. A więc – drogo! Jak się okazało - tak jest, aż do 15 km w głąb Polski od granicy z Ukrainą…  

REFLEKSJE 

Po tych doświadczeniach, wiem, że w grupie, za wschodnią  granicę już raczej nie pojadę – stwierdza Edward Margański, znany na całym świecie konstruktor szybowców i samolotów, miłośnik historii polski i zapalony turysta, odwiedzający zamki i inne historyczne budowle w kraju i za granicą.

Ale ja się nie liczę – mówi Margański. Ciekawi mnie, ilu ludzi po podobnych doświadczeniach, wyjedzie na taką patriotyczną wycieczkę po raz drugi. Myślę, że niewielu… Najgorsze jest to, że to Polak Polakowi tworzy taką opisaną) rzeczywistość. Rzeczywistość, którą pamiętamy sprzed 10 – 15 lat, występującą na zachodniej granicy. Rzeczywistość, w stosunku do nas, chyba uzasadnioną. Z zazdrością patrzyliśmy wtedy jak po odprawie po naszej stronie Niemcy szybko odprawiają swoich. A dziś… Ukraińcy, na swój sposób (bo do pokonania mają inne – bardziej biurokratyczne przepisy wewnętrzne) sprawnie obsługują gości. A nasi (swoi) pogranicznicy  traktują nas jak obywateli drugiej kategorii. To oni – urzędnicy państwowi, na różnych szczeblach, w różnych resortach czują się naszymi panami… Relatywnie są nieźle wynagradzani z naszych pieniędzy… W wielu przypadkach, choćby pogranicznicy, za swą bardzo „ciężką” pracę ( w tym opisanym przypadku 2x po 5 minut na 3 godziny) mają prawo do wcześniejszej (po ukończeniu 45 roku życia), niemałej emerytury, na którą dziesiątki lat składek nie płacili. Czy teraz płacą – nie wiem… Wiem, że ich działanie jest niemoralne, szczególnie kiedy strajkują… A przecież każda taka służba ma etatowego kapelana. Może trzeba go zmienić w Korczowej, skoro w tym względzie nie jest skuteczny…

Jednak najbardziej przeraża zachowanie współtowarzyszy wycieczki. To obrazuje, jak głęboko poprzedni system wrył się nasze umysły! Jak nas zniewolił mentalnie! Ten drobny przykład pokazał jak nadal można nami „dysponować”, i  jak - w tym wszystkim - jesteśmy wygodni! Wreszcie, pokazał, jak daleko nam do szanowania i korzystania z demokracji!!!                 

Obudźmy się!!! 

Relację spisał i opracował Eugeniusz Rosner 

Tagi:

|

Tematy do dyskusji: Eugeniusz Rosner: Z prądem i pod prąd. Tryptyk.

Data: 2009-09-11

Dodał: Eugeniusz Rosner

Tytuł: Nie ja...

Dziękuję za wpis, ale ja tego nie dodałem.
Pozdrawiam.

Data: 2009-09-11

Dodał: Eugeniusz Rosner

Tytuł: Z prądem i pod prąd

awizo do szwagra ale na firmę bez nazwiska
okienko pocztowe
mam upoważnienie (świstek papieru z PIECZĄTKĄ), dowód osobisty, adres zamieszkania i pesel
Poczta Polska już (wreszcie) skomercjalizowana
niestety nie wydadzą listu bo nie mam PIECZĄTKI
pani z okienka - pani kierownik! co robić?
musi pan mieć PIECZĄTKĘ !
ale nie mam !
trzeba by napisać, że petent odmawia odebrania
ale ja nie odmawiam
list poleży 14 dni i odeślemy do nadawcy
to proszę spisać dokładnie moje wszystkie dane i wydać mi list
nie! musi być PIECZĄTKA !
... i pod prąd

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics