Galopujący Major: Bękarty wojny, czyli postmodernizm wciąż nieźle się trzyma
„Ja chciałem pokazywać ludziom piękne klasyczne filmy, a oni chcieli tylko Tarantino” - taką mniej więcej myśl wygłosił przed laty Przemysław Wojcieszek, który podobnie jak Quentin kunsztu reżyserii uczył się nie na prestiżowych uczelniach, a jako pracownik wypożyczalni wideo. Niestety dla reżysera „Głośniej do bomb” recenzje i zachwyty na najnowszymi „Bękartami wojny” potwierdzają, że spaghetti a la Tarantino wciąż smakować ma wyśmienicie, a samozwańczy król łamania konwencji wcale nie zamierza abdykować.
Fakt, „Bękarty wojny” ogląda się znakomicie. Fani mieszania gatunków, parodii, aluzji, kiczu, wzniosłej tandety dostali kolejną grę kinowymi stereotypami ujętymi, jak zawsze u Tarantino, w zgrabnych acz karykaturalnych, rzecz jasna, rozmiarach. I jak we „Wściekłych psach” reżyser zabawił się motywem klasycznego ujęcia podwójnej lojalności, jak w „Pulp fiction” w grubo ciosanych gangsterów tchnął ducha pop-filozofii, tak „Bękarty wojny” to przede wszystkim przerysowany pastisz cech narodowych. Aż dziw, jak niewielu krytyków właśnie na tę nowość u Tarantino nie zwróciło uwagi. Mamy więc nie tylko, co oczywiste, Żydów, którzy z ofiar przeistoczyli się w indiańskie (dosłownie!) komando krwawych mścicieli, ale także komicznego poliglotę – pułkownika SS o twarzy Cezarego Michalskiego, sprowadzającego przysłowiową, nie tylko francuską, elegancję na skraj parodystycznej przepaści (doskonała rola Christopha Waltza). Czy wreszcie amerykańskich red necków z południowo-kpiącym akcentem rewelacyjnego Brada Pitta (potwierdził komediowy potencjał po „Tajne przez poufne”) oraz Anglików z ich naturalną flegmą i miłością do whisky. Zresztą to właśnie whisky stanie się przyczyną komplikacji w tajnej operacji zabicia kierownictwa NSDAP.
Oczywiście przebieranie w kolorowych kulkach największego dziecka Hollywood w celu wyłowienia treści, mija się z celem, tak jak doszukiwanie się ukrytej prawdy
w postmodernizmie. Jeżeli jednak przyjmiemy założenie, iż dziełko, nawet jeśli to jedynie czysta rozrywka, po opublikowaniu odrywa się od intencji twórcy i żyje dalej własnym życiem, to filmom Tarantino warto się przyglądać nie tylko pod kątem zamierzeń autora, ale reakcji widzów. A te, jednoznacznie pozytywne, pokazują, iż poważne głosy o kino dla ludzi, o ludziach, owa odwieczna walka o treść – by powtórzyć za Irzykowskim – wciąż, a może zwłaszcza dziś, musi liczyć się z pragnieniem czystego relaksu. I z prawami rozrywki,
i z pojęciem sztuki, które coraz bardziej jest zamazane (przez co być może wreszcie wyemancypowane z dyktatu autorytetu). Teraz to widz głośno orzeknie, co jest arcydziełem, opisze to w Internecie, a tarantinowski kolaż będzie u niego na tej samej półce, co kino Kieślowskiego. Cóż, takie są ceny wolnego wyboru. Ale jest jednak coś jeszcze, tarantinowski stempel na każdym filmie, jakim jest balet przemocy, swoisty dance makabre z krwią po kolana. I nawet jeśli reżyser puszcza oko, że to tylko film, to warto z dystansu spojrzeć na, często świadome, kupowanie tej farsy przez miłośników coli i popcornu. Burleska na temat śmierci tłumaczy może starożytną fascynację walką gladiatorów czy corridę, w czasach, gdy ówczesny widz ze śmiercią w realu spotykał się równie często jak ten dzisiejszy widzi ją w kinie. I równie często chciał więcej i więcej.
„Bękarty wojny”, rzecz jasna, nie zaskakują, są 100% tarantinowskie, gdzie przewidywalna jest właśnie „programowa nieprzewidywalność”. Wojnę pokazywano z jeszcze większymi zaskoczeniami, choćby - Benini. Pytanie jakie trzeba sobie zadać, to nie o to nawet, na ile Tarantino potrafi nas jeszcze zaskoczyć, ale co musiałby w tym celu zrobić. Żeby Tarantino mógł nas zadziwić, w istocie musiałby wyzbyć się siebie, zrobić film nie w swoim stylu, kameralny, bez przemocy i schylania się po motywy ograne, tkwiące od dawna w wyobraźni kinomaniaka. Ale przecież czy nie za brak hołdu właśnie wobec takiego, nudnego w swej oryginalności kina tak bardzo Tarantino kochamy?
Galopujący Major
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


