Galopujący Major: Bękarty wojny, czyli postmodernizm wciąż nieźle się trzyma

2009-10-13 18:50

„Ja chciałem pokazywać ludziom piękne klasyczne filmy, a oni chcieli tylko Tarantino” - taką mniej więcej myśl wygłosił przed laty Przemysław Wojcieszek, który podobnie jak Quentin kunsztu  reżyserii uczył się nie na prestiżowych uczelniach, a jako pracownik wypożyczalni wideo. Niestety dla reżysera „Głośniej do bomb” recenzje i zachwyty na najnowszymi „Bękartami wojny” potwierdzają, że spaghetti a la Tarantino wciąż smakować ma wyśmienicie, a samozwańczy król łamania konwencji wcale nie zamierza abdykować. 

Fakt, „Bękarty wojny”  ogląda się znakomicie. Fani mieszania gatunków, parodii, aluzji, kiczu, wzniosłej tandety dostali kolejną grę kinowymi stereotypami ujętymi, jak zawsze u Tarantino, w zgrabnych acz karykaturalnych, rzecz jasna, rozmiarach. I jak we „Wściekłych psach” reżyser zabawił się motywem klasycznego ujęcia podwójnej lojalności, jak w „Pulp fiction” w grubo ciosanych gangsterów tchnął ducha pop-filozofii, tak „Bękarty wojny” to przede wszystkim przerysowany pastisz cech narodowych. Aż dziw, jak niewielu krytyków właśnie na tę nowość u Tarantino nie zwróciło uwagi. Mamy więc nie tylko, co oczywiste, Żydów, którzy z ofiar przeistoczyli się w indiańskie (dosłownie!) komando krwawych mścicieli, ale także komicznego poliglotę – pułkownika SS o twarzy Cezarego Michalskiego, sprowadzającego przysłowiową, nie tylko francuską, elegancję na skraj parodystycznej przepaści (doskonała rola Christopha Waltza). Czy wreszcie amerykańskich red necków z południowo-kpiącym  akcentem rewelacyjnego Brada Pitta (potwierdził komediowy potencjał po „Tajne przez poufne”) oraz Anglików z ich naturalną flegmą i miłością do whisky. Zresztą to właśnie whisky stanie się przyczyną komplikacji w tajnej operacji zabicia kierownictwa NSDAP. 

Oczywiście przebieranie w kolorowych kulkach największego dziecka Hollywood w celu wyłowienia treści, mija się z celem, tak jak doszukiwanie się ukrytej prawdy  
w postmodernizmie. Jeżeli jednak przyjmiemy założenie, iż dziełko, nawet jeśli to jedynie czysta rozrywka, po opublikowaniu odrywa się od intencji twórcy i żyje dalej własnym życiem, to filmom Tarantino warto się przyglądać nie tylko pod kątem zamierzeń autora, ale reakcji widzów. A te, jednoznacznie pozytywne, pokazują, iż poważne głosy o kino dla ludzi, o ludziach, owa odwieczna walka o treść – by powtórzyć za Irzykowskim – wciąż, a może zwłaszcza dziś, musi liczyć się z pragnieniem czystego relaksu. I z prawami rozrywki,  
i z pojęciem sztuki, które coraz bardziej jest zamazane (przez co być może wreszcie wyemancypowane z dyktatu autorytetu). Teraz to widz głośno orzeknie, co jest arcydziełem, opisze to w Internecie, a  tarantinowski kolaż będzie u niego na tej samej półce, co kino Kieślowskiego. Cóż, takie są ceny wolnego wyboru. Ale jest jednak coś jeszcze, tarantinowski stempel na każdym filmie, jakim jest balet przemocy, swoisty dance makabre z krwią po kolana. I nawet jeśli reżyser puszcza oko, że to tylko film, to warto z dystansu spojrzeć na, często świadome, kupowanie tej farsy przez miłośników coli i popcornu. Burleska na temat śmierci tłumaczy może starożytną fascynację walką gladiatorów czy corridę, w czasach, gdy ówczesny widz ze śmiercią w realu spotykał się równie często jak ten dzisiejszy widzi ją w kinie. I równie często chciał więcej i więcej. 

„Bękarty wojny”, rzecz jasna, nie zaskakują, są 100% tarantinowskie, gdzie przewidywalna jest właśnie „programowa nieprzewidywalność”. Wojnę pokazywano z jeszcze większymi zaskoczeniami, choćby - Benini. Pytanie jakie trzeba sobie zadać, to nie o to nawet, na ile Tarantino potrafi nas jeszcze zaskoczyć, ale co musiałby w tym celu zrobić. Żeby Tarantino mógł nas zadziwić, w istocie musiałby wyzbyć się siebie, zrobić film nie w swoim stylu, kameralny, bez przemocy i schylania się po motywy ograne, tkwiące od dawna w wyobraźni  kinomaniaka. Ale przecież czy nie za brak hołdu właśnie wobec takiego, nudnego w swej oryginalności kina tak bardzo Tarantino kochamy?  

Galopujący Major 

 

Tagi:

| |

Tematy do dyskusji: Galopujący Major: Bękarty wojny, czyli postmodernizm wciąż nieźle się trzyma

Data: 2009-11-10

Dodał: uncool_ben

Tytuł: nie do końca się zgodzę, ale...

Mój stosunek do tego filmu przypomina mi materiał o BMW M5 zrobiony przez Top Gear - przejechali się po tym samochodzie niemiłosiernie: że wielki, drogi, brzydki, po niemiecku ociężały, bez polotu, irytujące 'inteligentne' oprogramowanie GPS, pali hektolitry...
...ale wszystko się zmienia po wciśnięciu jednego przycisku 'M', któy zwiększa moc do ponad 500 KM i czyni w/w wóz najdzikszą furą świata

Bękarty wojny. Scenariusz: no już strasznie przegięty, ja rozumiem, że można być dużym chłopcem, ale to jest naprawdę krok wstecz...Klejony na siłę.. Dialogi - same w sobie jak zwykle świetne, ale - no właśnie - one są 'same dla siebie', to dla nich toczy się fabuła, która jest tylko pretekstem dla 'tarantiniad'. Reżyseria - jakoś się ten film kupy nie trzyma, nie potrafiłem się zidentyikować z bohaterami, są nieprzekonujący w swych poczynaniach. Aktorstwo - no kogoś może bawić akcent Pitta, mnie nie bardzo, Eli Roth i Til Schweiger to żałosne pomyłki, natomiast...

...i tu wciskamy prrzycisk 'M'

...Christoph Waltz jest przyczyną, dla której będę ten kiepski w sumie film oglądał jeszcze wielokrotnie!!! Nie wiem jak Quentin go wynalazł, ale czapki z głów!!! Jedna uwaga do komentarza powyżej - pułkownik SS Waltza bywa komiczny, ale potrafi jeszcze bardziej przerazić, myślę, że można go śmiało ustawić w okolicach szczytu panteonu filmowych kanalii.

Data: 2009-10-13

Dodał: galopujący major

Tytuł: Witam

No nie taka pierwsza, dwa teksty już wcześniej opublikowałem.

Pozdrawiam

Data: 2009-10-13

Dodał: Walter Chełstowski

Tytuł: Miło tu zobaczyć Majora

nareszcie :)
To pierwsza kropla zmian :)
Pozdrawiam ciepło:)

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics