Jacek Pałasiński: Boski Belzebub
Niezwykły film o wybitnym włoskim polityku Giulio Andreottim jest pasjonującą próbą zrozumienia politykówi i polityki. Specjalnie dla „Filmu” komentuje go znakomity znawca spraw włoskich – Jacek Pałasiński z TVN 24
„Władza wyniszcza” – powiedział kiedyś Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord.
„Władza wyniszcza tych, którzy jej nie mają” – skorygował go 150 lat później Giulio Andreotti. Film Sorrentino nosi tytuł „Boski” – „Boski Juliusz” – mówiono kiedyś o Cezarze, „Boski Giulio” – nazywa się Andreottiego. Po raz pierwszy nazwał go tak dziennikarz i mason Mino Pecorelli, longa manus (dosłownie: długa ręka; z łac. – przyp. red.) służb specjalnych w świecie dziennikarstwa. Pecorelli zginął, zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach, prawie każdy we Włoszech wam powie, że na polecenie Andreottiego… Bo też znacznie częściej niż „Divo” mówi się o nim „Belzebub”. „Oskarża się mnie o wszystko poza wojnami punickimi” – skomentował kiedyś sam zainteresowany.
Jeśli istnieje jakaś mistyka władzy, to Giulio Andreotti jest jej współczesnym uosobieniem, jak niegdyś Aleksander Macedoński, Perykles, Karol Wielki, Talleyrand, Ludwik II Bawarski, Hitler, Stalin... „Władza jest brudna, zła” – to dość powszechna opinia, a Andreotti tak to tłumaczy w filmie Sorrentino: „Ludzie nie mają pojęcia o zbrodniach, jakich władza musi dokonać, by zagwarantować dobrobyt i rozwój kraju… Przez tak wiele lat władza – to byłem ja… Potworny, niemożliwy do wyznania paradoks władzy: ożywiać, przedłużać życie złu, by tworzyć dobro. Mamy do tego upoważnienie. Upoważnienie boskie. Należy kochać Boga tak mocno, by zrozumieć, jak bardzo potrzebne jest zło w tworzeniu dobra. To wie Bóg i wiem to ja”.
Mistykę władzy często nazywa się także „pragmatyzmem”: nie ma takiego świństwa, nie ma takiej zdrady, jakiej się polityk nie dopuści, byleby tylko władzę posiąść i utrzymać. W polityce nie ma uczuć, nie ma przyjaźni, nie ma miłości; jest władza, im bezwzględniejsza – tym lepiej. W demokratycznej Polsce podobny „pragmatyzm” przynajmniej raz zaowocował koalicją rządową…
Mistycznie, czy nie mistycznie, żaden inny Europejczyk nie sprawował władzy tak długo. Andreotti siedem razy był premierem, osiem razy ministrem obrony, pięć razy ministrem spraw zagranicznych, trzy razy ministrem gospodarki państwowej, dwa razy ministrem finansów, dwa razy ministrem bilansu, dwa razy ministrem przemysłu. Był także ministrem skarbu, spraw wewnętrznych, kultury i integracji europejskiej, przewodniczącym komitetu organizacyjnego Igrzysk Olimpijskich w Rzymie... Od czasu powołania Zgromadzenia Konstytucyjnego narodzonej w 1946 roku Republiki Włoskiej jest nieprzerwanie parlamentarzystą; od 1991 roku dożywotnim senatorem – prezydent ma prawo powołać pięć takich osobistości.
Kim jest Giulio Andreotti? Jeśli zadać to pytanie Włochowi, usłyszy się albo: „Belzebubem, sprawcą wszelkiego zła we włoskiej polityce wewnętrznej i zagranicznej, mafiosem, wielokrotnym mordercą, kilerem demokracji”, albo też: „człowiekiem osamotnionym, który przez 50 lat trzymał komunistów z dala od władzy, w kraju najbardziej w świecie przesiąkniętym ideami komunistycznymi; ojcem republiki, patronem demokracji, sprawcą włoskiego cudu gospodarczego, człowiekiem, który kraj-sprzymierzeńca Hitlera – wprowadził w samo centrum zachodniej demokracji; współzałożycielem Wspólnot Europejskich, piewcą atlantyzmu”. A Państwo którą odpowiedź by wybrali?
I dodać trzeba jeszcze: inicjatorem odwilży w stosunkach ZSRR, współorganizatorem KBWE w Helsinkach 1975 r., przyjacielem Jana Pawła II. Człowiekiem, który w czerwcu 1988 r., na przyjęciu z okazji święta narodowego Włoch, w ambasadzie w Warszawie, zamknął podstępem w jednym pokoju Jaruzelskiego i Michnika, czyli de facto jest też ojcem naszego Okrągłego Stołu.
Cóż za znaczenie dziś może mieć fakt, że rządowy polityk Andreotti był brany pod uwagę jako premier przez wszystkich możliwych spiskowców, a poważnych planów zamachu stanu we Włoszech było po wojnie co najmniej trzy: plan „Solo” organizowany przez faszystowskiego komendanta karabinierów Giovanniego di Lorenzo (1964 r.), zamach stanu „czarnego księcia” Junia Valeria Borghese (1970 r.) i plany zawładnięcia krajem przez lożę masońską P2 (lata 70.). Podobno wszyscy potencjalni spiskowcy konsultowali swoje plany ze służbami z USA i wszyscy otrzymali tę samą instrukcję: „OK, pod warunkiem, że premierem będzie Andreotti”. I Andreotti był – jednocześnie w rządzie i w opozycji, wspierał mafię i z nią walczył, utrwalał demokrację i kontaktował się z antydemokratycznymi spiskowcami. A tymczasem Włochy wspinały się na szczyty rankingu światowych potęg gospodarczych, weszły do ekskluzywnego klubu G8; we Włoszech odbywały się (czasami kilka razy do roku) wolne, demokratyczne wybory, budowano (wśród miliona afer) autostrady, lotniska, stadiony, szkoły i szpitale…
Czy zatem polityki nie da się robić „czysto”? Czy trzeba być wypranym z honoru i sumienia cynikiem, by zostać sprawnym politykiem? Giulio Andreotti odpowiedziałby: „trzeba”. Odpowiedziałby: „trzeba umieć jasno formułować cele i dobierać najwłaściwsze środki do ich realizacji. Środki choćby nieetyczne, jeśli nie da się użyć etycznych”… No i: czy tak może postępować żarliwy katolik, jakim zawsze był Andreotti? Hm…
Może kwintesencję natury Giulio Andrreottiego najtrafniej ujął wielki dziennikarz włoski Indro Montanelli. Wskazując różnicę między pierwszym powojennym premierem Włoch Alcidem De Gasperim a jego młodziutkim wówczas sekretarzem Giulio Andreottim, napisał: „Kiedy De Gasperi wchodził do kościoła, rozmawiał z Bogiem. Kiedy wchodził doń Andreotti – rozmawiał z księdzem”…
Jacek Pałasiński
Od SO: Tekst ukaże się w październikowym numerze miesięcznika „Film“, w sprzedaży od 1. 10.2009 r.
Tagi:
Tematy do dyskusji: Jacek Pałasiński: Boski Belzebub
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


