Jacek Pałasiński: Ku czemu zmierza Rosja?
Temat w polityce międzynarodowej dla Polaków zasadniczy – czego spodziewać się po największej potędze w naszej części świata, czyli po Rosji?
„Rozpad Związku Radzieckiego był największym nieszczęściem XX wieku” – powiedział przed rokiem Władimir Putin. Jak putinowska Rosja zamierza zaradzić temu nieszczęściu? To proste: odbudować imperium.
Wydaje się, że odbudowa Związku Radzieckiego – zapewne pod inną nazwą – jest celem strategicznym numer 1 dzisiejszej Rosji. Z pewnością była celem Władimira Putina. Niemal na pewno pozostanie nim również w okresie, w którym na Kremlu przejściowo zasiadać będzie Dimitrij Miedwiediew. Najbliższe tygodnie pokażą, czy nowy prezydent zechce inaczej rozłożyć w realizacji tego celu akcenty. Probierzem będzie oczywiście Gruzja i Ukraina…

Swą politykę zagraniczną Rosja dzieli na trzy obszary: dawny Związek Radziecki, dawny Zachód oraz kraje „trzecie”, mogące się okazać użytecznymi – a to do nacisków na b. republiki, a to do osłabienia Zachodu.
Jeśli chodzi o b. republiki radzieckie, to Moskwa stosuje całą gamę środków, zmierzających do całkowitego ich podporządkowania, a w perspektywie do integracji w ramach Związku Radzieckiego bis.
Najpopularniejszym z nich jest podporządkowanie gospodarcze.
Dobrym przykładem może być Armenia. Za czasów ZSRR kraj stosunkowo dobrze uprzemysłowiony, główny radziecki ośrodek przemysłu chemicznego, niemal w całości zależał jednak od surowców spoza Armenii. Centralnie planowana gospodarka zdecydowała, że Armenia nie będzie krajem rolniczym, więc tylko 10% PKB ASRR pochodziło z uprawy roli. Brak własnych źródeł energii uzupełniał obraz, w jakim Armenia znalazła się po 1991 r. Stanęły pozbawione zaopatrzenia fabryki, zabrakło energii elektrycznej (jedna elektrownia atomowa i kilkanaście wodnych nie zaspokajały zapotrzebowania), zabrakło kapitału na restrukturyzację, a na dodatek podsycany z Moskwy konflikt o Górski Karabach doprowadził do tego, że do Armenii można się dostać niemal wyłącznie drogą powietrzną: granice z Turcją pozostają zamknięte, a drogi przez Gruzję czy Iran są praktycznie nie do przebycia dla ciężarówek z towarami. Mimo więc najszczerszych uczuć patriotycznych Koczariana czy Sarkasjana Rosja często bywa dla Ormian jedyną szansą na przetrwanie. Fakt, że jeszcze nie poprosili o przyjęcie w poczet federacji zawdzięczać należy tylko nadzwyczajnemu poczuciu narodowej dumy i pomocy Ormian zza granicy.
Innym przykładem gospodarczego szantażu jest Kazachstan, rządzony przez klan Nazarbajewów. W latach 90. miał zamiar stać się naftowym mocarstwem, głównym konkurentem Rosji. By móc wywieźć swoją ropę bez „łaski” Rosji, Nursułtan Nazarbajew wykrwawił kasy państwowe, by wspólnie z państwowym konsorcjum chińskim CNPC zbudować 3000 km rurociągu, który w zamierzeniu, miał transportować ropę ze złóż Atyrau na północy Morza Kaspijskiego do rafinerii w Alaszankun znanym także jako Przełęcz Alataw w chińskiej prowincji Xingjiang (czyli do zamieszkanego przez muzułmańskich Ujgurów Turkiestanu Wschodniego).
Seria akcji ze strony Moskwy doprowadziła do tego, że dzisiaj tym gigantycznym rurociągiem ropa płynie …ze wschodu na zachód, ze złóż w Kenkikak do Atyrau, a stamtąd po postsowieckiego systemu ropociągów, który kończy się w Noworosyjsku, albo też wędruje dalej na Zachód rurociągiem Przyjaźń.
Kiedy otwierano jedyny nie przebiegający przez terytorium Rosji rurociąg BTC (Baku-Tbilisi-Ceyhan w Turcji, nad Morzem Śródziemnym), wściekły Nursułtan Nazarbajew pojawił się na uroczystości w Baku niezapowiedziany, obok prezydentów Azerbejdżanu, Gruzji i Turcji i zadeklarował, że Kazachstan też chce się przyłączyć do tego projektu, byleby nie mieć nic wspólnego z Rosją.
Ale nie można nie mieć nic wspólnego z Rosją w tej części świata. Nazarbajewa potraktowano tym razem nie kijem, lecz marchewką. Putin udzielił poparcia jego dość operetkowemu reżimowi, a na dodatek obiecał góry złota. Ów skarb pochodzić będzie z South Stream, gigantycznego gazociągu, który – w konkurencji do tureckiego Nabucco, tłoczyć będzie gaz z Kazachstanu, Rosji i Azerbejdżanu do Bułgarii, Serbii, Albanii i Włoch, a w nitce północnej, również do Rumunii, Węgier, Słowacji i Austrii…
Pierwsze poważniejsze pieniądze powinny przekonać nie tylko Nazarbajewa (który już nie chce uczestniczyć ani w BTC ani, tym bardziej, w kontrowersyjnym Odessa-Brody) ale i Ilhama Alijewa, że opłaca się doić Zachód do spółki z Rosjanami, a nie przeciwko nim.
W moskiewskim arsenale dyplomatycznym nie brak – a jakże – zastraszania
Metodę tę stosowano wobec wielu b. republik Radzieckich, od Białorusi do Estonii, od Ukrainy do Uzbekistanu. Biorąc za pretekst konieczność przesunięcia pomnika żołnierzy radzieckich („wyzwolicieli”) z przystanku autobusowego w centrum Tallina Rosja przeprowadziła zmasowany atak propagandowy, w którym nie brakło gróźb interwencji militarnej. 17 maja 2007 r. FSB spowodowało gigantyczny black-out w estońskiej sieci internetowej. Fakt, że nie można było wejść na ulubione strony był tylko marginalną przykrością; nie działały konta bankowe, administracja państwowa, archiwa publiczne a nawet system komunikacji wojskowych. Większość specjalistów była pod wrażeniem zdolności technicznych rosyjskich specsłużb i uważała, że to tylko próba generalna przed atakiem na większe państwa, próba, która wypadła znakomicie. Podobno w niektórych krajach zabezpieczenie sieci internetowej przed atakiem z Moskwy stanowi jeden z priorytetów bezpieczeństwa narodowego (nic mi nie wiadomo, żeby tak było w Polsce).
Uzbekistan znajduje się w podobnej sytuacji, co Kazachstan, choć jeśli uznać klan Nazarbajewów za mało demokratyczny, to już dyktatura Islama Karimowa byłaby zwyczajnie operetkowa, gdyby nie należała do najkrwawszych na świecie. Jedyny kraj, który skłonny jest popierać i akceptować wygodnych watażków to Rosja.
Już dzisiaj Uzbekistan jest ósmym producentem gazu ziemnego na świecie, a jego zasoby ropy w okolicach Buchary oceniane są na 1 miliard baryłek. Tyle, że zupełnie nie ma jak tego wywieść; Uzbekistan nie ma nawet dostępu do Morza Kaspijskiego. W latach 90 i w pierwszych latach obecnego stulecia wydawało się, że Karimow może nawiązać jakiś „romans” z Zachodem: wiele amerykańskich i europejskich firm energetycznych zainteresowało się uzbeckimi pokładami. Jednakże archaiczna, centralnie i do tego ręcznie sterowana gospodarka uzbecka okazała się nie do „ucywilizowania”. „No, ale przecież jest amerykańska baza wojskowa w Karsi-Chanabadzie” – powiedzą oponenci. No właśnie nie ma. Była, powstała po 11 września, ale na wniosek „Grupy Szanghajskiej” (a zwłaszcza Rosji) została zamknięta w listopadzie 2005 r. W kilka dni później Uzbekistan podpisał umowę o przyjaźni i współpracy wojskowej z Moskwą. Cały świat odwrócił się ze wstrętem od Islama Karimowa po masakrze protestujących zwolenników demokracji w Andidżanie; cały świat z wyjątkiem Rosji. OBWE stwierdziła, że wybory 2004 r. nie spełniały żadnego z kryteriów demokratyczności; proszę zgadnąć, jaki kraj uznał je za przykładnie poprawne?
Prawdziwym poligonem nacisków politycznych, gospodarczych, energetycznych i militarnych jest jednak dla Rosji Ukraina. O ile Kreml jest spokojny, że wszystkie inne „zagubione owieczki” wcześniej czy później same powrócą do radzieckiego stada, o tyle Ukraina i Gruzja są dlań otwartymi, bolesnymi ranami, bo nie wiadomo, czym mogą się skończyć marzenia tych krajów o niepodległości. Moskwa przykręcała Ukrainie kurki z gazem i z ropą, drastycznie podwyższała ceny surowców. Utrzymuje Partię Regionów, otwarcie nawołującą do powrotu do rosyjskiej macierzy, metodami wywiadowczymi i gangsterskimi destabilizuje politykę i gospodarkę ukraińską, grozi interwencją (w tych dniach żądanie „zwrotu” Sewastopola jako żywo przypomina żądania Hitlera pod adresem Polski z roku 1939). Determinacja niepodległościowa Zachodniej Ukrainy jest doprawdy godna podziwu i wszelkiej pomocy ze strony Zachodu, ale najważniejszym problemem, jaki stoi przed Kijowem jest z pewnością „ukrainizacja” wschodniej części kraju; a do tego Moskwa stara się nie dopuścić. Przed miesiącem, na szczycie NATO w Bukareszcie, Władimir Putin mówił do George’a Busha: „Przecież rozumiesz, George, że Ukraina nie jest państwem! Czym jest Ukraina? Część jej terytorium - to Europa Wschodnia, a część, znaczna, została podarowana przez nas!”… Kijów złożył w rosyjskim MSZ formalną prośbę o wyjaśnienia, ale dotąd ich nie otrzymał…
Wygląda jednak na to, że rozwiązanie „kwestii ukraińskiej” Moskwa odkłada na dalszy plan; próbę generalną rozwiązywania kryzysu manu militari przygotowuje w Gruzji, po preludium, jakim była tyleż niewiarygodna, co w dużej mierze przemilczana na Zachodzie masakra w Czeczenii. Jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi, oddziały armii rosyjskiej mają status wojsk rozjemczych ONZ w Abchazji, Osetii Południowej, Górskim Karabachu i azerskiej enklawie na Południu Armenii- Nachiczewaniu. Choć Moskwa otwarcie przyznaje, że większość obywateli tych dwóch separatystycznych regionów ma rosyjskie paszporty, Rosjanom przyznano status rozjemcy! Rozjemcy we własnej sprawie!
Sianie niezgody między sąsiadami jest ulubioną metodą Kremla
Kroniką bieżących dni jest nieprzerwane pasmo prowokacji, jakich armia rosyjska dokonuje w Gruzji, de facto uznanie niepodległości Abchazji – jako pierwszego kroku do włączenia jej w skład Federacji Rosyjskiej, użycie rosyjskich MIG-ów do zestrzeliwania gruzińskich bezzałogowych samolotów rozpoznawczych Hermes 450 (przy czym Moskwa powołuje się na zapisy „rozejmu Moskiewskiego”, zakazujące lotów nad spornymi terytoriami; zakaz ma oczywiście dotyczyć wyłącznie Gruzji, nie Rosji, albo Abchazji, bo upiera się, że Mig, widoczny na filmie z zestrzelenia, należał do sił abchaskich)… W Tbilisi są niemal pewni, że dojdzie do wojny. „Jakiś oddział żołnierzy w gruzińskich mundurach - napisała jedna z gruzińskich gazet – zapewne niebawem zaatakuje jakiś rosyjski oddział i przy okazji abchaskich cywilów; będzie to pretekst do szerokiej interwencji rosyjskiej, której wynik już dziś jest przesądzony...” Również w Tbilisi Rosja finansuje opozycję przeciw Saakaszwilemu, również tam wykorzystuje wszystkie środki informacyjne i dezinformacyjne, w stosowaniu których stała się mistrzem już pod koniec ub. stulecia…
Reasumując, w dążeniu do strategicznego celu numer 1, jakim jest odbudowa imperium, Rosja stosuje z powodzeniem następujące metody:
- podporządkowanie gospodarcze
- gospodarczy szantaż
- zastraszanie
- uznanie i wspieranie niedemokratycznych watażków
- naciski polityczne, gospodarcze, energetyczne i wojskowe
- dezinformacja
- bezpośredni atak militarny
Drugi aspekt rosyjskiej polityki zagranicznej to stosunki z Zachodem.
Po krótkiej pauzie na refleksję, czy możliwy jest „trwały romans” z Zachodem, Putin doszedł do wniosku, że Zachód znacznie lepiej nadaje się do sprawdzonej roli wroga. Korzyści, jakie z owej wrogości uzyskuje „na rynku wewnętrznym”, znacznie przekraczają straty, jakie wynikają ze zmniejszonej wymiany handlowej (bo tak naprawdę, poza surowcami, Rosja nie ma czym handlować).
Wysiłki Rosji koncentrują się na jednym haśle: osłabić Zachód. Bez przesady jednak, bo na razie ktoś musi kupować od Rosji ropę i gaz. Oczywiście istnieje już alternatywa: Chiny, Japonia i Indie, ale Rosja uważa te kraje za zbyt poważnych konkurentów, by dawać im możliwość lawinowego rozwoju, hamowanego tylko przez brak nośników energii. Zachód jest więc tymczasem Rosji jeszcze potrzebny, a zatem osłabiać go politycznie warto, gospodarczo – niekoniecznie.
Dyplomacja Rosji pracuje głównie na dwóch kierunkach: Europa i USA
Ameryka to jedyny kraj, wobec którego Rosja ma potężne kompleksy, to niedościgniony wzór i obiekt zazdrości, Kreml wobec niej wychodzi z założenia, że im słabsza, tym lepsza, bo daje Rosji status supermocarstwa bez fatygi, związanej z czasochłonnym rozwojem ekonomicznym. Od kilku lat w wielu wystąpieniach na forach międzynarodowych przedstawiciele Rosji, zwłaszcza Putin i Ławrow, apelują o odejście od modelu „świata jednobiegunowego”, czyli o odebranie Ameryce roli arbitra światowego porządku. To oczywiście pokrywa się z postulatami zachodnioeuropejskiej lewicy, w swej większości zdecydowanie antyamerykańskiej.
Osłabianie Ameryki oznacza również popieranie jej wrogów. Iran zyskuje ogromne beneficja na przychylności Moskwy, od paliwa nuklearnego do elektrowni jądrowej w Buszerze, poprzez ogromne ilości broni, od 20 czołgów T-72, przez 94 rakiety powietrze-powietrze, samoloty MIG-29, czy SU-24 do systemów obrony przeciwlotniczej, takich jak SA-15 Gaunlet (choć ogłoszono sprzedaż 600 systemów, dostarczono podobno tylko 29), 30 systemów Tor M-1 i – prawdopodobnie – potężnych S-300. Ale Iran to nie jedyny odbiorca rosyjskiej broni w kluczu antyamerykańskim. To także Wenezuela Ugo Chaveza, Syria Baszara al-Asada, by nie wspomnieć już o organizacjach, takich jak Hizbollah czy Hamas… Rosja realizuje ten program, pozostając grymaśnym członkiem powstałej w 2002 r. Rady NATO-Rosja, której celem było uczynienie z Rosji jedynego, uprzywilejowanego partnera Paktu, „prawie członka”. Operacja się nie powiodła, NATO dla Rosji Putina jest wrogiem numer 1, tak jak kiedyś dla ZSRR Breżniewa.
Osłabianie Ameryki – to także nadanie uprzywilejowanej pozycji inwestorom europejskim na własnym rynku wewnętrznym i przede wszystkim cierpliwe podsycanie wszelkich kontrastów między oboma brzegami Atlantyku.
Dzielenie przyjaciół to także jedna z dwóch głównych linii rosyjskiej polityki wobec Europy. Drugą jest – oczywiście – uzależnienie energetyczne, a co za tym idzie – polityczne. Rosja nie przestaje nieustannie „testować” wytrzymałości Europy na prowokacje i podsycanie podziałów, a to wprowadzając embargo na polskie mięso lub produkty roślinne, a to odcinając dopływ ropy do Możejek, a to inwestując ogromne środki w budowę niepotrzebnych rurociągów, które mają dostarczać nośniki energii jednym krajom, pomijając inne.
Znane są kontrowersje, dotyczące budowy rurociągu dla gazu wołogodzkiego pod Bałtykiem – North Streamu, czy jak kto woli Siewiernego Patoka. Jest to ewidentnie projekt skierowany przeciwko Polsce, Ukrainie i krajom bałtyckim, a mimo to Niemcy – zarówno socjaldemokratyczne, jak i te spod znaku „Grosse Koalition” – brną weń, nie bacząc na polityczne konsekwencje.
Znacznie mniej się mówi o South Stream, gazociągu pod Morzem Czarnym, który z punktu widzenia politycznego będzie miał jeszcze poważniejsze konsekwencje. Po pierwsze, jest to rurociąg z gruntu niepotrzebny, ponieważ w końcowej fazie realizacji znajduje się biegnący przez całą Turcję, od wschodu na Zachód – gazociąg Nabucco, który, owszem, ma być „oknem na świat” dla gazu irańskiego, turkmeńskiego, uzbeckiego czy kazachskiego, ale od samego początku Turcy ze swoimi – głównie amerykańskimi – partnerami, zapraszali Rosję, by także korzystała z Nabucco do przesyłania swojego gazu do południowo-wschodniej i centralnej Europy. Po drugie, na South Stream skwapliwie zgodzili się nie tylko ze względów oczywistych Serbia, ale także nasi partnerzy z UE tacy jakAustria, Rumunia i Bułgaria i – przede wszystkim – nasi przyjaciele z Grupy Wyszechradzkiej: Słowacja i Węgry.
Rosja zadała sobie gigantyczny trud, by „manewrem nożycowym” odciąć od swoich dostaw Polskę, Ukrainę i państwa Bałtyckie, a na tę operację o charakterze czysto politycznym bez mrugnięcia okiem przystali nasi najbliżsi partnerzy i współpracownicy, z którymi polska dyplomacja wiąże ogromne nadzieje… South Stream to prawdziwe Waterloo polskiej dyplomacji, historia zapewne wystawi za to rachunek Lechowi Kaczyńskiemu i Annie Fotydze…
Fantastyczną okazją do podsycania wewnątrzunijnych podziałów była kwestia interwencji w Iraku. Popieranie antyamerykańskich ekscesów Chiraca, Zapatero, Michela, Prodiego i D’Alemy, by nie wspomnieć już o Schroederze – stało się ulubionym zajęciem rosyjskiej dyplomacji.
A propos Schroedera. Rosja ma niewiele do zaoferowania rozwiniętej Europie. Gaz, ropę i inne surowce, drewno… Trzeba przyznać, że Rosja szafuje tym niezwykle umiejętnie. Proces uzależniania Zachodniej Europy od rosyjskich dostaw wymagał dalekowzroczności i elastyczności, także w polityce cenowej, umiejętności przeczekania kryzysów i oparciu się naciskom rynku. W tej chwili, Europa, stopniowo odcinana od dostaw ropy saudyjskiej, jako jedyne alternatywy dla dostaw rosyjskich ma Norwegię (z której złóż na Morzy Północnym wydobyto już ponad połowę rezerw), ropo- i gazociąg Algieria-Włochy i Algieria – Hiszpania oraz gazociąg „Green Stream” Libia – Włochy. Te dostawy są jednak niewystarczające. Jeśli zabraknie surowców z Rosji – Europa zostanie dosłownie na lodzie. Na jak dalekie ustępstwa będzie gotowa, by uniknąć tej ewentualności – widzimy już teraz, ale przyszłość będzie zapewne bardziej brutalna…
Reasumując, w dążeniu do strategicznego celu osłabienia Zachodu, Rosja stosuje z powodzeniem następujące metody:
- uzależnienie energetyczne
- zastraszanie
- wspieranie wrogów Zachodu
- podsycanie podziałów i nieporozumień
- dezinformację
- gospodarczy szantaż
A sprawa polska?
Rosja obrała sobie Polskę za symbol wroga. Najważniejsze święto państwowe - Rocznicę Rewolucji Październikowej - zamieniono na rocznicę wygnania Polaków z Moskwy w 1612 r.
Skąd taka nieprzychylność wobec naszego kraju? To proste, choć wydaje się, że nie dla wszystkich oczywiste. Kto był bezpośrednim sprawcą rozpadu ZSRR? Procesy, rozpoczęte w Sierpniu 1980 r. i kontynuowane przy Okrągłym Stole doprowadziły do „efektu domina”… Termin ten ukuty jeszcze za czasów Kennedy’ego miał dotyczyć przejmowania władzy przez komunistów w kolejnych państwach azjatyckich, począwszy od Wietnamu, a okazał się historycznie uzasadniony w Europie Wschodniej przełomu lat 80. i 90. XX wieku na demokratyzację kolejnych krajów „bloku socjalistycznego” – satelitów Moskwy...
Demokratyzacja i dekomunizacja Polski okazała się zaraźliwa. „Zaraza” objęła w 1991 r. sam Związek Radziecki… Tak, to my jesteśmy sprawcami „największego nieszczęścia XX wieku”.
To można byłoby nam jeszcze – z punktu widzenia Kremla – wybaczyć, bo przełom wyniósł wszak do władzy dzisiejszą oligarchę. Ale Polacy mają na sumieniu jeszcze jeden grzech, którego Rosja nam nie wybaczy: Ukrainę. Prawdopodobnie bez polskiej pomocy, bez sprokurowanego przez Polskę międzynarodowego poparcia i sympatii, „Pomarańczowa Rewolucja” skazana byłaby na porażkę. Taka porażka oznaczałaby śmiertelne osłabienie zwolenników niepodległości i okcydentalizacji Ukrainy. Jak wiadomo Putin nie uważa Ukrainy za prawdziwe państwo, jego istnienie ocenia, jako przejściowy wybryk historii, efekt „brutalnej ingerencji” Zachodu (inspirowanego przez Polskę) w żywotne interesy Rosji.
Gdyby w Parlamencie Europejskim pokazać zachodnim europosłom fizyczną mapę Europy i poprosić, by wskazali, gdzie leży Ukraina, większość miałaby kłopoty. Zwykli obywatele Zachodniej Europy prawdopodobnie w ogóle o niej nie słyszeli lub mają o jej istnieniu mgliste pojęcie. Nie wspominajmy już o znajomości wschodnioeuropejskich realiów w Stanach Zjednoczonych. Rosja wie, że niepodległość Ukrainy opiera się niemal całkowicie na Polsce. Żaden inny kraj nie będzie skłonny (lub nie będzie w stanie) kruszyć za nią kopii. Jeśli polskie poparcie ustanie, Rosja przejmie pełną kontrolę nad tym państwem bez konieczności uciekania się do jakiejkolwiek interwencji poza polityczną, a więc metodami, które świat bez protestów zaakceptuje.
Dlatego na rzeczywistą i trwałą poprawę stosunków Polski z Rosją Putina-Miedwiediewa nie ma co liczyć.
Jak się wobec tego powinniśmy zachować? Dmuchać i chuchać na Unię Europejską: dopóki istnieje, dopóki jest silna i stabilna – nic nam nie grozi. Jeśli mielibyśmy zachowywać się wobec Unii tak jak za czasów minister Fotygi – to lepiej od razu zaprośmy rosyjskie wojska; unikniemy wielu nieszczęść. Jakkolwiek Unia bardzo się w ostatnich latach zmieniła, to jednak nadal opiera się na osi Berlin-Paryż; z tego punktu widzenia nasze stosunki z Niemcami i Francją powinny być oczkiem w głowie każdego polskiego polityka. Wydaje się jednak, że ewentualne doraźne korzyści potrafią przysłonić cele strategiczne politykom wszystkich opcji… By nie wspomnieć już o naszych pożal się Boże „wybrańcach”, którzy obrażają się, a to na prezydenta Francji, a to na kanclerza Niemiec…
Europa – historia dowiodła jednak tego aż nazbyt boleśnie – to nie jest wymarzony sojusznik w chwili ostrego kryzysu. Dlatego powinniśmy dmuchać i chuchać także na nasz sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Wypada mieć nadzieję, że Sikorski i Tusk wiedzą, co robią, stawiając na ostrzu noża kwestię Tarczy Antyrakietowej. Niestety, ilość, a zwłaszcza jakość informacji, jakie społeczeństwo polskie otrzymuje od kierownictwa naszej dyplomacji, są niewystarczające, by móc wyrobić sobie w tej sprawie jaki-taki pogląd. Pozostaje nadzieja.
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


