Jaka polityka zagraniczna?
Proponujemy dziś Państwu omówienie debaty, jaka odbyła się 8 października br w Fundacji im Stefana Batorego której temat sformułowano następująco: zmiany w Europie i na świecie a polska polityka zagraniczna. Zdecydowaliśmy się na to, ze względu na rangę problemu, ale także dlatego, że jest to również obszar zasadniczego sporu między głównymi ośrodkami politycznymi w Polsce. Może nie tak ostrego, jak w innych dziedzinach, ale również o fundamentalnym znaczeniu dla naszej przyszłości.
W dyskusji uczestniczyli: Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski, Marek A. Cichocki z Centrum Europejskiego Natolin, Roman Kuźniar z Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW oraz Bartłomiej Sienkiewicz.
Punktem wyjścia dyskusji stał się artykuł Radosława Sikorskiego, zamieszczony 29 sierpnia br. w „Gazecie Wyborczej”, w którym minister spraw zagranicznych postawił tezę, że „właściwej odpowiedzi na dylematy geostrategiczne i tożsamościowe Polski nie oferują jagiellońskie ambicje mocarstwowe”, lecz „nowoczesne państwo narodowe”.
Jak stwierdził prowadzący debatę Aleksander Smolar (prezes Fundacji im. Stefana Batorego), zdefiniowanie nowej polityki zagranicznej po wyborach 2007 roku było względnie łatwe: polegała ona na wyeliminowaniu tych elementów z dwóch poprzednich lat, które dość powszechnie były oceniane negatywnie. Stąd zmiana postawy wobec Unii Europejskiej, dążenie do poprawy stosunków z Niemcami i Rosją. Ważną częścią tej polityki była też pewna zmiana priorytetów: położenie większego nacisku na stosunki z UE niż z USA.
Sukcesem w ramach Unii Europejskiej było niewątpliwie przełamanie swoistej izolacji Polski. Na pewno była nim akceptacja przez UE idei Partnerstwa Wschodniego. Z drugiej strony za sukces uznano wyniki twardych negocjacji z Waszyngtonem w sprawie tarczy antyrakietowej i uzyskanie koncesji amerykańskich poważniejszych od tych, które był gotów zaakceptować rząd Prawa i Sprawiedliwości.
Obecnie znajdujemy się w nowej sytuacji, chociaż jej zarysy można było dostrzec już wcześniej. Prezydentura Baracka Obamy modyfikuje do pewnego stopnia dotychczasową politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych i ujawnia zarazem głębsze zmiany zachodzące na mapie politycznej świata. Czy brak realnego zbliżenia UE i USA, mimo wyboru bardzo popularnego w Europie Obamy, nie jest dowodem na historyczny proces rozchodzenia się obu części składowych Zachodu? Może to potwierdzać nawet ewolucja polskiej opinii publicznej. Decyzja Waszyngtonu w sprawie tarczy antyrakietowej - mimo iż oczekiwana - postawiła w centrum uwagi problem podstaw naszego bezpieczeństwa. Na ile można liczyć na USA? Na NATO, którego misje coraz bardziej oddalały się od terytorium Europy, kierując się ku odległym horyzontom? Na ile można liczyć na bardziej aktywną rolę UE?
Wojna gruzińsko-rosyjska uświadomiła wielu, iż Rosja stała się państwem rewizjonistycznym, otwarcie deklarującym swoje specjalne prawa w krajach sąsiednich, ale nie tylko w nich. Stwarza to bezpośrednie zagrożenie dla Gruzji i Ukrainy. Jaka może być w tej sytuacji rola Partnerstwa Wschodniego? Zwłaszcza, że liczba państw wykazujących entuzjazm czy choćby zainteresowanie tą inicjatywą, zdaje się być ograniczona. A krytycy obecnego rządu widzą też spadek zainteresowania Warszawy naszymi wschodnimi sąsiadami.
Na pewno nie ma powodu do niepokoju, jeżeli chodzi o obecną sytuację Polski, ale zmiany w świecie i w naszym bezpośrednim otoczeniu skłaniają do stawiania pytań o strategię naszej polityki zagranicznej i podstawy naszego bezpieczeństwa.
Zdaniem Aleksandra Smolara, artykuł ministra Sikorskiego oraz debata, którą on sprowokował, „odzwierciedlają poczucie kryzysowości” dotyczące problemów globalnych. Jak zaznaczył, szczególne reakcje wzbudziła krytyka koncepcji jagiellońskiej, „w tradycyjnych polskich debatach postrzegana jako wybór wizji Polski piastowskiej, narodowej czy też [...] hołd lenny złożony Niemcom, to jest odwrócenie się od Rosji ku Niemcom”. „Wywołało to obawy, że [...] może być zapowiedzią zmiany polityki wobec naszych wschodnich sąsiadów”.
Wśród problemów globalnych, będących źródłem niepewności, Aleksander Smolar wymienił ewolucję polityki rosyjskiej i amerykańskiej. W wojnie rosyjsko-gruzińskiej „Rosja nagle objawiła [...] rewizjonistyczną twarz, kwestionującą ład i granice”. W USA „zachodzi bardzo zasadnicza zmiana priorytetów” po kryzysowości polityki prezydenta George’a W. Busha i ogromnym wzroście popularności Stanów Zjednoczonych wraz z wyborem Baracka Obamy. Równocześnie nadal mamy do czynienia z zaniepokojeniem w różnych regionach świata powodowanym niepewnością co do kształtu polityki prowadzonej przez nową administrację. USA mają problemy związane z Afganistanem, kwestionowana jest polityka Obamy na Bliskim Wschodzie, rozmowy z Iranem itd.
W przypadku Polski, obecna polityka amerykańska jest traktowana jako kontynuacja schyłkowego okresu rządów George’a W. Busha, kiedy to obecność naszego kraju była słabo zaznaczana. „Stosunek do Polski może być pochodną zmiany stosunku Stanów Zjednoczonych do Europy w ogóle”, w tym sensie, że jest ona „postrzegana coraz bardziej jako taka wielka, spokojna Szwajcaria, której obecność w świecie jest ograniczona” – mówił Aleksander Smolar.
Radosław Sikorski, nawiązując do obaw artykułowanych w dyskusji wokół jego artykułu, odpierał zarzuty wobec polityki zagranicznej rządu, nacechowane – jak stwierdził - „silnymi emocjami”. W szczególności na kierunku wschodnim. Przypominając przedwojenne „marzenia o silnej i wielkiej Polsce, które z czasem przeszły nawet w sen o mocarstwowości”, podkreślał, że „poczucie siły, niezłomne przekonanie o słuszności swojej sprawy, ten klimat, w którym mamy tysiąc procent racji i zero procent szans, wielokrotnie prowadził już do zguby”. „Niektórym nadal wydaje się, że najlepiej ojczyźnie służy ten, kto [...] szantażuje innych patriotyczną frazeologią, a logika kompromisu i negocjacji jest rzekomo poniżej godności prawdziwego Polaka” – zaznaczył.
Na zarzut o stawianie Niemiec i Rosji przed wschodnimi sąsiadami i zaniedbywanie Europy Wschodniej, odpowiadał wyliczeniem konkretnych rezultatów działań swego rządu. Podkreślił, że Polska prowadzi „ożywiony dialog polityczny” z Ukrainą, popiera jej aspiracje do członkostwa w NATO, rozwija współpracę gospodarczą, zawarła umowę o małym ruchu granicznym, obniżyła opłaty wizowe. „Nieustannie wspiera ukraińskich polityków o nastawieniu proreformatorskim, proeuropejskim”, angażując przy tym swych weimarskich partnerów.
„Wspólnie z ministrem spraw zagranicznych Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem zawieźliśmy do Kijowa unijne przesłanie, [...] które zawierało informacje, co i kiedy należy zrobić, aby umowa mogła być zawarta jeszcze w tym roku. Reszta działań w sprawie tej umowy zależy od roztropności i energii ukraińskich władz” – wskazał. Także w stosunkach z Białorusią, która dwa lata temu, izolowana, „coraz bardziej oddalała się od Europy”, Polska obecnie prowadzi dialog, „służący większemu zrównoważeniu wektorów białoruskiej polityki zagranicznej”. „Nie zaniedbujemy przy tym wsparcia dla opozycji i społeczeństwa białoruskiego. Udało nam się powstrzymać pogarszanie sytuacji Polaków w tym kraju” – zapewnił minister Sikorski.
Przypomniał, że był pierwszym szefem dyplomacji wolnej Polski, który odwiedził Mołdawię, wysłał też listy do szefów kluczowych instytucji międzynarodowych, odbył dziesiątki rozmów, apelując „o namacalne poparcie dla procesów demokratyzacyjnych, rozwoju gospodarczego tego kraju”. Kilka tygodni temu złożył drugą wizytę w imieniu UE i przekazał władzom w Kiszyniowie „apel o przestrzeganie europejskich wartości i zasad podczas zbliżających się wtedy wyborów parlamentarnych”. „I muszę powiedzieć, że władze i opozycja posłuchały. [...] Przed Mołdawią otworzyła się w tej chwili nowa perspektywa” - ocenił. „Pracujemy nad udzieleniem Mołdawii pożyczki dwustronnej dla zwalczania skutków kryzysu ekonomicznego” – dodał.
Zapewnił też, że polski rząd wspiera Gruzję „w przezwyciężaniu problemów zewnętrznych i wewnętrznych” i „pryncypialnie opowiada się za przywróceniem integralności terytorialnej” tego kraju. Równocześnie zaś działa „na rzecz zbliżenia Gruzji do struktur zachodnich, w szczególności Unii”.
Radosław Sikorski wymieniał również działania polskiego rządu „w wypracowywaniu celów polityki całej UE wobec krajów Europy Wschodniej”. Według niego, praktyczną realizacją tego podejścia jest Partnerstwo Wschodnie, które „stało się programem całej Unii”. „Polska udowodniła, że [...] potrafi budować koalicje i przez to działać skutecznie w przekonywaniu Unii do podejmowania inicjatyw zgodnych z naszymi interesem” – ocenił. Przypomniał, że Partnerstwo Wschodnie na starcie zakłada wydatkowanie 600 mln euro na projekty współpracy. „Partnerstwo to nie idea, nie słowna obietnica, lecz program konkretnych działań. [...] W przeszłości było dużo strzelistych aktów mówiących o potrzebie współpracy z krajami Europy Wschodniej. Inni mówili i mówią, a my robimy. A ponieważ dziś więcej znaczymy w Europie, więcej możemy zrobić” – podkreślił Sikorski.
Jak zaznaczył, „stymulacja modernizacji i demokratyzacji mogą przynieść skutki o charakterze geopolitycznym”. Polski rząd „rozwijając współpracę z naszymi wschodnimi sąsiadami” doprowadził do „zdecydowanej poprawy stosunków z Rosją”. „Odeszliśmy od polityki trwale podniesionego zwodzonego mostu. Nie tylko odrodzono kontakty na najwyższym szczeblu władz wykonawczych, [...] przy okazji powiększa się [...] katalog spraw których wcześniej nie udawało się załatwić, a teraz powoli są rozwiązywane” – wskazał Radosław Sikorski. Wyliczając te sprawy – od prac grupy ds. trudnych po umowę o żegludze po Zalewie Wiślanym – ocenił, że „wszystkie te wydarzenia pozwalają mówić o normalizacji stosunków polsko-rosyjskich”. „Przy tym wszyscy wiemy, że nie są to relacje łatwe. Nie unikamy spraw trudnych i potrafimy postawić na swoim” – zastrzegł. „Nie unikamy też spraw historycznych, ale usiłujemy je rozwiązywać w duchu sprawiedliwości” – dodał.
„Niepotrzebne są nam pseudomocarstwowe majaczenia. Jako kraj aspirujący do grona sześciu największych, najbardziej wpływowych państw Unii Europejskiej, [...] jesteśmy w stanie [...] osiągnąć ambitne cele w polityce zagranicznej. [...] Nie rezygnujemy przy tym z naszych interesów i nie wahamy się w używaniu wszystkich dostępnych nam środków, dbając przede wszystkim o to, by nasze działania były zrozumiałe dla naszych partnerów, a nie żeby wypływały ze źle pojmowanej polityki honoru. [...] To nie jest polityczny minimalizm, [...], to jest wykorzystywanie realnych możliwości i potencjału” - podkreślił.
„W ciągu ostatnich 2-3 lat porażkę poniósł projekt proamerykanizmu i ambitnej polityki wschodniej”, mówił w dalszej części dyskusji Ludwik Dorn. Według niego brak sukcesów trzeba teraz nazwać „polityką bardziej minimalistyczną, która wyciąga wnioski z porażki polityki poprzedniej”. Natomiast wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Witold Waszczykowski zarzucił ministrowi, że nie przedstawił całościowej wizji polityki.
Z kolei Marek A. Cichocki – podkreślając znaczenie wydarzeń w Rosji i USA - zwrócił uwagę na dyskusje o „ewentualności dekoniunktury międzynarodowej dla Polski”. Przyznał, że w środowisku międzynarodowym następują zmiany na tyle poważne, by prowokować pytania o kształt polskiej polityki zagranicznej, i to nie w perspektywie wyborów, lecz pokoleń. Według niego, na płaszczyźnie krótkoterminowej przed Polską stoją dwa poważne wyzwania, które „każą zastanowić się nad bezpieczeństwem kraju”: przyszłość krajów bałtyckich i przyszłość Ukrainy. Kwestia krajów bałtyckich powinna być zdaniem Marka A. Cichockiego rozwiązywana na forum NATO, „szczególnie w kontekście nadchodzących dyskusji o redefinicji strategicznych założeń wewnętrznego bezpieczeństwa Sojuszu”.
Marek A. Cichocki postawił również tezę, że „
W stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi jego zdaniem – paradoksalnie - sprawę tarczy antyrakietowej „powinniśmy potraktować jako szansę” na ułożenie stosunków od nowa, „na dosyć pragmatycznym gruncie, przede wszystkim dbając o budowę infrastruktury instytucjonalnej”, która obecnie „jest bardzo uboga”. Należy przy tym pamiętać o strategicznym wymiarze relacji, „by Polska de facto głębiej została zakotwiczona w strukturach bezpieczeństwa zachodniego, przede wszystkim natowskiego”.
Nawiązując do pozycji Polski w UE ocenił, że Traktat Lizboński nie powstrzyma renacjonalizacji i regionalizacji integracji europejskiej, także w wymiarze bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. „W negatywnym scenariuszu oznacza to postępującą fragmentaryzację UE” – przewiduje Cichocki. Natomiast w opinii Aleksandra Smolara podstawowym problemem Unii są teraz Niemcy, ale nie w tym sensie, że „zagrażają agresją”. Stają się normalnym państwem narodowym, a to oznacza, że przestają być zwolennikami UE i że znika czynnik, który Unię integrował, bo była ona „budowana na eksploatacji Niemiec w sensie dosłownym”.
Jak ocenia Marek A. Cichocki, przy postępującej fragmentaryzacji UE pod znakiem zapytania pozostaje współpraca z Niemcami, która zależy od rozwoju sytuacji w tym kraju, gdzie w dłuższej perspektywie istnieje niebezpieczeństwo, że „w następnych wyborach możemy otrzymać nową konstelację polityczną, która będzie dla współpracy polsko-niemieckiej niekorzystna”.
Cichocki przypomniał opinię, wyrażoną przez Mirosława Czecha na łamach „Gazety Wyborczej”, że „im bardziej schładzamy naszą politykę wschodnią, im bardziej ją łagodzimy, co zresztą jest zgodne z pewnymi oczekiwaniami naszych sąsiadów, Niemców, stajemy się dla Niemiec mniej atrakcyjnym partnerem w polityce europejskiej”.
Zdaniem innego z dyskutantów - Bartłomieja Sienkiewicza - „nie mamy do czynienia z celowym schładzaniem polityki wschodniej, tylko [...] ze schładzaniem się polityki wschodniej przez fakt, ze tracimy tak naprawdę partnerów”. Z poglądem tym zgodził się też minister Radosław Sikorski.
Bartłomiej Sienkiewicz przypomniał założenia polskiej polityki wschodniej, na której opierała się ona przez blisko 20 lat. Według niego wszyscy zakładali, że Zachód - kombinacja demokracji i wolnego rynku - „jest naturalnym i jedynym biegunem przyciągania po klęsce komunizmu, co więcej – bezalternatywnym”, a więc „pochód standardów, instytucji, pewnego sposobu uprawiania polityki, a także sposobu zarządzania gospodarką będzie miał charakter ciągły i postępujący, czyli będzie się przesuwał z Zachodu na Wschód”. Zakładano też, że „USA będą miały podobne interesy strategiczne, podobną optykę patrzenia na przestrzeń postsowiecką jak Polska”.
Poza tym panowało w Polsce przekonanie, że Rosja „albo podda się temu procesowi, albo zostanie zmarginalizowana, albo będzie na tyle słaba, że nie będzie w stanie się temu przeciwstawić”. „Elementem spinającym” te założenia było przekonanie, że naszych wschodnich sąsiadów uda się uczynić partnerami dla naszej polityki. „Chcieliśmy osiągnąć coś, co kiedyś zręcznie ujął prof. Andrzej Nowak, a mianowicie chcieliśmy mieć Zachód na Wschodzie” – podsumował Sienkiewicz. „Mam wrażenie, że z tych punktów nie zostało nic” – ocenił. Postawił też tezę, że w polityce wschodniej - poza celami namacalnymi, jak uzyskanie bezpieczeństwa i przyjaznego sąsiedztwa – „szukaliśmy nie tyle sukcesu politycznego, ile własnej tożsamości [...] w świecie, który dla nas się urodził na nowo po roku 90”. Wyraził przypuszczenie, że w zmienionym kontekście międzynarodowym „być może już przestajemy potrzebować zewnętrznej tożsamości [...] i nie musimy jej budować poprzez wielkie projekty silnie zakorzenione w historii”.
Z kolei Roman Kuźniar wyraził satysfakcję, że „Polska prowadzi normalną politykę zagraniczną”. Według niego nie jest to łatwe, ponieważ „mamy do czynienia z destabilizującym [...] stałym sabotażem pana prezydenta i jego obozu politycznego”, a jednocześnie z „o wiele trudniejszą sytuacją międzynarodową niż parę lat temu”.
Zdaniem Romana Kuźniara za sytuację międzynarodową ponosimy częściowo odpowiedzialność, bo braliśmy udział w „negatywnych procesach geopolitycznych, uruchomionych bezmyślną polityką administracji Busha za pierwszej jego kadencji”. Profesor zauważył, że polityczna normalność „może być trudna w polskich warunkach”, ponieważ jest nie do zniesienia dla komentatorów i klasy politycznej ze względu na ich skłonność do sarmackości i wiary, że możemy wpływać na losy świata.
Normalna polityka zagraniczna według Kuźniara „reprezentuje interesy i aspiracje społeczeństwa” i „poprawnie odczytuje otoczenie, sytuację międzynarodową i jej dynamikę”. „Mamy do czynienia z poprawnym odczytywaniem przez obecnie rządzących tej ewolucji, dynamiki” - zadeklarował. „Pozytywizm zamiast bezrefleksyjnego, niefrasobliwego, radosnego prometeizmu to jest to, co mi odpowiada. Nie możemy dla nich robić więcej niż oni są w stanie zrobić” – ocenił, odsyłając do dzieła Carla von Clausewizta, który napisał o Polsce końca XVIII wieku, że otoczenie nie może więcej zrobić dla danego państwa niż ono samo.
Roman Kuźniar przyznał jednak, że w polskiej polityce zagranicznej brakuje mu całościowego podejścia do Zachodu, nie tylko Unii Europejskiej. „Trzeba widzieć, jakie jest miejsce Zachodu w globalnych stosunkach, nasze miejsce w ramach tej formacji cywilizacyjnej, geopolitycznej i geostrategicznej” – zaznaczył. Ważna według niego jest też sprawa „poziomu globalnego, kwestia porządku międzynarodowego, za którym się opowiadamy”.
Opinii o sabotowaniu polskiej polityki zagranicznej przez prezydenta przeciwstawił się Bartłomiej Sienkiewicz, argumentując, że od 2004 roku polska polityka zagraniczna znormalniała, co oznacza, że „stała się przedmiotem sporu wewnętrznego politycznego na tej samej zasadzie jak wszystkie inne rzeczy”. Z tą opinią polemizował Ludwik Dorn, który ocenił, że „debata o polityce międzynarodowej i w znacznej mierze także polityka zagraniczna jest zakładnikiem konfliktu wewnętrznego w jego obecnej, bardzo intensywnej formie”.
Jak zauważył Dorn, normalnym stanem jest tzw. konsensus ramowy, obecnie jednak polityka zagraniczna czy sposób jej przedstawiania służy temu, by „zaatakować politycznego przeciwnika wewnętrznego”. „Wypowiedź
Wreszcie Jerzy Sułek zarzucił polskiej polityce zagranicznej, że „choruje na europocentryzm”. Zaapelował, by uzupełnić ją o aktywność na Dalekim Wschodzie. Na wielką rolę Chin zwrócił też uwagę Aleksander Smolar, który zauważył, że na świecie mówi się nawet o G2, swoistym amerykańsko-chińskim kondominium.
W podsumowaniu dyskusji Aleksander Smolar zwrócił uwagę, że Rosja jest niewątpliwie źródłem zagrożeń, ale trzeba też dostrzec drugą jej stronę. Zastanowić się, jak to się dzieje, że nie jest w stanie zmusić żadnego z zależnych od niej państw do uznania niepodległości Osetii Płd. i Abchazji. Zadać pytanie natury politycznej: po co Władimir Putin przyjechał na obchody 1 września do Polski. W ocenie Aleksandra Smolara świadczy to o woli Moskwy poszukiwania (choć na własnych warunkach) porozumienia z Europą, wynikającej po części z „zagrożeń geostrategicznych dla Rosji, które płyną z Chin”.
Według prezesa Fundacji Batorego problem z Rosją czy Ameryką to nie kwestia konkretnego zagrożenia, lecz stanu określanego w literaturze jako entropia czy też dysfersja lub globoskleroza. Jest to stan, w którym „żaden z aktorów nie jest w stanie często wpłynąć na swój region”.
Pełny zapis dźwiękowy debaty w formacie MP3 (czas trwania: 2 godz. 16 min.) można pod adresem: http://www.batory.org.pl/
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


