Jan Herman, Stefan Bratkowski: Amalgamacja, dyskursu ciąg dalszy

2009-11-06 17:52

Dostało mi się, aż  odebrało mi mowę. Może i sprawiedliwie. Powinienem pewnie był  mój tekst zacząć od słów następujących:  

Przeciwstawmy sobie dwa światy społeczne. Pierwszy z nich funkcjonuje w formule bezpośredniej kontroli społecznej, co oznacza, że każdy (nie prawie każdy, tylko każdy) osobnik dostrzega i rozumie wszystkie ważne dla tej społeczności wydarzenia i procesy, uczestniczy pełnoprawnie w nieustającej dyspucie faktów, czynów i poglądów, zatem nawet jeśli mają tu miejsce patologie i odchylenia, to są one „zdawkowe”, bo gdy stają się poważne – reakcja wszystkich jest oczywista. Drugi z tych światów funkcjonuje w sformalizowanej strukturze państwowej, z urzędami, organami i prawem. Zdecydowana większość jest w tym drugim świecie wyłączona zarówno z pełnoprawnej dysputy, jak też z przywileju rozumienia „ale o co chodzi”. Wyklucza ich sam fakt istnienia Państwa, które dowolność i różnorodność dyscyplinuje, normalizuje, algorytmizuje. 

Grzechem byłoby tłumaczenie, że pierwszy ze światów możliwy jest wyłącznie w małych grupach, a drugi za to – jest konieczny (w heglowskim sensie) w wielkich agregatach społecznych. Grzech polegałby głównie na tym, że w taki scholastyczny sposób przekreślalibyśmy możliwość demokracji (ludowładztwa) we współczesnych państwach. Dodam, że demokracja jest tym fenomenem, o którym daliśmy sobie wmówić, że polega na wolnych wyborach, jawności życia państwowego, instancyjności decyzji, rozdzielności trzech aspektów władzy, prawach mniejszości do ekspresji, niezbywalnych prawach człowieka, swobodzie wypowiedzi publicznej, klarownym rozdzieleniu prywatnego od publicznego. Nie dość bowiem, że każda z tych prerogatyw jest dziś spokojnie gwałcona w „demokratyczny” sposób nawet przez największe „demokracje” świata, to w tym modelu brakuje tego, co najistotniejsze: obywatelskiego poziomu orientacji w złożonym galimatiasie publicznym oraz równie obywatelskiej niegasnącej gotowości do uczestnictwa w procesach publicznych. Równoprawnego i kompetentnego, co się zresztą ze sobą wiąże. 

Poczytuję sobie za zaszczyt, że osoba tak kompetentna, godna naśladowania, ciężko doświadczona w czasach głębokiego deficytu Demokracji, uczestnicząca własnym ludzkim kosztem w jej odrestaurowaniu (na czym – na przykład ja – skorzystałem nie mając w tym zasług żadnych) – zechciała uważnie przeczytać mój tekst i życzliwie, choć z ojcowskim batem w ręku, złajać mnie za nieuctwo. Ale niechże wolno mi będzie bronić się. 

W całej koncepcji socjologicznej Gumplowicza podoba mi się ów gęsty intelektualnie sposób na objaśnienie „globalizacji”: społeczności silniejsze i bardziej dynamiczne (L. Gumilow powiedziałby: pasjonarne) wchłaniają i/lub podporządkowują sobie pozostałe społeczności, raz na jakiś czas „zamiatając pobojowisko” poprzez renowację systemu prawnego. Tak rozumiem gumplowiczowską amalgamację. Im bardziej w nią zaglądam, tym bardziej nie widzę, żebym tęsknił za prastarym światem małych grupek z wysp szczęśliwości. Tym bardziej nie tęsknię do Ameryki (USA), której demokracją nie śmiałbym nazwać, zarówno ze względu na antydemokratyczne praktyki „władzy” (anty-, a nie „nie-”), nie będące wszak wynaturzonymi wyjątkami, jak też ze względu na znajomość z wieloma Amerykanami w kolejnym, nie-pierwszym pokoleniu (może mam pecha, ale w ich widzeniu świata demokracji nie widać). 

W samej amalgamacji nie ma nic złego zapewne, dopóki nie jest ona „ostemplowana” przez Państwo: odtąd wszystko, co małe i nieważne, niech sobie lata do woli, ale cokolwiek staje się ważne – wpasowywane jest w ustalone sztywne ramy, którymi zarządza się – no, właśnie – albo demokratycznie, albo nie. Zgadzam się z Redaktorem, że w naszym kraju rozkwita setki tysięcy inicjatyw (tyle samo zresztą więdnie, nie doczekawszy przekwitania), ale są to inicjatywy niezależne dotąd, dopóki są drobniutkie. Kiedy podrosną – stają się obiektem „zarządzania publicznego”, w tym też sensie życie publiczne ogranicza się, niestety do polityki, nawet jeśli operujemy w świecie artystycznym, medialnym, turystycznym, biznesowym: wiele też (signum temporis?) powstaje inicjatyw „od razu dużych”, mających przyzwolenie polityczne, np. urzędowe. Przecież to nie jest demokracja! 

Klucz do demokracji nie otwiera już drzwi, za którymi kłębi się tygiel „tysiąca kwiatów”: dziś ten klucz pasuje co najwyżej do wyjścia na tor przeszkód, a za nim widać jeszcze poświatę Demokracji, którą można ODZYSKAĆ, jeśli się postaramy. Jedną z przeszkód na tym torze jest coraz bardziej radykalna dychotomizacja sceny politycznej. Tu nie chodzi o parlament: w powiatach i gminach powstają przed każdymi wyborami tysiące komitetów, o których większości i tak wiadomo, że są „stąd” albo „stamtąd”, a tylko dla niepoznaki przybierają dziwne nazwy. Oczywiście, może nawet 1/3 tych komitetów jest rzeczywiście niezależna, „oddolna”: a ile z tych niezależnych uzyskuje realny efekt w wyborach? A potem życie powiatowe (tych różnych podmiotów i podmiocików społecznikowskich) toczy się pod dyktando zwycięzców. Oto prawdziwa amalgamacja! Na marginesie: kiepski to parlament, dla którego wielopartyjność jest kłopotem. 

Nieskromnie zauważę, że poruszyłem temat Demokracji w samą porę, na rok przed serią  ważnych wyborów politycznych w Polsce. Może zatem dobra będzie inicjatywa zorganizowania w Studio Opinii debaty w tej sprawie? Jako były przewodniczący Ogólnopolskiej Rady Nauk Społecznych (a żyją jeszcze wszyscy moi poprzednicy i następcy, jeden jest profesorem w PAN zajmującym się problemem elit) – chyba sobie poradzę z merytorycznym i organizacyjnym przygotowaniem seminarium, czyli cyklu spotkań, z udziałem fachowców o niebo bardziej obznajomionych z tematem niż ja, referent z czwartego rzędu.  

Jan Herman 

Od Stefana: 

Wyzwany, znów czuję  się w obowiązku skomentować Twój głos, Janku. To obecna ordynacja w wyborach samorządowych eliminuje z nich wszystko, co nie politycznie, poza-partyjnie zrodzone. Tak to zmajstrowano, żeby tak było. I to trzeba możliwie szybko zwalczyć, zawczasu... W Kanadzie w ogóle nie wolno używać argumentacji politycznej w wyborach lokalnych – i co do mnie, byłem od początku i jestem nadal zwolennikiem takich obyczajów demokracji lokalnej w Polsce. Pytanie, co zrobić dziś dla zmiany. Trzeba trochę młodszych ode mnie...

Co do wielopartyjności: sama się eliminuje. Po „lewej” stronie jest pięciu przywódców partii, którzy się uformować w jedną partię nie mogą, a co gorsza – nie rozmawiają nawet, co to ma być lewica, jaki to program, co do zrobienia. Kiedy napisałem o tym, czym były socjalizmy, z myślą o młodzieży, okazało się, że jest pięć różnych potencjalnych PPSów, Polskich Partii Socjalistycznych... Wielość partii w parlamencie jest kłopotem w takim ustroju demokracji, jaki obraliśmy za Trzecią Republiką Francuską, bo rodzi podstawowe trudności w budowie i programowaniu działalności rządu. Nic nie mówi o jakości parlamentu.

Generalnie: demokracje są, jakie są ich społeczeństwa. Lepsze i gorsze, z mniejszymi lub większymi wadami. Jak się społeczeństwa lenią, albo jeszcze się nie dokształciły, a obywateli nic nie obchodzi, to demokracje są gorsze. Dobrze jednak jest odróżniać zwolenników demokracji od zwolenników „silnego państwa”, których tajne policje fingowały dokumenty dla prowokacji wobec wicepremiera własnego rządu i organizowały napady na prywatne mieszkania ludzi, których można było wezwać w normalnym trybie na przesłuchanie... Tu przedział jest wyraźny i jestem za wyraźną dychotomią. Choć nie wykluczam, że i PiS będzie normalną, demokratyczną partią. Znam w nim sporo ludzi, którzy doprawdy nie mieliby nic przeciw temu...

 

A gdybyś, Janku, czytywał  ten portal, który Cię publikuje, zobaczyłbyś, że niemal od początku tłuczemy sprawy demokracji polskiej i jej chorób. Nawet nie poczynając od mojego szkicu o tym, skąd wzięliśmy nasz ustrój. Było i mnóstwo innych tekstów. 

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics