Jan Herman: Amalgamacja (z dodatkiem)

2009-11-06 17:48

Każdy, kogo obchodzą  sprawy publiczne, prędzej czy później popada w refleksję nad tym, jak to się dzieje, że z naturalnej, do tego gołym okiem widocznej różnorodności i barwności tego, co „oddolne”, obywatelskie, ludowe – pozostaje zawsze i wszędzie co najwyżej kilka(naście) dominujących projektów politycznych. A kiedy świat publiczny rozpościera się już tylko pomiędzy dwa „wieszaki” – to już niemal zawsze jest powodem do niepokoju, a przynajmniej poważnego zastanowienia. 

Człowiek ma naturalną i oczywistą skłonność do manifestowania siebie na wiele różnych sposobów, z jednoczesnym podkreślaniem swojej oryginalności, odrębności, różności od innych ludzi. Jego skłonność do samodyscypliny, współpracy, podporządkowania się wspólnocie i rozmaitym instytucjom – jest pochodną jakiejś życiowej konieczności, a niekiedy przemocy. Państwo nie jest naturalnym stanem bytu Człowieka, jest jego dziełem sztucznym, choć niekiedy poręcznym. 

Współcześnie bardzo niewielu ludzi żyje w formule pozapaństwowej. Najbardziej stereotypowe zbiorowości bez-państwowe to ludy Północy (głównie w Rosji i Kanadzie, spójrz: http://www.kokopelli.pl/fiediaopsach.htm ), ludy Amazonii i afrykańskiego Interioru, a także wysp Pacyfiku czy przestrzeni Globu między Indochinami a Australią. Godne polecenia, dla wstępnego, propedeutycznego „wejścia w temat”, są dzieła Bronisława Malinowskiego (Argonauci Zachodniego Pacyfiku, Zwyczaj i zbrodnia w społeczności dzikich) czy J.G. Frazera (Złota gałąź). 

Ludwik Gumplowicz (na zdjęciu) wniósł  do badań nad komunikacją międzykulturową i nad procesami politycznymi pojęcie amalgamacji. Zakładał, że wszelkie ludzkie społeczności są w stanie permanentnej wojny wszystkich ze wszystkimi o wszystko, w tym sensie są swoistymi korpuskułami wrzuconymi do Maszyny Losującej Dziejów: jeśli korpuskuła jest silna, zwarta, spójna, trwała – wtedy rozbija te konkurencyjne i wchłania je. W takim procesie trwającym wiele pokoleń formują się wielkie agregaty społeczne, kulturowe, cywilizacyjne, na przykład narody czy państwa. 

Warto czasem wrócić  do teoretycznych praźródeł, kiedy rozmyśla się o kondycji państwa, na przykład Rzeczypospolitej Polskiej. Ktokolwiek zna choćby pobieżnie naszą historię ostatniego tysiąclecia, ten zna imię Piasta Kołodzieja, Ziemowita, Mieszka – i jego syna Bolesława Chrobrego, który w ślad za ojcem „amalgamował” na korzyść Polan wielkie połacie plemienne. 

Minęło lat tysiąc –  i nic się nie zmieniło. Polityczną scenę Polski zaludniają  potomkowie Chrobrego, równie jak on dzielni, którzy mniej mają na uwadze dobro ludu, bardziej zaś skupieni są na amalgamacji wrażych plemion partyjnych na rzecz swojego rodzonego ugrupowania. Obsadzają swoimi drużynnikami wszelkie zdobyczne twierdze, wysyłając tam kohorty do rad nadzorczych, prezesur, agencji, ministerstw, urzędów centralnych i lokalnych. A drużynnicy już we własnym zakresie zaprowadzają porządki w zdobycznych włościach. 

W takich warunkach pomysłowy i przedsiębiorczy lud nie ma szans: albo rozmaici animatorzy i przedsiębiorcy zyskają przychylność drużynników (czyli dadzą się wessać w tryby amalgamacji), albo polegną na skutek „pokojowej eksterminacji”, tej zarazy polskiego życia publicznego, w wyniku której nie uchowa się żadna inicjatywa nie wyposażona w polityczne „imprimatur” drużynników. Tym większa chwała Owsiakowi (WOŚP), Kotańskiemu (MONAR), Kuroniowi (KOR), Chojeckiemu (NOWA), kilkunastu innym niezłomnym ludziom. Dziś nie patrzymy na nich jak na tych, którzy nie poddali się amalgamacji i „robili swoje”. Oszukali też drużynników inni, udając że robią „takie tam sobie coś”, a zrobili rzeczy na chwałę swoją i wielu współpracowników: Gutek (dziś Gutek-film), Adamiak (dziś Adamiak-jazz), Skrzynecki (Piwnica pod baranami), Litwiniec (Kalambur), Kliszko (Kolegium Otryckie, Colloquia Communia) – i liczni inni. 

Życie polityczne w Polsce po roku 1989 było na tyle bujne, że w samym parlamencie I Kadencji reprezentowanych było 17 ugrupowań (plus 18 posłów niezrzeszonych), w II Kadencji 12 ugrupowań (i znów 18 niezrzeszonych), w III Kadencji 9 ugrupowań (43 posłów niezależnych). Proces amalgamacji trwa (odrębnie na lewicy, prawicy i w środowiskach konserwatywnych), dziś w Sejmie mamy 7 ugrupowań (plus niezrzeszeni), w tym tylko 4 wchodzące do Parlamentu w wyborach, pozostałe są owocem „polskiego piekiełka”. 

Politologom podoba się  takie „klarowanie” polskiej sceny politycznej. A mnie się  to nie podoba. Cóż to za kraj, w którym wszyscy zmuszeni są  do „spolaryzowania” się wokół jednego z dwóch ugrupowań  rozgrywających wszystko, od wyborów prezydenckich po skład Rady Gminy i Rady Powiatu? Gdzie tu jest miejsce na rzeczywiście niezależny III Sektor (organizacje społecznikowskie, wspólnoty rozmaite) i autonomiczną przedsiębiorczość bez uzależnienia od Magistratu? 

Tu przerwę – lecz róg trzymam, niech się wszystkim zdaje, że choć są  maluczkimi, to w coś jeszcze grają. 

Okazuje się, że proces amalgamacji jest silniejszy niż wyobrażenia o nim. W Polsce nie dzieje się nic nadzwyczajnego, oryginalnego: polecam artykuł blogera Witolda Sokali „Neo-średniowieczne imperium”, w którym najbardziej podoba mi się słowo „glajszlachtowanie”, choć chyba jestem w tej złośliwostce niesprawiedliwy. Unia Europejska – dodajmy: wszelkie mega-regiony świata – porządkuje sobie kontynent pod względem politycznym, udając zresztą, że te porządki dotyczą jedynie efektywności gospodarczej i swobód obywatelskich albo praw człowieka. 

I na zdrowie! 

Zapamiętajmy z tego wszystkiego, że taki proces opisał już dawno temu Ludwik Gumplowicz, rodem z miasta Krakowa. 

Jan Herman 

Od redaktora: 

Do buzującego wywaru myśli naszego utalentowanego współpracownika muszę jednak domieszać  parę kropli żółci, którą bywa zdrowy rozsądek i dokładność. Cała diatryba traci bowiem sens, jeśli uświadomić sobie, że tzw. życie publiczne nie ogranicza się do życia politycznego. A życiu politycznemu największej demokracji, czyli USA, służą rywalizujące ze sobą dwie tylko wielkie partie polityczne (choć z różnymi skrzydłami) i nikt nie ma tego za złe. Obok nich jak wszędzie, jak i u nas, rozwija się przebogate w demokracji życie publiczne bez żadnego „imprimatur” polityków – najrozmaitsze inicjatywy lokalne, kulturalne, społeczne, medialne, itd. (szkoda, że Autor nie zauważył wśród nich witryny, która go publikuje, działającej nie tylko bez niczyjego „imprimatur”, ale i bez pieniędzy). Co do liczby partii, jeśli przyjrzeć się naszemu społeczeństwu, jest chyba w Polsce baza społeczna –  prócz dwóch dzisiaj głównych partii - dla partii, reprezentującej wieś i małe miasteczka, oraz dla jakiejś lewicy, dbałej o los warstw niższych (działaniem, a nie samymi słowami). Kto ma za złe, że ich (prawie) nie ma, sam za to jakoś odpowiada, bo nikt nie zakazuje się organizować i obmyślać programów, ani im po prostu pomóc…

Wielopartyjność jako swe nieszczęsne doświadczenie brała i Trzecia Republika francuska, i naśladująca ją Rzeczpospolita Polska Konstytucji Marcowej. Paraliż państwa (władzy wykonawczej), stąd wynikły, skończył się we Francji zamachem stanu de Gaulle’a w roku 1958, w Polsce wcześniejszym zamachem stanu 1926 r. – ale zamachy stanu niewiele poprawiły. USA natomiast od początku przyjęły ustrój ścisłego rozdziału władzy ustawodawczej i wykonawczej - pierwsi kongresmeni w ogóle nie byli zorganizowani i każdy ciągnąłby w swoją stronę, byłoby tyle partii, ilu ich samych... Prezydenci USA jako niezależni szefowie rządu dobierają zaś wielekroć ministrów z przeciwnej partii i nikogo to nie dziwi.

Historiozofia, czyli filozofia historii Gumplowicza, z rozmyślań fin-de-siecle’owego pesymisty, pokrewna jest darwinizmowi społecznemu z jednej i marksizmowi z drugiej strony. Upatrywała podstawy przemian społecznych - w walce. Podbój, od  pierwotnych hord po wojenne zwycięstwa nowożytnych państw i wewnętrzne podboje klas i stanów, miał być pierwotnym źródłem państwowości. Z „amalgamacją”, dyktowaną przez większych i silniejszych. Gumplowicz nie dożył faktycznego zaprzeczenia swych teorii - wynikami pierwszej wojny światowej. A już wcześniej własny syn, socjalista, udowodnił wyższość drobnej gospodarki rolnej nad wielką! „Amalgamaty” XIX wieku zostały zniesione państwami narodów, które się procesom „amalgamacji” nie poddały. „Amalgamaty” XX wieku rozpadły się również mimo kilku pokoleń zniewolenia. Na Ludwiku Gumplowiczu oparł się za to Carl Schmitt ze swoją teorią polityki jako programowego podtrzymywania stanu konfliktu.

Tłumaczyć historię  teoriami Gumplowicza można, obchodząc ją z daleka. On sam obszedł  dookoła choćby historię ukochanej Francji. Frankowie, którzy podbili Gallię, wtopili się w jej łaciński świat, dali Francji swoje imię, ale językowi francuskiemu ledwie paręset wyrazów, spisane zaś 65 artykułów ich „prawa salickiego” to skrajny prymityw. Normanowie wszędzie wtapiali się w kulturę zdobytych krajów, niczego im nie narzucili. O początkach Polski można poczytać w książkach naszych archeologów (prof. Buko, wydawnictwo Trio). Lędyce (bo chyba oni, stąd węgierskie Lengyel, Lendziel)) zdobyli grody w zachodniej i północnej Wielkopolsce, zniszczyli i pobudowali nowe, i chyba wtopili się w krąg Polan, których imię pojawi się dopiero z końcem X wieku. No a co z tym naszym XIII wiekiem? Wszędzie rozszarpywano państwa na kawałki, a tu panowie i biskupi różnych ziem „Królestwa Polskiego”, razem z „ludem” jednoczyli je - bez króla… Potomni plemion polsko-języcznych uchowali wiele odrębności aż po wiek XIX, kiedy je uratował dla pamięci cudowny etnograf, Oskar Kolberg, pełna amalgamacja (stapianie się, nie zawłaszczanie!) Polaków to dopiero druga połowa wieku XX, po przymusowych migracjach. Nie ma to nic wspólnego z zawłaszczaniem stanowisk przez ludzi danej partii. Dla informacji: owszem, w USA zwolennicy gen. Jacksona w latach 30. XIX wieku ukuli hasło „łupy należą do zwycięzcy”, ale sam Jackson jako prezydent konsekwentnie taką zasadę zwalczał, angażował do swej ekipy rządowej ludzi wedle kwalifikacji. 

Warto czytać Gumplowicza, bardzo pobudził myśl socjologiczną wczesnego XX wieku, ale warto i uświadomić sobie, co badał przywołany w tym artykule Bronisław Malinowski, ojciec metody funkcjonalnej w antropologii kultury (też z Krakowa). Opisywał świat, za którym tęskni nasz Autor – świat pierwotnych mieszkańców wysp Trobriandzkich na Pacyfiku, świat spoza Gumplowicza. Te społeczności obywały się bez zorganizowanego aparatu przymusu, choć wymagały przestrzegania swych norm obyczajowych i egzekwowały je. Nie trzeba jednak takiego bezpaństwowego systemu wymagań szukać aż na Trobriandach. Starczy się rozejrzeć, by odkryć, że odpowiednikiem tej bezpaństwowej samoorganizacji w społeczeństwie obywatelskim jest samoorganizacja i własne samoregulacje prawne różnych środowisk zawodowych (bez „Życia seksualnego dzikich”, Malinowskiego). Przykładowo: Kodeks Dobrych Praktyk (Izby Wydawców Prasy), Kodeks Reklamy, kodeksy lekarskie, itp. Nie wynoszą się one poza państwo społeczeństwa obywatelskiego, a jeśli to społeczeństwo obywatelskie pozwala się zdominować zawodowym politykom, czyli „klasie politycznej”, oraz biurokracji, to znaczy, że jest społeczeństwem za mało obywatelskim. Co dzisiaj obserwujemy już przy minimum dostatku. Jedni chcą być poza, innych nic już nie obchodzi. A potem – zdziwieni…

Nie polecajmy tu żadnych wątpliwych mądrości blogerów na temat Unii Europejskiej, nie „glajchszaltuje”  ona, ani „glajszlachtuje”, po polsku może „ujednolicać”, ale Unia nikogo jakoś nie ujednoliciła, nawet wtyczek do kontaktów, i na pewno nie ona grozi ujednolicaniem, a kultura masowa. Przeciwnie zaś, różne małe społeczności etniczne liczą, że się dzięki Unii wybiją do pozycji podmiotów. Jedynym istotnym zagrożeniem Unii jest – jak we wszystkich państwach członkowskich, z Anglią włącznie – rozrost i wpływy biurokracji. Zgodnie z prawem Parkinsona. Które można chyba stosować i do mędrków internetowych.

Poleca się pisać  lekko, łatwo i przyjemnie, ale za dużo łatwizn i uproszczeń w analogiach psuje, obawiam się, mózg nawet samemu Autorowi. Nie mówiąc o Czytelnikach.

Stefan Bratkowski

Tasks

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Tematy do dyskusji: Jan Herman: Amalgamacja (z dodatkiem)

Zapraszamy do komentowania
Clicky Web Analytics