Jarek Kociszewski: Co dalej z Iranem?
Iranowi udało się odnieść kolejny sukces na drodze do uzyskania statusu potęgi nuklearnej. Odrzucając „politykę miłości” w wydaniu Baracka Obamy Teheran wywołał chaos w polityce międzynarodowej. Reżim ajatollahów znowu zyskał na czasie. Prace nad wzbogaceniem uranu idą pełną parą. Nadeszła już chyba pora, żeby zastanowić się, co zrobić z Iranem uzbrojonym w broń atomową.
Nowe dyplomatyczne otwarcie obiecywane przez Amerykanów stanowiło niemniejsze zagrożenie dla nuklearnych ambicji Teheranu, co groźba ataku z powietrza. Reżim ajatollahów wykorzystuje kontrowersyjnego prezydenta Ahmadinedżada i skutecznie torpeduje bądź przeciąga wszelkie próby dialogu, których skutkiem mogłoby być wstrzymanie prac. Jasne jest, że Iran dobrowolnie ze swoich ambicji nie zrezygnuje. Pierwszą rzeczą, jaka w tej sytuacji przychodzi do głowy są sankcje gospodarcze. Niewiele wskazuje jednak na to, aby Amerykanie zdołali zbudować międzynarodową koalicję gotową do obłożenia Teheranu skutecznymi restrykcjami. Chińczycy spokojnie z daleka, obserwują rozgrywkę i zapewne kalkulują możliwe zyski. Podobnie postępują Rosjanie. Co prawda Kreml wyraża zaniepokojenie - czy nawet wzburzenie - ale równocześnie wysyła sprzeczne sygnały. Zakłopotanie Waszyngtonu działa na jego korzyść. Wypowiedzi przedstawicieli administracji Baracka Obamy, którzy sugerują nałożenie na Iran jednostronnych sankcji mogą wywoływać w Rosji jedynie uśmiechy satysfakcji. Każde takie posunięcie nie tyle izoluje Teheran, co pozostawia Kremlowi pole manewru i pozwala odzyskać wpływy na Bliskim Wschodzie utracone wraz z rozpadem Związku Radzieckiego. Iran nie pozostaje bierny. Szuka sojuszników na całym świecie. Należy do nich prezydent Wenezueli - Chavez, który porozumiał się z prezydentem Ahmadinedżadem w sprawie poszukiwania złóż uranu.
W zanadrzu pozostaje, co prawda, opcja militarna, ale na ile jest ona realistyczna? Od jakiegoś czasu Iran pręży muskuły raz za razem, demonstrując nowe typy rakiet różnego zasięgu. Nie przypadkiem jedna z tych prób odbyła się w przeddzień żydowskiego święta Yom Kippur. Potencjalnych celem pocisków balistycznych ma być nie tylko Izrael, lecz także amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie. Z kolei z Ameryki nadchodzą doniesienia o przyspieszeniu budowy nowych bomb do burzenia bunkrów. Ale czy coś z tego wynika? Pojawił się pomysł, aby w ramach zwiększania nacisków zniszczyć tylko jeden, irański kompleks nuklearny. To miałoby stanowić „już naprawdę ostatnie" ostrzeżenie. Nie wydaje się to jednak dobrym pomysłem. Po pierwsze oznaczałoby oddanie inicjatywy Teheranowi. Eskalacja konfliktu zależałaby już tylko od decyzji Iranu. Reżim Ajatollahów mógłby wybrać dogodną dla siebie arenę dalszych zmagań dyplomatycznych czy też militarnych. Oddanie inicjatywy w ręce wroga nigdy nie jest dobrym posunięciem.
Zmasowana, wielodniowa kampania byłaby rozwiązaniem jeszcze gorszym. Po pierwsze, lista celów jest długa. Nie wiadomo ile jeszcze nierozpoznanych ośrodków nuklearnych znajduje się w Iranie, skoro dopiero ostatnio ujawniono kolejny, ukryty głęboko pod górą koło miasta Qom. Nie ma także gwarancji, że naloty byłyby skuteczne. Iran od lat rozbudowuje obronę przeciwlotniczą, żeby wspomnieć tylko o 29 rosyjskich systemach TOR-M1 i próbach pozyskania rakiet S-300. Oczywiście Izraelczycy twierdzą, że są gotowi do przeprowadzenia takiej operacji, jednakże trudno sobie wyobrazić, aby mogli to zrobić przynajmniej bez milczącej zgody Amerykanów kontrolujących przestrzeń powietrzną Iraku i nad Zatoką Perską. Nawet, gdyby Stany Zjednoczone nie przeszkadzały (trudno wyobrazić sobie, aby amerykańscy piloci zaczęli strzelać do swoich izraelskich kolegów w obronie irańskich instalacji nuklearnych, jak sugerował to ostatnio prof. Zbigniew Brzeziński), to logistyczne wyzwania związane z taką kampanią byłyby ogromne. Nie jest to tylko kwestia precyzyjnego wyznaczenia i zniszczenia ufortyfikowanych celów, lecz także zatankowania w locie setek maszyn, czy zorganizowania akcji ratunkowych dla zestrzelonych pilotów. Prawdopodobnie niewiele zmieni tu przyspieszenie dostawy do Izraela dwóch kolejnych okrętów podwodnych krasy Dolphin.
Zaatakowany Iran nie pozostałby bierny. W zależności od skali konfliktu oznaczałoby to destabilizację regionu, a także możliwość prowadzenia ataków terrorystycznych na całym świecie. W przeszłości powiązany z Iranem Hezbollah pokazał, że ma możliwości atakowania izraelskich celów nawet w Ameryce Południowej. Śmiało można zakładać, że przez lata narastającego napięcia wokół Iranu w wielu krajach powstały ukryte komórki terrorystyczne gotowe do działania na wypadek konfliktu. Iran dysponuje także bronią ekonomiczną. Stosunkowo niewielkim nakładem sił może zablokować Cieśninę Ormuz. Płynie tamtędy 20% światowego wydobycia roby naftowej. Ruch tankowców w przesmyku o szerokości 54 km mogą zakłócić szybkie łodzie motorowe czy wystrzeliwane z wybrzeża rakiety Silkworm. W 2006 r. produkowany w Iranie pocisk poważnie uszkodził izraelską korwetę u wybrzeży Libanu. Tankowce są dużo łatwiejszym celem. W dobie globalnego kryzysu jest to groźba, której nie można lekceważyć.
Wszystko to powoduje, że należy sobie zadać zasadnicze pytanie: czy naprawdę warto spierać się z Iranem? Co strasznego się stanie, jeśli Teheran uzyska broń nuklearną? Bliski koniec świata wieszczono, gdyby broń atomowa trafiła w ręce muzułmanów. Tymczasem Pakistan zbudował i przetestował bombę - i nie skończyło się to wojną nuklearną z Indiami. Z pewnością Iran również nie zacznie strzelać rakietami nuklearnymi, bo u podstaw nuklearnej doktryny militarnej leży fakt jej posiadania i groźba użycia, a nie samo użycie. Niech nikogo nie zmylą też "barwne" wypowiedzi prezydenta Ahmadinedżada. To nie on rządzi w Iranie, to religijni politycy. Prowadzona przez nich polityka jest bardziej racjonalna, niż wielu polityków na zachodzie jest skłonnych przyznać. Zresztą większe zagrożenie dla świata stwarza broń nuklearna w niestabilnym Pakistanie. Może, że nadszedł już czas, aby pogodzić się z faktem, iż klub mocarstw nuklearnych przestaje być bardzo elitarny. Dołączają do niego nowe kraje, a ich przywódcy wygłaszają poglądy, których nie jest nam miło ani łatwo słuchać. Największe wyzwanie stawia to przed Izraelem, lecz może państwo żydowskie również mogłoby zacząć szukać dla siebie miejsca w regionie w inny sposób, niż na drodze militarnej dominacji?
Jarek Kociszewski
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


