Jerzy Chłopecki: Co się z nami stało, czyli o stosunku między etyką i estetyką
Jeszcze przed wyborami odbyła się debata telewizyjna między dwoma kandydatami na posłów z Krakowa. Jeden z kandydatów, skądinąd minister sprawiedliwości, na debatę przyniósł nagrane ukrytą kamerą filmy, pokazujące jak słynny już dr G. dostaje i bierze koperty z pieniędzmi. Minister ten znany był z tego, że nawet swoich współpracowników skrycie nagrywał. Bardzo niedawno jeden z profesorów uniwersytetu przepisał część artykułu mojej doktorantki podając to jako swój tekst. Tak więc trafiają się dziś politycy, którzy potajemnie nagrywają innych, lekarze, którzy biorą łapówki, trafiają się profesorowie nieświadomi, że plagiat jest złodziejstwem. Bywają i nauczyciele, którzy nie lubią uczniów. Ba, spotykamy księży, którzy kapłańską posługę traktują jak towar, którego jakość zależy od wysokości zapłaty.
Lekarze, nauczyciele, sędziowie są to profesje, które czas długi nie były wyłącznie profesjami. Uważało się za oczywiste, że do tych profesji kwalifikują człowieka nie tylko fachowe kompetencje, ale – podobnie jak w przypadku kapłaństwa - niezbędne jest powołanie, poczucie powinności etycznych, świadomość misji. Nie były to zwykłe grupy zawodowe. Za Marią Ossowską powiedzieć możemy, że były to grupy ze swoim etosem.
Wyjaśnijmy: etos to jest oczywiście pewien styl życia jakiejś społeczności, rodzaj kultury, ale przede wszystkim - jakaś przyjęta w niej hierarchia wartości. Często formułuje się ją słownie, ale niemal zawsze można ją odczytać z ludzkich zachowań. Dziś, obserwując naszą rzeczywistość społeczną, zauważamy jednak, że tradycyjne grupy o jakimś swoim etosie zanikają. Dlaczego? Nie da się odrzucić tezy, że w miarę rozrostu liczebnego tych niegdyś elitarnych grup zawodowych ich etos się zatraca. Temat wszelako jest bardziej skomplikowany, niż zwykliśmy sądzić. Zauważmy – walka z korporacjami, którą podejmował pewien minister, była chyba jednym z nielicznych, może nawet jedynym aspektem jego aktywności godnym poparcia, nawet jeśli zdarzało się, że była to aktywność słonia w składzie porcelany. Nie wydaje nam się słuszne ani moralne, by dzieci lekarzy miały ułatwiony wstęp na studia medyczne, a dzieci prawników, jak w minionym roku akademickim na Uniwersytecie Gdańskim, korzystały z protekcji, dostając się na studia prawnicze. A więc zwalczanie korporacjonizmu jest słuszne. Ale - czy na pewno?
Wyjaśnijmy: etos to jest oczywiście pewien styl życia jakiejś społeczności, rodzaj kultury, ale przede wszystkim - jakaś przyjęta w niej hierarchia wartości. |
Korporacje niegdyś były tymi naturalnymi strukturami społecznymi, w których następował pokoleniowy, rodzinny przekaz etosu właśnie, a nie tylko zawodowych tradycji. One były gwarancją, że sito dostępu do tych grup zawodowych było względnie szczelne, dzięki czemu grupy te potrafiły uchronić swój etos. Paradoks polega na tym, że rozszerzanie demokracji, równości przywileju (dostępu), oznacza równocześnie zanik elitarności zobowiązań. Niemniej to nie umasowienie samo rodzi atrofię etycznego wyróżnika tych profesji, do niedawna jeszcze znamionowanych swym etosem.
Powróćmy do analizowanego przypadku. Przyniesione przez byłego ministra do telewizyjnego studia kasety z nagranymi filmami miały tym silniejszą moc dowodową, że korespondowały z naszym potocznym przeświadczeniem: „lekarze biorą”. Co prawda wyrok jeszcze nie zapadł, ale myśmy go już wydali, publiczność nie ma wątpliwości – dr G. jest łapówkarzem. Fakt ten, zanim udowodniono go przed sądem, został udowodniony przed publicznością telewizji. Zdaniem jednych prawników minister nie miał prawa prezentować publicznie dowodów, które prokuratura dopiero przygotowała do przedstawienia sądowi, inni twierdzą, że takie prawo miał. Przyjmijmy, że działanie ministra sprawiedliwości było z prawnego punktu widzenia bez zarzutu. Ale, zauważmy, istniała przecież, choćby tylko teoretyczna możliwość, że sąd – niezawisły także od ministra – dowody te oddali. Bo jeśli adwokaci dowiodą, że nagrania były zmanipulowane, albo że znaczą coś innego niż widzimy i sądzimy, że znaczą? To się już zdarzało...
Przed sądem dr G. może się bronić, przed opinią publiczną - nie. Gdyby ów minister był prawnikiem o wyższej kulturze prawnej niż jest, musiałby to uwzględnić. Ale nie był. To jedno. Po drugie - prokuratura prowadzi śledztwo i zbiera dowody na użytek oskarżenia przed sądem, a nie na użytek, w istocie prywatny, ministra, który chce być posłem i pokonać w debacie swego konkurenta. Czy taka prywatyzacja czegoś, co z istoty swojej ma charakter publiczny, jest dopuszczalna i wreszcie, czy nie ma w tym pewnej nielojalności wobec dyskutanta? Czy tak postępować się godzi? Czy nie razi to postępowanie naszego poczucia społecznej estetyki, jako nieładne, brzydkie?
Sumujmy. Są czyny, które naruszają prawo, są w sprzeczności z normami kodeksu prawnego. Są czyny, które, w kolizję z prawem nie wchodząc, sprzeczne są z normami moralnymi. Pamiętajmy, że tylko dwa przykazania Dekalogu - piąte i siódme - znajdują swoje bezpośrednie odbicie w kodeksie karnym. I wreszcie można mówić o czynach, postępowaniu, zachowaniu, które są „tylko” brzydkie, na których temat kiedyś mówiło się – „tak postępować nie wypada”. A więc znajdują się one w sprzeczności z normami… estetyki.
Odwołajmy się do relacji między etyką i estetyką aż w do antycznej Grecji – w końcu tam sięgają korzenie Europy, nadal żywe (wciąż przecież myślimy Platonem i Arystotelesem; bez pierwszego nie byłoby św. Augustyna, bez tego drugiego nie byłoby św. Tomasza; mówiąc o chrześcijańskich korzeniach Europy pamiętajmy, że są one nierozerwalnie splecione z tymi przedchrześcijańskimi).
W Grecji przedfilozoficznej, homeryckiej, piękno nie było wartością samoistną - było cechą czegoś. To nie znaczy, że piękna nie ceniono i nie doceniano. U Homera nie ma co prawda żadnej definicji piękna, ale piękno Heleny usprawiedliwiło Wojnę Trojańską, sam Homer, jakby antycypując skandaliczną „Pochwałę Heleny” Gorgiasza pisze, że Menelaos po zdobyciu Troi rzuca się z mieczem na wiarołomną, aby ją zabić, ale nieruchomieje na widok nieskazitelnie pięknej, nagiej piersi niewiernej małżonki. Może się nie zastanawiać, nie wie, czym jest piękno „jako takie”, „samo w sobie”, ale okazuje się być wrażliwy na piękno (urodę) biustu Heleny.
Ale już dla Platona piękno istnieje autonomicznie, niezależnie od tego, co się widzi. Filozof Sokrates jest niebywale brzydki – te krzywe, grube, a krótkie nogi, masywny tors i wielka głowa ze zmierzwioną, niechlujną brodą, tak, Sokrates jest okropnie brzydki, a przecież kocha się w nim Alkibiades, młodzieniec fizycznie niebywale piękny, chociaż wewnętrznie równie brzydki, jak Sokrates wewnętrznie piękny. Etyka łączy się tu z estetyką. Piękne może być nie tylko to, co zmysłowe, piękne może być nie tylko ciało, piękna może być dusza, piękny może być czyn, zachowanie, postawa.
Nie wiem, czy postępowanie ministra mieściło się w granicach prawa czy nie. Ale niewątpliwie mnie zbrzydziło. Mierziło mnie, gdy nosił on dyktafon w kieszeni, gdy przynosił kasety z nagranymi filmami do studia telewizyjnego. Tak, to nie był dla mnie człowiek, któremu można podać rękę i usiąść z nim przy stole. Choć podejrzewam, że zaczynam być w tej reakcji odosobniony. Jeden z internautów pisał o tym ministrze w czasie afery Kaczmarka:
„Człowiek prawy, szlachetny, patriota. Tacy ludzie są bardzo Polsce potrzebni. Tacy ludzie to szansa na demontaż totalnie skorumpowanych układów traktujących nasz kraj jak swój prywatny folwark, to szansa na ukaranie winnych afer, które w okresie mrocznych ponurych rządów Leszka M. wstrząsnęły Polską. Tacy ludzie to realna nadzieja, że w naszym kraju wszyscy będą równi wobec prawa, to realna nadzieja, że totalni dyletanci zwani baronami SLD nie będą już nigdy więcej grabić majątku Narodu Polskiego”.
Tak więc dla niektórych postawa ministra może być brzydka, niegodna według kryteriów i etycznych, i estetycznych, inni zaś mają opinię taką za nieuzasadnioną albo wręcz wynikającą z zaangażowania w nieczyste interesy - a taką argumentację właśnie upowszechniano. W swoistym terrorze symbolicznym wmawiano opinii publicznej, że ludzie z wątpliwościami na temat postępowania ministra chronią przestępców lub samych siebie, bo sami są przestępcami. Terror ten okazuje się całkiem skuteczny, ponieważ duża część polskiego społeczeństwa podatna jest na argumenty, sprowadzające różnicę poglądów do różnic interesów.
Platońskie sprzężenie kryteriów estetycznych z moralnymi jest już dzisiaj równie niemodne, jak niemodne są, ba, anachroniczne w swej wymowie!, określenia, że coś się nie godzi, że czegoś czynić nie wypada. Estetyka to coś, co nie jest konieczne – twierdzą dwie autorki, Joanna Tokarska-Bakir i Anna Zawadzka. W banku nikt nie będzie ze mną rozmawiał, jeśli odwołam się do racji moralnych – że nie mam z czego żyć i dlatego potrzebuję kredytu (uzasadnienie moralne), natomiast dostanę każdy kredyt, jeśli udowodnię, że wcale go nie potrzebuję, mam forsę, a jak go dostanę, to go przepiję (tę argumentację autorki mają za uzasadnienie estetyczne). Banki bliskie są dzisiaj salonom, dlatego w salonach wedle wyobrażeń autorek nie dyskutuje się o etyce. I dlatego estetyka bierze rozbrat z etyką.
Platońskie sprzężenie kryteriów estetycznych z moralnymi jest już dzisiaj równie niemodne, jak niemodne są, ba, anachroniczne w swej wymowie!, określenia, że coś się nie godzi, że czegoś czynić nie wypada. |
W pojęciu cytowanych autorek ta pierwsza, estetyka, jest czymś na miejscu, pożądana, w znaczeniu veblenowskim, w odniesieniu do poziomu „klasy próżniaczej”, której pojęcie stworzył Thorsten Veblen. Etyka jest natomiast w tym rozumieniu anachroniczna i przystoi prostaczkom, prostemu ludowi myślącemu siermiężnie i trywialnie. Oto cytat z artykułu wspomnianych dwóch autorek „Im wyżej w społecznej hierarchii, tym mniej etyki w komunikatach, za pomocą których ludzie informują się nawzajem o swojej pozycji. Akcentuje się abstrakcje, żart, swobodę, dezynwolturę. Konieczność jest dla barbarzyńców, dla ich chamskiego gustu, ludowej dosłowności i naiwności. Tylko oni mogą się domagać, by polityka była funkcjonalna, pornografia chowana przed dziećmi, seks miał związek z miłością, a święty Paweł nie był mylony z Leninem.” Te zwroty, o dziwo, ukazały się w „Gazecie Wyborczej”; abstrakcja, żart, dezynwoltura, byłyby wedle nich sprzeczne z etyką…
Marks, gdyby dziś żył, powiedziałby, że rozbrat etyki z estetyką prowadzi do nowego podziału klasowego – jedni, ci gorsi, są skazani na myślenie w kategoriach etyki, drugich stać na zadowalanie się estetyką. Nasz filozof, Henryk Elzenberg, uważał, że wymaganie „etyczności” od sztuki może być dla sztuki zabójcze. Jeśli prostacko przykłada się kryteria etyczne do estetycznych, wtedy bojówki LPR-u mogą napadać na wystawy plastyczne z „niemoralnymi” dziełami. Niedawno, oglądając w Mediolanie wystawę fotogramów Helmuta Newtona ze smutkiem stwierdziłem, że byłaby nie do zorganizowania w Polsce, ponieważ uznano by ją za pornograficzną. Ale – Elzenberg zauważa dalej, że nie ma także „nic katastrofalniejszego w życiu niż ocenianie zdarzeń i ludzi pod kątem samego tylko ich „piękna”, z czego tak łatwo potem rodzi się estetyzm klęski i zbrodni.” Też mieliśmy tego przykłady nie tak dawno, gdy wielki kompozytor (Stockhausen) nazwał dramat 11 września „prawdziwym dziełem sztuki”.
Ten rozbrat między estetyką a etyką bierze się, jak sądzę, stąd, że we współczesnym świecie toczą się równocześnie pewne dwa procesy. Pierwszy, obiektywny, to rozpad i zanik tradycyjnych grup społecznych – wszyscy stajemy się powoli osobni, oddzielni, aż po wykorzenienie. Drugi proces jest subiektywny – to proces zaniku autorytetów. Zastępują ich idole. Dla kontrastu chciałbym tu tylko podkreślić rolę przykładu, w istocie kreującego autorytet. Nietzsche w „Niewczesnych rozważaniach” pisze: „Filozof wart jest dla mnie o tyle, o ile może dawać przykład. (...) Ale przykład musi być dany widzialnym życiem, a nie tylko poprzez książki, a więc tak, jak nauczali filozofowie greccy, raczej wyrazem twarzy, postawą, ubiorem, jedzeniem, obyczajami niż tym, co mówili lub zgoła pisali.” Bo rzeczywiście klasyczna, antyczna myśl operuje i słowem, i przykładem. To Sokrates, który nie ucieka przed sądem, choć może, i nie unika śmierci, choć może. To Diogenes, uwielbiany przez Ateńczyków skandalista. I dalej jest podobnie. Historia myśli sprzęga się z historią życia ludzi, którzy są przykładem. Do dzisiaj wszyscy wiedzą, że Emanuel Kant przez całe życie wstawał dokładnie o 4:55 na hasło swojego sługi, Lampego, „Es ist Zeit, Herr Professor!”
Na koniec odwołam się do wielkiej, wspaniałej Hanny Arendt. Otóż powiada ona, że siła autorytetu nie bierze się ani z perswazji ani z przymusu. Autorytet nie ma władzy. A więc skąd się bierze? Na to Arend nie odpowiada, bo nie musi, ale my musimy – no tak, bierze się z przykładu, ale także z otwartości na przykład, z wiary i zaufania, bo w oparach podejrzliwości żaden przykład świecić nam nie będzie.
Są dwa kraje, dwa społeczeństwa, w których autorytet odgrywał ogromną rolę. Jeden kraj należy do przeszłości – to Rzym. Drugi jest współczesny – to Ameryka. I jeden, i drugi miał swoich Ojców Założycieli. I jeden, i drugi miał swój początek – „ab urbe condita”, „od założenia miasta”. Myśmy też mieli swoich ojców założycieli, przepraszam – mieliśmy szansę na posiadanie swoich ojców założycieli wtedy, gdy wychodziliśmy z PRL-u, przechodząc do Polski wolnej, niepodległej i demokratycznej, do - plugawionej dzisiaj przez łajdaków, cyników i ludzi bezmyślnych - III Rzeczpospolitej.
Paranoiczny świat spisku jest cmentarzem z grobami przyzwoitości. Wyjdźmy wreszcie z tego cmentarza.
________________________________________________________
* Powyższy tekst w nieco szerszej wersji wygłosiłem jako wykład inauguracyjny w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie 12 października 2007
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


