Jerzy Pielichowski: Vaclav Klaus - polityk z głową na karku
Z bieżącego dorobku studentów Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. M. Wańkowicza wybraliśmy do publikacji tekst Jerzego Pielichowskiego – o prezydencie Czech. Nie tylko dla ukazania, co studenci tej Szkoły potrafią i jakie mają zainteresowania. Także dlatego, że przekazane tu wyobrażenia na temat polityki Vaclawa Klausa odpowiadają poglądom wielu Polaków na ten temat.
Polityków takich jak on jest niewielu. Gdy inni bujają w obłokach, prezydent Czech Vaclav Klaus stawia sprawy jasno. Dla Parlamentu Europejskiego jest solą w oku, dla Czechów - ostoją ich demokratycznych praw.
Ekonomista z wykształcenia, eurosceptyk z wyboru. Jako człowiek, który wkrótce skończy 70 lat, który za młodu przeżył wojnę, a później doświadczył czasów socjalizmu, ma zdecydowane poglądy na temat tego, co jest dla Czech najwłaściwsze. Najważniejszy, jego zdaniem, jest wolny rynek i wolność obywatelska - w tym przekonaniu znajduje wyraz wiara Klausa w idee konserwatywno-liberalne. Niestety, uważa Klaus, organizacja Unii Europejskiej w dużej mierze nie stwarza do tego warunków.
Historyczne jest już jego przemówienie, jakie wygłosił w Brukseli 19 lutego 2009 roku. Bardzo zgrabnie ubrał w nim w słowa swój stosunek do poczynań Parlamentu Europejskiego. W czasie prezydencji Czech w UE naszym południowym sąsiadom zarzucano bowiem, całkiem bezpodstawnie, działanie niezgodne z zasadami Unii.
Vaclav Klaus wyraźnie odrzucił te oskarżenia: „Dla nas nie było i nie ma alternatywy dla członkostwa w Unii Europejskiej. W naszym kraju nie ma siły politycznej, która mogłaby lub chciała to stanowisko podważyć. Dlatego też naprawdę dotknęły nas powtarzające się i nasilające ataki, z jakimi się spotkaliśmy; ataki oparte na bezpodstawnym założeniu, że Czesi szukają jakiegoś innego projektu integracyjnego. Czesi uważają, że integracja europejska jest bardzo ważnym zadaniem." To powiedział eurosceptyk.
Na tak śmiałe wypowiedzi pozwala Klausowi zdrowy rozsądek i doświadczenia, jakie zebrał przez lata - podczas studiów i w czasie urzędowania, najpierw na stanowisku premiera, a potem prezydenta, w dodatku wybranego na drugą kadencję. Bo co się dzieje, gdy w polityce brak jest opozycji, powinniśmy wiedzieć z historii. Kto nie zna historii, będzie ją musiał przerabiać od nowa. Mącić ludziom w głowach jest bardzo łatwo, tym bardziej, że wielu otwarcie przyznaje, iż polityką się wcale nie interesuje. Wystarczy zresztą przyjrzeć się frekwencji w wyborach! A Klausowi, skoro został prezydentem, wielu ludzi jednak zaufało...
We wspomnianym przemówieniu Vaclav Klaus dał jednak wyraz przekonaniu, że wszystkich barier pomiędzy państwami nie da się zatrzeć, jak chciałaby Unia. Pierwszym policzkiem dla Parlamentu Europejskiego było jego retoryczne pytanie: „Czy są państwo naprawdę przekonani, że gdy państwo głosują, za każdym razem decydują o czymś, o czym trzeba zadecydować właśnie tutaj, w tej sali, a nie bliżej obywateli, w obrębie poszczególnych państw europejskich?" Oczywistym jest, że decyzji podejmowanych na poziomie Brukseli jest o wiele za dużo, a pomysły państw członkowskich, z referendami włącznie, często są szybko zamiatane pod dywan.
Reakcję na poglądy Vaclava Klausa, przedstawione tamtego dnia na forum Parlamentu Europejskiego, świetnie ilustrują filmiki na portalu YouTube (istnieje również polskie tłumaczenie, z którego korzystałem). Aula jest niemalże pusta, a parlamentarzystów tylu co kot napłakał. Deputowani z pierwszych rzędów są oburzeni, obracają się i krzywo patrzą na tych, którzy przyklaskują wypowiedziom mówcy. Niektórzy zaczynają wychodzić.
Co z tego wynika? Że są ludzie, którzy popierają idee Klausa, ale ich głosy tłumi, jak widać, „lewacka" większość. Lewacką - bo, uważają, Unia jest kolejnym socjalistycznym (po)tworem na podobieństwo ZSRR. Ale to już temat na inny tekst.
Prezydent Czech twierdzi, że jest wiele innych form działania, które mogłyby zintegrować kraje Europy. Obecny stan rzeczy opiera się na błędnym założeniu o nieomylności organów UE. Czy dogmaty Unii musimy przyjmować bezkrytycznie? Prawdziwa Unia to „Unia coraz ściślejsza"(ever closer Union)? Cóż, w tym momencie Unia staje się diabłem, z którym każdy kraj członkowski podpisał pakt - pakt, który ogranicza suwerenność narodu i pozwala Unii na wpływanie na jakość naszego życia. W Unii nie ma mowy o gospodarce wolnorynkowej, za którą opowiada się Vaclav Klaus i za którą opowiedziałoby się zapewne wiele innych państw członkowskich.
Prezydent Czech twierdzi także, że stosowanie rynku regulowanego nie jest dobre. „W ciągu 20 lat od upadku komunizmu byłem wielokrotnie świadkiem, że uczucia i lęki są silniejsze wśród osób, które spędziły znaczną część XX wieku bez wolności i które borykały się z dysfunkcyjną, centralnie planowaną i administrowaną przez państwo gospodarką."
A traktat lizboński? Upór prezydenta wygrał z traktatem unijnym jedynie połowicznie. Vaclav Klaus od początku deklarował niechęć wobec podpisania tego nieczytelnego dokumentu. „Nie mogę zgodzić się z jego treścią, skoro wskutek wejścia traktatu lizbońskiego w życie, wbrew politycznemu poglądowi Trybunału Konstytucyjnego, Republika Czeska przestanie być suwerennym państwem. Ta zmiana - na dziś i na przyszłość - legitymizuje dążenia tej części naszego społeczeństwa, dla której sprawa naszej narodowej i państwowej egzystencji nie jest obojętna i która nie chce się z tym rezultatem pogodzić." Ostatecznie Klaus podpisał, naciskany przez wielu prominentnych polityków europejskich. Ale, podobnie jak Lechowi Kaczyńskiemu, również Klausowi odwlekaniem udało się coś wywalczyć: mianowicie uzupełnienie traktatu o wpis w Karcie Praw Podstawowych, którą wysiedleni po wojnie Niemcy mogliby wykorzystać do zgłaszania roszczeń majątkowych pod adresem Czech.
Vaclava Klausa mogę, w bardzo dużym skrócie, określić jako człowieka z charakterem. Jako jeden z nielicznych polityków swą postawą reprezentuje interesy swojego narodu, a nie tylko własne. To, co jest jego największym atutem, to asertywność, której niestety wielu innym politykom brakuje. Podczas gdy większość zachowuje się jak papugi, Klaus potrafi racjonalnie rozpatrzyć problem. Stanowczy i autentyczny, w moich oczach zasługuje na ogromny szacunek.
Jerzy Pielichowski
Nowy Świat Magazyn Studentów WSD im. Melchiora Wańkowicza
Prosiliśmy o komentarz specjalistkę od spraw Unii Europejskiej, Elżbietę Skotnicką-Illasiewicz. Bo warto wiedzieć, jak to jest naprawdę.
Elżbieta Skotnicka – Illasiewicz: Uwagi nie pozbawione zdziwienia
Przeczytałam. Jeśli jednak zgadzam się z opinią, że prezydent Vaclav Klaus ma głowę na swoim karku, to już pewne moje wątpliwości budzi odpowiedź na pytanie, czy Autor tekstu dba o dobre usytuowanie własnej głowy. Pan prezydent z racji pełnionej funkcji ma swoje polityczne względy i powody, dla których może mówić co zechce, co mu się w głowie narodzi i co uznaje, że przysporzy mu społecznej akceptacji wyborców. To też z jednej strony akceptuje (bo widzi interesy) członkostwo swojego kraju w Unii, a z drugiej puszcza oko do obywateli, wyczuwając ich tożsamościowe problemy. W zupełnie odmiennej roli występuje autor tekstu, który prezydentem nie jest. Może akceptować prezydenckie przekonania, a nawet wyrażać podziw dla odwagi ich prezentowania na forum Parlamentu w Strasburgu, ale to nie zwalnia go ze skonfrontowania tych poglądów z rzeczywistymi celami realizowanymi Unii - co wymaga nieco wiedzy na temat kwestii, którą bierze na dziennikarski warsztat.
Projekt integracji europejskiej w żadnej mierze nie ma na celu zacierania różnic między państwami członkowskimi. Jest wręcz przeciwnie. Jedną z doktryn tego projektu jest tworzenie jedności przy zachowaniu różnorodności. Pogłębione badania dynamiki zmian prowadzone w krajach członkowskich wykazują jak dalece poczucie bezpieczeństwa politycznego i ekonomicznego będących następstwem członkostwa, umacnia a nie osłabia odrębności kulturowe obywateli, - reanimuje zapomniane tradycje, wzmacnia specyficzne odrębności. Analogiczne procesy zachodzą w naszym kraju, gdzie jak grzyby po deszczu rodzą się liczne inicjatywy kulturalne, lokalne festiwale, zespoły, odżywają tradycje kulinarne, obyczajowe, w znacznej większości dofinansowane z unijnego budżetu. Jadąc przez Polskę, trzeba dużo złej woli, bądź braku elementarnej spostrzegawczości żeby tego nie zauważyć. Proponuję również autorowi zadanie pytań znajomym Włochom, Francuzom czy Duńczykom a więc żyjącym dłużej „pod niszczącą presją Unii”, czy mają poczucie zubożenia swej tożsamości. Prawdopodobnie nie zrozumieją pytania. Tak więc Vaclaw Klaus nie jest zbyt oryginalny twierdząc, że Unii nie da się zatrzeć różnic między państwami, bo nikt tego ani nie chce ani nie planuje.
Prezydencja czeska była najbardziej nieudaną w historii Unii. Jedną z przyczyn czeskich niepowodzeń był (obok kryzysu rządowego) brak dostatecznego zaangażowania w jej organizację czeskiego społeczeństwa, administracji, jak i głowy państwa . A szkoda, bo był to czas, kiedy Czesi stali u steru Rady Europejskiej i nie wykorzystali okazji do bardziej aktywnego włączenia się w modyfikacyjne działania na rzecz Unii. Prezydent Klaus również nie jest oryginalny, kiedy zarzuca w działaniach Unii nadmiar regulacji gospodarczych. Jest to problem bardzo żywo dyskutowany obecnie i powstają projekty istotnego ograniczenia tych regulacji.
Zupełnie nie rozumiem, skąd Autor przejął informacje, że opozycję dla unijnej krytyki Vaclava Klausa tworzą jacyś socjalistyczni lewacy. Tu prosiło by się o imienne wskazanie takowych. Partią dominującą w Parlamencie Europejskim jest EPP o orientacji liberalno–chrześcijańskiej, a więc do socjalistycznych lewaków jej daleko.
Autor sugeruje, że Prezydent Czech ma odrębną koncepcję projektu integracyjnego niż realizowany w Unii Europejskiej. Każdemu wolno. Ale gdy ktoś stara się o przyjęcie do klubu tenisowego, nie może po otrzymaniu legitymacji klubowej narzucać innym zasad gry w zośkę. Powinien po prostu założyć klub grających w zośkę.
PS Dzisiejszym problemem Unii jest wybór między wspólnotowym sposobem radzenia sobie z kłopotami a podejmowanym właśnie trybem międzyrządowym – jak wskazał Janusz Lewandowski. Jest o czym rozmawiać.
Elżbieta Skotnicka–Illasiewicz
Tagi:
Pierwsze komentarze
do niniejszego artykułu znajdują się tutaj
Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:
Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Od redakcji
Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji).
Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.
Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.
Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.
Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.




