Kazimierz Żórawski: Ślady najeźdźców

2009-11-04 20:58

o książce Girolamo Arnaldiego 

Dla kogoś, kto chciałby lepiej zrozumieć współczesne Włochy, lektura książki Girolamo Arnaldiego "Italia i najeźdźcy" powinna być obowiązkowa. Bez niej trudniej nam będzie zrozumieć fenomen "niezniszczalności" Silvio Berlusconiego, który jest jednym z wielu przykładów stosunku Włochów do państwa; źródła problemu Ligi Północnej i podziału kraju na Północ i Południe, niebezpieczne lecz jednocześnie wbogacające kulturę zjawisko regionalizmu; a wreszcie, stosunek Włochów do papiestwa, który - zwłaszcza nam, Polakom - może się wydawać conajmniej dziwny. "Italia i najeźdźcy" ukazała się we Włoszech w 2002 roku i do dziś doczekała się już kilku wznowień, co w przypadku książek z pogranicza nauki i popularyzacji nie jest częste. Jej autor, urodzony w 1929 roku w Pisie Girolamo Arnaldi, jest jednym z najwybitniejszych włoskich mediewistów, wieloletnim dyrektorem Istituto Storico Italiano per il Medio Evo oraz Istituto Storico na uniersytecie "La Sapienza" w Rzymie, członkiem Accademia dei Lincei, członkiem korespondentem europejskich akademii nauk w tym także PAN-u, ale przede wszystkim autorem licznych prac naukowych, w tym ważnego dla nauki dzieła o początkach państwa kościelnego "Le origini dello Stato della Chiesa".  

Dorobek i pozycja profesora Arnaldiego w świecie europejskich mediewistów nie tłumaczą jednak stosunkowo szerokiego zainteresowania książką. Pewną wskazówką mogą być pojawiające się  w książce, zwłaszcza na końcu, akcenty publicystyczne. Być  może wśród Włochów zaczyna powoli dojrzewać potrzeba zmierzenia się z własną historią: tą najnowszą, której niektóre epizody do tej pory w debacie publicznej dyskretnie przemilczano lub które były jej przedmiotem głównie w zamkniętych kręgach intelektualistów, ale także z tą bardziej odległą. Może, choć akurat tego wątku w książce nie ma, upłynęło wystarczająco dużo czasu od zakończenia II Wojny Światowej, by możliwa stała się sprawiedliwa ocena roli jaką odegrały w niej faszystowskie Włochy i by wymieniając włoskie ofiary tej wojny zacząć odróżniać agresorów od walczących z faszyzmem bez wypierania z pamięci rzeczywistego obrazu tamtych wydarzeń. Debata o tej wojnie nie jest z resztą jedyną, która się we Włoszech tak na prawdę nie odbyła. I tak, na przykład, Włochy, które ominęła reformacja - i o tym już Arnaldi pisze - nie dokonały, bo też i nie mogły w dokonać, rozrachunku z życiem duchowym charakterystycznym dla protestantów. Ukształtowało to typ mentalności, która "nieodwracalnie przybrała formę ekstrawertyzmu, rozumianego jako lekkomyślność i skłonność do kompromisu, zwłaszcza że zbyt łatwo Włosi mogli uspokoić sumienie w zaciszu konfesionału." Z drugiej jednak strony, katolicka Italia była w XVII-wiecznej Europie jedynem krajem, gdzie według Woltera można było oddawać się rozkoszom intelektu, cieszyć się pięknem i urokiem życia.

Nie wykluczone także, że upłynęło dość czasu od zjednoczenia Włoch oraz zebrało się wystarczająco dużo doświadczeń, by można było bez lęku o przyszłość położyć na szalach wagi wszystkie argumenty "za" i "przeciw" wspólnemu państwu, które jest najmłodszym w Europie. Powstało ono bowiem w 1861 roku, jeśli za datę jego powstania przyjmiemy koronację Wiktora Emanuela II, pierwszego króla z dynastii Sabaudzkiej, a może nawet w 1870 roku, gdy za cezurę przyjmiemy zdobycie Rzymu i włączenie do Królestwa Włoch także Państwa Kościelnego. "Przekonanie, że zjednoczenie Włoch - pisze Arnaldi - dokonało się na drodze podboju Półwyspu przez Piemontczyków, było przede wszystkim odzwierciedleniem stanu ducha wielu mieszkańców Italii. Duża bowiem część Włochów, zwłaszcza tych z Południa, uważała, że ich kraj został podbity, a nie wcielony do jednej, wspólnej ojczyzny. Dla nich najpierw Garibaldi, a potem Wiktor Emanuel II byli zwykłymi najeźdźcami z zagranicy, dokładnie takimi samymi jak wszyscy ci, którzy na przestrzeni wieków lądowali na plażach.

Konsekwencją  takiego myślenia jest przekonanie części Włochów, że historia ich państwa, państwa w którym władza znajduje się wyłącznie w rękach Włochów, jest jeszcze krótsza i realnie zaczęła się dopiero w 1946 roku, wraz z powstaniem Republiki Włoch.  Jeśli na tę zaledwie sześdziesięcio kilku letnią państwowość spojrzymy ze świadomością spustoszeń jakie w polskim myśleniu propaństwowym poczynił okres rozbiorów, wiele zachowań współczesnych nam Włochów stanie się bardziej zrozumiałe. Wiele z nich kształtowało się przez wieki, a spora ich część dotrwała do naszych czasów: bardzo silnie zakorzeniony w świadomości mieszkańców Italii patriotyzm lokalny przejawiający się często wrogością wobec sąsiada albo specyficznie włoski obyczaj rozstrzygania sporów pomiędzy stronnictwami poprzez udział sił czy osób z zewnątrz. W jesieni średniowiecza w miejskich komunach północnej Italii normą było wzywanie obcego podestę by rozstrzygnął on jakiś spór, ale także nie poczytywano sobie za zdradę stanu, gdy któreś ze stronnictw wzywało na pomoc obce wojsko.

Książka Girolamo Arnaldiego jest opowieścią historyka o tych wszystkich, którzy lądowali na plażach nie tylko Sycylii. O Normanach, którzy na początku XI wieku kolonizowali również wybrzeże Amalfitańskie i okolice Neapolu, a następnie, pokonując cieśninę messyńską i okrążając obcas włoskiego buta atakowali adriatyckie plaże Italii. O  tych, którzy, jak Ostrogoci pod koniec V wieku lub Longobardowie w niespełna wiek później, przekraczali Alpy by podbijać miejscową ludność, potem rządzić nią, a następnie osiadać w Italii i poprzez ożenki wtapiać się w miejscowy żywioł. Proces ten miał bardzo różny przebieg. Czasem był niemal bezkrwawy, kiedy indziej było to przepędzanie jednych najeźdźców przez kolejnych ale niekiedy przybierał dla rdzennej ludności formy dramatyczne. Jest to również książka o śladach, jakie kolejni najeźdźcy pozostawiali po sobie w Italii - w gospodarce, w ustroju społeczno-politycznym, strukturze polityczno-terytorialnej, ale także w obyczaju, mentalności, słownictwie, no i oczywiście w genach. A śladów takich jest naprawdę wiele. Pozostały po dziś dzień nawet wówczas, gdy obecność najeźdźcy nie trwała długo. Wspomniani już Ostrogoci panowali niewiele ponad pół wieku, a z ich języka weszły do włoszczyzny liczne określenia dotyczące stosunków społecznych oraz takie do dziś używane słowa, jak "fiasco" - naczynie do przechowywania płynów o pojemności niespełna dwu litrów, "luogo di arengo" - miejsce zgromadzenia, "nastro" - wstążka czy "stanga" - drąg lub dyszel. Ślady ostrogockiego pozostały w nazwach miejscowości, jak Goito, Godego, Gottolengo i Rovigo. Natomiast po Hiszpanach rządzących Królestwem Neapolu, w dialekcie neapolitańskim pozostały, na przykład, takie słowa, jak "lazzaro" - dziś określające oszusta lub próżniaka, "guappo" - określające aroganta, bezczelnego typa i zuchwalcał, i najbardziej znane, "camorrista" - określające członka organizacji przestępczej, która powstała w Królestwie Neapolu w XVI wieku. Zaś na półwyspie Argentario, który znajdował się na terenie Stato dei Presidi, hiszpańskiego państwa garnizonowego, pozostały masywne fortyfikacje z dwiema twierdzami i stojący w wodach laguny Orbetello młyn zwany hiszpańskim. Po królestwie Karola Wielkiego pozostał typ gospodarki rolnej ("curtis") oparty na wielkiej własności ziemskiej, który polegał na dzieleniu ziemi na dwie części: jednej, będącej w bezpośrednim użytkowaniu pańskim ("pars dominica") i drugiej, dzierżawionej ("massaricium"). Ten feudalny system gospodarczy importowany do Italii w VIII wieku, dotrwał do końca XVIII wieku. Konsekwencją obcego panowania oraz walk pomiędzy Filipem Szwabskim i Ottonem Brunszwickim o sukcesję po Henryku VI, było zjawisko gwelfizmu i gibelinizmu, które na wieki podzieliło Włochów, doprowadzając w latach późniejszych do wielu krwawych bratobójczych wojen. Konflikt zbrojny pomiędzy Florencją i Sieną jest tego wyrazistym przykładem. I nawet nazwy tych obydwu stronnictw  - gwelfów i gibelinów - mają źródłosłów obcego pochodzenia.

Chociaż  Włosi, obok Hiszpanów, Irlandczyków i Polaków, są najbardziej katolickimi narodami Europy, należy pamiętać, że Kościół katolicki był również w pewnym sensie najeźdźcą, a stojący na jego czele papież nie tylko sprawował władzę duchową nad wiernymi, ale także pełnił funkcję administratora sporego państwa. Jeszcze w XIX wieku własnością Kościoła katolickiego, obok Rymu, były dzisiejsze regiony Lazio, Umbria i Marche, a wcześniej także część Toskanii i Emili Romanii. Papieże, którzy często nie byli Włochami, zachowywali się podobnie, jak władcy świeccy, wzywając, gdy zachodziła taka potrzeba, obce wojska na pomoc. Tak, dla przykładu, uczynił w VIII wieku papież Zachariasz, który poprosił o pomoc Franków, a w 20 lat później papież Adrian I, który kontynuując wojnę z Longobardami, sprowadził do Włoch armię Karola Wielkiego. Wojna Państwa kościelnego z Longobardami miała ich powstrzymać przed podbojem Południa Italii i zjednoczeniem kraju pod jednym berłem, czemu Kościół katolicki był tradycyjnie przeciwny aż po XIX wiek. Dlatego część Włochów postrzegała przez wieki Kościół katolicki jako siłę destablizującą. Nam, którzy udajemy się do Włoch nie jako najeźdźcy lecz goście, pozwala to zrozumieć czemu włoski patriotyzm budowany bywa również na opozycji wobec Kościoła lub domyślać się czemu przez ponad pięć wieków kolejne konklawe wybierały Włochów. 

Kazimierz Żórawski

Girolamo Arnaldi: Italia i najeźdźcy (L'Italia e i suoi invasori); tłumaczenie Ksenia Zawadowska i Monika Woźniak; wstęp do wydania polskiego Karol Modzelewski; Wydawnictwo Neritron, Warszawa 2009

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics