Krzysztof Bernaś: Śmierć w czasach Internetu
Śmierć zbliża ludzi na odległość niebezpieczną dla zmarłego. Skrócony dystans pozwala nie tylko na amikoszonerię, ale też na oplucie czy wrzucenie w zakończoną właśnie biografię kilku łyżek dziegciu. Właśnie jestem po lekturze notki o śmierci Zbigniewa Zapasiewicza na jednym z portali, notki, pod którą wszyscy mają coś do powiedzenia.
Czy szacunek wyrażany tak bezpardonowo to rzeczywiście jeszcze szacunek? Czy chodzi jedynie o internetową anonimowość, kiedy ludzie, którzy z trudem przypominają sobie jakikolwiek film, w którym zagrał zmarły aktor, nagle czczą jego pamięć własnym gadulstwem? Pewnie nie odważyliby się na ulicy, i za życia, powiedzieć mu, że jest wielki, pewnie też, gdzieś na skrzyżowaniu ulic stolicy na przykład, wydawałby się mniejszy niż w żałobnym tekście.
Zdaję sobie sprawę, że mówię o mniej spektakularnej śmierci niż ta, która jeszcze ciągle czkawką odbija się po Internecie. Śmierć króla popu – chyba najczęściej przywoływane określenie – wywołała istne paroksyzmy emotikonowej zadumy, ale też złości, frustracji i potrzeby szukania dodatkowych walorów odejścia człowieka tyleż wielkiego, co nieszczęśliwego. Nagle okazało się, że jego zwolennicy, waham się z użyciem słowa „fani”, udowodnić zapotrzebowali światu, że śmierć Jacksona większą jest śmiercią i większe wywołuje mentalne trzęsienia ziemi niż śmierć Jana Pawła II. Powody były różne: od dowodzenia, że słowa tekstów piosenek coraz mniej czarnoskórego piosenkarza zna więcej osób niż encykliki papieża z Polski, aż po niezbyt skrupulatne liczenie wpisów pod doniesieniami o zgonach, z którego to rachunku wynikałoby, że więcej osób jest zorganizowanych wokół internetowych mar Jacksona niż papieża z Polski. Będąc zagorzałym przeciwnikiem wszelkich odmian narodowej żałoby, poczułem znany przecież ścisk żołądka na myśl, że może nasz prezydent, żywiący w tej kwestii poglądy dokładnie do moich przeciwne, zechce ogłosić ze smutną miną, że Polska uczci wielkiego Amerykanina.
Nie, ani przez moment. Nie obrażam zmarłych, choć, dalibóg, śmierć Jacksona nie zmusiłaby mnie do napisania ani połowy trenu, cóż dopiero cyklu. A próby takie, owszem, podjęto, choć gatunkowo bardziej współczesne. Na swoim blogu wiersz donoszący o śmierci wykonawcy Thrillera zamieściła Agnieszka Wolny-Hamkało – poetka i pisarka z tych bardziej znaczących. Wiersz własnej, hm, produkcji.
Ale nie, ani przez moment. Mam za to kilka pytań.
Pierwsze do internautów, rozumianych tutaj pospołu, jako społeczność zorganizowana, jako naród usieciowiony i sieciogenny, jako plemię obciążone koniecznością dołożenia słów własnych, choćby trzech i, a co tam, niekoniecznie zgodnych z polską normą ortograficzną. Oto plebiscyt: Zapasiewicz czy Jackson? Czyja śmierć bardziej boli, co znaczy - zaśmieca Internet odpryskami spospoliciałego żalu? I dlaczego? Tylko krótko. A wzajemne obrażanie proponuję ograniczyć do używania słów rozpoczynających się, powiedzmy, literami do połowy polskiego alfabetu, a zakończonymi na spółgłoski w mianowniku liczby pojedynczej.
Pytanie drugie, egocentrycznie, do siebie. Po co czytam owe wpisy, po co zżymam się na akcje o nazwie: wpisujcie miasta, wyrażające żal?
Pytanie trzecie do ogółu, czyli znów do internautów piszących, ale i tych, którzy używają Internetu po prostu, i jeszcze do tych, co wolą Tołstoja w oryginale i szynkę parmeńską. Ale o co chodzi? Dlaczego śmierć pozwala bluzgać, świstać i pisać o zmarłym, co się żywnie podoba? Dlaczego śmierć pozwala zaniechać form grzecznościowych: Pan, Pani? I czy to śmierć czy Internet?
X
Śmierć internetowa – czy zjawisko wykraczające poza skandal? Czy news jeszcze jeden, współważny temu, o wymskniętej spod sukienki piersi Lisowskiej? Czy aby przypadkiem Internet nie unieśmiertelnia, czyniąc śmierć wirtualną bramą pomiędzy życiem realnym i dokonaniami, a życiem po życiu, w koślawej pamięci użytkowników? Serwery za chwilę zapomną, czyją śmierć nosiły, ludzie, ufam, ciut dłużej pamiętać będą pod czyją śmiercią wstawiali gwiazdki, nawiasy, kropki, razem znaczące coś odczytywanego tylko w Internecie. Ale na zawsze pozostaje ów akt unieśmiertelnienia poprzez podniesienie do rangi, poprzez uwikłanie w formułę opisowo-narracyjną. A ponadto, jeżeli do kogoś mówi się po imieniu: dzięki Ci za rolę w filmie, Michale, dziękujemy Ci za piosenkę, to czy on naprawdę nie żyje? Śmierć, która zbliża, zbliża do żywego, nawet jeśli on, żywym już nie jest. Proces unieśmiertelnienia, czyli… cyborgizacji.
X
Ostatni, właśnie w tym miejscu rozpoczynający się akapit mego tekstu (choć rozrósł się w trzy akapity), powstał nieznacznie później od poprzednich. Zmarł Leszek Kołakowski – filozof może i błądzący w swym długim życiu gdzieś kiedyś (errare humanum est) ideologicznie, ale niezwykle ważny myśliciel dla polskiej kondycji duchowej i intelektualnej. Racjonalista, hołdujący najlepszym wydaniom racjonalizmu, ale też nie stroniący od jego postaci lekko i zdrowo metafizykującej. Nie miejsce tu zresztą, żeby kompilować naprędce jego poglądy i filozoficzne dokonania.
I znów rozległy się licytacje i wspominki. Ktoś powiedział, jako internauta, że nic go to nie obchodzi – łatwiej było nie mówić, ergo: nie pisać, nieprawdaż? Ktoś wypomniał marksistowskie zaangażowanie, które onegdaj było udziałem autora Moich słusznych poglądów na wszystko. Ktoś jeszcze… i tak dalej. Spektakl śmierci osób wybitnych wyjątkowo długi ostatnimi czasy, ale przy tym – różnorodny. W każdej z nich z osobna, ale też we wszystkich razem, jak w mentalnym lustrze (że pozwolę sobie na dość tandetną metaforę) przeglądać się może polskie zinformatyzowane społeczeństwo, próbujące załapać się na owo przedstawienie. Proces unieśmiertelniania poprzez opisanie, poprzez zatrzymanie biografii w formie niedokończonej, trwa.
Kiedyś powiadano, że o zmarłych tylko dobrze albo wcale mówić należy. Z pewnością było to w czasach, kiedy nie znano jeszcze Internetu.
Krzysztof Bernaś
Tagi:
Tematy do dyskusji: Krzysztof Bernaś: Śmierć w czasach Internetu
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


