Krzysztof J. Konsztowicz: Jak zreformować w Polsce naukę i szkolnictwo wyższe

2009-03-16 12:20

Opublikowaliśmy jesienią szkic Krzysztofa Konsztowicza, polskiego naukowca, który wrócił po latach z Kanady i opisał dla nas, jak funkcjonuje życie i finansowanie nauki w Kanadzie. Kanada potrafiła w stosunkowo krótkim czasie całkowicie zmienić bezpłodny naukowo i życiowo system. Dziś – równie ważny i cenny szkic o tym, jak zreformować u nas, w Polsce, system nauki i ocen postępu naukowego tak, by coś z tego wynikało. Autor podkreśla, że niczego nowego nie wymyślił, że próbuje szczepić u nas to, co działa i jest przyjęte w świecie. Może to odniesie skutek…

Nic nie mamy z nauki polskiej - w wyniku jej planowej izolacji

Dedykujemy ten tekst polskim uczonym i studentom nauk ścisłych, technicznych i biologicznych – oraz Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Tak, z naszych nauk ścisłych, technicznych i biologicznych nie mamy nic (no, prawie nic). Najszkodliwiej wpływa na jakość polskich prac badawczych sama Ustawa o Szkolnictwie Wyższym, której korzenie tkwią głęboko jeszcze w zamierzchłych czasach tow. Kliszki i z którą na przestrzeni lat niewiele zrobiono. Tzw. władza robotniczo-chłopska trochę obawiała się uczonych (jak poetów, piosenkarzy i innych wolnomyślicieli), dlatego poszła na pewne koncesje dotyczące wartościowania pracy badawczej, które współgrały ze stanem zimnej wojny i żelazną kurtyną, z izolacją społeczeństwa od tego, co dzieje się w reszcie świata cywilizowanego. Usankcjonowano więc ustawowo niezwykle szkodliwe do dzisiaj zjawisko, a mianowicie prawie pełną izolację polskiej nauki od nauki światowej…

Ludzie zawsze i wszędzie działają w konkretnych ramach prawnych, dostosowują się do nich, a działania większości jednostek mają zwykle na celu korzystne dla siebie rozwiązanie w tych ramach, czyli, inaczej mówiąc, na ogół robią jak najmniej, by uzyskać jak najwięcej... Dzięki takim, a nie innym ramom prawnym (definiującym systemy oceny, organizacji i finansowania kształcenia kadr oraz prac badawczych, etc.) polska nauka żyje przez ostatnie 50 lat z okładem w „sosie własnym”, nie odczuwając konieczności włączenia się w nurt nauki światowej, a tym bardziej – nie odczuwając potrzeby konfrontacji i ciągłego porównywania swoich wyników z aktualnym stanem nauki światowej.

Sportowcy jadą co cztery lata na kolejną olimpiadę i jeśli tam „leją naszych”, to dociera do świadomości społecznej, że coś jest nie tak z organizacją, selekcją i może metodami szkolenia itp., a to nie jest już tylko i wyłącznie sprawa funduszy… Polscy uczeni nie jeżdżą zbyt często i zbyt licznie na olimpiady naukowe i mistrzostwa świata, czyli na najważniejsze konferencje międzynarodowe w swoich specjalistycznych dziedzinach. Dawniej nie było wolno, zawsze brakowało i nadal brakuje środków, no i na domiar złego zupełnie niepotrzebnie można by się dowiedzieć, że jakiś Hindus, Holender czy Chińczyk już dawno zrobił to, na co bez zbędnych konfrontacji spokojnie wydajemy te drobne z kieszeni podatnika… Poza tym, prawdę powiedziawszy, nie bardzo też jest jak się dogadać, trzeba by się wreszcie nauczyć tego angielskiego, którym Hindus, Holender i nawet Chińczyk już od dawna masowo się posługują, a którego w Polsce profesorowie masowo się boją i unikają, bo im w naszym własnym sosie jest po prostu do niczego niepotrzebny (znamy nawet profesora prawa, który w żadnym obcym języku ani be, ani me).

W sprawozdaniach do Ministerstwa i tak wykazujemy się wystarczającym udziałem w naukowych konferencjach międzynarodowych, bo tutaj na miejscu (nawet w fajnych miejscach, np. Kazimierz Dolny, Zakopane…) też sobie robimy konferencje międzynarodowe. A to przyjedzie jeden kolega profesor z Czech, jeszcze może inny profesor z Litwy lub Ukrainy, czasem dla relaksu przy darmowym piwie wpadnie jakiś kolega Niemiec – no i konferencja już jest międzynarodowa (na niby…), a jakże – kolejne materiały się wydrukuje (50 sztuk…), czyli w Ministerstwie wszystko w porządku, sprawozdania pozytywne, i ocena też. A to, że nie tak jak gdzie indziej, na polskich konferencjach prawie w ogóle nie przedstawia się wyników z aktualnie wykonywanych prac magisterskich, będących wszędzie w świecie cywilizowanym podstawą pracy badawczej, integralną częścią projektów i programów badawczych – to co to kogo obchodzi, skoro ustawa nie przewiduje…?

Ustawa przewiduje konferencje, to mamy je, i w sprawozdaniach to widać. Przewiduje publikacje w czasopismach, to też mamy. Mamy nawet dziesiątki, a czasem setki artykułów w dorobku, w różnych Annałach, Zeszytach i innych Kajetach lokalnych o nakładzie 100 egzemplarzy i zasięgu województwa albo powiatu. Spełniamy sumiennie (ale ciągle na niby…) ustawowe obowiązki, a nawet w związku z określoną efektywnością takiej pozorowanej działalności dostajemy raz na jakiś czas nagrody za dużą liczbę publikacji, także tych nic nie znaczących, będących kolejnym przemiałem czy jak kto woli popłuczynami wiedzy światowej. W tych publikacjach tak zwanych „krajowych” liczba pozycji bibliograficznych rzadko przekracza 10 sztuk i na ogół nie ma tam systematycznego przeglądu bieżących prac międzynarodowych, czasem są cytowane jakieś czasopisma krajowe, a najchętniej pozycje książkowe, wliczając tłumaczenia książek zagranicznych. Wiadomo, że za granicą książki pisze się na podstawie ugruntowanej wiedzy, więc te książki uwzględniają najważniejsze publikacje z czasopism naukowych, cytowane w ciągu ostatniego okresu czasu, czyli te najlepsze, kilkuletnie publikacje. Zanim taka jedna czy druga książka zostanie przetłumaczona i wydana w Polsce, znowu mija kilka kolejnych lat. Jeżeli po wydaniu stanowi pozycję bibliograficzną publikacji krajowej, to oznacza, że ta publikacja dotyczy wiedzy światowej mniej więcej… sprzed dziesięciu lat. Ale co to szkodzi? Skoro ustawa wymaga tylko liczby publikacji, to ją mamy…

Otóż to szkodzi krajowi na długą metę i nawet jeśli to może być trochę bolesne, musimy sobie w końcu zdać sprawę, że w obecnej dobie internacjonalizacji wiedzy rozwija się ona zgodnie z opisanym tu wcześniej modelem badań naukowych, w którym celem nadrzędnym jest komercjalizacja i szybkie przetworzenie wiedzy na nowe technologie, nowe produkty i usługi rynkowe. Ten proces redukcji do końcowego produktu odbywa się wystarczająco szybko, więc kiedy nie jest się na bieżąco ze światowym poziomem stanu wiedzy, to po prostu szkoda zachodu; nie ma co robić badań nad czymś, co od wczoraj można już kupić w postaci gotowej technologii.

W tym świetle absolutną rację miał prof. Leszek Balcerowicz cztery lata temu, wyrażając opinię (ku pewnemu zgorszeniu zainteresowanych), że lepiej wydać pieniądze na zakup gotowej licencji, której szybkie wdrożenie jest potrzebne gospodarce, niż na powolne badania o niewiadomym skutku. Często - o gorszym skutku, niż niewiadomym, ponieważ większość polskich prac badawczych określa się w żargonie zawodowym mianem „półkowników”; jest słodką tajemnicą, że na ogół lądują one bezpiecznie na półkach archiwów, zamiast stać się surowcem dla nowych wdrożeń. Tymczasem efekt skuteczności prac badawczo-rozwojowych mierzy się w świecie ilością patentów i ta jako jeden z powszechnie uznanych wskaźników mówi jasno sama za siebie.

Efektywność wdrożeń prac badawczo-rozwojowych mierzona ilością patentów:
  • w USA – ok. 300 patentów rok/mln mieszkańców
  • w Kanadzie – ok. 200 patentów rok/mln mieszkańców
  • w EU – ok. 150 patentów rok/mln mieszkańców
  • w PL  – ok.  2,5 patentu rok/mln mieszkańców…

Ten wyjątkowo mierny polski wynik jest w gruncie rzeczy tworem złożonym. Bierze się nie tylko z małej efektywności polskiej nauki. Wskazuje również na opieszałość i uciążliwość procedur administracyjnych. Paraliżująco działa i niewydolny system finansowy: przy braku zachęt (kredytów, odpisów), a przy rozbudowanych utrudnieniach biurokratycznych, koszty wdrażania innowacji, finansowe, czasowe i nerwowe, są niewspółmiernie wysokie. Udział przemysłu w finansowaniu badań jest prawie żaden, bo gotowych do wdrożenia wyników prac nie ma, słabych prac przemysł nigdy nie będzie finansował, bo po co, a nawet jak się znajdzie jakaś gwiazdka, to wdrażać i tak się nie opłaca, bo to jest droga przez mękę. System po prostu nie działa, więc lepiej kupić gotową licencję…

Mocno centralistyczny charakter Ustawy o Szkolnictwie Wyższym jest źródłem pozorowanych działań głównie dla celów formalnej sprawozdawczości. Najbardziej bolesne jest to, że te działania pochłaniają na dobitek sporo ludzkiego wysiłku, w przeważającym procencie - marnowanego. Nie można powiedzieć, że w polskich uczelniach ludzie nie pracują. Pracują i to nieraz bardzo ciężko, szczególnie młodzi pracownicy. Wykonują wiele badań, które są merytorycznie poprawne, ale często mogą okazać się zbędne, bo nie są umieszczone w kontekście prac badawczych na świecie w żadnej konkretnej dziedzinie. Tak jest, gdy doktorat jest celem samym w sobie, ma wykazać opanowanie warsztatu badawczego, bez odniesienia tego warsztatu do aktualnych potrzeb nauki w kraju czy na tle badań międzynarodowych.

Kwintesencją działania pozorowanego, będącego celem samym dla siebie, jest proces habilitacyjny - długotrwały, uciążliwy, odrywający od bieżącej pracy, zajmujący czas nie tylko kandydatowi i jego współpracownikom, nie wspominając rodziny, a i ogromnej liczby innych ludzi. To jest etap ewaluacji (oceny) wartości pracy, będący nieodłączną częścią przestarzałego modelu pracy badawczej, charakteryzującego się daleko posuniętą dysfunkcją, modelu dawno już w rozwiniętym świecie przeniesionego do lamusa. Najlepszym dowodem kompletnej nieprzydatności tego XIX-wiecznego reliktu jest fakt, że po wielu latach mozolnego trudu kolejny kandydat wreszcie zredaguje i wyda tę wymaganą martwymi przepisami monografię, na ogół w ilości 100 do 200 egzemplarzy, bez żadnego zasięgu czy wpływu na działania naukowe w świecie, przebrnie przez cały ten uciążliwy proces, uzyska tytuł doktora habilitowanego i stanowisko profesora, a mimo to – nie ma ANI JEDNEJ PUBLIKACJI w ani jednym recenzowanym, naukowym czasopiśmie międzynarodowym, czy w recenzowanych pracach konferencji międzynarodowych... Czyli krótko mówiąc - dla świata jego praca badawcza nie istnieje!!! Ta praca jest kompletnie bez znaczenia w skali międzynarodowej, natomiast tutaj ma znaczenie chyba tylko dla samego faktu pokonania przeszkód procesu. Ten system w przeciągu swego wiekowego działania nigdy nie dopuścił do odmłodzenia kadry, a co gorsza, jeśli nawet kilku wyjątkowo zdolnym i pracowitym młodym ludziom udało się uzyskać habilitację tuż po trzydziestce, to i tak szybko wtopili się w ten pejzaż i niczego już dalej nie zmienili. Obrońcy tej procedury powinni zastanowić się dwa razy, zanim powiedzą następne słowo…

Nowoczesna ewaluacja (ocena) postępów

Obrońcom starego systemu można przyznać jedną rację, a to w zakresie potrzeby ewaluacji: habilitacja była niewątpliwie jakimś sposobem na wartościowanie zdolności do pracy naukowej, choćby przestarzałym i kiepskim, ale kiepski jest zawsze lepszy niż żaden... Przebieg naukowej kariery zawodowej wszędzie podlega wymiernemu systemowi ewaluacji postępu i w naszym kraju też to jest potrzebne. Likwidując stary system, trzeba zastąpić go nowym i sprawniejszym, który będzie nie tylko lepszy i bardziej klarowny, ale także równoważny w stosunku do systemów stosowanych w świecie.

Żeby więc zadowolić zwolenników starego systemu i jednocześnie otworzyć drogę zwolennikom nowocześniejszych rozwiązań proponuję prosty i skuteczny system, który będzie dobry dla wszystkich i jednocześnie dla nauki polskiej, co brzmi prawie niemożliwie… a jednak: wystarczy, by kandydat do wyższego stopnia w związku ze swoją działalnością programową czy projektową opublikował w liczących się recenzowanych pismach międzynarodowych serię artykułów na jeden temat i rozwiązujących jakiś konkretny, obszerny problem badawczy. Może to być 8, a może z 15 publikacji, choć nie można tu być zbyt sztywnym, bo pamiętamy przecie, że francuski fizyk, wielki de Broglie, opublikował rozprawę habilitacyjną o objętości… pięciu stron, a wszyscy do dziś uczymy się formuły noszącej jego nazwisko. Jeżeli więc kandydat to zrobi, to bez wątpienia wykaże się wystarczającą dojrzałością jako naukowiec na skalę światową i takie prace na pewno będą powszechnie cytowane w środowisku międzynarodowym tej dziedziny. Aby zadowolić tradycjonalistów, kandydat może potem zebrać kopie tych artykułów, opatrzyć wstępem i zakończeniem, oprawić w okładki i opublikować w formie monografii, którą przedstawi swojej Radzie Wydziału. To już i tak będzie duży wysiłek, który pochłonie sporo czasu i kosztów, ale może być do zniesienia tym bardziej, że trzeba jeszcze dodać czas na kolokwium, recenzje i te wszystkie inne procedury, jeśli się ich odpowiednio nie uprości. Z pewnością można zaoszczędzić na lokalnych recenzentach, bo skoro artykuły zostały opublikowane w pismach, których recenzenci są uznanymi w świecie, wysoko wyspecjalizowanymi fachowcami, to po co więcej? Sprawdziłem to na własnej skórze i to dobrze działa: moje publikacje z tego wybranego cyklu badań są cytowane w literaturze światowej, natomiast polska monografia w ogóle nie… Hmm…

Nauka w krajach rozwiniętych daleko posunęła się w internacjonalizacji, w swym umiędzynarodowieniu (równie ciężkie do wymówienia słowo). Najczęściej stosuje się tam skutecznie działający miernik ewaluacji w postaci kombinacji liczby publikacji w recenzowanych czasopismach międzynarodowych z liczbą cytowań tych prac, oczywiście także w pismach recenzowanych. Skala ocen jest dosyć klarowna: naukowcy na poziomie Nagrody Nobla, niezależnie od ilości własnych publikacji mają po 10 000 cytowań i więcej, eksperci na skalę światową mają po 200 i więcej publikacji wspartych kilkoma tysiącami cytowań tych prac (np. 3000 – 5000), dobrzy naukowcy, uznani w swojej dziedzinie, mają po sto artykułów i około tysiąca cytowań, a kto zaznaczył swoimi wynikami obecność na arenie światowej, ma tych publikacji parędziesiąt i cytowań może sto, a może kilkaset. Przy ogólnie panującej dzisiaj zasadzie „publish or perish” (publikuj albo zgiń), słabszy wynik niewątpliwie musi być impulsem do bardziej wytężonej pracy. W każdej dyscyplinie badań liczy się też wielkość zaangażowania pracy badawczej w rozwiązywanie bieżących problemów społeczeństwa i gospodarki, czemu odpowiada wartość funduszy badawczych, zebranych dla jednostki z różnych źródeł: międzynarodowych (np. UE), priorytetowych programów państwowych, a przede wszystkim instytucjonalnych, w tym przemysłowych.

W naukach ścisłych, technicznych i biologicznych dodatkowym istotnym miernikiem wartości pracy jest liczba patentów, nowych technologii i wdrożeń, a także rodzaj, ilość i wartość utworzonych nowych firm, które na ogół rozpoczynają działalność w parkach technologicznych związanych z uczelniami. Dla przykładu, w Kanadzie przydzielaniem grantów badawczych na prace w dziedzinach priorytetów narodowych zajmuje się Rada Nauk Przyrodniczych i Inżynierskich (NSERC), jej system ewaluacji badaczy obejmuje:

  • publikacje (tylko w międzynarodowych czasopismach recenzowanych)
  • liczbę cytowań (także w czasopismach recenzowanych)
  • ilość funduszy zebranych dla jednostki badawczej z różnych źródeł
  • nagrody i wyróżnienia
  • liczbę patentów, technologii i wdrożeń
  • zapoczątkowane nowe firmy
  • członkostwo komitetów redakcyjnych pism naukowych i zarządów organizacji profesjonalnych

Ewaluacja (ocena), oparta na tych wskaźnikach, jest klarowna i dzięki postępowi technologii od niedawna ogólnodostępna. Aby dzisiaj sprawdzić ilość publikacji i cytowań w czasopismach międzynarodowych, nie trzeba już korzystać z drogich i mało u nas znanych systemów takich jak ISI Thomson Scientific... Większość bibliotek ma wyszukiwarki Elsevier i/lub EBSCO, które pozwalają na wyszukanie prac autorów oraz sprawdzenie powtarzalności ich nazwisk w innych publikacjach. Natomiast od niedawna wystarczy po prostu wejść do powszechnie dostępnego portalu www.scholar.google.com, kliknąć na wyszukiwanie zaawansowane, wprowadzić nazwisko w odpowiednie pole, ewentualnie parę słów kluczowych w pozostałe pola i -  każdy człowiek na całym świecie może zbadać praktycznie cały dorobek każdego uczonego nie tylko w postaci liczby publikacji, ale także jego bezwzględną wartość w skali światowej w postaci ilości i jakości cytowań.

Czyli krótko - już dłużej nic nie da się robić na niby.

Tło światowe - jak zmieniają się badania naukowe

Nie zmienia ich trzęsienie ziemi na rynku światowych obrotów kapitałowych. Badania naukowe rozwijają się dzisiaj zupełnie inaczej niż nawet 20 lat temu. Pracę badawczą nie tylko się automatyzuje, ale i jeszcze szybciej globalizuje. Przez długi czas prace badawczo-rozwojowe (BR) były specjalnością krajową, rzec można – domową, dziś rozmieszcza się swoje zamówienia po całym świecie, gdziekolwiek jest to finansowo i organizacyjnie dogodne. Kraje wysoko rozwinięte nie mają już monopolu w nauce i technologiach, wchodzą do konkurencji kraje takie jak Chiny, Indie, Brazylia z wysoko kwalifikowanymi kadrami i przewagą niskich kosztów. Z drugiej strony, wszystko to kosztuje coraz więcej, a prace badawcze wiążą ze sobą specjalistów wielu różnych dyscyplin.

Aby utrzymać się w czołówce, tworzyć wypada układy partnerskie nie tylko w kraju, ale i ponad granicami. Jeśli oczekuje się sukcesów na coraz bardziej konkurencyjnej arenie międzynarodowej, trzeba zadbać o wyłuskiwanie i rozwój talentów, badaczy, o laboratoria, wyposażenie i przedsiębiorstwa na najwyższym poziomie światowym. I to sektor prywatny musi więcej inwestować w najnowsze osiągnięcia naukowe i technologiczne oraz w utalentowany personel, dziś dużo bardziej mobilny w skali globalnej niż kiedykolwiek przedtem.

Wiele krajów świata próbuje znaleźć nowe strategie konkurencyjności. Wiele krajów członkowskich OECD stara się wspierać przedsiębiorców, by zachęcić ich do większych inwestycji w innowacje. Niby to w regulacyjnych ramach rynkowych, rządy uruchamiają mechanizmy wsparcia dla innowacji zarówno w trybie bezpośrednim, poprzez dotacje i kredyty, jak i pośrednim – poprzez ulgi podatkowe dla badań i rozwoju oraz kredyty na wczesne stadium realizacji.

Najbardziej zaawansowane kraje, w tym Stany Zjednoczone, Australia, Nowa Zelandia, Korea czy Wielka Brytania, próbują zidentyfikować swoje strategiczne priorytety badawcze. Dobór ich opierają na szczególnych możliwościach i na wyzwaniach stojących przed każdym z tych krajów, często w kluczowych dziedzinach technologii. Na ogół wiąże się to z ustalaniem najważniejszych celów dla całych społeczeństw. Selekcja priorytetów następuje w procesie konkurencji, co warunkuje nagrodzenie tylko najlepszych pomysłów i projektów.

Kraje zaawansowane mają za jeden z kluczowych celów polityki naukowej rozwój współpracy międzynarodowej w badaniach i rozwoju. Ta kooperacja podnosi poziom badań i zarazem wzmacnia gospodarkę, ponieważ zapewnia:

  • kontakt z najlepszymi w świecie specjalistami i organizacjami badawczymi,
  • możliwość dzielenia się kosztami infrastruktury badawczej, która często jest zbyt droga dla większości pojedynczych krajów, przedsiębiorstw czy laboratoriów,
  • nowe możliwości rozwoju biznesu międzynarodowego;

także

  • dostęp do bazy danych, informującej o aktualnej sytuacji w nauce i technice oraz w biznesie na poziomie światowym, co pomaga każdemu krajowi obierać te obszary badań, w których może on działać efektywnie, eliminując marnotrawstwo, którym jest zbędne powtarzanie wysiłków w kierunkach dużo bardziej zaawansowanych gdzie indziej.

Czyli – można!

Krzysztof J. Konsztowicz

Wyszukiwanie

O nas...

 


Od lewa do prawa - stale aktualizowany przegląd politycznych i naukowych wydarzeń krajowych oraz wybór felietonów dziennikarskich. The World Opinion - stale aktualizowany przegląd wydarzeń i opinii światowych (ang.).


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 Znajdziesz nas także pod adresami:

studioopinii.org
studioopinii.net
studioopinii.eu
studioopinii.com

oraz (zawsze czynny):

http://alfaomega.webnode.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". Większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce. 

POLECAMY

Jak to się zaczęło? W czterech odcinkach naszego nowego cyklu filmowego opowiada Leszek Balcerowicz

Dołączył do nas profesor Jan Winiecki. Szukajcie jego
felietonów ekonomicznych i politycznych w prawej szpalcie.


W tej - czyli lewej - szpalcie znajdziecie zawsze charakterystyczny kolaż-rysunek Mirka Malcharka, który stanowi swoiste wrota do kolejnego jego komiksu (?) politycznego. Nowość co tydzień!


Stefan Bratkowski dostosowuje swój słynny "Krótki poradnik dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić" do współczesności. Jadowicie aktualne, mądre! Szukaj w prawej szpalcie!


Ernest Skalski

zaprasza do czytania całości jego ważnego eseju "Biedni i bogaci III RP"


  

Sukcesy III RP - co dalej? Raport!

 Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...


Zajrzyjcie do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!


Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 


 

 

 

Stale publikują m. in.

Stefan Bratkowski
Roma Przybyłowska
Ernest Skalski 

Jacek Pałasiński 

Andrzej Lubowski (USA)

Sławomir Popowski

 

Aleksander J. Wieczorkowski

Azrael

Mirosław Malcharek
 

Bogdan Miś 
który także odpowiada za wszystkie braki w wyglądzie tego portalu


 

Tematy do dyskusji: Jak zreformować w Polsce naukę i szkolnictwo wyższe

Data: 2009-04-05

Dodał: Józef Kalisz

Tytuł: Uznanie

Tą drogą pragnę przekazać autorowi wyrazy uznania. Zapraszam również do lektury moich wypowiedzi w tej dziedzinie:

http://kali.salon24.pl/394437.html

http://kali24.nazwa.pl/nauka.html

Cieszę się, że jest nas więcej.

Łączę piękne pozdrowienia dla Zespołu

Józef Kalisz

Data: 2009-06-29

Dodał: K.J. Konsztowicz

Tytuł: Re:Uznanie

Dziękuję!
To bardzo miłe i bardzo cenne - uzyskać wyrazy uznania - od osoby mającej tak wiele do powiedzenia w tym temacie. Wszystkim zainteresowanym parametryczną oceną dorobku naukowego mogę szczerze polecić niezwykle zwarty i przejrzysty materiał prof. J.Kalisza w:

http://www.kali24.nazwa.pl/Nauka_3.html

Z poważaniem,

Krzysztof J. Konsztowicz

Clicky Web Analytics