Michał Leszczyński: Saga o polskim niebieskim laserze - odc. XXIII
Toby
Czytelnicy, którzy przeczytali poprzednią część Sagi o naszym nieudanym podejściu do finansowania rządowego na początku lat dziewięćdziesiątych, prawdopodobnie powyższy tytuł skojarzyli ze zwrotem: „To by było na tyle”. Niesłusznie, bo to był dopiero początek naszych zmagań o lepsze jutro, a tytuł jest od amerykańskiego imienia Toby'ego Strite'a.
Toby był pracownikiem IBM-u, który, jak każda wielka firma, „maczał” swoje palce w wielu obiecujących technologiach, między innymi azotku galu. Poznaliśmy Toby'ego na koszmarnej konferencji na jakiejś górze w Alpach Szwajcarskich, na którą dojazd był tylko kolejką linową. Koszmarnej, bo przez całe trzy dni konferencji góra była we mgle ograniczającej widoczność na 2 metry, a małe piwo w jedynym eksluzywnym barze hotelowym kosztowało 10 franków, co prawie 20 lat temu było dla nas, polskich naukowców, sumą zaporową.
Dla Toby'ego to nie był żaden problem, a znając polskie realia, nie godził się, abyśmy partycypowali w kosztach stawianych przez Niego drinków. Toby znał Polskę, bo miał polską Narzeczoną i nasz kraj kilkukrotnie odwiedził. Zaprzyjaźniliśmy się, choć jeszcze wówczas nie wiedzieliśmy, że Toby miał wobec nas pewne plany...
Dowiedziałem się o nich w gabinecie naszego Dyrektora, profesora Sylwestra Porowskiego, do którego przyszedłem na początku roku 1993 z propozycją, która mogła się wydać bezczelnością z mojej strony, ale raczej była aktem desperacji. Otóż zaproponowałem, że zorganizuję w naszym Instytucie Wysokich Ciśnień laboratorium epitaksji azotków metodą MBE (molecular beam epitaxy).
Dlaczego chciałem to zrobić? Wszystko na to wskazywało, że jedyną drogą do udowodnienia wysokiej jakości naszych kryształów podłożowych GaN hodowanych w wysokim ciśnieniu, jest zademonstrowanie przyrządów optoelektronicznych (niebieskich diod LED i laserowych), które będą lepsze od japońskich na podłożach szafirowych. Dlatego na nasze podłoża GaN-owe nakładaliśmy warstwy epitaksjalne w Laboratorium Fizyki Wzrostu Kryształów Uniwersytetu Warszawskiego, na Politechnice Wrocławskiej, a także w laboratoriach zagranicznych: na Uniwersytecie w Ulm, w Nottingham, w laboratorium w Sophia Antipolis na Lazurowym Wybrzeżu.
Niestety, warstwy, choć świeciły bardzo mocno przy pobudzaniu optycznym (ultrafioletowym laserem gazowym), miały paskudną morfologię powierzchni i nie nadawały się do zrobienia żadnego przyrządu. Było dla mnie jasne, że nie jest to wina samego kryształu GaN, tylko że nie umiemy przygotować powierzchni przed nakładaniem warstw, a opracowanie takiej technologii wymaga wielu miesięcy żmudnych eksperymentów, które można tylko wykonać we własnym laboratorium. Stąd moja (i nie tylko moja) determinacja, aby zaimplementować technologię epitaksji w naszym Instytucie (Wysokich Ciśnień).
Dlaczego można było moją propozycję uznać za swojego rodzaju bezczelność? Otóż moje wykształcenie i cała wcześniejsza działalność związana była z badaniami jakości krystalograficznej warstw półprzewodników, a o samej technologii hodowania takich warstw miałem pojęcie jedynie czysto książkowe. Dlaczego dla mnie był to akt desperacji? Otóż zajęcie się całkowicie nowym typem działalności oznaczało dla mnie przerwanie badań, które prowadziłem, i które zapewniały mi dużą ilość publikacji, kontaktów, wyjazdów zagranicznych, oraz, nieskromnie mówiąc, pewne uznanie światowe.
Jednakże zdecydowałem się rzucić to wszystko, bo jako człowiek pełen pychy, uważałem, że nikt inny lepiej nowego laboratorium nie zorganizuje. Nikt inny też nie miał takiego zamiaru!!!
Dlaczego chciałem technologię MBE, a nie powszechnie używaną na świecie MOVPE (metalorganic chemical vapour phase epitaxy)? Otóż dwa lata wcześniej pracowałem przez rok w Laboratorium w Trieście (północne Włochy), gdzie za ścianą było urządzenie MBE do arsenku galu i co nieco się z tą techniką oswoiłem, choć nigdy się urządzenia osobiście nie dotknąłem.
O dziwo, nasz Szef nie tylko nie wyrzucił mnie za drzwi, tylko spytał: A musi to być MBE? Może zgodziłby się Pan na MOVPE? Okazało się, że Toby złożył nam tydzień wcześniej następującą propozycję: w firmie Laser Enterprise (w Zurichu), produkującej podczerwone i czerwone diody laserowe dużych mocy, i należącej do IBM-u, stoi nieużywane urządzenie MOVPE. Przetransferujmy je do Warszawy i załóżmy spółkę działającej na następujących zasadach:
i) kryształy podłożowe GaN są robione samodzielnie przez Polaków,
ii) epitaksja MOVPE jest opracowana wspólnie, ale w Warszawie,
iii) processing niebieskich diod laserowych będzie wykonywany w Szwajcarii, przy wykorzystaniu wszystkich doświadczeń i patentów z produkcji czerwonych diod laserowych.
Brzmiało to wszystko bardzo obiecująco. Podpisany został list intencyjny pomiędzy Laser Enterprise a Instytutem Wysokich Ciśnień, i rozpoczęliśmy przygotowania do założenia nowej, wspólnej polsko-szwajcarsko-amerykańskiej firmy. Toby był duszą tego przedsięwzięcia.
Złośliwi (zawsze się tacy znajdą) twierdzili co prawda, że Toby'ego aktywność wynikała z tego, że chciał się przenieść do Polski ze względu na Narzeczoną, ale nie była to prawda. Toby naprawdę w nas wierzył, a Jego optymizm udzielał się i nam, Polakom, z urodzenia sceptykom i pesymistom.
Przykładem rozmachu Toby'ego był Jego list do Shuji'ego Nakamury z propozycją pracy w naszym przyszłym przedsiębiorstwie. Zatrudnienie japońskiego mistrza świata w dziedzinie niebieskich diod i laserów nie mieściło się nam, Polakom, w głowie. Abstrahując od tego, że nie wierzyliśmy w to, że tak sławny naukowiec-technolog może przenieść się do Warszawy, nasze zarobki (wówczas na poziomie kilkuset dolarów) nie pozwalały nam w ogóle dopuszczać myśli, że możemy mieć pieniądze na kogoś, komu trzeba byłoby zapłacić tyle nie miesięcznie, a dziennie.
Dla bogatego Amerykanina z bogatej firmy IBM nie było problemu. Był On przekonany, że kupić można każdego, nawet Nakamurę. Pierwszym ruchem, jaki miał zostać zrobiony, był transfer urządzenia do epitaksji MOVPE z Zurichu do Warszawy. Tego rodzaju nowy system kosztuje około miliona euro. Zmiana reaktora z arsenkowego na azotkowy w istniejącym urządzeniu miało kosztować Laser Enterprise około 100 tysięcy Euro.
Okazało się jednak, że oczyszczenie systemu ze związków arsenu i fosforu (trujące paskudztwa) oraz transport kosztować będzie dodatkowo ponad dwieście tysięcy euro. Sprawa zaczęła się przeciągać, a my coraz bardziej denerwować, bo nigdzie indziej, jak w nowoczesnych technologiach, prawdziwe jest powiedzenie, że czas to pieniądz. Jednocześnie też, mając list intencyjny w ręku, wystąpiliśmy o polskie finansowanie w ramach drugiej, też trzyletniej, części Projektu „Kwantowe struktury półprzewodnikowe”. Nikt już nie mógł powiedzieć, że nie mamy u nas w Instytucie technologii epitaksji, i 650 000 zł na trzy lata zostało nam przyznane. Całe 150 tysięcy Euro!!! Za taką sumę w technologii półprzewodnikowej można kupić przysłowiowe waciki, ale byliśmy przekonani, że IBM pokryje resztę koniecznych kosztów.
Kiedy już witaliśmy się z gąską, nastąpiło nieszczęście. Firma Laser Enterprise została sprzedana przez IBM do firmy Uniphase. Nie miało to z nami nic wspólnego. W przemyśle zaawansowanych technologii przechodzenie mniejszych firm z rąk do rąk firm większych jest powszechną praktyką. Niestety, prezesi Uniphase'a nie mieli zamiaru porywać się na niebieskie lasery, a jedynie koncentrować się na tym, co Laser Enterprise już potrafił, czyli produkować czerwone lasery. Urządznie MOVPE zostało w Zurichu, IBM nie utworzył z nami spółki, Nakamura został w Japonii (za parę lat wyjedzie do Kaliforni na stałe), a my mieliśmy zrealizować ambitne cele grantu „Kwantowe struktury” nie mając nic, jedynie ręce w przysłowiowym nocniku. Ale wyjęliśmy je i grant zrealizowaliśmy! Jak? O tym opowie następna część Sagi.
Michał Leszczyński
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


