Michał Leszczyński: Saga o Polskim Niebieskim Laserze - odc. XXIX
TopGaN
Warunkiem przyznania Grantu Strategicznego „Rozwój Niebieskiej Optoelektroniki” była deklaracja powstania firm komercjalizujących nowe technologie.
Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME), mający za zadanie opracowanie technologii detektorów ultrafioletu, takowej nie założył, tłumacząc na zakończenie grantu, że jak ktoś chce, to może sobie know-how od Instytutu kupić. Oczywiście, nikt nie kupił. Tak samo, jak nikt nie kupił setek innych technologii, na które polski podatnik wyłożył spore pieniądze.
Z Massachusetts Institute of Technology (MIT) wypączkowało ponad 4000 firm, których produkcja jest warta obecnie około 250 miliardów dolarów. Miliardów, nie milionów. Dla porównania podam, że PKB (produkt krajowy brutto) Polski wynosi około 350 miliardów zielonych. Oczywiście, trudno porównywać MIT z Warszawską Politechniką, ale jeżeli się weźmie całą Polską Akademię Nauk, wszystkie polskie politechniki i uniwerystety, to okaże się, że nakłady w MIT na badania były kilkadziesiąt razy mniejsze, a ich rezultat finansowy kilkaset razy większy.
Jest wiele przyczyn tego stanu rzeczy, na przykład taka, że tak naprawdę, to polskie technologie opracowywane w instytutach i politechnikach, są nowoczesne tylko z nazwy. Jak się im lepiej przyjrzeć, to są powieleniem technologii innych sprzed lat dwudziestu. Na komercjalizację takiej technologii żaden kapitalista nie wyłoży pieniędzy, bo i po co.
Dlaczego nie zajmujemy się w naszych polskich badaniach tym, czego wcześniej jeszcze na świecie nikt nie wymyślił, tylko powielamy (często nieudolnie) to, co inni zrobili wiele lat temu?
O tym będę pisał, jak już skończę Sagę, czyli za parę miesięcy.
Są jeszcze dwie inne przyczyny dlaczego polscy naukowcy mają wstręt do komercjalizacji wyników swoich badań. Pierwsza, to powszechna niewiara, że takie przedsięwzięcie może się udać. Druga, to polskie piekiełko, w którym potępione dusze wciągają z powrotem do kotła tych, co się chcą wygramolić do nieba.
Obie przyczyny należy leczyć psychoanalitycznie!!!
Jest też problem z naprawdę najlepszymi polskimi naukowcami.
Ci mają się świetnie, bo są zapraszani do Niemiec, Francji, USA, gdzie dostają stypendia kilku tysięcy Euro (nieopodatkowanych!) na miesiąc, i mają w nosie wdrażanie nowych technologii w Polsce. Jest to postawa logiczna, bo taka praca naukowa to czysta przyjemność: ciekawe zagadnienia do rozwiązania, obce kraje, konferencje, sława. Zaś organizacja firmy high-techowej to jeden wielki stres, a to, że zabraknie pieniędzy na wypłatę dla pracowników, a to, że technologia nie jest powtarzalna, a to, że klient zwraca towar z awanturą, bo jest niezgodny (ten towar) ze specyfikacją.
Wielki naukowiec robi eksperyment (albo doktoranci mu robią!), i potem ma wielką frajdę wynajdywania teorii, która wyniki potrafi objaśnić. Technolog w nowozałożonej firmie wysokiej technologii walczy przez kilka miesięcy z tym, że raz opór próbki wynosi 2 ohmy, a drugi raz 5 ohmów. Nominalnie wykonywana jest identycznie, a wyniki różne!!! Biedny taki technolog sprawdza 52 zawory i w końcu znajduje, że trzydziesty ósmy ma lekko niedokręconą śrubkę.
Naukowiec ma połowę niedokręconych śrubek i się nie przejmuje. Gdyby się przejmował, to by jedną publikację pisał raz na trzy lata, i żadnej kariery by nie zrobił.
Pokutująca w Polsce opinia jest taka, że jak jest firma, to musi ona od początku zarabiać na siebie. W high-tech'u, niestety, jest to niemal niemożliwe. Znam dość dobrze kilkanaście firm z branży optoelektronicznej na świecie. Wszystkim dojście do break-even point, czyli momentu przejścia od finansowych strat do zysku, zajmowało ładnych parę lat. Czasem pięć, czasem dziesięć.
Jak więc firmy takie mogą funkcjonować? Ano dzięki inwestorom, oraz grantom rządowym. Nie ma cywilizowanego kraju, który by swojego high-tech'u nie wspierał bardzo intensywnie. Począwszy od USA, poprzez Japonię, a na Europie kończąc. Jeżeli firma typu start-up potrafi takie granty zdobyć, to bardzo dobrze świadczy o jej kierownictwie.
Polski naukowiec często kombinuje tak, że założy firmę dopiero wtedy, jak technologia będzie w pełni opracowana, powtarzalna i dochodowa. Taki moment na ogół nigdy nie następuje. W warunkach instytutowych, czy uczelnianych, tego się nie udaje osiągnąć. Sukces w nowych technologiach można odnieść wyłącznie skacząc na głeboką wodę, zakładając firmę dużo wcześniej, niż uruchomienie regularnej produkcji. Sukces można odnieść, ale, oczywiście, równie dobrze zbankrutować.
Skacząc na głęboką wodę, dobrze jest umieć pływać. My skoczyliśmy z przekonaniem, że umiemy, i że woda sięga nam jedynie do szyi. Okazało się jednak, że głębokość jest 5 metrów, a nasza umiejętność pływania jest mizerna. Założyliśmy w roku 2001 firmę TopGaN, mającą produkować niebieskie diody laserowe.
Założyliśmy, to znaczy założyli ją: Instytut Wysokich Ciśnień PAN i prywatna firma Eurocity. Instytut wniósł początkowy know-how, Eurocity pieniądze. Know-how, to była umiejętność wytwarzania małych (zbyt małych) kryształków GaN metodą wysokociśnieniową. Resztę, czyli epitaksję cienkich warstw AlGaN i InGaN, oraz processing, musieliśmy zbudować od podstaw. Ekipę mieliśmy ambitną, ale nikt z nas wcześniej nic takiego nie robił.
Pływać musieliśmy się nauczyć mając 5 metrów wody pod brzuchem. Większość Obserwatorów z brzegu była przekonana, że się utopimy. Niektórzy, aby to przyśpieszyć, rzucali w nas kamieniami, ale znaleźli się też tacy, co rzucali nam koła ratunkowe. Nie utonęliśmy, płyniemy coraz szybciej!
Czytajcie dalej o naszych perypetiach.
Michał Leszczyński
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


