Mikołaj Fajfer: Garnki, talerze i spodki (Fragment cyklu Matka Chrzestna – Historia mojej rodziny)
W serialu Wyspa Harpera główna bohaterka – mająca wkrótce wyjść za mąż – dostaje prezent: dwa kartony wypełnione po brzegi zabytkową prześliczną
„To będzie tak” – mówi przyszła panna młoda, spoglądając na serwis i trzymając w dłoniach wielki dzbanek w czerwone róże „jakby mama cały czas była z nami”.
***
Wielki talerz podarowany naszej rodzinie przez Matkę Chrzestną przydaje się nie tylko do spaghetti. Jest wielofunkcyjny. Mimo że włoski, musi odnaleźć się w polskich realiach, gdzie wszystko ma więcej niż jedno zastosowanie. No, może poza kilkoma rzeczami, byśmy nie popadali w zbytnią skrajność. Stał się jednak swoistym symbolem. Jednym z wielu, którym w naszej rodzinie hołdują kobiety.
Matki Chrzestne za każdym razem, gdy odwiedzają swoje domy podziwiają nowe nabytki. Ledwo przekroczą próg swoich domów, a już rozkręcają się:
<<Aha, to jest to, o czym mi pisałaś>>
<<No, na żywo wygląda zdecydowanie lepiej>>
<<I mówisz, że to na kilogramy?>>
<<Ale figlarny wzór. Są jeszcze?>>
<<Czego to teraz nie wymyślą>>
<<Patrz, a to się tutaj otwiera>>
Talerzyki, spodki, tace, figurki, miseczki, garnki i kociołki. Siadają z nimi w salonach lub w tak zwanych dużych pokojach (duży pokój w slangu naszej rodziny oznacza największe pomieszczenie, w którym, zaraz po kuchni, toczy się rodzinne życie) przy własnych wypiekach i zaparzonej kawie, oglądają, sprawdzają fakturę, zdobienia, wymieniają się spostrzeżeniami, i w takich momentach, gdy towarzyszący im mężowie zajmują się oglądanie sportu lub wiecznym paleniem na balkonie „tylko jednego papierosa, kochanie” one wszystkie wracają do przeszłości.
Od czasu do czasu wymsknie się którejś z ust okrzyk przerażenia, że:
stłukła,
zbija,
pogruchotała,
upuściła,
zgubiła,
odpadła rączka,
zrobiła się dziura, nie nadawało się już do niczego,
zaśniedziałe było,
coś się zalęgło,
za gorąca woda,
czas zrobił swoje.
Nigdy nie wiem, o co chodzi ani jak to się dzieje, że one wszystkie wiedzą, co mówiąca ma na myśli. Gdy Matka Chrzestna Żurnalowa (najmłodsza z trójki sióstr) wspomina o serwisie do kawy w Laurę i Filona, pozostałe siostry wiedzą, jak ten serwis wyglądał, gdy Mama (najstarsza) napomyka o stracie wysokiego przezroczystego dzbanka do lemoniad, pozostałe smucą się, jakby odszedł ktoś bliski, gdy Matka Chrzestna Laboratoryjna (moja Chrzestna, środkowa) obwieszcza odnalezienie widelczyków deserowych z roślinnym motywem, nie tylko klaszczą w dłonie i dostają rumieńców jak beztroskie dziewczynki przed witryną sklepu z lalkami, ale zrywają się z kanap i lecą jak w pościgu za przestępcą do tych widelczyków. Oglądają je z każdej strony, sprawdzają, jak się zachowały, czy nie trzeba ich odnowić, a przy okazji wspominają niezliczone historie z dawnych czasów.
Z kuzynką stoimy gdzieś z boku albo zbliżamy się do nich, kiedy przestają się nerwowo przemieszczać po domu i machać euforycznie rękoma, a one, dostrzegłszy nas, dzielą się swoimi opowieściami z wielkimi dziecięcymi uśmiechami na twarzach.
<<Bo wy nie znacie tych czasów>> mówi jedna, kiedy pozostałe dodają <<nie znacie>>
<<nie mają prawa znać>> wtóruje Babcia, która ostatnimi czasy coraz chętniej podróżuje z nami po mieszkaniach swoich córek. Wreszcie wychodzi do ludzi i sama robi coś ze swoją samotnością. Zdała sobie sprawę, że nie można w nieskończoność odmawiać na zaproszenia własnych dzieci, bo kiedyś zaproszenia się skończą. To dziwne, że nawet Babcie muszą się czegoś o życiu uczyć. Dziwne to wszystko.
<<Kiedyś była bieda>>
<<Wielka>>
<<Na kartki było wszystko>>
Tak zaczynają każdą opowieść. A potem skaczą z wydarzenia na wydarzenie, z jakiejś daty historycznej na inną, którą ja, po studiach, kuzynka, po maturze, powinniśmy znać, ale stoimy jak kołki z nic nie mówiącymi minami, a one wiedzą, że kiedy upadł Mur Berliński, Artysta (mąż Matki Chrzestnej Laboratoryjnej) przywiózł dzbanuszki do mleka, a Matka Chrzestna Fajeczka (żona ich brata), pracując w Niemczech, w RFN, poprawiają się, co kupowała… tutaj zawieszają głos i szperają w pamięci, żartując, że już nie ten mózg i nie to ciało. Ale szybko sobie przypominają. Kupowała naczynia, zastawy stołowe, garnki, urządzenia kuchenne, noże i szybkowary.
Pamiętam to jak teraz.
Jacy byliśmy podekscytowani, gdy zaraz po ślubie z bratem mojej Mamy wprowadzała się do naszego rodzinnego domu. Byliśmy nieśmiali i obserwowaliśmy wszystko z balkonu nad wejściem. Razem z Fajeczką przyjechały kartony w nieznanym języku, a w nich cuda, jakich nasze matki nigdy w kuchni nie miały. Oglądaliśmy wszystko, podając sobie bardzo ostrożnie przedmiot z rąk do rąk, nadając tej czynności prawie że sakralny charakter. Najbardziej zdziwiona była zawsze Babcie, dla której szczytem luksusu były pękate garnki malowane w kwiaty (swoją drogą znowu w modzie), że o futurystycznych urządzeniach nie wspominając. Poza tym, w tym co przyszło razem z Fajeczką, w nowym i zagranicznym, wszystko zdawało się smakować i gotować inaczej.
A jaki to był cud, gdy latem oberwaliśmy wiśnie z naszych drzewek i Matki Chrzestne wpadły na pomysł zaprawiania ich. Wtedy w drzwiach pojawiła się Matka Chrzestna Fajeczka. Wołała nas, chłopców, byśmy przyszli jej pomóc. W przedpokoju czekały dwa kartony. W półmroku i chłodzie letniego domu wyglądały groźnie. Jak przesyłki zza światów. Nieśliśmy je ostrożnie. W środku coś się ruszało. Zerkaliśmy na siebie zaciekawieni ale i zlęknieni. Serca łomotały nam jak opętane.
Pod gruszą zrobiono miejsce, przyszła ona, Matka Chrzestna Fajeczka, i jak mistrzyni ceremonii wyciągnęła zapakowane i pachnące nowościami wyciskarkę do pestek oraz maszynę w kształcie zwykłego garnka. Nie pamiętam nazwy, wyglądało jak kociołek, tyle że z boku wystawał gumowy wężyk, miał prześwitujący fragment służący do sprawdzenia gromadzącego się soku. Uwieńczony był małym kurkiem, który do dzisiaj kojarzy mi się z kokardą.
Gotowanie odbywało się w starej piwnicy, która zawsze trąciła ziemniakami i stęchlizną. Przyciągaliśmy przed piec, na którym gotowano wiśnie, starą zieloną ławkę, siadaliśmy i obserwowaliśmy garnek, szturchając się za każdym razem, gdy czerwony sok napływał do wężyka. To były cuda naszego dzieciństwa. Takie sny nocy letniej bez zbytniego ambarasu.
Matki Chrzestne wspominają te wspólnie kupowane serwisy, zastawy, garnki przywożone lub szmuglowane. Od czasu do czasu dostawały cynk od kogoś, gdzie i kiedy na targu u „ruskich” będzie dostawa czegoś extra. Wielokrotnie ktoś zaskakiwał je, sam podarowując coś, co miało ułatwić im życie w komunistycznym kraju.
Dla Matek Chrzestnych daty w kalendarzach znaczone są naczyniami. Naczynia te wypełniają potem swoim życiem i wspomnieniami. Mogły mieć te same zastawy, garnki i serwisy, ale dla każdej z nich przedmioty te przedstawiały inną wartość sentymentalną, historię i część życia. Miały wtedy tak niewiele, ale jakże wiele przez to udało im się przeżyć i zapamiętać. Nadać swojemu życiu zupełnie innego wymiaru.
Mikołaj Fajfer
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


