Mikołaj Fajfer: MATKA CHRZESTNA Historia polskiej rodziny
I
007 zgłoś się
Historia Matek Chrzestnych zaczyna się, kiedy jedna z nich – Laboratoryjna – pędzi przed siebie Jaguarem E-type. Dopiero kilka tygodni temu odświeżyła prawo jazdy, więc znaki drogowe i przepisy jeszcze jej się nie imają.
Nóżka obuta w czerwone pantofelki na obcasie ciśnie na gaz. Samochód, rzadko spotykany na polskich szosach, wzbudza ogromną ciekawość kierowców w każdym wieku.
<<Co się gapisz, smarku, mogłabym być twoją matką>> komentuje Matka Chrzestna, widząc migoczącego do niej światłami Citroena młodzieniaszka.
<<A ty lepiej patrz na swoją żonusię, biznesmenie od siedmiu boleści, już wolę mojego starego>> reaguje na opasłego faceta w markowym garniturze, który puszcza jej spocone oczko.
<<Matko Błosko Czynstochosko>> otwiera ze zdumieniem usta, widząc mężczyznę za kierownicą Warszawy <<ten jest za stary nawet na to, bym była jego prawnuczką>> myśli Matka Chrzestna, jedną ręką trzymając kierownicę, a drugą szperając w torebce położonej na siedzeniu pasażera.
Jest chyba trochę spóźniona, ale dzień, choć zapowiadał się niewinnie, okazał się trudnym orzechem do zgryzienia.
Rano, jak to w zwyczaju u Matek Chrzestnych, biegała boso po trawie. Potem ściskała się z brzozą, która, według ich mistrza, naładowuje pozytywną energią i oczyszcza organizm z toksyn. Sąsiad rolnik, który właśnie gonił po polu niesfornego prosiaka, zdumiał się widokiem przyklejonej do drzewa sąsiadki. Pobiegł jednak za zwierzęciem, bo ponoć kobietom w pewnym wieku odbija. Ta, „meduza” przychodzi czy jakoś tak. Przekwitają i chcą życie czerpać od drzew.
W pracy sprzeczka z szefem – chłopem napakowanym wszystkim tylko nie kosmiczną energią. Ale on to pestka - w trymiga przywrócony do pionu. Wszystkiego kobiety radzą sobie z mężczyznami. Przynajmniej Polki. Już Niemki zazdrościły Polkom wytrzymałości. Gdzie to było? W Dymach nad Birkenau. Stały i obserwowały pracujące kobiety. Same by tak nie potrafiły.
Onkologia.
Tak, ta wizyta zburzyła zbudowaną rano świątynię harmonii. Onkologia. Ona była wszystkiemu winna. Wsadziła peta w wypielęgnowany ogródek Zen Matki Chrzestnej
Kilkaset telefonów. Lawina papierów. Było ich więcej, ale tylko dlatego, że te z poprzedniej misji wymagały gdzieniegdzie korekty. I ten szpital. Onkologia.
Matka Chrzestna jedzie Jaguarem E-type, kiedy dzwoni telefon. Telefonuje Matka Chrzestna Literacka (chrzestna jej córki Lady Britisz) i pyta, czy siostra nie zapomniała o najważniejszym.
<<Wszystko zgodnie z planem>> potwierdza Laboratoryjna, ale dla pewności odwraca się. Na tylnym siedzeniu paruje jeszcze ciepły kruszon.
<<Przesyłka w drodze>> mówi <<Przewidywany czas ukończenia misji: 18:15>> Słysząc siostrę wołającą, by zrobiono więcej miejsca na stole, bo nadchodzi kruszon, wie, że sytuacja w rodzinnym domu jest pod kontrolą. Rozłącza się.
Kilka samochodów trąbi. Matka Chrzestna wie, że wyrażają podziw dla jej auta i może jej także.
<<Może nie jestem jeszcze taka stara>> patrzy w lusterko i podoba się samej sobie, ale widzi zmarszczki na twarzy i kurze stópki. <<Tak nie może być>> przybliża twarz i zakłada okulary przeciwsłoneczne <<O, tak lepiej, widzę to, co najważniejsze>>.
Matka Chrzestna zastanawia się, czy naprawdę jest aż tak stara, by inni kierowcy, trąbiąc, żartowali z niej. Natychmiast przypomina sobie sytuację, gdy z siostrami wybrały się do lasu na grzyby. Przy okazji miały spotkać się z L., który od dłuższego czasu bawił w okolicach, sabotując budowę autostrady przecinającej las.
Jechały garbusem ze ściąganym dachem tuż za ciężarówką wypełnioną po brzegi wojskowymi. Młodzieńcy w moro pozrywali się z ławeczek i wołali, by Matki Chrzestne do nich dołączyły. One kiwały że nie, że strach, a rozochoceni kadeci, nie zważając na odmowy, chwytali się barierek, tworząc most z młodych ciał, by one mogły bezpiecznie przejść.
Pamięta miny swoich sióstr i twarze tych chłopców. Były dla nich atrakcyjne? Wtedy w sumie były jeszcze młodsze. Ale miały już dzieci. Kobieta z mężem i dziećmi może być atrakcyjna dla młodego mężczyzny?
Ci wojskowi byli w ogóle podejrzani. Jakby podstawieni przez diabła na pokuszenie. Przecież oni w wojsku dostają brom na uspokojenie, a ci wyglądali raczej na takich, co mi jeszcze viagrę dosypano.
Ponowne trąbienie.
<<Ten to na pewno rekompensuje sobie małego>> uśmiecha się pod nosem Matka Chrzestna i uderza w klakson. Dźwięk niesie się szosą pełną lip i zatrzymuje na przedniej szybie BMW jakiegoś młokosa, który, widząc dojrzałą kobietę za kierownicą Jaguara, robi minę gimnazjalisty stojącego przed atrakcyjną nauczycielką biologii. Właśnie. Biologia.
Matka Chrzestna poszła na oddział onkologii, ale nie sama, z koleżankami. W takie miejsca tylko razem. Jak na wojnę. Samej się nie przeżyje.
Zrzuciły się na owoce. Do końca nie były pewne, co zabrać, bo z oddziałem onkologii nigdy nic nie wiadomo. Leżała na łóżku inna Matka Chrzestna. Siostra przełożona nie dawała chorej żadnych szans:
<<Rak z przerzutami, zaatakowane praktycznie wszystko>> oznajmiła i wyliczyła chłodno pożerane organy. Odwiedzające wzdrygnęły się na dźwięk tak brutalnie przez siostrę zastosowanych słów, które z chirurgiczną precyzją pocięły ich układ nerwowy. Rach-ciach i strzępy neuronów podrygiwały na szpitalnych ścianach. Ale prawda wcale mniej nie bolała.
Ich przyjaciółkę trawił rak, nowotwór, od wewnątrz. << Rak, który się rozmnożył, poprzenosił i teraz żywił się nią>> siostra nie miała litości ani umiaru w opisywaniu dolegliwości pacjentki.
Matki Chrzestne stały nad łóżkiem koleżanki po fachu i nie potrafiły zrozumieć, jak w tym spokojnym ciele, w tej cichej i niepozornej twarzy, może żyć coś, co ją zjada.
Medyczna Baba-Jaga zdawała się czytać w kobiecych myślach. Pospieszyła z tłumaczeniem.
<<Drogie Matki Chrzestne, z rakiem jest jak z robakiem w jabłuszku>>.
Matki Chrzestne o mało nie zwymiotowały.
<<Robak je jabłko od środka i dopiero po pewnym czasie wydostaje się na zewnątrz>>.
Kilku Matkom Chrzestnym zielone ściany pokoju zawirowały przed oczami.
Kolejny klakson. Tym razem ciężarówki.
Matka Chrzestna wyrwała się z transu. Zapachniało jej kruszonem i zemdliło. Szybko otworzyła okno. Świeże wiosenne powietrze. Więcej go, więcej.
Wróciła myślami do szpitala. Przerażała ją myśl o śmierci. Nigdy o swojej nie myślała. Dopiero gdy Kostucha zaczęła przychodzić po kolegów i koleżanki z tego samego rocznika co ona, z tej samej pracy, z tej samej szkolnej ławy, myśl o tym, że któregoś dnia nawiedzi i ją, może podczas robienia prania, zdawała się ją prześladować.
Na onkologii Matka Chrzestna miała na sobie śliwkowy płaszczyk. Nie polubiła pielęgniarki. Gdy Piguła wyszła, Laboratoryjna powłóczyła za nią wzrokiem i zastanowiła się, czy, jak mawiała Matka Chrzestna Literacka, siostra szpitalna to „urzeczowiony człowiek”, stała się siostrą poprzez założenie fartucha i czepka oraz zastosowywanie beznamiętnych regułek oraz wypowiedzi. Może teraz idzie właśnie do dyżurki i ściąga z siebie siostrę, by zamienić się w Kobietą, Matkę, może też Matkę Chrzestną w kolorowym płaszczyku?
Matka Chrzestna Laboratoryjna podeszła do łóżka i raz jeszcze dotknęła ciała towarzyszki w szpitalnej koszuli. Czas wizyty się skończył. Powiedziały, że wrócą jutro, chociaż po cichu nie wyobrażały sobie, by mogły tutaj przychodzić codziennie
Nie musiały. Koleżanka zmarła tego samego dnia. Godzinę po wyjściu Matek Chrzestnych.
Mikołaj Fajfer
Tematy do dyskusji: Mikołaj Fajfer: MATKA CHRZESTNA Historia polskiej rodziny
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


