Mniej emocji...
Nie bardzo mogę się zgodzić z tezami mojego redakcyjnego kolegi, Jacka Pałasińskiego. Krytycznie oceniając wyniki ostatniej wizyty ministra Sikorskiego w Moskwie - pisze, że trudno jest je traktować jako symptom jakiegoś "ocieplenia", symptom, że "w ogóle na Wschodzie coś drgnęło". Bo przecież - dowodzi - "zagrywki taktyczne Rosji nie mogą przesłaniać jej długofalowej strategii". A ta jest znana: odbudowa Imperium, uznanie strefy wpływów rosyjskich, odsunięcie od jej granic wszelkich instalacji wojskowych NATO itd, itd.
No cóż, można jeszcze i tysiąc razy nazwać Rosję - jak kiedyś ZSRR - Imperium Zła, ale - poza tym, że damy w ten sposób upust swoim emocjom - czy coś z tego konkretnego wynika? Czy spowoduje zmianę polityki Zachodu wobec Rosji, nie mówiąc już o niej samej? Niestety, podobne oceny to standard w naszym pisaniu o Rosji. Znam wielu publicystów, nawet znakomitych, profesjonalnie zajmujących się Wschodem, którzy nie przepuszczą żadnej okazji, aby nie podkreślić tego, jak bardzo nie lubią Rosji, a w rzeczywistości - jak bardzo się jej boją. Zupełnie jakby wierzyli w siłę sprawczą swoich zaklęć, w to, że im dosadniej i ostrzej "przyłożą" Rosji, tym lepiej spełnią swoją misję: nazwą rzeczy po imieniu i ostrzegą ten głupi Zachód, który nie chce dostrzec tego, czym grozi kremlowska polityka. A przecież to my najlepiej wiemy, jaka jest Rosja; jesteśmy najlepszymi jej znawcami na świecie... I nie możemy zrozumieć, dlaczego świat nie chce tego nie tylko docenić, ale choćby zauważyć. Bo w końcu, ilu naszych ekspertów od Rosji - jeśli nie liczyć profesorów Andrzeja Walickiego i Jerzego Pomianowskiego, a także Adama Michnika i może Aleksandra Smolara - funkcjonuje w obrocie międzynarodowym, jest rozpoznawalnych zagranicą...
W dniach wizyty Sikorskiego w Moskwie uważnie śledziłem internetowe relacje na jej temat. Jak była komentowana przez polityków (głównie opozycyjnych), a przede wszystkim przez samych internautów. Dominujący ton? - "Tusk to sprzedawczyk, który na kolanach błaga Putina, aby przyjechał do Polski"; "Sikorski to zdrajca, który wyprzedaje polskie interesy"; "chcą żeby Putin przyjechał 1 września, to niech lepiej przyjedzie 17 września, wtedy mu pokażemy", "najpierw Katyń, potem porozmawiamy, historią nie będziemy frymarczyć"; "trzeba zgnieść tę zarazę, bo to największe nieszczęście świata, a Zachód sprzeda nas po raz kolejny"... Ktoś powie, że to tylko internet i że przecież były również wpisy, o wiele bardziej wyważone, odwołujące się do zdrowego rozsądku i broniące pragmatycznej dyplomacji rządu; wreszcie, że dla wielu internet spełnia funkcję dawnego "kibla", w którym anonimowo można było napisać, że "kaowiec jest głupi"...
To wątpliwe pocieszenie, skoro podobne schematy myślowe, tyle że nieco bardziej dyplomatycznie formułowane (ale tylko nieco), można było dostrzec w wypowiedziach polityków. I to zwłaszcza tych z prawej, pisowskiej strony. Zupełnie, jakby świadomie prowokowali podobne reakcje, by wykorzystać antyrosyjskie resentymenty w wewnętrznej batalii politycznej. Bo w istocie tylko to się dla nich liczy. A że przy okazji przegrywa się sprawy naprawdę ważne, to już nie ma większego znaczenia. Po nas choćby potop, a najlepiej kolejna, jednocząca naród "masakra", tak wychwalana przez poetę (jedynie to go tłumaczy) Jarosława M. Rymkiewicza. Czy pamiętacie państwo prezydencką retorykę z ubiegłego roku, z czasów, gdy Lech Kaczyński gotów był wyprawić się na Moskwę i - podprowadzony przez Saakaszwilego - osobiście sprawdzał, w jakim języku mówią żołnierze na posterunkach wojskowych w Południowej Osetii, aby potem ubrać się w pozę już nawet nie Napoleona, lecz gen. Świerczewskiego - tego, co to się kulom nie kłaniał?
Od tamtej pory jednak wiele się zmieniło. Mieliśmy wielkie ambicje, aby zmieniać geopolitykę na wschód od naszych granic, a sami zaczęliśmy przegrywać z geopolityką. Jak słusznie pisze Mirosław Czech na łamach "Gazety Wyborczej", kryzys globalny i zmiana gospodarza Białego Domu sprawiły, że zmieniły się również najważniejsze paradygmaty światowej polityki. - "O naszym znaczeniu w relacjach z USA oraz na arenie europejskiej - dowodzi Czech - decydowały nie tylko sukcesy w reformach wewnętrznych, lecz także umiejętność oddziaływania na sytuację polityczną w innych państwach regionu". Ale dziś to już historia, przykład politycznej koniunktury, której nie potrafiliśmy w pełni wykorzystać i która już przeminęła.
Po pierwsze - kraje takie, jak Ukraina czy Gruzja okazały się wyjątkowo odporne na próby "implementacji scenariusza środkowo-europejskiego - członkostwa w NATO, jako warunku pierwszego i koniecznego akcesji do Unii". Po drugie zaś - co najważniejsze - zmieniły się priorytety amerykańskiej polityki. Dla Obamy - twierdzi Czech - głównym zadaniem jest zakończenie konfrontacji ze światem islamu i w tej sytuacji Moskwa i Ankara są dla niego ważniejsze niż Polska, czy też poszerzenie NATO o Ukrainę i Gruzję. Po prostu - nie może pozwolić sobie na dalsze rozpraszanie sił i potrzebuje politycznego wsparcia Rosji. To jest główny powód, dla którego zdecydował się na tak głośno reklamowane "zresetowanie" relacji z Moskwą. Dla nas oznacza to jednak, że zapotrzebowanie na polskie usługi maleje w przyspieszonym tempie; to inni są teraz ważniejsi i potrzebniejsi, bardziej przydatni do realizacji nowej, amerykańskiej strategii. Tym samym nasz potencjał strategiczny, jakby zmalał. Zostaliśmy sprowadzeni do roli średniej wielkości państwa europejskiego, ale jednak zbyt małego i zbyt biednego, aby - jak pisze Czech - "znacząco wpływać na osiągnięcie celów strategicznych USA i całego Zachodu".
W całości podpisuję się pod tą diagnozą. I to jest dziś dla nas największym wyzwaniem. W tym sensie, że jeśli nie będziemy potrafili jemu sprostać, jeśli nadal będziemy próbowali uprawiać, tak jak dotąd, politykę gestów i grymasów, retoryki bez pokrycia, a jeszcze do tego prezydent będzie kontestował politykę zagraniczną rządu, wówczas będziemy coraz silniej spychani na margines i peryferie Zachodu. A Rosja? Ściślej – Kreml? Jest jaki jest, swoje interesy formułuje tak, a nie inaczej, i Zachód nie ma dziś najmniejszych złudzeń co do tego, z jakim państwem ma do czynienia. Tyle, że dla Europy oraz Ameryki ważne są interesy, a nie słowa, czy nawet aksjologia. Możemy się na to zżymać, może nam się to nie podobać, ale takie są realia. I jeśli nie ma się dostatecznego zaplecza, odpowiedniego potencjału ekonomicznego i politycznego (nie mówiąc już o militarnym), to trzeba nauczyć się uprawiania polityki i dyplomacji; nauczyć się realizacji własnych celów strategicznych - i to nie tylko w warunkach obiektywnej sprzeczności interesów, ale również gołym okiem widocznej asymetrii znaczenia politycznego.
To jest możliwe. Stać nas na to. Ale dlatego też tysiąc razy bardziej odpowiada mi formuła Donalda Tuska, wyrażona w jego orędziu (gdy obejmował urząd premiera), że "trzeba rozmawiać z Rosją taką, jaką jest", aniżeli walenie pięścią w stół, hurra okrzyki i groźne miny, trafiające w próżnię... Przynajmniej jest szansa, że chociaż część naszych oczekiwań zostanie spełnionych. Bo od tego, że nazwiemy Rosję "Imperium Zła", ona na pewno nie stanie się lepsza.
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


