Na ugorze
Te próby destabilizacji państwa, także w naszej ulubionej TVN24, miną. „Kryzys państwa” minie nawet jej szefowi, Adamowi Pieczyńskiemu, a co najwyżej… SLD rozstanie się z krzesłami sejmowymi. Proponuję wobec tego nieco narodowej wyrozumiałości wobec siebie i innych, a także – trochę samozadowolenia.
Wedle jednych ocen, także moich własnych, ostatnie 20 lat nie ma się czym pochwalić, wedle innych, także moich własnych – mamy z czego być dumni. Nie możemy pochwalić się Gdynią, COP-em, jak przed drugą wojną światową, ale też proszę pamiętać, że upadek minionego reżimu to nie był rok 1919. Wtedy przybyła do kraju cała awangarda fachowców polskich europejskiej i światowej klasy. Endecy zabili najwybitniejszego budowniczego tam w Europie (endecy, bo wprawdzie strzałem do bezbronnego człowieka zhańbił nas jeden z nich, ale to oni swą propagandą nienawiści podżegali do mordu), niemniej w każdej dziedzinie Polska dysponowała ludźmi najwyższej klasy, od prawa po chemię techniczną, a nasza magnateria darowała odrodzonemu państwu swoje zagraniczne rezydencje na ambasady w najpiękniejszych punktach stolic europejskich. Nauczyciele z formacji „Zetu” (bliżej o nim na naszej witrynie) mieli wychować wspaniałe następne pokolenia.
Rok 1989 zaczynał na kompletnym ugorze. Owszem, przyjechało ze świata kilku świetnych bankowców, ale nie umiano z nich skorzystać, bo nie ma co ukrywać – nikt u władzy nie wiedział, czego chcieć np. od kogoś, kto pomógł Turgutowi Oezalowi zrekonstruować system bankowy Turcji. Prawnicy znowuż, edukowani w socjalizmie, nie chcieli słyszeć o powrocie do znakomitego, tworzonego dla przyszłości prawa międzywojennego, perswadowali – „to mamy się wszystkiego na nowo uczyć?”. I potem przez lata, ciągle niedouczeni, przerabiali prawo, zmacerowane w minionym ustroju; do dziś mamy poniektóre ich przepisy po prostu idiotyczne (jak art. 35 ust. 2 prawa bankowego – upoważnia on banki jak urzędy skarbowe do egzekwowania swoich należności wedle swego uznania w trybie „tytułu wykonawczego” – co zablokowało powrót weksla jako pieniądza bezgotówkowego i pozostawiło 2,5 mln drobnych przedsiębiorców na łasce i niełasce banków). Tak samo, gdy 80% gospodarki było w rękach państwa, przyjęto doktrynę, że „najlepszą polityką przemysłową jest brak polityki przemysłowej”, zaś ideolog tego nonsensu wcielał go w życie u władzy – stąd prywatyzacja „urzędnicza”, bez fachowców od zarządzania przedsiębiorstwami i bez znajomości branżowych rynków, wywoływała niekiedy skandale, kompromitujące w rezultacie gospodarkę rynkową. To, co teraz napisał kapitan Kamiński, o motorycznej roli morza w gospodarce, pisałem sam od początku naszej niepodległości – za Eugeniuszem Kwiatkowskim. Popularyzował to dziedzictwo i historyk, Marek Drozdowski, autor jego biografii. Latami namawialiśmy ludzi z Wybrzeża do opracowania polityki morskiej. I nic (na marginesie: nikt nie zamyka fińskiej stoczni w Turku, która zarabia miliardy dolarów). Banki zaś na odmianę nie miały i nie mają pojęcia o przemyśle i technice, to bank BRE pod wodzą młodego, bardzo zdolnego człowieka, którego odkryłem po jego powrocie z Zachodu, wykończył polski czytnik pisma ręcznego, nawet nie wiedząc, kogo i co wykończa! Najzdolniejsi konstruktorzy polski latami szli do zbrojeniówki, dziś jej polskie konstrukcje są konkurencyjne w skali światowej, ale nie ma banku, który by się na tym znał i wiedział, jak na tym zarobić. To samo z samolotami Edwarda Margańskiego i jego nowym wynalazkiem…
Amatorszczyzna była jednak nieuchronnym spadkiem po minionym ustroju, spadkiem długotrwałym, i dopiero dzisiaj na różnych stanowiskach obserwuję młodszych już ludzi, przygotowanych do swych ról zawodowo. Dopiero dzisiaj, a i to też nie jest regułą. Nikt nie był przygotowany do władzy i w innych byłych demoludach. Koszty płacą one jeszcze wyższe niż my. Czechy, w okresie międzywojennym ojczyzna samorządu i demokracji w Środkowej Europie, samorządu musiały uczyć się od zera. I niedawno przez pół roku nie miały rządu! Inteligencja litewska słuchała ode mnie opowieści o wspaniale zorganizowanym, międzywojennym, chłopskim rolnictwie litewskim jak bajki. Spokojni Łotysze awanturują się dzisiaj na ulicach przeciw skutkom własnej euforii szybkiego dobrobytu. Nigdzie zaś w naszej części Europy nie urobiono sobie nawyku przygotowania do władzy. Rządcy państwa za każdym razem przez pierwsze dwa lata uczą się dopiero tego, co dostali w ręce, a nawet swoich ról. Patrzyłem z satysfakcją, jak rósł Donald Tusk, dziś z młodego polityka mąż stanu europejskiej rangi (któremu każdy w tejże TVN24 musi dla przyjemności dokopać jak Polańskiemu), ale wolałbym, żeby ten rząd na pół roku przed wygranymi wyborami wiedział, kto się za co weźmie i co ma zrobić na swoim polu, z jakimi fachowcami do konsultacji. Konkurent, nienawidzący inteligencji, ma do zaoferowania tylko nienawiść.
Tak było od początku. Dwie przełomowe reformy, Balcerowicza i samorządowa, które pchnęły Polskę na nowe tory historii, powstały poza środowiskami opozycyjnymi, bo te, niestety, programowo nie interesowały się, co w Polsce trzeba zrobić (odchodzące władze minionego reżimu też tego nie wiedziały). Tadeusz Mazowiecki, człowiek skromny, polityk wielki, postawił na te dwie reformy. Dzięki nim Polska wygląda zupełnie inaczej niż w minionym ustroju, zaś eksplozja inicjatywy Polaków po nich zdumiewa nie tylko przyjaciół Polski. Z tych reform żyjemy do dzisiejszego dnia i od tamtej pory niczego na tę miarę nie zrobiliśmy. Sąsiedzi z południa i północy naśladowali je, niestety, mało udolnie i teraz przypłacili to katastrofami. U nas też „reforma administracyjna” 1997 r. w imię przekonania, że „gmina się przeżyła”, pomnożyła szczeble administracji i podwoiła koszty jej utrzymania (oparła się przy tym na granicach pozaborowych, oddzielając rzekami od siebie leżące w pobliżu, współpracujące miasta). Jej twórcy nie chcieli słuchać fachowców od zarządzania i administracji, dając im do zrozumienia, że są przeciw, bo ich nie zaproszono do współpracy nad tą „reformą”. Inni reformatorzy obdarzyli nas tajną policją polityczną, pozorującą walkę z korupcją. A mogło być jeszcze gorzej.
Ci, co obiecywali 3 miliony mieszkań, nie wiedzieli nawet, że dla dorównania standardom zachodnim trzeba nam nie trzy, a pięć – sześć milionów mieszkań, zwłaszcza przy dekapitalizacji istniejących zasobów. Nie spytali też i żadnego z fachowców, jak uruchomić na taką skalę budownictwo mieszkaniowe. Kiedy próbowałem przypomnieć, jak przed wojną działały Towarzystwa Kredytowe Miejskie, mój własny wychowanek zapytał mnie – czy musimy wracać do Sobieskiego? Gdybyż argumentował, że emisja listów zastawnych jako bezpiecznych lokat oszczędnościowych byłaby niepożądaną konkurencją dla obligacji państwowych! Ale nie, jedyną reakcją była, cóż, kompletna ignorancja. Wyszedłem wręcz na dziwaka.
Dotarła do mnie optymistyczna wiadomość, że Andrzej Koźmiński podejmie przygotowanie reformy administracji. To prawdziwy zawodowiec, zbudował swą Szkołę – co charakterystyczne - poza strukturami państwowymi. Skupił najwybitniejszych fachowców zarządzania, ma w zasięgu takichże fachowców od administracji. A jak bardzo trzeba takiej reformy, ujawnił choćby felieton seniora tej specjalności, Andrzeja Ehrlicha, o biurokracji w faktycznym rządzie państwa, jakim jest ministerstwo finansów. Wiadomość o Koźmińskim jednak się nie potwierdziła… Na razie.
Anonimami, którzy zareagowali wymysłami na ostrzeżenia, że partii Jarosława Kaczyńskiego i jemu samemu za blisko do Carla Schmitta, nie należy się przejmować. Może akurat sięgną ze złości na mnie do mojej historii banków, bankierów i obrotu pieniężnego, dostępnej na tej witrynie, i może zmienią upodobania. Bo w Polsce nawet półfaszyzm nie ma wielkiej szansy. To się u nas nie przyjmie. Powtórzę: wychowankowie Piaseckiego sami przyszli mu powiedzieć, że musi odejść, by jego Pax przetrwał; Kaczyńskim też ich ludzie to powiedzą... Bo stare hasło STS pozostaje zawsze aktualne – „myślenie ma kolosalną przyszłość”. Też powstało na ugorze. Beznadziejnym, zdawało się. A jednak.
Popatrzmy na wszystko okiem Szweda: jesteśmy szczęśliwi - mamy wszystko do zrobienia!
Tagi:
Tematy do dyskusji: Na ugorze
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


