Nasz premier
- Sam to wymyśliłeś? - spytałem Michnika, gdy zobaczyłem w redakcji tytuł ”Wasz prezydent, nasz premier”.
- Jest taki pomysł - padła enigmatyczna odpowiedź, a wkrótce do Gazety zaczął od czasu do czasu wpadać Jarosław Kaczyński, który upełnomocniony przez Wałęsę, pracował nad realizacją tego pomysłu. Prostego z punktu widzenia arytmetyki, lecz trudnego psychologicznie.
Obywatelski Klub Parlamentarny miał w Sejmie wytargowane przy Okrągłym Stole 35 procent miejsc, co oznaczało 161 mandatów. Klub PZPR miał mandatów 173. Zjednoczonemu Stronnictwu Ludowemu przydzielono 76 miejsc, a drugi satelita - Stronnictwo Demokratyczne miało ich 27.Były jeszcze mniejsze przystawki; PAX - 10 miejsc, Unia Chrześcijańsko-Społeczna - 8 mandatów i 5 mandatów dostał Polski Związek Katolicko - Społeczny. Rządząca koalicja składała się tradycyjnie z PZPR, przyznającej sobie przewodnią rolę, czyli faktycznie dyktaturę oraz z ZSL i SD. Mniejsze przystawki głosowały jak za Partią jak za panią-matką, przy czym PAX bywał dawniej bardziej pezetperowski niż PZPR. Całe to towarzystwo stanowiło koalicję, która miała w Sejmie przegłosowywać to, co partia kazała.
Pomysł Wałęsy - chyba - polegał na tym, by kontraktowy sejm potraktować poważnie i wykorzystać praktycznie możliwości prawne, które od lat były fikcją. A konkretnie, by skłonić ZSL i SD do odejścia z koalicji i do stworzenia rządu z OKP. Razem oznaczało to blok 264 głosów, czyli bezwzględną większość parlamentarną. Głosy trzech małych ugrupowań nie były już potrzebne i słusznie przewidywano, że dołączą się one do dominującej większości. Jeśli taka powstanie.
Nad jej powstaniem pracował właśnie Jarosław Kaczyński, prowadząc negocjacje z Romanem Malinowskim, szefem ludowców i przewodniczącym SD Jerzym Jóźwiakiem. I kiedy w przyszłości będzie się, w miarę bezstronnie, oceniać życie i działalność Jarosława, to bez wątpienia jego największą zasługą okaże się to, że był faktycznym monterem III Rzeczpospolitej. Tej, do której miał potem tak ambiwalentny stosunek.
Poza arytmetyką liczył się stan umysłów w Polsce i w parlamencie. Prezydentem został wybrany 19 lipca przewagą jednego głosu Wojciech Jaruzelski. Przyjął ten upokarzający wybór. Co on oznaczał? Wybierało Zgromadzenie Narodowe, złożone z posłów i senatorów, liczące razem 560 osób. OKP z 99 senatorami i 161 posłami mogło liczyć na 260 głosów. Władza mogłaby liczyć, teoretycznie, na pozostałe 300. Faktycznie głosów ważnych oddano 537. Wymagana większość wynosiła 269. Przeciw Jaruzelskiemu głosowały 233 osoby, a wstrzymały się 34. Z głosowania wynikało, że jacyś członkowie koalicji wyłamali się i nie stanowi już ona zwartej zdyscyplinowanej jedności. Jeśli część jej posłów nie poparła prezydenta z PZPR, to może mogłaby poprzeć premiera z OKP. Drugiego sierpnia w Sejmie Czesława Kiszczaka na premiera poparło 273 posłów. Przeciw było 173, a w tym 21 z ZSL, 3 z SD i 5 z PZPR. Sytuacja, w której prezydentem zostaje generał Jaruzelski, a na premiera zostaje desygnowany generał Kiszczak robiła absurdalne wrażenie prawie na wszystkich, łącznie z częścią ludzi władzy..
Ciepła sierpniowa noc. Redakcja ”Gazety Wyborczej” pracuje nad kolejnym numerem. Przychodzi Michnik i wywołuje Helenę Łuczywo i mnie (byliśmy wówczas jego faktycznymi zastępcami, trzeci, Krzysztof Śliwiński był raczej honorowym) do zapuszczonego ogrodu opuszczonego żłobka, w którym się tymczasowo mieściła redakcja. Informuje, że powstaje koalicja OKP-ZSL-SD, tworzy rząd, a premierem ma być Mazowiecki.
Dla mnie było to zaskoczeniem. Mazowiecki nie chciał kandydować w wyborach czerwcowych. Wycofał się z głównego nurtu polityki, skupiając się na redagowaniu reaktywowanego Tygodnika Solidarność. To, że go znałem sprawiło zapewne, że nie pomyślałem o znaczeniu tego faktu, a skupiłem się na osobowości Tadeusza Mazowieckiego, która zupełnie nie pasowała mi do wyobrażenia o szefie rządu.
W roku 1981, w karnawale ”Solidarności”, pracowałem w Tygodniku ”Solidarność”, którego naczelnym był Mazowiecki. Byłem kierownikiem działu, który można było określić jako krajowy. Zajmował się prawie wszystkim, poza związkiem i życiem związkowym. Kontakt z panem Tadeuszem miałem prawie nieustający. Był to nerwowy okres w kraju i nerwowa była robota w piśmie. Ta nerwowość nie udzielała się jego szefowi. Wcześniej był redaktorem naczelnym miesięcznika ”Znak”, w którym parę dni w jedną czy drugą stronę nie robiło różnicy. U nas liczyły się godziny, a chwilami nawet minuty przed odesłaniem materiałów do drukarni. Zamykało się numer w niedzielę wieczorem i trzeba było wtedy być w redakcji, nawet jeśli wszystko było przygotowane zawczasu. Po pierwsze - zawsze coś się w Polsce mogło wtedy wydarzyć, a po drugie - naczelny mógł w ostatniej chwili mieć poważne uwag do jakiegoś tekstu, czy zgoła go zakwestionować. Na argumenty, że już ołów w linotypach zastyga, odpowiadał, że to coś w takiej postaci nie może się ukazać.
To była ta jego pryncypialność i twardość. Przejawiała się w doborze współpracowników, ocenie tekstów i w ich obronie przed ingerujacą cenzurą. Potrafił zwołać konferencje prasową - zagranicznych dziennikarzy było wtedy sporo - z powodu jakiejś ingerencji. Nie był radykalny, moderował stanowisko, lecz jeśli już zapadła jakąś decyzja, to się jej trzymał twardo. Wielu ludzi mylił jego sposób bycia. Mówił powoli i był grzeczny, taką staroświecką grzecznością. Byliśmy nawykli do PRL-owskiego stylu. Typowy szef albo się rubasznie bratał, albo był nadęty i opryskliwy. Zależało to od chwilowej konotacji. Przy łagodnym obejściu Mazowieckiego nieraz zaskakiwała jego nieustępliwość. Te jego cechy sprawdziły się, kiedy był szefem rządu, ale ja w pierwszej chwili myślałem tylko o jego braku dynamizmu, który wydawał mi się najważniejszą właściwością na tym stanowisku w takich czasach.
W przeddzień Bożego Narodzenia 1981 roku byłem na Dworcu Centralnym w grupie witających Mazowieckiego i Geremka wracających z internowania. Z Krzysztofem Czabańskim, kolegą z Tygodnika, zdawaliśmy sobie sprawę, że szef jest niezorientowany w realiach stanu wojennego i w tym, co robią ludzie ”S”, w tym, jego pracownicy. Objaśnialiśmy jak umieliśmy na kolacji u mnie w domu, wkrótce po jego powrocie. W następnych latach czasem bywałem w jego ciasnym mieszkanku na Marszałkowskiej, czasem rozmawialiśmy w kawiarni. Był już bardzo dobrze zorientowany we wszelkich możliwych sprawach.
Ciekawa była rozmowa po głośnej sprawie, kiedy to władza czołówce uwięzionych opozycjonistów oferowała wyjście z więzienia, w zamian za wyjazd zagranicę i wstrzymanie się od aktywności politycznej. Pomyśl ten storpedował Michnik, który się zaparł, że nie wyjdzie i nie wyjedzie. Tadeusz Mazowiecki był pełen uznania dla jego postawy, ale tłumaczył, że popierał pomysł uwolnienia tej grupy, gdyż nie jest jego rolą wzywanie innych do bohaterstwa. Pozywa Mazowieckiego wzbudziła mój szacunek i ugruntowała moje zdanie o nim jako o polityku rozważnym i odpowiedzialnym. I dalekim od osobowości charyzmatycznego przywódcy, wiodącego lud na barykady. Nie wiem dlaczego wtedy w sierpniową noc wydawało mi się w pierwszej chwili, że taki właśnie dynamit powinien być szefem rządu.
Przez chwilę zostałem sam w ogrodzie i wtedy dopadła mnie świadomość, tego, co akurat się dzieje. Ta iluminacja była związana z przypomnieniem … Lenina, który stwierdził, że kluczowym momentem i punktem zwrotnym rewolucji jest przejęcie władzy. A ja do tego mementu tego, co w Polsce się dzieje, nie kojarzyłem z rewolucją. Owszem, po raz drugi - po Sierpniu '80 - wydarło się władzy ustępstwa. Większe i chyba trwalsze, chociaż pewności nie ma. Za dwa lata maja być już wolne wybory, które powinniśmy wygrać, ale czy po doświadczeniu tegorocznych władza dotrzyma słowa? A w tym momencie zdałem sobie sprawę, że to jednak jest rewolucja, bo o oto my - naród przejmujemy władzę. Nasza większość w parlamencie może uchwalać odpowiednie ustawy. Nasz rząd będzie je wcielał w życie. I co z tego, że szef jest człowiekiem powolnym? To prawda, zostają hamulcowi generałowie; prezydent Wojciech Jaruzelski, szef MON - Florian Siwicki, oberpolicmajster - Czesław Kiszczak. Będą zapewne bruździć, ale na bieżąco całym tym bajzlem jakim było ówczesne państwo będzie zarządzać nasz premier i nasz rząd. I tak się stało.
Gwoli ścisłości, musze dodać, że stuprocentowej pewności nie miałem. Do dziś nie wiem czy ówcześni aktorzy sceny politycznej - po jednej i drugiej stronie - mieli świadomość, że szykuje się faktyczna, choć łagodna w przebiegu rewolucja. Że następuje zmiana ustroju. Podejrzewałem, że robili, co uważali za wskazane i możliwe, a ta rewolucja jakoś tak z tego im wyszła. Dziś już nie warto ich o to pytać, bo sukces ma wielu ojców i chyba każdy jest przekonany o swojej historycznej świadomości posiadanej już wówczas. Wtedy jednak trochę się bałem, że może ta świadomość dotrze do nich już po desygnacji Mazowieckiego na premiera, a przed sformowaniem rządu. - Rany boskie! Cośmy zrobili!? - I dawaj odkręcać na siłę. A jeśli nie oni, to towarzysze bratnich krajach zareagują. Ceausescu miał taki pomysł. Ale nic się takiego nie działo.
W KC PZPR zwołano naradę pierwszych sekretarzy partii z ministerstw, które miały przejść w ręce wroga klasowego, Z tego co wiem, partyjni urzędnicy zapowiedzieli, że oni będą lojalni w stosunku do prawomocnego rządu i jego członków. Aparat wyczuł skąd wiatr wieje. Kto pamiętał słowa Gomułki, że władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy? Czy wypowiedź niegłupiego sekretarza KC, Kazimierza Barcikowskiego: ”Towarzysze, nie doszliśmy do władzy przy pomocy kartki wyborczej i nie z jej powodu odejdziemy.” Pomylił się.
Dziś - w piątek - w Sejmie, Tadeusz Mazowiecki powiedział, że żałuje, iż wówczas nie urządził jakiegoś święta, by ludzie zauważyli, że coś ważnego się dzieje. Lecz wtedy nikt nie miał do tego głowy. Świętujemy dopiero po dwóch dekadach. Jesteśmy już trochę zmęczeni obchodami dwudziestolecia, poczynając od rocznicy Okrągłego Stołu. A jeszcze czeka na uchwalenie bardzo istotnego pakietu ustaw Balcerowicza, symboliczne ukoronowanie Orła Białego i przywrócenie Najjaśniejszej Rzeczpospolitej na miejsce PRL. Ale jeśli chwilę pomyśleć, to chyba jednak właśnie teraz obchodzimy okrągłą rocznicę najważniejszego momentu 1989 roku. Przejęcie władzy.
No, a potem, jak zawsze w historii, szczęśliwa przyszłość stała się trudną teraźniejszością.
Tagi:
Tematy do dyskusji: Nasz premier
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


