Paweł Wimmer: Fenomen esperanta

2009-03-07 13:40

Na dźwięk słowa „esperanto” jedni reagują rozbawieniem, inni zaciekawieniem, jeszcze inni wzruszają ramionami. Język opracowany przez Ludwika Zamenhofa, choć nie jest przedmiotem powszechnego zainteresowania, od 122 lat intryguje miliony ludzi i budzi niekiedy skrajne emocje wśród jego obrońców i przeciwników.

Szlachetne idee

Spróbujmy przedstawić w uporządkowany sposób, o co tu właściwie chodzi i dlaczego warszawski okulista stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych na świecie reprezentantów polskiej tradycji i kultury – a nie ma ich przecież zbyt wielu.

Tak naprawdę przypisanie Zamenhofa do polskiej kultury – o co usilnie zabiegali zawsze polscy esperantyści – jest problematyczne. Był białostockim Żydem, poddanym rosyjskiego imperium, nigdy nie był obywatelem niepodległego państwa polskiego (zmarł w 1917 roku), ale większość życia spędził w Warszawie, gdzie jest też jego grób. Dlatego powszechnie jest dziś uważany za Polaka, a nasz kraj od dziesiątek lat ma przywilej organizowania kongresów esperanckich z okazji okrągłych rocznic – w tym roku Białystok organizuje Światowy Kongres Esperanta z okazji 150. rocznicy urodzin Zamenhofa.

Szlachetną motywacją leżącą u podstaw idei opracowania esperanta była chęć stworzenia języka, którym mogłyby się porozumiewać narodowości w skonfliktowanym etnicznie Białymstoku, gdzie dominowali Żydzi i Niemcy, ale było też wielu Polaków i Rosjan. Szlachetność intencji nie była zresztą obca Zamenhofowi i później, bo już jako warszawski lekarz niejednokrotnie leczył za darmo żydowską biedotę z Nowolipek czy Nalewek.

Chyba za mało promujemy tę postać, a niezależnie od tego, że ruch esperancki jest dzisiaj zjawiskiem raczej marginalnym, sam Ludwik Zamenhof jest jedną z ikon międzynarodowej kultury, którą warto się chwalić. Żałować należy, że włodarze Polskiego Radia z pisowskiego nadania uznali niedawno, iż szkoda pieniędzy na utrzymywanie znanej na świecie sekcji esperanckiej, która od dziesiątek lat miała wiernych słuchaczy na całym świecie.

Prostota przede wszystkim

Kilka lat amatorskich studiów nad językiem doprowadziło Zamenhofa do pomysłu, że język powinien być jak najprostszy w użyciu, a kluczową rolę powinna w nim odgrywać metoda tworzenia słów przez łączenie ze sobą rdzeni wyrazowych i dodawanie do nich przedrostków i przyrostków. Ostateczna postać zrębu języka, która została zaprezentowana w 1887 roku, nie zmieniła się do dzisiaj, dzięki czemu esperanto przetrwało w nienaruszalnej postaci, a teksty z końca 19. wieku czyta się równie łatwo dzisiaj, jak wtedy.

Najbardziej rzucającą się w oczy cechą języka jest jego absolutna regularność. Nie ma w nim żadnych wyjątków, a jednoznaczne zasady tworzenia słów powodują, że – jak stwierdzono w przedwojennych jeszcze badaniach – język opanowuje się na podstawowym poziomie 10-krotnie szybciej niż jakikolwiek język etniczny. Aby nie być gołosłownym, przedstawmy podstawowe zasady esperanta.

Zamenhof opracował zbiór 16 reguł gramatycznych rządzącym językiem.

Rdzenie wyrazowe pochodzą z języków europejskich, głównie romańskich, dzięki czemu esperanto jest szczególnie łatwe dla Europejczyków i mieszkańców obu Ameryk.

Poszczególnym częściom mowy (w starej szkolnej klasyfikacji) przypisane są charakterystyczne końcówki: rzeczowniki kończą się na –o (np. libro, hejmo, tablo), czasowniki na –i (skribi, legi, trinki), przymiotniki na –a (bela, bona, rapida), a przysłówki na –e (bele, bone, rapide).

Liczbę mnogą rzeczowników i przymiotników tworzy się przez dodanie końcówki –j (libroj, belaj). W deklinacji wyróżnia się jedynie biernik, który daje swobodę szyku zdania (interesajn librojn).

Koniugacja czasowników także jest bezwyjątkowa. We wszystkich osobach i liczbach czasu teraźniejszego stosuje się końcówkę –as (Petro skribas), w czasie przeszłym –is (Anna legis), w czasie przyszłym –os (Johano trinkos), natomiast w trybie przypuszczającym –us (Maria dormus).

Osoba mówiąca po esperancku może swobodnie, niemal kombinatorycznie łączyć ze sobą cząstki wyrazowe i stosować jednoznaczne znaczeniowo końcówki. Gdy podstawowym rdzeniem jest skrib-, to skribi jest czasownikiem pisać, skriba znaczy pisemny, skribe znaczy pisemnie, a skribo to pisanie.

Przez łączenie różnych rdzeni można uzyskiwać dalsze wyrazy. Jeśli mamy wyrazy esperanto i lingvo, to złożenie ich razem i użycie przymiotnikowej końcówki –a powoduje, że uzyskujemy przymiotnik esperantlingva, czyli esperanckojęzyczny.

Dodawanie przedrostków i przyrostków pozwala tworzyć wyrazy pochodne. Wyraz domo ze zdrabniającym przyrostkiem -et pozwala utworzyć wyraz dometo, czyli domek. Gdy do przymiotnika dodamy przyrostek oznaczający cechę –ec, z wyrazu bela, czyli piękny, uzyskamy beleco, czyli piękno. Kilkadziesiąt jednoznacznych prefiksów i sufiksów pozwala więc łatwo budować niezliczone tysiące wyrazów.

Skutek jest taki, że już znajomość 1500 podstawowych rdzeni wyrazowych i zasad gramatyki i słowotwórstwa daje daleko większą znajomość języka niż w wypadku języka narodowego, gdzie 1500 wyrazów pozwala na prymitywną konwersację na najbardziej podstawowym poziomie. Półtora tysiąca rdzeni esperanckich to de facto odpowiednik wielu tysięcy wyrazów.

Kolejną wyróżniającą cechą esperanta jest jego łatwość fonetyczna. Bardzo proste zasady wymowy sprawiają, że bez problemu porozumieją się nim osoby pochodzące z całkowicie odmiennych kultur i systemów językowych (Polak i Chińczyk, Francuz i Kongijczyk), co jest bardzo trudne w wypadku języka angielskiego czy francuskiego. Zauważ, że gdy oglądamy czasem w telewizji wypowiedzi Afrykanów w języku angielskim czy francuskim, ich wymowa jest tak dramatycznie niedoskonała, że realizatorzy dodają na dole transkrypcję, gdyż nie sposób ich zrozumieć.

I wreszcie kto wie, czy nie najważniejsza cecha „społeczna” esperanta – jego neutralność. Gdy porozumiewamy się w języku narodowym, rozmawiając na przykład po angielsku z Anglikiem czy Amerykaninem, a po francusku z Francuzem, odczuwamy zwykle paraliżującą obawę przed własną niedoskonałością językową. Nasz rozmówca ma tu oczywiście zdecydowaną przewagę nad nami. W przypadku esperanta wszyscy są równi, co daje dużą swobodę wypowiedzi.

Dlaczego brak sukcesów?

Czemu więc w obliczu tak niepodważalnych zalet esperanto nie stało się ono powszechnie używanym językiem międzynarodowym? Przeciwdziałają temu potężne interesy krajów dominujących na scenie językowej, esperanto nie jest po dziś dzień naturalnym nośnikiem osiągnięć w dziedzinie nauki, techniki, handlu czy kultury, język był też zwalczany przez opresyjne reżimy, jak hitleryzm (język „żydowski”) czy stalinizm (koń trojański burżuazji). Przed wojną ruch esperancki był może najbliżej pozyskania dla esperanta statusu języka pomocniczego, dzisiaj wszelkie próby w świecie zdominowanym przez angielski kończą się nieodmiennie fiaskiem, jak choćby ostatnie starania na forum Unii Europejskiej.

Według szacunków, esperantem mówi dziś 1-3 miliony osób, czyli tyle, co w niewielkim kraju. Jest wiele stron internetowych, są fora dyskusyjne, literatura liczy tysiące tytułów, jest wiele czasopism, aczkolwiek stosunkowo słabo jeszcze esperanto zaistniało na rynku ebooków. Dość poważną przeszkodą jest brak skodyfikowanej terminologii z różnych dziedzin wiedzy – jest wiele opracowań, ale mają one ciągle charakter przyczynkarski, aczkolwiek gdyby nagle esperanto zostało przyjęte w roli języka międzynarodowego, braki te można by szybko nadrobić.

Dziś powszechnie przyjętą zasadą jest pielęgnowanie różnorodności językowej i kulturowej. Unia Europejska wspiera lokalne kultury i tradycje językowe, zalecając jednocześnie wielojęzyczność. Esperanto nie dąży bynajmniej do monopolu, lecz oczekuje dla siebie roli języka pomocniczego, języka komunikacji – lingvoponto, czyli pomostu językowego. Na razie nie zanosi się na przyznanie mu tej roli, choć uparci esperantyści nie rezygnują. Esperanto pozostaje więc wiecznym challengerem.

„Open source”

Na zakończenie warto jeszcze zwrócić uwagę na ciekawe zjawisko, które w walnym stopniu przyczyniło się do rozwoju esperanta. W przeciwieństwie do poprzedzającego go historycznie języka Volapük, którego autor, niemiecki pastor Schleyer, zazdrośnie zastrzegł sobie do języka wszelkie prawa i rządził dużym skądinąd ruchem w sposób niemal dyktatorski, Zamenhof opracował podstawowe zasady esperanta, po czym...  oddał go w ręce samych esperantystów.

Można to łatwo porównać z dzisiejszymi zasadami rządzącymi oprogramowaniem – rozwiązania własnościowe są zamknięte dla postronnych, pozostają one w gestii twórców oprogramowania, natomiast rozwiązania typu open source (otwarte źródła) są dostępne dla wszystkich i każda zainteresowana osoba może współuczestniczyć w ich rozwoju.

W przebłysku intuicji Zamenhof, człowiek skromny i o demokratycznych poglądach, uznał, że tylko wspólna praca może się przyczynić do szybkiego rozwoju języka. Miał oczywiście rację – stworzywszy nienaruszalny fundament, pozwolił językowi rozwijać się żywiołowo, dzięki czemu z jednej strony esperanto zachowało jednolitość, z drugiej zaś jest językiem żywym i dynamicznym.

Paweł Wimmer

Wyszukiwanie

Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:

Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu




Od redakcji 

Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże  sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji). 

Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.

Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.

Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.

Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.

 

 

 

 

Ernest Skalski poleca swój esej

BIEDNI I BOGACI III RP

 

Nowa pozycja: esej Mirosław Malcharek: 

Apage, satanas

Z notatnika amatora-egzorcysty

Tematy do dyskusji: Fenomen esperanta

Zapraszamy do komentowania
Clip to Evernote