Paweł Wimmer: Prasowa katastrofa

2009-03-30 10:57

Jako - jeszcze do niedawna - zastępca redaktora naczelnego liczącego się w branży komputerowej miesięcznika (obecnie już tylko jako bezrobotny bloger), a jednocześnie pasjonat elektronicznych form dystrybucji treści, z uwagą śledzę wzajemne relacje dwóch światów – tradycyjnego, papierowego, i nowoczesnego, w którym farbę drukarską zastępują bity i bajty. Mówiono ostatnio sporo o poważnym kryzysie prasy w USA, gdzie sporo tytułów albo całkowicie się zamyka, albo przechodzi do Internetu.

Kryzys ten nie omija także i nas – mam tu na myśli opiniotwórczą prasę informatyczną, której nakłady i czytelnictwo nie odbiegało wcale zbytnio od czołowej prasy kobiecej, sięgając w niektórych przypadkach nawet pół miliona czytelników. Wiadomo jednak, że w dzisiejszych czasach prawie nikt nie jest w stanie utrzymać się z (malejącej, nawiasem mówiąc) sprzedaży egzemplarzowej, zaś o rentowności prasy decyduje w dużej mierze sprawność jej działów marketingowych. Jeszcze niedawno – dwa-trzy lata temu – normą było zajęcie 25-30 procent stron przez ogłoszenia, co przy objętości miesięcznika sięgającej 150-200 kolumn dawało solidne 50 kolumn reklam i przyzwoitą opłacalność. Dzisiaj pozostały już tylko wspomnienia – niektóre miesięczniki ukazywały się ostatnio prawie bez reklam, inne zbierały ledwie 10 kolumn, co spycha je poza granicę opłacalności i źle wróży na najbliższe miesiące.

Nic dziwnego, że prasa informatyczna przeżywa teraz dramatyczny okres – o jednym ze stosunkowo niedawno uruchomionych tytułów mówi się, że zostanie zamknięty lub „przeprofilowany”, inny tnie koszty tak, że została niewiele ponad połowa dawnej załogi, a budżety wierszówkowe są takie, że wstyd się zwrócić do kogokolwiek z propozycją napisania artykułu. Niektórzy sądzą wręcz, że pisma chcą oprzeć swoją działalność na „pracy niewolniczej”, proponując nędzne stawki studentom i co zdolniejszym licealistom, którym nawet takie pieniądze się przydadzą, a nazwisko na łamach szacownego tytułu wejdzie potem do CV – doświadczony dziennikarz nie ruszy tu nawet palcem, chyba że znajdzie się w podbramkowej sytuacji. A pamiętam jeszcze czasy świetności prasy informatycznej, gdy realnie płacono za teksty trzykrotnie więcej.

Obecny kryzys minie, nawet budżety reklamowe firm się zwiększą, ale co najwyżej odroczy to wykonanie wyroku na niektórych tytułach, bo taka jest długofalowa tendencja. Gwałtowny rozwój rynku elektronicznych czytników wróży – w dającej się przewidzieć perspektywie - przejście znacznej części prasy na elektroniczne formy dystrybucji. W tym roku doczekamy się czytnika firmy Plastic Logic o wyświetlaczu w formacie A4, w którym możliwa będzie komfortowa lektura typowych tygodników i miesięczników. Zastosowana technologia E Ink (elektroniczny atrament) pozwoli czytać bez zmęczenia oczu typowego dla tradycyjnych wyświetlaczy komputerowych, czyli zanikających już monitorów kineskopowych oraz panujących obecnie płaskich ekranów LCD.

Internet i e-prasa są ratunkiem dla niektórych tytułów, ale nie zbawią tych wydawców, którzy nie dostrzegają komputerowych megatrendów i z uporem tkwią w opłotkach tradycji. Zmieniają się techniki i technologie, zmienia się czytelnik, wielość nadawców działających zupełnie bez imprimatur stawia prasę wobec wyzwań nie tylko technicznych, ale przede wszystkim mentalnych. O ile prasa informatyczna z racji tematycznej bliskości powinna sobie jeszcze jakoś radzić (choć i tak poniesie straty), o tyle tytuły odległe od spraw komputerowych mogą mieć problemy z przestawieniem się na nowe tory.

Ale precyzyjne przewidywania w tej branży są bardzo trudne. Pozostaje tradycyjne „zobaczymy”.

Paweł Wimmer

Tematy do dyskusji: Prasowa katastrofa

Data: 2009-06-28

Dodał: Bartosz Walecki

Tytuł: Takie życie ...

Panie Pawle, obserwuję Pana działania w tzw. "branży" od dawna kiedyś nawet korespondowaliśmy w kwestii tworzenia stron html, a było to w roku bodaj 1995.
Od tamtych czasów minęła dla zagadnień którymi się interesujemy już EPOKA.

I myślę, że podsumowując Pana karierę (czemu Pan nie wspomina, że był pan naczelnym w magazynie WWW) mogę stwierdzić, je jest Pan podobnie jak naczelny (były) PCW który zakładał historycznego Komputera - mentalnie jeszcze w epoce i atmosferze tamtych lat, lat pionierów IT pamięta Pan kim był Rysiu Krauze i jego firemka sprowadzająca stacje dyskietek 3,5 do składaków XT z grzybowskiwej - sam taką miałem z nalepką prokom :).

Czasy się zmieniły teraz to niestety dzieci i młodzież dyskutują trendy: WEB 2.0 Faceboki, Flickery itp. BigBrother w internecie. To już nie nasze czasy kiedy
aby komunikować się z komputerem trzeba było znać polecenia dir, cd, a kto pamięta jeszcze subst ?
Dlatego wydaje mi się, że Pana wydawca IDG podziękował właśnie Panu i Naczelnemu, a Łukasz Bingo został Naczelnym to samo przytrofiło się kilka lat temu w Chipie gdzie wcześniej zważyli zmianę pokoleniową obiorów,
ja chipa prawie już nie kupuję i PCW też przestanę - bo co to jest ???
Zlepek newsów o gadgetach i nic ponadto. To mam w każdej komórce lub internecie.
Przyszłość należy do pism niszowych i mocno wąsko specjalizowanych takich jak SDJ czy Hacking. SDJ kupuję regularnie mimo zaporowej ceny 29,9 pln.

Nie wiem jakie ma Pan plany ale życzę Panu wszystkiego dobrego.

Data: 2009-03-30

Dodał: Paweł Wimmer

Tytuł: Tak, ale...

Panie Eugeniuszu, zgadzając się w pełni muszę zauważyć, że rynek nie będzie pytał o merytoryczną czy moralną zasadność wydawania w takiej czy innej formie, tylko zmiecie firmę. Ci, którzy z rozmaitych przyczyn nie będą potrafili skorzystać z nowych technik, nie utrzymają przy życiu dogorywających tytułów, bo będzie ich za mało, będą też za mało zasobni (jak to zazwyczaj u emerytów).
Ja nie wartościuję tego faktu, a jedynie mówię o obiektywnych tendencjach.
Oczywiście następne ćwierć wieku będzie okresem przejściowym, w czasie którego wymrą ci "niepodatni", a następni będą już "pełnoprawnymi" klientami elektronicznych mediów.

Data: 2009-03-30

Dodał: Eugeniusz Rosner

Tytuł: Tradycjne środki także potrzebne

Panie Pawle!
Zgadzam się z panem, ale... Nie można jednoznacznie oceniać niektórych wydawców stwierdzając, iż "z uporem tkwi w opłotkach tradycji", bowiem wiele zależy od adresata. Komputerem dobrze posługuje się młodzież, i tylko nieznaczna część ludzi "w sile wieku". Ci ostatni, jeśli nawet pracują przy komputerze w swoim zakładzie, już prywatnie są ignorantami. A co z adresatami jeszcze starszymi. Co z "białymi plamami" dostępności do internetu? Tam jeszcze potrzebna jest "tradycja", i to jeszcze przez pokolenia...
Pozdrawiam

Wyszukiwanie

Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:

Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu




Od redakcji 

Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże  sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji). 

Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.

Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.

Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.

Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.

 

 

 

 

Ernest Skalski poleca swój esej

BIEDNI I BOGACI III RP

 

Nowa pozycja: esej Mirosław Malcharek: 

Apage, satanas

Z notatnika amatora-egzorcysty

Clip to Evernote