Paweł Wimmer: Prasowa katastrofa
Jako - jeszcze do niedawna - zastępca redaktora naczelnego liczącego się w branży komputerowej miesięcznika (obecnie już tylko jako bezrobotny bloger), a jednocześnie pasjonat elektronicznych form dystrybucji treści, z uwagą śledzę wzajemne relacje dwóch światów – tradycyjnego, papierowego, i nowoczesnego, w którym farbę drukarską zastępują bity i bajty. Mówiono ostatnio sporo o poważnym kryzysie prasy w USA, gdzie sporo tytułów albo całkowicie się zamyka, albo przechodzi do Internetu.
Kryzys ten nie omija także i nas – mam tu na myśli opiniotwórczą prasę informatyczną, której nakłady i czytelnictwo nie odbiegało wcale zbytnio od czołowej prasy kobiecej, sięgając w niektórych przypadkach nawet pół miliona czytelników. Wiadomo jednak, że w dzisiejszych czasach prawie nikt nie jest w stanie utrzymać się z (malejącej, nawiasem mówiąc) sprzedaży egzemplarzowej, zaś o rentowności prasy decyduje w dużej mierze sprawność jej działów marketingowych. Jeszcze niedawno – dwa-trzy lata temu – normą było zajęcie 25-30 procent stron przez ogłoszenia, co przy objętości miesięcznika sięgającej 150-200 kolumn dawało solidne 50 kolumn reklam i przyzwoitą opłacalność. Dzisiaj pozostały już tylko wspomnienia – niektóre miesięczniki ukazywały się ostatnio prawie bez reklam, inne zbierały ledwie 10 kolumn, co spycha je poza granicę opłacalności i źle wróży na najbliższe miesiące.
Nic dziwnego, że prasa informatyczna przeżywa teraz dramatyczny okres – o jednym ze stosunkowo niedawno uruchomionych tytułów mówi się, że zostanie zamknięty lub „przeprofilowany”, inny tnie koszty tak, że została niewiele ponad połowa dawnej załogi, a budżety wierszówkowe są takie, że wstyd się zwrócić do kogokolwiek z propozycją napisania artykułu. Niektórzy sądzą wręcz, że pisma chcą oprzeć swoją działalność na „pracy niewolniczej”, proponując nędzne stawki studentom i co zdolniejszym licealistom, którym nawet takie pieniądze się przydadzą, a nazwisko na łamach szacownego tytułu wejdzie potem do CV – doświadczony dziennikarz nie ruszy tu nawet palcem, chyba że znajdzie się w podbramkowej sytuacji. A pamiętam jeszcze czasy świetności prasy informatycznej, gdy realnie płacono za teksty trzykrotnie więcej.
Obecny kryzys minie, nawet budżety reklamowe firm się zwiększą, ale co najwyżej odroczy to wykonanie wyroku na niektórych tytułach, bo taka jest długofalowa tendencja. Gwałtowny rozwój rynku elektronicznych czytników wróży – w dającej się przewidzieć perspektywie - przejście znacznej części prasy na elektroniczne formy dystrybucji. W tym roku doczekamy się czytnika firmy Plastic Logic o wyświetlaczu w formacie A4, w którym możliwa będzie komfortowa lektura typowych tygodników i miesięczników. Zastosowana technologia E Ink (elektroniczny atrament) pozwoli czytać bez zmęczenia oczu typowego dla tradycyjnych wyświetlaczy komputerowych, czyli zanikających już monitorów kineskopowych oraz panujących obecnie płaskich ekranów LCD.
Internet i e-prasa są ratunkiem dla niektórych tytułów, ale nie zbawią tych wydawców, którzy nie dostrzegają komputerowych megatrendów i z uporem tkwią w opłotkach tradycji. Zmieniają się techniki i technologie, zmienia się czytelnik, wielość nadawców działających zupełnie bez imprimatur stawia prasę wobec wyzwań nie tylko technicznych, ale przede wszystkim mentalnych. O ile prasa informatyczna z racji tematycznej bliskości powinna sobie jeszcze jakoś radzić (choć i tak poniesie straty), o tyle tytuły odległe od spraw komputerowych mogą mieć problemy z przestawieniem się na nowe tory.
Ale precyzyjne przewidywania w tej branży są bardzo trudne. Pozostaje tradycyjne „zobaczymy”.
Tagi:
Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:
Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Od redakcji
Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji).
Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.
Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.
Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.
Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.



