Paweł Wimmer: Homo mobilis
Gdyby dwie dekady temu ktoś mi powiedział, że telefon będzie mieć w sobie system operacyjny, popukałbym się w czoło. Bo trudno było wyobrazić sobie, gdzie w prymitywnej, ebonitowej obudowie i kręconej do urwania palca tarczy można pomieścić bity i bajty.
Dwadzieścia lat później dysponujemy kilkudziesięcioma milionami cyfrowych telefonów komórkowych, z czego kilka milionów to supernowoczesne smartfony (sprytfony, jak je dowcipnie przemianowali rodacy), gdzie nie ma nawet klawiatury, a wszystkie operacje odbywają się za pomocą delikatnego pukania w dotykowy ekran.
O przychylność miliardów użytkowników walczy dziś kilka systemów operacyjnych dla urządzeń przenośnych – w praktyce, telefonów komórkowych, które stanowią lwią ich część (na czoło wybija się dziś Android, firmy Google, obecny już w pół tysiącu modeli telefonów). Użytkownik, który po raz pierwszy sięga po takie urządzenie, przeżywa szok cywilizacyjny – choć kręcenie tarczą już dawno zostało zastąpione przez wystukiwanie numeru na klawiszach, to dopiero zetknięcie się z tego rodzaju urządzeniem mobilnym pokazuje, jak daleko zaszła „osobista” informatyka.
Telefon to już ledwie niewielka część funkcjonalności smartfonu – system operacyjny to podstawa, na której usadowione są dziesiątki niewielkich programów komputerowych wykonujących użyteczne funkcje. Android to cały „ekosystem” informatyczny wykorzystujący dziesiątki usług Google’a – za pomocą telefonu sięgamy do poczty elektronicznej i kalendarza, przeglądamy mobilne wersje serwisów informacyjnych w portalach, czytamy ebooki pobrane za darmo lub kupione w księgarniach internetowych, fotografujemy i filmujemy, słuchamy muzycznych „empetrójek” i radia internetowego, przeglądamy filmy w YouTube. Smartfon to podręczny kalkulator, zegar, budzik i minutnik, źródło informacji o pogodzie i programie telewizyjnym i kinowym. Geolokalizacja oparta o system GPS pozwala szybko znaleźć okoliczne bankomaty, stacje benzynowe czy puby, w dowolnym polskim mieście znajdę też rozkład jazdy komunikacji miejskiej, jak i salony fryzjerskie czy gabinety dentystyczne – a siedząc u fryzjera, sprawdzę, co piszą znajomi w Facebooku czy Twitterze. Jadąc samochodem, mogę wykorzystać nawigację prowadzącą mnie głosem, jak po sznurku, w wybrane uprzednio miejsce. A na horyzoncie widnieje już cała klasa programów wykorzystujących tzw. rzeczywistość rozszerzoną (Augmented Reality), które pozwolą na przykład skierować kamerę telefonu na budynek czy pomnik na ulicy albo rzeźbę lub obraz w muzeum, a na ekranie przeczytać wszelkie niezbędne informacje o oglądanych obiektach. Pierwsze takie programy już są i sprawnie funkcjonują.
Android Market oferuje już ćwierć miliona płatnych i bezpłatnych aplikacji, co wcale nie jest rekordem, bo podobny sklep firmy Apple ma ich dwa razy więcej. Ogromnej większości z nich nigdy nawet nie zauważę, a tym bardziej nie wykorzystam, ale w krótkim czasie zgromadzę setkę najbardziej potrzebnych programów, które zamienią maleńki, mieszczący się w kieszonce telefon w niezwykle użyteczny terminal telefoniczno-internetowy, który zapewni mi komunikację, informację i rozrywkę.
W cieniu świata komórek szybko zdobywa sobie obywatelstwo świat tabletów, wykorzystujących te same systemy operacyjne i te same aplikacje, ale służące przede wszystkim jako urządzenia dostępowe światowej Sieci, a dzięki większym ekranom pozwalające łatwiej wprowadzać informacje, nawet redagować dokumenty. Siedzenie przed biurkiem coraz częściej zastępujemy wygodnym rezydowaniem w fotelu z siedmio- czy dziesięciocalowym tabletem w ręku.
Już lata temu niektórzy fachowcy zapowiadali, że częściej będziemy sięgać do Internetu za pomocą urządzeń mobilnych niż za pośrednictwem tradycyjnego komputera biurkowego czy laptopa. Wtedy taka wizja wydawała się nazbyt śmiała, dziś jest już na wyciągnięcie ręki, bo ceny urządzeń i dostępu do Internetu szybko maleją, czyniąc ten świat dostępnym nie tylko dla biznesmenów, ale i dla średnio zasobnych osób. Problem leży w coraz mniejszym stopniu w zasobności portfeli, a bardziej chyba w naszej zdolności do zaabsorbowania możliwości oferowanych przez ten ekscytujący świat.
Tagi:
Pierwsze komentarze
do niniejszego artykułu znajdują się tutaj
Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:
Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Od redakcji
Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji).
Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.
Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.
Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.
Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.



