Paweł Wimmer: Zostań własnym wydawcą

2009-03-03 12:45

Rynek książki nie jest łatwy. Czasy, gdy wystarczyłoby mieć znane nazwisko albo coś interesującego do powiedzenia, a można było liczyć na wydanie 10 czy 20 tysięcy egzemplarzy w państwowym wydawnictwie, dawno już minęły. Pewien „poeta robotniczej Łodzi” (pomińmy litościwie nazwisko) doczekał się nawet wydania swoich „opera omnia” w szokującym nakładzie 200 tys., choć potem makulatura ta zalegała tonami magazyny i wreszcie szła na przemiał. Niektórzy rozsądni wydawcy zaczęli wręcz sabotować odgórnie narzucone tytuły, podając w stopce nominalny nakład, płacąc od niego honoraria, ale wydając w rzeczywistości 10-krotnie mniej, co ogromnie oszczędzało koszty papieru i druku. Dotykało to rozmaitych klasyków marksizmu-leninizmu, a także działaczy państwowych.

Ci, którzy ze względu na brak koneksji czy marny poziom swojego pisarstwa nie mieli żadnych szans, produkowali niekiedy samizdaty – kilkadziesiąt powielonych egzemplarzy maszynopisu oprawiali u introligatora, a potem rozdawali znajomym  i roznosili po bibliotekach, pilnie sprawdzając, czy już znalazły się w katalogach, ku osobistemu spełnieniu ich autorów.

Dzisiaj przebicie się do wydawnictwa – chyba niemal wszystkie są już prywatne – jest nadzwyczaj trudne. Wydawcy szacują przede wszystkim opłacalność przedsięwzięcia, a gdy ta nie rokuje zbyt dobrze, bezlitośnie odrzucają zaproponowane tytuły.

Jednak współczesna technika komputerowa zmienia ten stan rzeczy. Dzisiaj każdy, nawet grafoman, może samodzielnie wydać książkę i cieszyć się obecnością swojego nazwiska na księgarskim rynku. Na Zachodzie jest szereg serwisów internetowych świadczących usługi self-publishingu, a pewnie nie wszyscy wiedzą, że książkę można opublikować w ten sposób także i w Polsce.

Serwisem takim jest My Book, dostępny pod adresem www.mybook.pl. Możesz zawrzeć z nim umowę i opłacić jednorazowy koszt przygotowania do druku. Korzystając z dostępnego w serwisie kalkulatora możemy łatwo sprawdzić, że na przykład 150-stronicowa książka w miękkiej oprawie, z 10 egzemplarzami autorskimi, kosztuje około 2000 złotych. Od tej chwili pozycja widnieje w katalogu i jest sprzedawana na zamówienie potencjalnego czytelnika. Gdy ktoś zgłosi zapotrzebowanie, wydawnictwo drukuje, oprawia i wysyła książkę – jest to tak zwana technika print-on-demand, czyli druku na żądanie. Wydawnictwo rejestruje nawet numer ISBN, zatem jest to pełnoprawna publikacja. „Nakład” jest oczywiście nieskończony – książka będzie drukowana tyle razy, ile zamówień się pojawi. Tytuł będzie zawsze dostępny – dzisiaj, za rok, za dziesięć lat. Autor ma dostęp do swojego konta, na którym może sprawdzić stan zamówień i spływających dla niego kwot (otrzymuje 20 procent ceny), na początku następnego roku dostaje wszelkie dokumenty niezbędne do opłacenia podatku dochodowego. Dodatkowo, wydawnictwo może opublikować książkę w postaci elektronicznego ebooka, zabezpieczonego przed nielegalnym kopiowaniem – autor otrzymuje 40 procent ceny każdego sprzedanego egzemplarza.

Jak więc widać, technika druku na żądanie zmienia całkowicie model wydawniczy – zabezpiecza wydawnictwa przed nietrafionymi inwestycjami, a zarazem daje dostęp do rynku oficjalnych publikacji wszystkim osobom, które nie są w stanie przebić się nań ze swoimi dziełami. Co więcej, „unieśmiertelnia” publikacje, gdyż ich dostępność nie jest już w żadnej mierze uzależniona od liczby wydrukowanych egzemplarzy. Zatem stanowi, obok ebooków, prawdziwą rewolucję w technikach wydawniczych. Jeśli więc masz coś rozsądnego do zakomunikowania, a oczekujesz bardziej materialnego dowodu swoich przemyśleń, self-publishing jest właśnie dla ciebie.

Tematy do dyskusji: Zostań własnym wydawcą

Data: 2009-03-04

Dodał: Krzysztof Łoziński

Tytuł: Czytanie w Internecie

Ja nie neguję Pana artykułu. Jest bardzo ciekawy. Chciałem tylko zwrócić uwagę na nowe zjawisko - publikowanie książek w Internecie. Odpłatnie, czy nie, to dalsza sprawa. Internet moim zdaniem otwiera nowe szanse dla autorów i wydawców, bo koszt publikacji jest niemal zerowy a dostęp do czytelnika ogromny. I kolejny przykład: Właśnie zakończyłem publikowanie kolejnej mojej książki - "Ślady na śniegu" - 540 stron w druku, 300 zdjęć. W wersji drukowanej książka kosztowała ok. 50 zł i dla wielu ludzi była to bariera. Z kolei, patrząc od strony wydawcy, w wersji drukowanej musieliśmy zrezygnować z kolorowych zdjęć, ze względu na koszty. W Internecie zamieściłem kolorowe zdjęcia bez żadnego problemu. I co jest ciekawe, ludzie którzy nie kupowali książki, bo mówili, że jest za droga (50 zł) dziś drukują ją sobie z komputera, by czytać (a mogą za darmo czytać z ekranu). Taki wydruk z komputera tej objętości kosztuje dużo więcej, niż kupienie książki. I to jest zagadka psychiki czytelnika.

Data: 2009-03-04

Dodał: Paweł Wimmer

Tytuł: Ebooki też się sprzedają

Wydałem trzy lata temu, w Złotych Myślach, nieduże zestawienie angielskich formuł konwersacyjnych. Do dzisiaj sprzedało się 4 tysiące egzemplarzy, a to wcale nie najpoczytniejsza książeczka w tym wydawnictwie. Zatem i takie rzeczy ludzie kupują.

Data: 2009-03-04

Dodał: Krzysztof Łoziński

Tytuł: Cała Polska czyta - w Internecie

W "Kontratekstach" publikujemy książki wyłącznie w wersji elektronicznej. Moja książka "Piekło Środka - Chiny a prawa człowieka" miał dwa wydania papierowe, w sumie 2 tys. i ciężko się to rozprowadzało. W Internecie ma już 25 tys. wejść. Nawet dość kiepska powieść "Bordello peerello" Jana Prowincjusza doczekala się w Internecie 4. tys. wejść. A w druku nikt tego nie chciał wydać.
Intermet jest świetnym miejscem do publikacji książek niszowych, które w księgarniach mogą się nie przebić. Wprawdzie autor na tym nie zarabia, ale przynajmiej, że jest czytany.

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics