Paweł Wimmer: Zostań własnym wydawcą
Rynek książki nie jest łatwy. Czasy, gdy wystarczyłoby mieć znane nazwisko albo coś interesującego do powiedzenia, a można było liczyć na wydanie 10 czy 20 tysięcy egzemplarzy w państwowym wydawnictwie, dawno już minęły. Pewien „poeta robotniczej Łodzi” (pomińmy litościwie nazwisko) doczekał się nawet wydania swoich „opera omnia” w szokującym nakładzie 200 tys., choć potem makulatura ta zalegała tonami magazyny i wreszcie szła na przemiał. Niektórzy rozsądni wydawcy zaczęli wręcz sabotować odgórnie narzucone tytuły, podając w stopce nominalny nakład, płacąc od niego honoraria, ale wydając w rzeczywistości 10-krotnie mniej, co ogromnie oszczędzało koszty papieru i druku. Dotykało to rozmaitych klasyków marksizmu-leninizmu, a także działaczy państwowych.
Ci, którzy ze względu na brak koneksji czy marny poziom swojego pisarstwa nie mieli żadnych szans, produkowali niekiedy samizdaty – kilkadziesiąt powielonych egzemplarzy maszynopisu oprawiali u introligatora, a potem rozdawali znajomym i roznosili po bibliotekach, pilnie sprawdzając, czy już znalazły się w katalogach, ku osobistemu spełnieniu ich autorów.
Dzisiaj przebicie się do wydawnictwa – chyba niemal wszystkie są już prywatne – jest nadzwyczaj trudne. Wydawcy szacują przede wszystkim opłacalność przedsięwzięcia, a gdy ta nie rokuje zbyt dobrze, bezlitośnie odrzucają zaproponowane tytuły.
Jednak współczesna technika komputerowa zmienia ten stan rzeczy. Dzisiaj każdy, nawet grafoman, może samodzielnie wydać książkę i cieszyć się obecnością swojego nazwiska na księgarskim rynku. Na Zachodzie jest szereg serwisów internetowych świadczących usługi self-publishingu, a pewnie nie wszyscy wiedzą, że książkę można opublikować w ten sposób także i w Polsce.
Serwisem takim jest My Book, dostępny pod adresem www.mybook.pl. Możesz zawrzeć z nim umowę i opłacić jednorazowy koszt przygotowania do druku. Korzystając z dostępnego w serwisie kalkulatora możemy łatwo sprawdzić, że na przykład 150-stronicowa książka w miękkiej oprawie, z 10 egzemplarzami autorskimi, kosztuje około 2000 złotych. Od tej chwili pozycja widnieje w katalogu i jest sprzedawana na zamówienie potencjalnego czytelnika. Gdy ktoś zgłosi zapotrzebowanie, wydawnictwo drukuje, oprawia i wysyła książkę – jest to tak zwana technika print-on-demand, czyli druku na żądanie. Wydawnictwo rejestruje nawet numer ISBN, zatem jest to pełnoprawna publikacja. „Nakład” jest oczywiście nieskończony – książka będzie drukowana tyle razy, ile zamówień się pojawi. Tytuł będzie zawsze dostępny – dzisiaj, za rok, za dziesięć lat. Autor ma dostęp do swojego konta, na którym może sprawdzić stan zamówień i spływających dla niego kwot (otrzymuje 20 procent ceny), na początku następnego roku dostaje wszelkie dokumenty niezbędne do opłacenia podatku dochodowego. Dodatkowo, wydawnictwo może opublikować książkę w postaci elektronicznego ebooka, zabezpieczonego przed nielegalnym kopiowaniem – autor otrzymuje 40 procent ceny każdego sprzedanego egzemplarza.
Jak więc widać, technika druku na żądanie zmienia całkowicie model wydawniczy – zabezpiecza wydawnictwa przed nietrafionymi inwestycjami, a zarazem daje dostęp do rynku oficjalnych publikacji wszystkim osobom, które nie są w stanie przebić się nań ze swoimi dziełami. Co więcej, „unieśmiertelnia” publikacje, gdyż ich dostępność nie jest już w żadnej mierze uzależniona od liczby wydrukowanych egzemplarzy. Zatem stanowi, obok ebooków, prawdziwą rewolucję w technikach wydawniczych. Jeśli więc masz coś rozsądnego do zakomunikowania, a oczekujesz bardziej materialnego dowodu swoich przemyśleń, self-publishing jest właśnie dla ciebie.
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


