Przyda się jeszcze Ameryka
Nie ”głosowałem” ma Obamę i wiedziałem co robię. Przynajmniej z polskiego punktu widzenia. Nie zmieniłem zdania, nawet kiedy Andrzej Lubowski, dobrze znający USA, przekonywał mnie jakim okropnym człowiekiem jest McCain. Może i okropnym, ale możliwe, że pierwszego września byłby na Westerplatte, lub przysłał jedną z pań; Sarah Pallin lub Condi Rice. (Zakładam, że może nie Robert Gates, lecz Condoleeza by została na stanowisku). A co dużo ważniejsze, może mielibyśmy tę tarczę i Patrioty, uzbrojone jak Pan Bóg przykazał, a nie tylko ćwiczebne atrapy.
Zresztą mamy dostać jakieś inne rakiety, a militarna obecność USA w Polsce - czy w Czechach też? - ma być bardziej rozbudowana, niż by była w przypadku tarczy. Może tak będzie, lecz czy na pewno? Przez ostatnią decyzję wiarygodność wielkiego mocarstwa i zaufanie doń zostały nieco nadszarpnięte. Z przykrością to stwierdzam, lecz: ”tak sądzę i inaczej nie mogę” (M. Luter).
Guru zmienia zdanie
Dla mnie ważne jest to co mówi Richard Pipes. W roku 1988 z nabożeństwem wchodziłem do jego domu w Bostonie. Ten doradca Reagana ma prawo być uznawanym za współtwórcę polityki, która doprowadziła sowieckie imperium do upadku. Co prawda jeszcze nie wtedy, kiedy u niego byłem, ale już imponowała mi jego kolosalna wiedza o Rosji w jej różnych postaciach - napisał przecież ”Rosję carów” w roku 1974 - a jeszcze bardziej jego zrozumienie procesów historycznych. Innymi słowy - mądrość, której często brakuje nawet wybitnym znawcom przedmiotu, nie dochodzącym do syntezy badanych zjawisk.
Podczas mojej rozmowy z nim kończył swą drugą kadencję Reagan, trwała kampania wyborcza, Ameryce groził wybór Dukakisa. Na szczęście wygrał George Bush starszy, który do skutku kontynuował politykę poprzednika wobec ZSRR. W tym czasie Pipes zajmował zdecydowane stanowisko, twierdząc, że należy kontynuować nacisk na Związek Sowiecki, gdyż tylko tak można coś od niego osiągnąć.
Minęło dziesięć lat i znów zobaczyłem Pipesa, tym razem na spotkaniu w ”Gazecie Wyborczej”. Właśnie ważyła się sprawa naszego - z Czechami i Węgrami - wstąpienia do NATO. Pipes uspokoił nas, zapewniając, że na pewno będziemy w Pakcie. On sam natomiast jest przeciw temu wstąpieniu. Przyznam, że byłem zaskoczony zmianą jego podejścia. On jednak wyjaśnił, że zmienił podejście, bo zmieniła się sytuacja. Nie ma już ZSRR, Rosja nikomu nie zagraża, a nadal pozostaje ważna w świecie i Zachód powinien ją przyciągać, a nie zniechęcać, drażniąc. Bo słusznie czy nie, zbliżenie NATO do jej granic traktuje ona jak zagrożenie.
Przeszła kolejna dekada i oto czytam w ”Super Ekspresie” obszerny artykuł Pipesa, w którym zdecydowanie krytykuje Obamę za odstąpienie od koncepcji tarczy w Polsce i Czechach. Uważa, że jest to szkodliwe ustępstwo wobec Rosji, za które niczego konkretnego nie zażądano, a które nadszarpnęło stosunki Stanów z ich sojusznikami w Europie Centralnej. I tym samym osłabiło ich wiarygodność niezbędną wielkiemu mocarstwu.
Obserwując ewolucję stanowiska Pipesa, rozumiem, że wynika ona ze zmian sytuacji, którą ocenia. Że cofnął Rosji Putina - i Miedwiediewa - ten kredyt zaufania, który miał dla Rosji Jelcyna. W tym czasie odchodziła ona od polityki konfrontacyjnej, do której teraz powraca.
No, ale zajmijmy się teraz nie Rosją, ale Stanami…
Prezydenci przychodzą i odchodzą
Obecny prezydent USA jest już trzynastym za mojego życia i mam nadzieję, że nie ostatnim. Nasze stosunki z USA są równie długie jak istnienie tego państwa, do powstania, którego przyczynili się nieco nasi wspólni bohaterowie, Pułaski i Kościuszko. W niecały wiek później, Polacy wiedzeni hasłem ”Za wolność waszą i naszą”, bohatersko walczyli; jedni za wolność czarnych niewolników, inni - za wolność skonfederowanych stanów Południa. Ale prawdziwe stosunki narodów zaczęły się kiedy ruszyła masowa emigracja do USA. Ameryka, w ciągu wielu pokoleń dawała milionom naszych rodaków szansę na lepsze życie, a oni nie jedli tamtejszego chleba za darmo.
Teraz historia, którą lubię opowiadać, a tu mam pretekst, bo jakoś ilustruje ten temat. Za pierwszej bytności w USA, w 1988 roku, poznałem w Chicago Polaka, który w Ameryce zjawił się w 1946 roku. Był wojennym sierotą, miał czternaście lat i czternaście dolarów. Nie znał języka i niczego nie umiał. Po czterech latach miał za sobą szkołę, zdobył dobry fach i dobrą robotę. Miał przyzwoite lokum, niezły samochód i spory - jak na kawalera - luz finansowy. Kiedy więc zaczęła się wojna w Korei, uznał, że teraz Ameryce coś się od niego należy. A w dodatku miał walczyć przeciw komunistom. Gdy wrócił po roku 1953, znów przyszła kolej na Amerykę. Jako weteran miał zapewnione studia, stypendium i państwową opiekę medyczną, co w USA niesłychanie istotne. Gdy go poznałem, był współwłaścielem fabryki, szanowanym obywatelem, wpływowym działaczem, nie tylko polonijnym.
Lecz i dla całej Polski, jako takiej, też Ameryka co nieco zrobiła. Prezydent Woodrow Wilson, planując swoimi czternastoma punktami powojenną (po 1918 roku) rzeczywistość, postulował w niej odrodzenie niepodległej Polski. A głos USA zaczynał się wówczas liczyć w świecie i to stanowisko znacząco pomogło nam na konferencji pokojowej. Należy mu się więc jego plac w Warszawie, przejściowo oddany Komunie Paryskiej. Przyszły prezydent USA, Herbert Hoover, zarobił na skwer w stolicy, organizując pomoc humanitarną, między innymi, dla zniszczonej przez wojny Polski. Co prawda F. D. Roosvelt tanio sprzedał nas Stalinowi w Teheranie i Jałcie, ale też nie wolno zapominać, że Stany Zjednoczone odegrały ogromną rolę w rozgromieniu państw Osi.
Wreszcie to one były główną siłą, która uratowała świat przed sowiecką inwazją po wojnie. Służył temu; plan Marshalla, który impregnował społeczeństwa zrujnowanej przez wojnę zachodniej Europy - nam nie pozwolono go przyjąć - na infekcję komunizmu. Najbardziej jednak liczyła się stała gotowość militarna, w ramach NATO i innych paktów oraz wyścig zbrojeń, który zacofany ze swej istoty Związek Sowiecki musiał przegrać. A to była bezpośrednia przyczyna jego upadku i rozpadu obozu. Z całym szacunkiem dla naszej ”Solidarności”.
To Stany, które faktycznie kierują NATO, nas do niego przyjęły. Fakt, że Pakt już nie taki zwarty i ważny jak dwadzieścia lat temu, gdy miał przeciw sobie groźnego przeciwnika, ale ciągle jest to najsilniejszy i najważniejszy blok polityczno-militarny w świecie i chyba jeszcze długo takim zostanie. Teraz chcemy wziąć udział w przyspieszeniu procesu tworzenia europejskiego potencjału militarnego - przypomina się kryzysowy budżet MON - lecz zanim on powstanie, nadal będziemy musieli liczyć na USA i NATO.
Na nasze stosunki z USA składają się długie historyczne procesy i wielki skomplikowany układ interesów. Nie jest to jednak - i być nie może - świętych obcowanie. Muszą być i trudniejsze sprawy. Tych się zrobiło nieco więcej za obecnej prezydentury i dominacji Demokratów w obu izbach Kongresu. Polsce na pewno bardziej by odpowiadał nieco - powtarzam: nieco - bardziej pryncypialny i twardszy stosunek Ameryki do Rosji, jaki mieli Republikanie, ale nothing to do, czy też niczewo nie podiełajesz. Poczekamy na kolejnego prezydenta. Za trzy lata, albo za siedem, Amerykanie wybiorą sobie nowego. Richard Pipes radzi nam spokojnie przeczekać Obamę. A poza tym układ sił w Izbie Reprezentantów i w Senacie USA podlega zmianom co dwa lata. Czyli może się zmienić już za rok. A opinia publiczna na pstrym koniu jeździ.
Nie można też wykluczyć, że inteligentny prezydent nauczy się sporo na swoich błędach. Już teraz widać, że stara się zatrzeć złe wrażenie, jakie wywołał w Polsce. Nie tylko zapraszając prezydenta Kaczyńskiego do zajęcia miejsca przy sobie podczas przyjęcia. Przede wszystkim przez deklarację w sprawie rakiet SM-3, na ruchomych wyrzutniach. Ale tu już czekamy na fakty.
Nim gruby schudnie
Niski szczebel delegacji amerykańskiej to jeszcze nie katastrofa. Uważam jednak, że nie zaszkodziłoby, gdyby przyjechał był Biden. Wiceprezydent USA jest od tego, żeby wyręczał szefa w honorowych okazjach. Dla mnie jednak była ważniejsza tarcza. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że tarcza nie leżała w interesie Polski. Nasz interes polega na tym, że by mieć u siebie instalacje wojskowe USA. Nawet jeśli chronią one bezpośrednio wybrzeże amerykańskie przed rakietami zbójeckich państw, to w końcu jest to nasz wspólny NATO-wski cel, a z naszego punktu widzenia, przede wszystkim, powinny skłaniać potencjalnego agresora w Europie do namysłu przed prowokacją wymierzoną w teren, na którym się te urządzenia znajdują.
Nie jest to wszakże dla nas sprawa życia i śmierci. Poprawiałoby to nasze bezpieczeństwo w jakimś jedynie stopniu. Kiedy jednak już zdecydowaliśmy się na cokolwiek, to powinna obowiązywać angielska zasada: Jeśli coś jest warte zrobienia, warto zrobić to dobrze. I dlatego, zanim zaczniemy osądzać Stany, rozprawmy się z naszymi grzechami. Wystarczyło, że Lech Kaczyński, ze swoim PiS-owskim zapleczem, parł do porozumienia w sprawie tarczy, by Donaldowi Tuskowi i Radkowi Sikorskiemu przestało się śpieszyć. Mogliśmy byli wcześniej zawrzeć umowę, ratyfikować ją i liczyć, że ratyfikują ją Stany jeszcze za kadencji Busha. Ale to Ameryce miało zależeć na tej instalacji, więc mogliśmy się podroczyć. I nawet taki - naprawdę - znawca Ameryki jak Sikorski nie wziął pod uwagę tego, że owszem, jej zależy, ale przy wielu głosach sprzeciwu, więc ustępująca administracja USA nie będzie się o to zabijać i godzić na kosztowniejszą dla siebie transakcję wiązaną. A poza tym, nikt nikomu nie gwarantował, że McCain wygra wybory. Mój ”głos” nie mógł tutaj zaważyć. Sikorski może i ma dobre stosunki, również wśród Demokratów, lecz przecież nie aż takie, by mógł wpływać na wybór opcji politycznych demokratycznego prezydenta.
Kiedy w Polsce spadają notowania Ameryki, to rosną notowania Europy. Ściślej - Unii Europejskiej. Jest ona dla nas najważniejsza pod względem gospodarczym i wieloma innymi względami, ale nie musi to i nie powinno podważać naszych bardzo istotnych stosunków gospodarczych i wszelkich innych z Ameryką. Parę dni temu byłem w USA i dowiedziałem się, że właśnie zamknięto ostatnią stalownię kraju. Ogromny obszar na północnym wschodzie, kuźnia Ameryki, kolebka jej przemysłowej potęgi to był rusty belt już dwie dekady temu, gdy oglądałem opuszczone zakłady w Detroit i okolicach. Schyłek? Póki co PKB Stanów - 300 milionów ludzi - to mniej więcej jedna czwarta PKB świata - 6,8 miliarda. Ich waluta to dwie trzecie kapitału na giełdach świata. Kryzys kryzysem, a Ameryka nie ma problemu z otrzymywaniem taniego kredytu, gdyż ciągle budzi zaufanie. Jej kluczowym przemysłem jest nauka, wspaniałe uczelnie i laboratoria, wybitni uczeni i śpieszący ze świata oraz najwięcej nagród Nobla. A co może najistotniejsze - najsprawniejszy w świecie system wdrażania innowacji, połączony z trwałym duchem przedsiębiorczości. Nieźle jak na schyłek potęgi. Indie i Chiny mogą imponować produkcją materialną i prostymi usługami, lecz mają jeszcze długą drogę do przebycia, żeby porównywać się z poziomem USA.
Na szczęście, w czołowych państwach UE nie decydują już Chirac, Schroeder, Prodi, lecz Sarkozy, Merkel, Berlusconi. A Zjednoczone Królestwo w stosunku do USA jest semper fidelis, czy to z Blairem czy z Brownem. Oznacza to zakończenie ostrej i szkodliwej rywalizacji europejsko-amerykańskiej, wobec której pozostawaliśmy rozdarci. Bo niezależnie od naszych europejskich aspiracji, Stany nadal są naszym ważnym partnerem. Nie dzielą nas żadne złe wspomnienia z przeszłości, rzutujące na świadomość społeczną, ani poważne sprzeczności w jakiejkolwiek dziedzinie. Powtarzam: poważne. Bo nie zaliczam do takich kwestii wiz dla Polaków, ani nawet stosunku do Rosji, lecz o tym za chwilę.
Lepiej z mądrym zgubić
To, co się dzieje w Europie Środkowej i Wschodniej, Ameryki bezpośrednio nie dotyczy i niczym jej nie zagraża. Stany naprawdę nie mają powodu, by się przejmować tym, co Moskwa wygaduje o pakcie Mołotow - Ribbentrop. W Waszyngtonie nie siedzą naiwniacy i nie mają tam złudzeń na temat Rosji. Wiedzą, że jest to kraj zwijający się. W latach 1992 -2008 ludność Federacji zmniejszyła się o ponad 11 milionów! Parę dni temu sam prezydent Miedwiediew w swym artykule ostro krytykował gospodarkę Rosji, opartą na eksporcie surowców. I - dodajmy - ich rabunkowej eksploatacji. Gazprom nie ma środków na utrzymanie wydobycia gazu. Rosyjscy specjaliści są w stanie wymyślić nowoczesne uzbrojenie, lecz będące w stanie rozkładu i broniące się przed reformą siły zbrojne nie są w stanie tego oswoić. Nie ma jeszcze na wyposażeniu rakiet Iskander, które mają nam zagrozić - lub nie - z okolic Kaliningradu. Jest to zatem swego rodzaju mocarstwo - zombie. Jeśli więc w tej sytuacji Stany Zjednoczone nadal traktują Rosję jako poważną siłę, to nie dlatego, żeby zrobić Putinowi przyjemność, lecz żeby mieć z Rosją święty spokój i osiągnąć porozumienie o rozbrojeniu. Oba kraje sporo na tym zaoszczędzą. Dla biednej Rosji ma to nawet większe znaczenie niż dla ciągle bogatych Stanów, ale to nie są już czasy Reagana, kiedy trzeba było ZSRR wyczerpywać wyścigiem zbrojeń.
Rosyjskiego gazu Ameryka nie potrzebuje. We wpływ Moskwy na Teheran też już na pewno nie wierzy. Choć ostatnio Miedwiediew wypowiedział się ostro, jak na Rosję, w sprawie Iranu, to trudno oczekiwać, że się Teheran tym przejmie. Może słowa Miedwiediewa były marną zapłatą ze odstąpienie od tarczy? Rosja może natomiast znakomicie pomóc Ameryce, ułatwiając prowadzenie wojny w Afganistanie. I stopniowo znowu ułatwia. Sama i przez swój wpływ na dawne sowieckie republiki Azji Środkowej, może zapewnić łatwe i bezpieczne zaopatrzenie wojsk NATO - w tym i naszego kontyngentu - w Afganistanie. Jeśli zatem do wszystkich technicznych i kosztowych zastrzeżeń w stosunku do tarczy antyrakietowej w Polsce i w Czechach dodać cieplejszy stosunek do Rosji, to decyzja o prawdopodobnym wycofaniu się z tego projektu wydaje się zrozumiała, choć od tego nie robi się milsza. I nie ma się co dziwić, że Waszyngton nie chciał, aby pierwszego września, jego wysoce reprezentatywny przedstawiciel musiał być obecny przy nie dającej się wykluczyć polemice Putin - Tusk.
Prawie pół wieku temu, podczas inauguracji prezydenta Kennedy'ego, uroczyście ogłosił on odpowiedzialność USA za niemal wszystkie węzłowe problemy ówczesnego świata. Skutkiem była wojna w Wietnamie, inwazja w kubańskiej Zatoce Świń, ale też zmuszenie Chruszczowa do wycofania z Kuby rakiet zagrażających USA. Przy istnieniu, chociażby w Turcji, rakiet zagrażających ZSRR. Było minęło. Teraz prezydent Stanów stwierdził, że nie mogą one odpowiadać za cały świat - patrz artykuł Jacka Pałasińskiego - i wezwał krytykujących obecność USA, by wzięli część odpowiedzialności na siebie.
To, z czego Ameryka nie może się wycofać, i z czym nie wie jak sobie poradzić, to wojna w Afganistanie, konflikt na Bliskim Wschodzie i zagrożenia nuklearne ze strony Iranu i Północnej Korei - patrz; artykuł Jarka Kociszewskiego. Sporo jak na Administrację, mającą bardzo trudne sprawy do przeforsowania w kraju, jak reforma ochrony zdrowia. A one zadecydują o akceptacji rządów Obamy i Demokratów. Naszą szansą jest sytuacja, w której nasze interesy są zbieżne z interesami USA. Może tym być ochrona rakietowa na naszym terytorium. Tarcza, SM-3, czy co tam jeszcze wymyślą. Przy najlepszych obustronnych stosunkach Ameryka nie poświęci swych interesów dla Polski, a i my nie mamy powodu, by dla niej rezygnować z własnych. Dlatego należy się poważnie zastanowić nad naszym udziałem w wojnie afgańskiej. Stwierdzam wyraźnie; zastanowić się, a nie uciekać stamtąd na łeb i szyję!
Czego natomiast zupełnie nie warto robić, to wrzeszczeć, że Ameryka nas zdradziła, bo nie zdradziła. I nie wymyślać idiotycznych retorsji w postaci wiz dla Amerykanów, jeśli nie chcemy rezygnować ze starań o zniesienie wiz dla Polaków. Nie są to reakcję godne poważnego państwa. Takiego, które nie kieruje się emocjami chwili. Niekorzystny dla nas chwilowy obrót spraw wynika ze zmian sytuacji w USA i świecie. Ta sytuacja nadal się zmienia. A na te zmiany nie mogłyby mieć najmniejszego wpływu idiotyzmy, proponowane przez rozgorączkowanych publicystów i węszących za okazją polityków. Nie warto dla chwilowego uczucia ulgi ośmieszać się histerycznymi reakcjami.
”Nie pluj do studni - mówi rosyjskie przysłowie - będziesz potrzebował się napić”.
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


