Reakcje i polemiki ze stanowiskiem Bratkowskiego w sprawie PiS i faszyzmu. Stale uzupełniane.
W piątek wieczorem w kanale TVN24 w programie "Piaskiem po oczach" wystąpił szef "Studia Opinii", Honorowy Prezes SDP Stefan Bratkowski. Tematem rozmowy były tezy publikowanego u nas (i na portalu Oddziału warszawskiego SDP) artykułu "Bez niedomówień", zawierającego bardzo ostrą ocenę polityki PiS i osobiście Jarosława Kaczyńskiego (zob. także tekst kolejny, "By nikt nie mówił, że nikt nie mówił". Nagrania I. i II. części tego programu udostępniamy na lewym marginesie tej strony, niżej.
Wystąpienie Bratkowskiego wywołało niemal natychmiastowy odzew dyżurnych internetowych harcowników PiS-u. Z prawdziwą przyjemnością odnotowujemy jednak dwa pierwsze ważkie głosy popierające Stefana, które publikujemy poniżej. Nadesłane zostały momentalnie po programie na adres naszego portalu. Będziemy wdzięczni za dalsze listy z poparciem wyrażonego przez Stefana naszego wspólnego stanowiska, także poniżej w miejscu na dyskusję. Uprzedzamy jednak, że harcownicy będą w tymi miejscu tępieni; mają swoje portale i fora.
Redakcja Studia Opinii
Brawo Panie Stefanie!
Nikt do tej pory nie odważył sie w tak bezceremonialny sposób ocenić, opisać i powiedzieć kilku zdań prawdy o postępowaniu Jarosława Kaczyńskiego i jego poglądach. Nie gloryfikuje Pana za ten artykuł,ale jestem całym sercem za normalnościa w tym kraju. Jako człowiek z rodziny z tradycjami patriotycznymi, stary stoczniowy solidaruch, mam zwyczajnie tego dość, rownież jako obywatel RP! Tu nie daje się żyć, więc próbuje coś pisać na swoim portalu społecznościowym, ponieważ z wydarzenia na wydarzenie "posmoleńskie" coraz bardziej zaczynam się bać. Jestem liberałem i uważam, że w tym kraju, Polsce, trzeba systematycznie naprawiać przeszlość i budować i umacniać demokrację dla wszystkich warstw społecznych. A Jarosław Kaczyński zwyczajnie rozrabia. Wiemy jak! I tu mam do Pana pytanie, ponieważ jest on Prezesem największej opozycji, czy mamy pozwalać by PiS coraz bardziej łamało prawo? Czy wolno mu przez to więcej?! Normalny śmiertelnik już siedziałby za kratkami. A facet (Prezes PiS) jawnie ze wszystkich drwi. Mówię "PiS i on", ponieważ mam od dawna podobne zdanie do Pana. PiS to partia wodzowska oparta na irracjonalnej nienawiści. Z pewnością przemyślał Pan sprawę tej publikacji, bo zacznie się "pańska droga przez mękę", pozwy do sądów, szykany itd. Współczuję, ale jeszcze raz gratuluje odwagi Panie Stefanie. Będę obserwował wydarzenia i wspierał Pana swoją skromną osobą. I życzę radosnych świąt Wielkanocnych.
Serdeczności Janusz Ossowski
Stefanie,
Ja tez nie milczę, a na dowod - zajrzyj pod ten link (to jest wywiad ze mną dla Polityka.pl).
Pozdrowienia i Wielkanocne życzenia załączam
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!
Co zrobił Stefan Bratkowski w swoim artykule? Zebrał obserwacje z ostatnich kilkunastu miesięcy. Obserwacje, w których nie był osamotniony, bo podobne opinie wyrażało ad hoc wielu komentatorów, publicystów, socjologów, historyków itd.
Dlaczego Stefan Bratkowski spotkał się z gniewnym sprzeciwem? Dlatego, że wykazał się konsekwencją w rozumowaniu i doprowadził do nieuchronnego wniosku to wszystko, co zostało powiedziane do tej pory.
Na czym polega zasługa Stefana Bratkowskiego? Na tym, że wystąpił z odwagą cywilną – nie tylko przeciw faszyzowaniu życia politycznego, ale także z wyrzutem i przestrogą do własnego środowiska.
Zadaję sobie pytanie: czy napisałbym podobny artykuł? Pewnie nie. Chyba obawiałbym się tak zdecydowanego sądu. Raczej zawahałbym się – a nuż sięgam po słowa niewspółmiernie mocne do zagrożenia?
Potem w zaciszu swojego pokoju życzyłbym sobie, aby ktoś mnie wyręczył i powiedział głośno to, o czym rozmawiam z przyjaciółmi, gdy nikt nas nie słyszy. I żeby zrobił to właśnie tak – posługując się argumentami, wiedzą i inteligencją, analogiami, których nikt dotąd (proszę zwrócić uwagę!) nie podważył.
Stefan Bratkowski zaryzykował. Położył na stół swoją reputację. Prawdopodobnie uznał, że gra jest warta świeczki. Ponieważ stawką jest coś więcej – przyszłość Polski.
Panie Stefanie drogi, staję przy Panu. Nie z tyłu, nie z przodu, nie gdzieś z boku. Staję ramię w ramię.
…et respice finem
Od dłuższego już czasu, Stefanie, zajmujemy się pospołu krytyczną analizą działań Jarosława Kaczyńskiego i kierowanej przezeń partii. Na tym tle twoje dwa ostatnie teksty i wystąpienie w TVN wyróżniają się trafnością spostrzeżeń i doskonałą formą. Powyższe, uwierz mi, jest szczere i nie stanowi znieczulającego wejścia, do czego co powiem dalej. A powiem, że faktycznie prezes PIS podejmuje działania, które zmierzają w kierunku państwa autorytatywnego, a między takim i państwem totalitarnym płynna granica. Przypomnę, pasujące tu zdanie, napisane dość dawno przez naszego dawnego kolegę, Jacka Maziarskiego, że chyba nikt nie planował, że będzie krwawym tyranem, a tylu ich było w historii. A mimo to zastanawiam się czy polityczne jest prowadzenie wywodu ad extremum, przy pomocy narzucających się analogii historycznych.
Tego rodzaju wystąpienie bardzo podnosi i tak już wysoką atmosferę polityczną. Czy sprawy zaszły już tak daleko, że stoimy tylko przed wyborem; kto kogo? Że już wszystko inne przestaje być ważne w obliczu takiego wyboru? Tego, że taką sytuację przedstawia i usiłuje wywołać Jarosław Kaczyński nie uważam za argument. Staram się unikać argumentów typu: komu to służy, woda na młyn i tak dalej. Chwilami sam zaczynam się bać i uspokajam siebie – i innych – przypomnieniem, że strach jest złym doradcą. Chodzi mi o wyważoną ocenę sytuacji i tego co z niej może wyniknąć.
Spójrzmy więc na realia. Problem, który nas niepokoi to tegoroczne wybory. Rozkład sił politycznych jest z grubsza znany i jeśli nie zajdzie nic zaskakującego, zaskakujące zmiany już się w nim nie wydarzą. Mimo starań PIS-u jesteśmy już na tyle ustabilizowanym i demokratycznym państwem, że wybory rozstrzygną głosy – albo ich brak – tak zwanego centrum, ludzi nieprzekonanych do końca. Nam, bardzo szeroko rozumianym, chodzi o to aby nieprzekonanych przekonać, by głosowali i aby nie głosowali na PIS. I kolejny problem; jak to osiągnąć. Jaki wpływ może mieć daleko idące ostrzeżenie?
Przeciwnicy PIS tego nie potrzebują. Zwolenników nie skłoni do rewizji poglądów. Raczej zmobilizuje do stania przy swoim liderze, zaostrzenia tonu i wzrostu napięcia. Czy są narzędzia, które potrafią przewidzieć jaki wpływ na owych niezdecydowanych wywoła alarmistyczne ostrzeżenie? Kogo przestraszy i zmobilizuje, a komu wyda się przesadzone i wywoła efekt odwrotny? Kogo w ogóle zniechęci do polityki. Jest też coś takiego jak odruch przekory. Reakcje, zwłaszcza tej grupy ludzi bywają trudne do przewidzenia.
Ostrzeżenie przed zamachem na demokrację powinno zawierać określenie o jaki zamach chodzi. Jak poważna to groźba? W pewnym momencie bowiem następuje przypomnienie tezy, którą w sztuce Stanisławy Przybyszewskiej wygłaszał Saint Just: ”Nie ma wolności dla wrogów wolności”. Prawo dość precyzyjnie określa ten próg i przewiduje stosowne narzędzia. Lecz ich użycie w obronie wolności już jest, zapewne koniecznym, uderzeniem w tę wolność. Czy uważasz, Stefanie, że taki moment się zbliża? To nie jest retoryczne pytanie. Naprawdę chciałbym poznać odpowiedź.
Przedwczesne ostrzeżenie może być czymś więcej niż dmuchanie na zimne. Może przyśpieszyć ten moment. Zbyt późne? Lepiej nie myśleć przed nocą.
Wspniałe wystapienie...
...Stefana Bratkowskiego. Tak myślą miliony rodaków. Szacunek panie Stefanie - Jolanta Wardach, Białystok
Strategia pijanych dzieci we mgle
Oświeceniem nazywamy wyjście człowieka z niepełnoletniości, w którą popadł z własnej winy. Niepełnoletniość to niezdolność człowieka do posługiwania się swym własnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Zawinioną jest ta niepełnoletniość wtedy, kiedy przyczyną jej jest nie brak rozumu, lecz decyzji i odwagi posługiwania się nim bez obcego kierownictwa. (...) O to, by większa część ludzi uważała krok ku pełnoletniości, już sam dla siebie trudny, także za niebezpieczny, o to troszczą się już ich opiekunowie, którzy łaskawie podjęli się trudów nadzorowania.
I. Kant „Co to jest Oświecenie”
Powtórzę za Stefanem Bratkowskim: w Polsce mamy od pewnego czasu do czynienia z niezwykle niebezpieczną sekwencją zdarzeń. Skoordynowane ataki na polskich noblistów i autorytety przeprowadza się po to, by zlikwidować punkty odniesienia i zatrzeć różnice jakościowe pomiędzy partiami politycznymi w Polsce. Wcześniej atakowano Lecha Wałęsę, Władysława Bartoszewskiego i ogólnie elity, „salon” - dziś atakuje się Czesława Miłosza. Ci z wielkich Polaków, którzy żyją, mogą się jeszcze całkiem nieźle odwinąć, lepiej więc rozpocząć realizację strategii od ataku na nieżyjącego mistrza, który odpowiedzieć już sam nie może. W dłuższej perspektywie cel jest niezmienny, jeden i ten sam: podkopać pluralizm – fundament demokracji tak, że na scenie politycznej zostanie tylko jedna licząca się siła.
Za kilka dni będziemy obchodzić beatyfikację Jana Pawła II. Uroczystość tę, nie miejmy żadnych złudzeń, rozegra wódz zgodnie z niezwykle niebezpieczną logiką strategii marszu do władzy. Metodyka i środki nie zakładają maksymalizacji wyniku wyborczego w oparciu o głosy odpowiedzialnych wyborców. Chodzi o zdobycie pełni władzy i dlatego potrzebne są „pijane dzieci”. Dzieci pijane narodowosocjalistyczną ideologią.
Jasna jest już strategia wodza „pijanych dzieci”. Wyeliminować lub wchłonąć - co praktycznie na pierwsze wyjdzie - niezależną instytucję, będącą przez lata ostoją polskości. Dlatego dziś najważniejszym dla niego celem jest zawładnięcie zbiorową pamięcią o Janie Pawle II. Dziwi w tym wszystkim jedynie łatwość, z jaką część Kościoła katolickiego w Polsce poddaje się wpływom politycznym.
Pijane narodowosocjalistyczną ideologią dzieci wciąż błądzą we mgle. We mgle smoleńskiej.
Mikołaj Czuba
Dlaczego nie makaron...
Oglądaliśmy wręcz z niedowierzaniem – że też TVN24 zdecydował się na taki... pluralizm. Opcja propisowska jest tam coraz głębiej zakorzeniona, poglądy inne niż pisowskie są dawkowane nadzwyczaj skąpo. Rzecz chyba w wieku i jakimś dziwnym trybie kształcenia dziennikarzy. Nie znają PRL-u, nie wiedzą, jak wygląda jedyna słuszna idea, nie wiedzą, czego się bać.
Słyszy się więc, jeśli nie apoteozę PiS-u, to chociaż przyłojenie PO, widzi się wciąż symetrię i słyszy: „a oni też nie są lepsi”. Tak i redaktor Piasecki musiał się wykazać bezkompromisowością. Gdy Gość mówił o marszach z pochodniami, od razu rzucił stosownym marszem PO, tyle że nie starczyło mu już wiedzy, kiedy i w jakich okolicznościach się odbył (przypomnijmy: w roku 2004 i radośnie „za”, a nie z ponurą zawziętością „przeciw”, a także tylko raz, nie co miesiąc). Gość o pozycji wodza w statucie PiS, on – o wodzostwie w PO i w innych partiach, nie w ich statutach. Podany przez Gościa wzrost zadłużenia zagranicznego za czasów rządów PiS-u o 100 mld dolarów przypisał obywatelom, zaciągającym kredyt mieszkaniowy we frankach szwajcarskich (zaciągali te kredyty w bankach w kraju, nie zagranicą). Tak „Murzynów biją” w TVN24 na okrągło.
Przypomina się stareńki dialog między Izraelitami o tym, dlaczego makaron się nazywa makaron: Czy nie jest długi jak makaron, czy nie wygląda jak makaron, czy nie smakuje jak makaron? To dlaczego ma się nie nazywać makaron? Tak i z PiS-em. Gdy partia ma taki statut jak PiS, sięga w teorii do prekursorów faszyzmu, ma członków odmawiających legitymacji władzy pochodzącej z wyboru, których wyprowadza regularnie na ulice, by maszerowali z transparentami lżącymi demokrację – czym może być jak nie partią o duchu totalitarnym?
Także praktyka rządzenia, wsparta na obsesji antykorupcyjnej, a po dojściu do władzy – tworzenie własnej gwardii w oparciu o służby jakoby antykorupcyjne, organizowanie manifestacji przez oficerów z tych służb, mówią o PiS-ie wszystko. O ile chce się to widzieć. A nie postrzegać PiS jako normalną partię, walczącą w normalny sposób o władzę.
Gdy myślimy o PiS-ie i jego korzeniach z czasów PC (przywołany jako przykład „Express Wieczorny” był parawanem do uzyskania środków z bezprzetargowo przejętego majątku), przypominamy sobie słowa tajemniczego informatora, który dziennikarzom „Washington Post”, tropiącym aferę Watergate, radził: „Idźcie za pieniędzmi”. Może by ktoś ze śledczych dziennikarzy (jakoś zamilkli) zajął się sprawami finansów: choćby tego, ile kosztuje propagandowa oprawa akcji z Krakowskiego Przedmieścia i kto za nie płaci (to tylko jeden mikro-trop).
Alina Kwapisz-Kulińska i Stanisław Stupkiewicz
Tagi:
Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:
Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Od redakcji
Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji).
Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.
Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.
Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.
Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.
Pierwsze komentarze (bardzo ciekawe)
do niniejszego artykułu znajdują się tutaj



