Roma Przybyłowska: W Europę in vitro
Wprawdzie w przestrzeni fruwają nadal „spoty“, zdarzają się klepane „eventy“ (poźal się Boże) – wszystko nasycone jadem, słychać też skargi bohaterów zadymy (tej popieprzonej)... Warto jednak zauważyć, że przełom miesiąca - to wielki benefis naszego kraju, który akurat wieńczy koniec pierwszej „pięciolatki“ w UE. Można powiedzieć, że Polska świętowała w wybornym towarzystwie i blasku przywołanych przymiotów.
Najbardziej tu jednak „zawinił“, o zgrozo!, najazd największej frakcji w PE – która tym razem jako miejsce spotkania wybrała - Warszawę. Trudno by jednak zaprojektować lepszą akcję promocyjną dla naszego kraju, nawet za najcięźsze pieniądze, przy udziale armii specjalistów. Dotąd wyrzucaliśmy sobie, że nie potrafimy tego robić. A kiedy wreszcie się zdarzyło – nie potrafimy się cieszyć. Dla rozparzonej w żalu opozycji (co można zrozumieć, ale po co rozdzierać trzewia) ma to ten grzech, że nie oni byli gospodarzami imprezy i część splendoru może spaść na obóz premiera. Któremu można czasem coś wytknąć, ale nie to, że nie umie się poruszać na politycznej scenie i zdobywać na niej sympatii.
Chociaż uroczyste fety raczej mnie „nie kręcą“ i obojętne mi, kto zorganizował tak świetną promocję mojej ojczyzny - wysoko jednak oceniam jej wartość polityczną, informacyjną i kulturową. Pokaźna część elity politycznej Europy - w tym kilkunastu premierów, mężów i żon stanu, nie mówiąc o politycznej „młodzieży“ – przyjrzała się Polsce z bliska. Przeważnie po raz pierwszy. Zweryfikowała zapleśniałe mity na jej temat, połknęła potężną dawkę podziwu dla tych, którzy jak było trzeba - potrafili „wyrywać murom zęby krat“. Ale potrafili i stąpać z wyczuciem po linie napiętej nad przepaścią historii. Słowem, znamienici goście przerobili krótki kurs naszych dziejów, który nie pozwoli już tak łatwo pomylić autorów obozów koncentracyjnych w Auschwitz-Birkenau. Powinien też uciąć wątpliwości, kto i gdzie - jako pierwszy - zaczął demontaż totałki. A przecie zawsze nam na tym zależało...
Na dobrą sprawę nie tyle oglądaliśmy zjazd frakcji Parlamentu Europy (z jej drobnym fragmentem rodzimym), ile - to Polska miała gości. I korzystając z praw gospodarza zaprezentowała się godnie, a w porywach wręcz sympatycznie. Zaproszeni celebryci, którym poseł Brudziński dopiero co wymawiał przyszłe menu (jakże staropolskie) – po degustacji tradycyjnych kulinariów wyjechali z najlepszymi wrażeniami.
Natomiast nie wybrzmiało w pełni - zagłuszane jarmarcznym zgiełkiem – przesłanie, jakie poszło z Warszawy do sztabów i mózgów Unii. Zarówno premier Tusk jak niezawodny Walęsa (w którym gdy trzeba - budzi się duch przywódcy) powiedzieli elicie europejskiej ważne słowa - na jakim to kulturowym fundamencie warto budować „rodzinną Europę“ (że użyję określenia poety Miłosza), a zwłaszcza - jak nie wolno jej dzielić. „Nie ma starej i nowej Unii – jest tylko jedna i nowa“ – zamarzył życzeniowo nasz premier. Inaczej mówiąc, chcemy - mieć te same podmiotowe prawa, co państwa „twardego jądra“, do którego jak do komórki macierzystej mamy zamiar bezwstydnie wedrzeć się „in vitro“, aby być w UE na tych samych prawach. Wałęsa zaś wytknął – a tylko on miał na to dostateczny mandat – zimny formalizm wobec naszych stoczni. Choć wiemy, ile to grzechów popełniliśmy w ciągu 20 lat wobec „Kolebki“, traktując ją jak eksponat. A także ile samobójczych ciosów zadali sobie sami związkowcy - sterowani przez politycznych zakapiorów. Jednak słowa te padły - i dobrze, że przy tej okazji. (Co dziś robi „Lechu“na przedziwnej imprezie u p. Ganley’a – może niebawem się dowiemy?)
Wracając do „nieprawego“ święta, jakim był zjazd frakcji PE w Warszawie - jego sprawcą jest rząd. Toteż opozycja przeżywa szok zazdrości, szukając pociechy w szarpaniu i rozliczaniu politycznego przeciwnika. Zamiast dołączyć do sukcesu - spuściła z łańcucha psy zawiści, które pogonią księgowych i prokuratorów... W tej roli zadziwiają niektórzy ludzie lewicy, którzy gwałtownie stracili poczucie miary. A przecież PO już wyżej swej półki w sondażach nie przeskoczy. Natomiast polityczni złośnicy mają szansę jeszcze coś stracić, choćby na rzecz partyjnych nowalijek.
Cala konstrukcja rozliczeń jest czystą abstrakcją - gdy nie wiadomo co liczyć I jak ważyć. Jeśli w polityce nie o to chodzi, aby zrobić dobre wrażenia, pokazać się jako cywilizacja sprawna, roztropna i kulturowo pełna smaku i wdzięku – to o co chodzi? Miejsce kraju w polityce światowej wykuwa się m.in. na takich spotkaniach. A chodziło nie tylko o promocję frakcji EPP. Włoski rząd też nie przypadkiem przyjechał tu in corpore, podobnie jak ministrowie od rolnictwa mieli jakiś powód, aby w tym samym czasie odbyć w Polsce swój niezauważony przez media konwentykiel. Była i udana wizyta premiera Browna i jego rozmowa z prezydentem. Czyżby, rozliczając korzyści propagandowe – należało też coś odjąć z funduszu wyborczego PiS, a SLD rozliczać za Cimoszewicza? Przynajmniej „lekcja gospodarności“ udzielona premierowi Wielkiej Brytanii, jeśli kogoś obciąży, to nie prezydenta (w razie czego zawsze można liczyć na pure-nonsensowy dowcip Anglików).
Wiele się działo w tych dniach. Niestety, aura grzechu, rozsnuta nad konstelacją wybitnych gości, sprawiła, że media, przerażone ujadaniem polityków opozycji, zaglądały do sal obrad raczej dyskretnie i nie za głęboko, aby nie drażnić konkurentów.
Premierowi jednak trzeba postawić plusy (dodatnie) za to, że potrafił ściągnąć do Warszawy taką imprezę (chwalenie władzy jest „be“, ale ktoś musi ten dyskomfort wziąć na siebie). Zrobił to nie tylko z myślą o swej partii... Teraz ma za swoje. Padły oskarżenia, że to za nasze pieniądze rząd chce nakarmić gości jagnięciną w lipowym miodzie. Co wcześniej dało wiele radości posłom, ale gościom - mogłoby stanąć w gardle. Kiedy okazało się, że to Unia płaci – oskoma zmalała, ale padł zarzut najcięższego kalibru (w tonie wczesnego PRL-u): rząd reklamuje się za obcy kapitał. Czy ten kapitał nie pochodzi ze składek wszystkich członków UE - także i Polaków? A Pałac Kultury? Jest także darem. Obcego – że bardziej nie można... Jak to rozliczyć? Na wszelki wypadek wyczyszczono wszystkie znaki partyjne, a promocję na rzecz premiera Buzka robiono tak dyskretnie, że i kuluary nie były dość intymne. Co nie przeszkadza, że właśnie PiS pohasał na premierze za brak promocji dla kandydata na szefa PE. Cóż... logika też bywa dyskretna. Niełatwo być opozycją. Mam pytanie.
A gdyby ta wędrowna impreza odbyła się w Zurychu lub Mediolanie? Za te same Unijne pieniądze, pochodzące ze składek proporcjonalnych do ilości członków sekcji? To - co? Przecież nasze media i tak pokazałyby wystąpienia Polaków, już bez poczucia grzechu. Wydarzeń nie da się pominąć. Ale nie byłoby komu zrobić zadymy, żeby potem oskarżyć o „bicie robotnika“. Tylko miasto mogło zyskać na ruchu bez korków. Straciłoby jednak na promocji pani prezydent. Nie mogłaby opowiedzieć, jak Polacy na Woli już w XVI w. wybierali sobie królów, jak monarchowie szanowali wolność sumienia, a Polki już w 1919 r. korzystały z wyborczych praw.
Prezydent jakby wstał lepszą nogą i po raz pierwszy wygłosił pozytywne orędzie. Katowanie logiki doprawdy nie ma sensu. Na tym się traci. Dlatego mądrzej zrobił, dolączając do obchodów „Pięciolatki“- co pozwoliło mu błysnąć humorem. Przyrównując UE do kwiatu róży – dostrzegł Różę Thun (kandydatkę PO) i ze szczerym rozbawieniem zaczął ją pozdrawiać. IBył to chyba najlepszy „event“ sezonu.
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


