Roma Przybyłowska: Wyścig do „białej flagi“
Jacek Pałasiński trafnie zauważył, że poparcie udzielone liberałowi duńskiemu jest dla PiS poważnym grzechem doktrynalnym. Z tego powodu nasz prezydent nie dostanie rozgrzeszenia, ani od brata, a tym bardziej od ojca dyrektora. To jednak małe piwo wobec złamania podstawowego stygmatu dobrego pisowskiego Polaka, który zgodnie z wyobrażeniem o wzorcowym patriocie: nie kłania się w pas, nie daje się urabiać Zachodowi, bo to szkodzi naszym interesom narodowym. Dotąd PiS gorliwie wmawiało swoim konkurentom, że każdy ich uśmiech czy gest – to rozmowa na klęczkach, a ci konkurenci stanowią Towarzystwo „Białej flagi“.
A tu wbrew „sugestiom“ rządu i na przekór naszym interesom – co było oczywiste dla średnio rozgarniętego dzieciaka – Prezydent, nie czekając na ostatnią rundę, sam wywiesił białą flagę. Był to niewątpliwie wynik dopieszczenia go przez pierwsze persony na sesji NATO, z którymi p. Prezydent szczytował. Nie dokonał złego wyboru (innego nie było). Rasmussen – to jest Ktoś, z charakterem i z ręką menedżera. Ale przecież jedyna rzecz, jaką nasz przedstawiciel miał zrobić, to trochę się poociągać, by coś innego załatwić, a już na pewno nie zaklepywać na wyprzódki. Taka mała zrywność, a nawet veto (w skrajnych przypadkach) w dyplomacji należą do arsenału środków i chwytów, które nikogo nie brzydzą. I nie dziwią.
Chodziło wszak o to, by zrobić coś, co by większym partnerom, a zarazem pierwszoplanowym graczom - którzy lubią załatwiać sprawy między sobą – dało do myślenia. Pokazać wyraźnie, że nie jesteśmy kontenci. I nie tylko my, ale cała konstelacja ok 20 małych krajów, które niezależnie od mniejszej „masy“ i „kasy“ – mają swe podmiotowe prawa, z którymi wypada się liczyć. Polska miała tu odegrać pewną rolę przewodnią. Można to zrobić w różny sposób, np. wygłaszając oracje, którymi nikt się nie przejmie. Najprościej było jednak zastosować łagodną destrukcję, prowokując negocjacje i szukanie rozwiązań. Co więcej nasz prezydent, blokując Traktat Lizboński, ma w tym niemały trening i miał szansę zrobić to po mistrzowsku. Turcja w ten sposób dużo ugrała – bo też miała mocny pretekst. Polska zaś jak mało który kraj - poza W.Brytanią i Włochami – ma najpoważniejsze doświadczenia wojenne (nie tylko historyczne). Niemcy długo się ociągali z uczestnictwem wojskowym, Hiszpanie po kraksie w Madrycie zabrali swe wojsko, a Francuzi dopiero wchodzą. Merytoryczny kapitał naszego niedo-kandydata był najpoważniejszy, a polski wkład wojenny proporcjonalnie nie tak mały.
To były argumenty. Europa jednak jeszcze do takiej decyzji nie dojrzała, zaś Obama, podejmując cienką grę z Rosją, wolał „bezpiecznego“ outseidera. Wszystko to było jasne – i nie ma powodu wytykać rządowi, ani obśmiewać niełatwą rolę Radka Sikorskiego, że nie został zgłoszony formalnie – bo to było z góry przegrane. Oczywiście należało na wypadek jakiejś mocniejszej obstrukcji Turków, czy innych losowych zawirowań – mieć w pogotowiu swego kandydata. I był - akurat jakby na miarę czasu i zadań „szyty“ (życiorys, wiedza, zaangażowanie…), co też dyskretnie było uczynione. Z drugiej strony nie należało dopuścić, by Turcy narzucali Europie swoje wzorce kulturowe. Już samo to wystarczyło, żeby poprzeć Duńczyka, który naraził się pobłażaniem satyrze i radiu Kurdów.
Nie znaczy to jednak, że jako członkowie NATO nie mamy innych celów. NATO stoi wobec piekielnie trudnych wyzwań i oprócz żołnierza trzeba im konceptu, obmyślonego w strefie, która lepiej czuje tamte problemy kulturowe. Zasilenie dowództwa – naszymi specami i naszymi informacjami mogło wyjsć na dobre obu stronom.
Byłoby rozsądniej, gdyby na szczyt NATO pojechał premier, który tę grę prowadził, ma zdolność budowania porozumień. Dopilnowałby sprawy i może ugrał co nieco. A w każdym razie nie zostawiłby partnerów z błogim samozadowoleniem. Mały dyskomfort mógłby potem zaprocentować przy innych wyborach, w innych instytucjach (na ogół w podobnych gronach). Tak się prowadzi grę i nie ma w tym nic niestosownego.
Nie są to jednak gry, w których rzuca się na stół kawał mięcha na powszechne pożarcie, co uczynili skłóceni politycy. Takie gry prowadzi się dyskretnie z wyczuciem sytuacji. A wiadomo, że dwór prezydenta to kolosy dyskrecji i dyplomacji - wszystko pojmują w lot, a nawet w pół słowa, nie bacząc na jakość pergaminu i brak pląsów. Kiedy na koniec okazało się, że ważniejsze od celu jest chorobliwe ego prezydenta i prymat dopieszczania go ponad interes kraju – to wysiadka. Jesteśmy w przedszkolu.
Nie łudżmy się jednak, że gdyby „sugestie rządu“ (czyt. instrukcje) podano pałacowi na klęczkach i na złotej tacy, a dokument miałby minimum 3 pieczęcie – to byłoby lege artis i skutek murowany. Jest jeszcze cel nadrzędny, cel nad cele, pod którym ugina się prezydent: dokopać i zepsuć rządowi wszystko. Nic nie ma prawa udać się temu premierowi, bo to nie ten premier. A ten minister, jeszcze niedawno nagrywany w kabinie dzwiękoszczelnej – nie ma prawa zrobić kariery. Kropka.
Niestety – media bywają gorsze od wroga. Banalizacja problemu – przedstawianie poważnego konfliktu jako przekomarzanek zazdrosnej pary - nie polepsza sprawy. Tabloidyzuje, ale nie bawi. A znów rozdawanie win symetryczne, fifty-fifty, nie pozwala na uczciwą diagnozę. Wszyscy wiemy, gdzie tkwi korzeń konfliktu, ale pędzluje się go po wierzchu z bezpieczną poprawnością i ruską metodą: „pamachiwaj po wsiech niemnożko“. Najwięcej używania mają oczywiście opozycyjni politycy, którym się wydaje, że przesada działa na ich korzyść. Ubijanie tematu na sztywno osiąga stan upojenia. Z jakąś masochistyczną radością kreuje się gigantycznt dom wariatów: patrzcie narody, jakie to mamy śmieszne i niepoważne państwo. Prawie jak Czechy Klausa. Wszyscy się żalą nad upadłym prestiżem Polski, zalewając ją własną pulpą degradacji. Także obie zwaśnione strony powinny wreszcie zamilknąć i przetrawić skutki. Dalsze skandalizowanie – jakby się dokonała zbrodnia stanu, choćby to wywlekanie protokołów ze spotkań międzynarodowych, zamienia nas w jarmark. Bo ani się obejrzymy, jak z wątpliwej szansy na stanowisko, zmarnowanej, ale traktowanej z umiarem, zbudujemy naraz wielki pomnik nieudacznictwa i narodowego wstydu. Wykreowany chyba po to, by go powielać. A jest parę innych spraw do zalatwienia. Ostatni incydent to jeszcze nie nieszczęście. Problemem jest nieuleczalny dwugłos i dwuwładza.
To nie jest jeszcze ta najwyższa cena, jaką będziemy płacić za rozdwojenie jażni w polityce polskiej. Bieg do krzesełek i zamawianie „czyje na wierzchu“ – ma jeszcze kolosalną przyszłość. Tylko że Polska nie ma czasu. Teraz w obliczu kryzysu świat rzuca nowe „kości do gry“, a toczy się ona o poważne sprawy… Nie potrzebujemy winnych przyszłych niepowodzeń czy klęsk – potrzebujemy sukcesów. To czego sobie, jako Suweren, „my, naród“, nie życzymy - to dalszej kompromitacji.
Tagi:
Tematy do dyskusji: Roma Przybyłowska: Wyścig do „białej flagi“
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


