Roma Przybyłowska-Bratkowska: Moralitet niedokończony

2008-12-04 16:03

Jeśli stężenie absurdu przekracza pewne normy, a tubylcy niczemu się nie dziwią – to jesteśmy w Polsce. Parafrazując tytuł komedii filmowej - takie hasło mogłyby zamieszczać bedekery orientujące w geografii politycznej. Trzeba oddać siłom sprawczym, że stopniowo byliśmy oswajani z poetyką baśniową, ale proces ruszył z kopyta dopiero, gdy na dwóch  najwyższych stolcach - niczym w baśniowym komiksie – zasiadło dwóch braci -bliźniaków jednojajowych. Co nawet w przypadku postaci wielce nobliwych musiało nieść niezamierzone efekty komiczne. Niestety, miało też aspekt prawno-ustrojowy - było kpiną z ducha Konstytucji i konieczności rozdziału władzy.  Nowo-powołany ustrój - nieznany w historii, a wykluczony w demokracji – to  Duum-virat  (w wolnym tłumaczeniu „Bliźnia“), który zaczął się nader ambitnie. Wódz, Strateg i Reżyser – w jednej trój-osobie od razu nadał Rzeczpospoltej nową numerację, aby wątpiących pozbawić wszelkich złudzeń i dać sygnał, że zaczyna się nowa epoka. A że władza to nie igraszka: zdaniem nowego architekta (to już czwarrrty tytuł) powinna być pełna - sprawna, skupiona w jednym ręku… i nigdy jej dosyć - gdy chodzi o budowę nowego państwa i nowej moralności. Toteż przejmowanie wszelkich agend państwa i tworzenie nowych d.s. specjalnych – miało zaspokoić uzasadniony głód władzy. Opcja zerowa niczym palec boży miała dotknąć wiele instytucji i dziedzin, nie wyłączając świadomości. 

Bo cóż po władzy, kiedy rząd dusz ma kto inny? Toteż wzięły się dziejopisy do nowej historii, buchalterzy sumień do przesiewania grzeszników przez swoje własne sita, porządkowi dworscy - do wymiany elit. Co nie jest takie łatwe. Trzeba było suto sperlić usłużne skronie, nakopać się w pyle teczek,  podciąć autorytety jak dęby, poobrażać elity zawodowe (sędziów, adwokatów, lekarzy, dziennikarzy) i rzucić na żer odpowiednim frustratom. A wszystko po to, aby między ludżmi zapalić święty ogień sprawiedliwej nienawiści, czujnej nieufności i zasłużonego okrucieństwa… Kto miał coś na wątrobie lub za mało w portfelu,  kto spęczniał od frustracji czy żalu do świata – miał wreszcie kwalifikacje, by nieść tę ciemną energię do walki ze Złem. Które za sprawą Stratega dostawało właściwe imię…  Iluż to ludzi zapłonęło żarem sprawiedliwej wrogości! Bodaj największym osiągnięciem IV RP była kreatywna podejrzliwość. Której nie ostali się najświętsi. Nikt już nie był pewien, kim jest, albo kim nagle zostać może - niemal z dnia na dzień. Było już tak pięknie jak w moralitecie. A kiedy nawet najsprawiedliwsi kładli się z wizją kołatania do drzwi o świcie… poddani wreszcie powiedzieli: Panom dziękujemy. I stało się. Bo oto dobrze skalkulowany przez brata-Stratega śmiały impas, który miał uwolnić go od niewygodnych pomagierów, rozwiązać wiele spraw i przynieść  totalne zwycięstwo - niespodzianie dał je komuś innemu… Nastała wołająca o potępienie niesprawiedliwość i krzywda. W takim ustroju winni odsunięcia od władzy budowniczych Czwartej nie mają co liczyć na pobłażanie, nawet wola Narodu-Suwerena w tym wypadku jest marną wymówką. 

Na szczęście siły Samego Dobra znalazły swój azyl u brata-Prezydenta, czyniąc z pałacu i domu – prawdziwą twierdzę i walcząc o każde źdźbło władzy niesłusznie odebranej. Okazało się, że poza utraconymi sterami rządu i wątłą większością w parlamencie (tych  „obcych“) wszystko jest po staremu. Urząd Prezydenta, własne słuzby specjalne, przyswojony Związek o historycznych zasługach  – teraz  otwarty na sojusz z innymi, Instytut - gospodarujący zasobami złej pamięci, Bank Narodowy - pod swoim człowiekiem, TV-lufcik  do strojenia duszy narodu - pod batutą swego prezesa z Radą w tle… Wreszcie - last but not least – blokujący pakiet w Sejmie w mocnych dłoniach Wielkiego Brata, którego szare komórki zazębiają się jak puzle z komórkami brata-Prezydenta (co u bliżniaków zwyczajne). Jeśli dorzucić rewindykowane (w wielkim trudzie) prerogatywy rządu – to w sumie  Ogrom Władzy. Ogrom Władzy Negatywnej (OWN).  Bodaj większej - niż ta zdobyta w wyborach, którą próbuje się posługiwać niesłuszny rząd. O tyle sprawiedliwie, że tej ekipie władza przenigdy się nie należała („Jeśli myślicie, że dostaniecie władzę, to się głęboko mylicie“), a jej  zwycięstwo stało się Pyrrusowe. Prawda ta, z razu niewidoczna nawet dla obozu „przegranego“, zaczęła ujawniać swe zalety. 

Ponieważ w Polsce instytucji demokratycznych nie traktujemy zbyt niewolniczo, a bardziej twórczo,  osiągnęliśmy rzecz niezwykłą - nieznany w innych krajach przypadek opozycji rządzącej (ależ tak - contradicto in adiectio), której szefem jest brat Strateg, a ośrodkiem władzy – brat-Prezydent. Jak to działa? A no zgodnie z definicją opozycji – negatywnie. Walcząc z „nieudolnym, niszczycielskim rządem“, blokując to, co leży na krytycznie ważnej ścieżce.

Dziw,  że państwo, popychane w dwóch przeciwnych kierunkach, nie cofa się do tyłu... Ale to nie koniec inowacji. Szlak ten okazał się na tyle płodny, że przyniósł rozwiązanie na miarę mężczyzny w ciąży. Zajęci „globalem“, aniśmy się obejrzeli, jak w samym pępku państwa wyrosło nam ambitne i wojownicze mocarstwo wewnętrzne – trzecie obok dwóch odwiecznych, za to otwarcie wrogie. Żaden inny kraj nie poszedł był tak daleko, aby zafundować sobie równie piramidalny układ sił. Bowiem wewnętrzne państwo, rządzone przez Duumwirat (Bliżnię) - to byt całkowicie suwerenny.  Ma nie tylko własnego prezydenta, własnego prymasa w Toruniu i dwór niechętny państwu, w którym egzystuje. Ma też własną politykę zagraniczną, odmienne cele, nieco inne sojusze. Inaczej definiuje rację stanu, a nawet nie chce tej samej waluty. Gdy rząd RP chce zacieśnić związki z Unią i przejść na bezpieczniejsze euro, to Post-Czwarta RP – dokładnie na odwrót. Chcąc zadowolić swego toruńskiego prymasa – brat-Prezydent nie tylko sabotuje traktat, ale zdołał skonsolidować antyunijny obóz w przymierzu z Irlandią i Klaus-landią… Nie bez zachwytu Kremla, którego nic tak nie ucieszy jak fiasko traktatu i podzialy w Unii (z obawy, aby nie stała się prawdziwym mocarstwem).

Tak to, hodując małe mocarstwo w łonie z konfliktem Rh minus, wkroczyliśmy w nader skomplikowany układ sił. Dotychczasowa prosta geopolityka, trenowana przez wieki jako szkoła przetrwania między dwoma sąsiednimi  mocarstwami – to się nie przyda. I to se już ne wrati. Doszło to trzecie - nieobliczalne.

Co oznacza w praktyce taka bi-egzystencja (bo nie kohabitacja), po trosze smakujemy. Na razie polityka mocarstwowa Post-IV RP śmiało przesunęła granicę wschodnią w pobliże Gruzji… i omal nie rozpoczęła wojny Polsko-Ruskiej (nie wystarczyła: wojenna mowa w Tbilisi; śmiały wypad do Alchagori omal nie wywołał III światowej, ale do 3 razy sztuka). Wiceprezydent Post-IV RP (pod kryptonimem szefa kancelarii), powołując się na słowa prezydenta elekta USA (mocarstwa jak by nie było trochę większego), przesądził los tarczy antyrakietowej. Niestety, prezydent elekt USA prawo do decyzji zatrzymał dla siebie. 

Post-IV RP rozszerza się i wewnątrz granic macierzystych. Jako implant rozwojowy - stara się rozepchnąć sobą - pozostałe jeszcze w rękach rządu - instytucje państwa. Stąd próby przejmowania kompetencji premiera, wymuszanie uczestnictwa na szczytach UE, narzucanie Senatowi referenta, czy swojskie modyfikowanie składu Rady Gabinetowej. Te drobiazgi są poza literą Konstytucji III RP, w której Bliżnia egzystuje, ale nie bądźmy purystami. Mocarstwowa Post-Czwarta RP żywi się przede wszystkim historią, biorąc w zarząd politykę dziejów, a dla potrzeb marketingu politycznego - co chwalebniejsze momenta. Że nie zaprasza się bohaterów tych wydarzeń? Oburzanie się z tego powodu wynika z braku zrozumienia. Po pierwsze, ich obecność nie mieści się już w nowej narracji, a po drugie - nie po to spin-doktorzy łamią sobie głowy nad wizerunkiem celebryty, żeby mu jakiś naturszczyk historii „ukradł przedstawienie“. Dwór ma i tak dość kłopotów z erupcją spontaniczności swego szefa, jaką błysnął, próbując aż w Brukseli stawiać kropkę nad „i“, w stylu, jakiego pozazdrościł by mu dawny powiatowy stupajka. Wybitna dziennikarka pewnie i tak nie jest wdzięczna za wyróżnienie, jakim jest  obecność na „krótkiej liście“, ani za ostrzeżenie, że chce ją zniszczyć. Tyle było starań, trenowanych uśmiechów, a tu taka rysa na wizażu. To miara trudności, jakich nastręcza walka z wrednym salonem, który niczym lustro odbija rzeczywistość i nie ułatwia moralnej ekspansji Post-Czwartej.

Trzeba uczciwie przyznać: żaden z państwowych bytów, ani III RP, ani wpisana w nią Post-IV, nie mają ze sobą łatwo. Gorzej – ich interesy są ze sobą całkowicie sprzeczne. O ile III RP – wolała by suwerenność „państwa w państwie“ nieco ograniczyć, o tyle „IV RP w budowie“ – nie może dopuścić, by rządowi III RP cokolwiek się udało. Kompromitacja tego rządu i zerowe wyniki – są jedyną szansą na totalny powrót Czwartej RP - ustroju zwanego Bliźnią i najlepszego w historii rządu pod bratem-Premierem. To jest kamień węgielny doktryny mocarstwowej IV RP. Dlatego rządowi III RP nic nie ma prawa się udać. NIC, zero. Kropka. Każda poważna ustawa, na którą czekają szpitale, przedsiębiorstwa, szkoły, zagrożony budżet emerytów, inwestycje dla Euro 2012 … – będzie zawetowana. Powstałe stąd kłopoty, zapóźnienia i społeczny gniew – ma wystawić odpowiednie świadectwo tej ekipie rządowej. Zatem obecny rząd III RP – nie może być inny jak leniwy, nieudolny, a do tego niszczycielski dla państwa i groźny dla społeczeństwa.

No!!! I tego się będziemy trzymać. A gdzie wylądujemy? To się zobaczy…

Roma Przybyłowska-Bratkowska

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Tematy do dyskusji: Roma Przybyłowska-Bratkowska: Moralitet niedokończony

Data: 2009-01-15

Dodał: Jerzy Maciejowski

Tytuł: Szanowna Pani!

Odrobina szacunku dla faktów jest wskazana, gdy się Pani wypowiada publicznie. Nie lubi Pani bliźniaków? To wystarczy napisać „nie lubię ich”. Lubi Pani unię brukselską proszę to napisać wprost. Ale proszę nie pisać bzdur o unii jako mocarstwie. „Kolos na glinianych nogach” jest znacznie adekwatniejsze.

Pani interes - likwidacja Polski i zastąpienie jej unią - jest sprzeczny z moim - likwidacja unii. Który z tych interesów jest milszy Moskwie nie wiem, ale śmiem podejrzewać, że jednak racja jest po stronie uniosceptyków. Proszę pomyśleć, że różnorodność jest wartością i nieudolna unifikacja może tylko zaszkodzić jedności Europy poprzez obrzydzenie tej idei ludziom. Zjednoczenie Europy jest szczytną ideą, ale sposób realizacji przez unię jest chory. (Szczegóły do zobaczenia u mnie na tekstowisku w przedostatniej notce)

Pozdrawiam

Data: 2008-12-05

Dodał: wojtek

Tytuł: To nie Bliżnia to rak.

To nie temat do dyskusji - bo nie ma zdań odrębnych.
Lekarstwo jest znane - czas - czyli rok z hakiem (chociaż hak sporawy).
I rak się zaleczy.
Choć przez ten czas Donaldu trochę raka okroi - TV na początek, przydałoby się też wyciągnąć poduszkę spod głowy IPN, SLD pomoże. Ale to drobiazgi - cios ostateczny za 691 dni (wg licznika W. Kuczyńskiego)

Clicky Web Analytics