Roman Kuźniar: Z USA blisko i bez nadgorliwości

2009-10-23 15:22

Surtout pas trop de zele, zwykł mawiać Talleyrand. Zwłaszcza nie za  wiele gorliwości. Jeśli dzisiaj martwimy się stanem stosunków polsko-amerykańskich, obawiamy się porzucenia przez Amerykę i osłabienia podstaw naszego bezpieczeństwa, to przyczyn tej sytuacji należy szukać w błedzie nadgorliwości i chciejstwa, popełnionym przez Polskę w ostatnim dziesięcioleciu. 

Tak bardzo chcieliśmy się przypodobać naszemu sojusznikowi, tak wiele chcieliśmy włożyć w zacieśnienie związków z USA, że spełnialiśmy każde życzenie Waszyngtonu, zanim ono jeszcze zostało wprost wypowiedziane. Nie wszystkie z tych życzeń były słuszne, nie wszystkie powinniśmy byli podejmować. Dotyczy to zwłaszcza wojny w Iraku i projektu systemu antyrakietowego w wersji G.W. Busha. Nasz sojusznik odpłacał tanią monetą. Przyjmowaniem na chwilę naszych polityków w Białym Domu, którzy okazja do pokazania się z prezydentem USA zaspokajali swoją próżność i brali pozór za rzeczywistość. Był to pozór znaczenia Polski w polityce USA, pozór specjalnych strategicznych więzi między Warszawą i Waszyngtonem. Zmiana administracji w USA oraz rezygnacja przez Demokratów z tego megahumbugu, jakim była tarcza, sprawiły, że niczym bańka mydlana pękły mity, którymi żywiła się większość polskiej klasy politycznej, a które były podsycane przez znaczną cześć mediów. 

Redaktor Bartosz Węglarczyk w swym efektownym tekście o tragicznym żywocie tarczy wzywa tych, którzy  krytykowafi ten projekt, aby wskazali na inne, jeśli nie tarcza, projekty, na których można byłoby budować strategiczną wieź miedzy Polską a USA 

Nie uważam, aby adres apelu był właściwy. Jeśli sprzeciwiałem się wojnie w lraku i polskiemu w niej udziałowi oraz projektowi tarczy, to również dlatego, że byłem pewien, że będą one źle służyć naszym stosunkom z USA i że kiedyś z tego powodu „przestaniemy kochać Amerykę", jak niedawno napisała „Gazeta". Wtedy  wielu twierdziło, że przemawia przeze mnie populistyczny antyamerykanizm. To były jednak złe projekty w ogóle, także dla Stanów Zjednoczonych. Uważałem, że dobry sojusznik, jakim chcieliśmy być, powinien mieć rnadrość i odwagę, aby Amerykanom to powiedzieć, nawet kosztem krótkotrwałego braku uznania w ich oczach. Teraż płacimy za to pewną cenę, na szczęście niegroźną dla naszego bezpieczeństwa czy rozwoju gospodarczego, bo te wprost od Ameryki nie zależą. 

Zgadzam się  jednak z Węglarczykiem w tym, co zasadnicze w jego tekście. Warto zabiegać o bliskie i trwałe stosunki z USA. Z różnych, także geopolitycznych wzgledów w interesie Polski leży silna obecność Ameryki w Europie, w tym w naszym regionie. Nie każda forma tej obecności est dla nas równie dobra, a niekiedy może być wręcz niekorzystna. 

Błąd nadgorliwości i jego konsekwencje są źródłem dzisiejszych frustracji. Nie wolno tego błędu powtórzyć dzisiaj, gdy zastanawiamy się nad tym, co i jak dalej w stosunkach z USA. Musimy przy tyrn poprawnie rozpoznawać sytuację, w której jesteśmy. 

Po pfewsze, w stosunkach z Ameryką nie stało się nic dramatycznego. Odejście od tarczy Busha raczej te stosunki oczyszcza i otwiera lepsze perspektywy dla ich normalnego rozwoju. 

Po drugie, musimy się pewnie pogodzić z tym, że cechą tych stosunków będzie właśnie normalność. To rzecz trudna w polskiej polityce, która nie znosi normalności.. Normalne, czyli takie, jak większości państw zachodnich i człpnków NATO z USA 

Po trzecie, problemy, które stoją przed administracją Obamy, i polityka, która stąd wynika, nie stwarzają szans na jakieś szczególne miejsce Polski. I nie ma w tym niczego niewłaściwego. Problemy dzisiejszej Ameryki nie są na naszą miarę. Jednak Ameryka tylko pośrednio może uczestniczyć w projektach, które dla nas są ważne. Waszyngton słusznie uważa nasz region, który jest częścią NATO i UE, za jeden z najbardziej stabilnych, dostatnich i bezpiecznych na świecie i nie sadzi, aby musiał poświęcać nam nadzwyczajną uwagę i środki. Amerykanie mają na głowie o wiele poważniejsze sprawy. I powinno nas cieszyć, że nie należymy już do kategorii państw szczególnej troski. 

Oznacza to,że w najbliższych latach stosunki polsko-amerykańskie będą i z naszej strony musiały być wypełnione pozytywistyczną, organiczną pracą. Nie można ich opierać na fajerwerkach - efektownych, lecz nietrwałych. Na horyzoncie nie widać zagrożeń militarnych w naszym regionie i Amerykanie swoje środki w tej sferze będą lokować w rejonach rzeczywistych zagrożeń.. „Klimatyczna” wizyta wiceprezydenta Bidena oraz poprzedzające ją rozmowy dwustronne potwierdziły, że powinniśmy porzucić obsesję redukowania tych stosunków do kwestii militarnych, a już zwłaszcza do nowej wersji systemu antyrakietowegp. Notabene, w notatce krytycznej wobec poprzedniego projektu tarczy, po której w lutym 2007 r. zostałem odwołany ze stanowiska dyrektora Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, postulowałem budowę dokładnie takiego systemu, o którym teraz rozmawiamy - sojuszniczego – oraz przeciwko rakietom bliskiego i średniego zasięgu. W obecnej  propozycji USA jest to jednak projekt odległy i niepewny. Trzeba w tych stosunkach szukać innych pozytywnych tematów.  

Iluzji tarczy nie da się szybko zastąpić, na szczęście, jakimś nowym złudzeniem. Nie powinniśmy też liczyć na to, że stosunki amerykańsko-rosyjskie  ulegną kiedyś pogorszeniu, przez co Polska zyska na znaczeniu w Waszyngtonie. Rosjanie mogą nie powtórzyć błędów z początkowego okresu Clintona, a Amerykanie błędów z początku okresu G.W Busha. Trzeba się zatem nastawić na udział w pozytywnej polityce wobec Moskwy, dopóki to będzie możliwe. Wtedy łatwiej będzie coś ugrać i dla Ukrainy. Polska z pewnością może więcej wnosić do zacieśniania więzów transatlantyckich poprzez NATO. Sojusz przeżywa trudniejszy okres. Przede wszystkim ze względu na złe jego użycie w Afganistanie. W tej chwili w Waszyngtonie trwa trudna dyskusja nad zmianą strategii tej źle prowadzonej operacji. Nasz udział w tej debacie nie może się ograniczać do zgody lub jej braku na wysłanie dodatkowej liczby żołnierzy. Wnieśmy -jak dojrzary sojusznik - nasz głos na temat tego, jak ta operacja ma dalej wyglądać, aby nie ucierpiał na tym Sojusz Północnotlantycki. Bądźmy też aktywni w pracy nad nową koncepcją strategiczną Sojuszu. 

Odejście od fetyszyzowania czynnika militarnego w stosunkach z USA musi się łączyć z ich rozszerzaniem na inne dziedziny. Może, jeśli pragniemy ścisłej współpracy z Waszyngtonem, warto próbować się wpisać w program polityki zagranicznej tej administracji, w jej wizję lepszego świata, która na szczęście nie polega na wyścigu zbrojeń, użyciu siry, łamaniu prawa, selektywnego narzucania demokracji czy praw człowieka. Program tej administracji, jak pokazuje wystąpienie Obamy w ÓNZ,jest pozytywny i bogatszy. Może jest w nim miejsce także dla nas. 

Ameryka znajduje się w poważnym kryzysie i długo nie będzie jej stać na odgrywanie roli św. Mikołaja. Na szczęście nie jest on nam potrzebny. Teraz to jednak my powinniśmy być bardziej aktywni w samych Stanach Zjednoczonych. Szkoda, że nie możemy liczyć na Polonię, która w USAjest pozbawiona politycznego znaczenia.

Naszą  inwestycją w Amerykę muszą być fundacje czy instytuty, które będą rozwijać aktywność w Waszyngtonie, Nowym Jorku czy Bostonie. Skuteczna promocja interesów kosztuje. Tylko nie należy tego robić za pośrednictwem lokalrrych firm lobbingowych (kiepsko na tym wychodziliśmy), lecz poprzez naszą fizyczną obecność. Trzeba tam organizować konferencje, ogłaszać raporty, mieć szersze kontakty w tamtejszym establishmencie itp. Jeśli do atutu położenia i rosnącego potencjału dodamy aktywną i rozważną politykę – Waszyngton to doceni To szansa na dojrzałość naszej polityki i na bliskie, choć nomalne stosunki z Ameryką.

Roman Kuźniar

  „GW”, 23.10.2009

 

 

Tematy do dyskusji: Roman Kuźniar: Z USA blisko i bez nadgorliwości

Zapraszamy do komentowania

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics