Sławomir Popowski: Końca wojny nie widać
Bitwa wygrana, wojna toczy się dalej - tak najkrócej można podsumować wyniki niedzielnego głosowania w wyborach do euro-parlamentu. Platforma nie dostała żółtej kartki, na co stawiali bracia Kaczyńscy, ale i - jak słusznie zauważyła GW - nie było również nokautu PiSu.
Co to oznacza? - Jeśli przyjąć, że wielki wyścig do strasburgskiej kasy był pierwszą bitwą, rozpoznaniem bojem, w długim cyklu wyborczym, jaki się właśnie rozpoczął (bo za rok wybory prezydenckie, potem samorządowe i na koniec parlamentarne), to wynik, jaki uzyskano w tym starciu, brak jednoznacznego rozstrzygnięcia, może oznaczać tylko jedno: po krótkiej ciszy, być może zaraz po wakacjach, (o ile nie wcześniej) - możemy spodziewać się wznowienia działań wojennych i kolejnego politycznego mordobicia. Pewnie nawet jeszcze bardziej brutalnego, niż to z którym mieliśmy do czynienia ostatnio. Bo przecież obie największe dziś partie czują się zwycięzcami, obie uważają że uzyskały niezłe wyniki, a najbliższe starcie rzeczywiście będzie dla nich wojną o wszystko, lub prawie o wszystko. W końcu ten, kto zdobędzie Pałac Namiestnikowski będzie już tylko o krok od władzy absolutnej, a każdy - i PiS, i PO - marzy o uzyskaniu bezwzględnej większości, która pozwoli narzucić reszcie kraju swój model, swoją wizję Polski. A są to wizje całkowicie sprzeczne, wręcz wrogie.
Żeby nie było wątpliwości: w tym sporze moje sympatie, nieco z konieczności, są po stronie Platformy i Tuska. Ale to nie jest dobry układ. Większość komentatorów oceniających niedzielne głosowanie zwracała uwagę, iż jego wyniki oznaczają petryfikację istniejących podziałów na naszej scenie politycznej. Mamy więc ukształtowany w roku 2005 układ, w którym całą scenę dominują dwa silne ugrupowania prawicowe, a reszta może spełniać co najwyżej rolę partii obrotowych. Jeśli w ogóle, bo przecież docelowym rozwiązaniem - zdaniem rzeczników tej opcji - jest model dwupartyjny, który rzekomo ma zapewnić o wiele bardziej stabilne rządy.
W istniejącym układzie politycznym uważam taką perspektywę za groźną. I nie chodzi tu już o to, że podobny model byłby sprzeczny z polską tradycją polityczną, o wiele bardziej pluralistyczną. Problem w tym, kto miałby tworzyć owe dwa bieguny. PO i PiS łączy tylko jedno: postsolidarnościowe korzenie. Kiedyś, w czasie wspólnych bojów z postkomunistami, zaowocowały one wspólnym projektem wielkiej koalicji PO-PiSu, która natychmiast się rozpadła, gdy jednoczący ją wróg został zmarginalizowany.
Dziś, tamte podziały nie mają już żadnego znaczenia, poza - być może - symbolicznym. Ich miejsce zajął nowy podział na obóz Polski nowoczesnej i otwartej, Polski nie bojącej się zmian i - w dobrym tego słowa znaczeniu - europejskiej oraz obóz Polski tradycjonalistycznej, pełnej kompleksów i prowokowanych lęków wobec sąsiadów, Ruskich i Niemców, wszelkiej maści liberałów, masonów i cyklistów, dybiących rzekomo na naszą suwerenność i narodowo-katolicką tożsamość. Kiedyś ten obóz skrótowo, ale dosadnie nazwano "ciemnogrodem"...
Niestety, niedzielne wybory utrwalają ten szkodliwy układ. Niekorzystny, bo w gruncie rzeczy oznacza on konieczność wyboru między skrajnościami, co z kolei - jeśli nie pojawi się jakaś trzecia, moderująca siła - grozi, że co jakiś czas będziemy wstrząsani rewolucjami w stylu IV RP, a nasz rozwój będzie się dokonywał na zasadzie: od ściany, do ściany i według reguł zimnej wojny domowej. A jak to wygląda w praktyce, mogliśmy się już przekonać.
Czy jest szansa na pojawienie się takiej nowej, moderującej siły? - Niewielka, ale jest. Po ostatnich wyborach relatywnie silną pozycję utrzymało i SLD, i PSL. Za to totalną klęskę poniosła centro-lewicowa koalicja Porozumienia dla Przyszłości, a wraz z nią politycy o tzw. dobrych nazwiskach: Dariusz Rosati, Marek Borowski, Andrzej Wielowiejski, Janusz Onyszkiewicz czy Józef Pinior. W praktyce oznacza to ostateczne ich zejście ze sceny, przynajmniej pod dotychczasowymi szyldami. I teraz mamy dwie możliwości: albo centrolewicowy elektorat rozpłynie się i podzieli; część wesprze SLD, a część na trwałe odpłynie do Platformy, albo - wobec kompletnej porażki SdPL i PD - zacznie skupiać się wokół nowego ośrodka koncentracji, jaki w oparciu o reanimowane Stronnictwo Demokratyczne zamierza tworzyć Paweł Piskorski.
Nie jest bez szans i z wielu względów to drugie rozwiązanie wydaje mi się ciekawsze i lepsze od pierwszego. Na plus Piskorskiego, cieszącego się opinią skutecznego polityka i dobrego organizatora, przemawia jedno: realistycznie ocenia sytuację i nastawia się na długi marsz, z finałem dopiero podczas najbliższych wyborów do Sejmu. Bo już dziś wiadomo, że skoro podczas niedzielnego głosowania PiS nie został znokautowany, to najbliższe wybory prezydenckie będą miały charakter totalnie konfrontacyjny i ultymatywny, w myśl zasady: albo głosujesz na Tuska, albo wróci IV RP. Sytuacja radykalnie zmieniłaby się tylko wówczas, gdyby w pierwszej turze głosowania kandydat PiSu, Lech Kaczyński, poniósł klęskę, zajmując najwyżej trzecią lokatę. I warto o to powalczyć. Taki powinien być teraz cel strategiczny...
Na pocieszenie, jedna budząca nadzieję informacja: jak wynika z danych socjologicznych zebranych podczas wyborów do PE, PiS ma nad PO przewagę poparcia dopiero w grupie powyżej 60 lat. W młodszych przedziałach wiekowych proporcje poparcia są mniej więcej, jak 2 : 1. Oczywiście na korzyść PO. Przyszłość należy do młodych, ale to i tak ciągle jeszcze o wiele za dużo.
Tagi:
Tematy do dyskusji: Sławomir Popowski: Końca wojny nie widać
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


