Sławomir Popowski: Energetyczny poker
Zasoby energetyczne Rosji należą do największych na świecie i bagatelizować jej nie można. Ale – jak w pokerze – Moskwa często blefuje. I jak to w pokerze: zadecyduje o ostatecznym wyniku suma kolejnych rozdań i licytacji. Pasjonujący szkic Sławomira Popowskiego, znawcy problemu, ukazuje, z czym Moskwa siada do tej gry.
Boimy się Rosji. A odkąd Rosja ogłosiła się „energetycznym mocarstwem” i gotowa jest wykorzystywać paliwa i energię, jako oręż (w miejsce czołgów), służący realizacji jej ambicji mocarstwowych – boimy się dwa razy bardziej. Co najmniej proporcjonalnie do stopnia uzależnienia od rosyjskich dostaw ropy i gazu. I często tracimy głowę, wierząc, że wystarczy jeden złoty środek, jakiś super-rurociąg omijający Rosję i natychmiast wszystkie problemy – polityczne i ekonomiczne – znikną, jak zły system. W rzeczywistości sytuacja jest o wiele bardziej złożona. Rosji, z oczywistych powodów, bagatelizować nie można, ale też trzeba zdawać sobie sprawę z tego, iż — jak w pokerze - Moskwa często również blefuje. I jak w pokerze, o ostatecznym wyniku decyduje suma kolejnych rozdań i licytacji. Chyba, że któryś z graczy zalicytuje za wysoko, a drugi powie: „sprawdzam”. Jesteśmy coraz bliżej tego momentu...
Atuty Rosji
Z pozoru atuty Rosji są niezwykle mocne. Jej zasoby energetyczne należą do największych na świecie. Według ostatnich szacunków na terytorium Federacji Rosyjskiej znajduje się: 12 proc rozpoznanych, światowych zasobów ropy naftowej, 45 proc - gazu ziemnego oraz 25 proc węgla kamiennego. Samych udokumentowanych złóż ropy i gazu jest ponad 3 tys., z czego mniej więcej połowa znajduje się już w eksploatacji. Rocznie dostarczają one (dane za 2005 r) ponad 470 mln ton ropy naftowej oraz przeszło 638 mld m sześć gazu ziemnego, zapewniając Rosji 31 proc przyrostu PKB, 63,8 proc wpływów dewizowych oraz 57,9 proc wpływów podatkowych państwa.
Plany są jeszcze bardziej ambitne. Według obowiązującej "Strategii energetycznej Rosji do roku 2020", w ciągu najbliższych 7 lat rosyjska produkcja ropy naftowej powinna wzrosnąć do 530 mln ton, a jej eksport - do 310 mln ton. Zgodnie z tymi prognozami, podstawowa część ropy pochodzić będzie ze złóż zachodnio-syberyjskich. Przewiduje się jednak rozbudowę nowych centrów wydobywczych we Wschodniej Syberii i Jakucji (50 mln ton w roku 2015), a także na szelfie Sachalinu (25-26 mln ton), i wreszcie, w rosyjskim sektorze Morza Barentsa i Morza Kaspijskiego.
Jeszcze lepiej przedstawiają się prognozy dotyczące wydobycia gazu ziemnego. Założenia "Strategii 2020", przewidują do roku 2015 zwiększenie wydobyci gazu do 740 mld m sześć, z czego na eksport przeznaczonych ma być 290 mld m sześć.
I w tym przypadku przewiduje się zmianę geografii wydobycia „błękitnego paliwa". Produkcja gazu ze złóż zachodnio-syberyjskich ma ulec stabilizacji, a cały przyrost planuje się uzyskać z nowych złóż, położonych we Wschodniej Syberii i na Dalekim Wschodzie, w oparciu o które - jak przewiduje „Strategia 2020" - powinny powstać zupełnie nowe centra wydobywcze, porównywalne z tymi zachodnio-syberyjskimi.
Dysponując takimi możliwościami, Rosja jest jednym z największych beneficjentów obecnej koniunktury na rynkach światowych i trudno się dziwić, że Moskwa stara się do maksimum stara się to wykorzystać.
Energetyczna dyplomacja
W tym przypadku chodzi jednak nie tylko o realizację określonych celów ekonomicznych i rozwojowych (m.in. z pomocą tzw. Funduszu Stabilizacyjnego, tworzonego od 1 stycznia 2004 r. z nadwyżek dewizowych uzyskiwanych z eksportu ropy i gazu), ale także o wykorzystanie eksportu paliw i energii, jako ważnego instrumentu, służącego realizacji rosyjskich celów strategicznych i geopolitycznych. Co więcej, wiele wskazuje, iż w istocie owe cele geopolityczne, od kilku lat są stawiane na pierwszym miejscu.
Najlepszym tego dowodem - przebieg szczytu grupy G-8 w Petersburgu (w lipcu 2006 r). To właśnie wówczas Putin wystąpił z bardzo konkretną ofertą: Rosja gotowa jest wziąć na siebie rolę gwaranta bezpieczeństwa energetycznego Zachodu, ale na nowych warunkach oraz w zamian za określone koncesje polityczne i ekonomiczne.
W tym duchu formułowane są też główne cele strategiczne stawiane przed „dyplomacją energetyczną”, o której mowa w opublikowanych w ub. r. przez MSZ w Moskwie: "Wytycznych dla rosyjskiej polityki zagranicznej". Sens tej strategii można streścić następująco: oto po rozpadzie ZSRR - tej największej tragedii geopolitycznej XX w - a także po latach chaosu i "smuty", Rosja znów zebrała się w sobie i - wykorzystując swoje atuty rozwojowe, a także potencjał demograficzny, ekonomiczny, surowcowy oraz militarny - wraca do pierwszej ligi i może prowadzić politykę, zgodne z jej interesami narodowymi, tak jak sama będzie je formułować. Te interesy wymagają zaś: uznania całego obszaru dawnego ZSRR (a w przeszłości Imperium Rosyjskiego - ewentualnie z wyłączeniem państw bałtyckich, z których niezależnością Moskwa pogodziła się najwcześniej), jako domeny rosyjskiej, a także potraktowania Europy Środkowej i Wschodniej jako rosyjskiego "przedpola geopolitycznego", w którym Rosja powinna zachować mocne pozycje. Bo tylko wówczas - i to jest trzeci warunek - będzie rzeczywiście równoprawnym członkiem światowego "koncertu mocarstw", co według założeń Moskwy jest najbardziej korzystną formułą organizacji ładu światowego.
Trzy stopnie zależności
Tak jednoznacznie, wręcz brutalnie, formułowana polityka jest różnicowana w zależności od obszaru, którego dotyczy. W przypadku państw WNP podstawowym celem Rosji jest utrzymanie tych krajów w sferze jej wyłącznych wpływów. To z kolei wymaga utrzymania monopolu na transport ropy i gazu oraz kontroli nad zasobami surowców energetycznych (głównie w krajach Azji Środkowej). Stąd m.in. projekt utworzenia, całkowicie kontrolowanego przez Moskwę, jednego centrum sterowania dostawami energetycznymi pomiędzy Europą i Azją, a także polityka Gazpromu, który od lat, z żelazną konsekwencją, dąży do przejęcia właścicielskiej kontroli nad narodowymi operatorami gazowymi i podległymi im sieciami krajowymi oraz tranzytowymi.
Częścią tej strategii jest również podpisana w 2003 r umowa Gazpromu z Turkmenistanem, zgodnie z którą w latach 2007-2008 Rosja będzie skupywać wszystkie turkmeńskie nadwyżki eksportowe gazu a także podpisane dwa lata później podobne porozumienia z kazachskim KazMunaiGazem oraz uzbeckim Uztransgazem. Dzięki tym umowom, do 2010 r. strona rosyjska zarezerwowała dla siebie całość możliwości tranzytowych rurociągów kazachskich i uzbeckich oraz nadwyżki eksportowe kazachskiego gazu, a "Gazprom" stał się jedynym pośrednikiem między środkowo-azjatyckimi producentami "błękitnego paliwa", a odbiorcami gazu ziemnego w innych krajach WNP i Europy.
Wreszcie, polityka cenowa. Poczynając od 2005 roku, Moskwa konsekwentnie odchodzi od odziedziczonego po czasach radzieckich systemu subsydiowania gospodarek państw WNP za pomocą niższych cen ropy i gazu. Oficjalnie głoszona jest doktryna stopniowego przechodzenia na ceny rynkowe, co wykorzystywane jest również jako instrument presji: kraje gotowe realizować rosyjskie żądania mogą liczyć na niższe ceny lub też wydłużenie okresów przejściowych. Te, które się opierają — są skazane na kłopoty.
„Nowa” Unia...
Inaczej formułowana jest strategia wobec państw Europy Środkowej. Decydują o tym dwa czynniki: po pierwsze - większość krajów tego regionu, tworzących przed laty wspólny z Moskwą blok państw socjalistycznych, jest w dużym stopniu uzależniona od importu ropy naftowej i gazu ziemnego z Federacji Rosyjskiej. Średnio sprowadzają one z Rosji 80 proc zużywanej przez siebie ropy naftowej oraz ponad 75 proc gazu. Po drugie - kraje te, a w szczególności Słowacja i Polska, odgrywają kluczową rolę w tranzycie rosyjskich surowców energetycznych do Europy Zachodniej. Dla przykładu: ponad 90 proc rosyjskiego eksportu gazu ziemnego przechodzi przez te właśnie kraje, w tym przez samą Słowację ok. 70 proc.
Te dwa czynniki - nie licząc wcześniejszego, "geopolitycznego" - określają strategię energetyczną Rosji w tej części Europy. Głównym jej celem jest utrzymanie zależności państw regionu od dostaw rosyjskich oraz - wykorzystując mechanizmy rynkowe i wpływy polityczne – podejmowanie prób przejęcia własności i zarządzania infrastrukturą naftowo-gazową.
„Stara” Unia...
Wreszcie Europa Zachodnia, czyli - jak mówią Rosjanie - "stara" Unia. Moskwa ma tu problem. Wprawdzie kraje zaliczane do tej grupy są skazane na rosnący import ropy i gazu, w tym również z Rosji, ale sytuacja przypomina tę z bajki o Kozaku i Tatarzynie. Już teraz gros energii eksportowanej ze złóż rosyjskich trafia do Europy Zachodniej. Co więcej, z myślą o tych odbiorcach zbudowano całą infrastrukturę przesyłową, co powoduje, że w najbliższych latach, dopóki Rosja nie dokona reorientacji kierunków swojego eksportu na nowe rynki zbytu - będzie skazana na rynek europejski, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Ale dlatego też tak, jak my zabiegamy o dywersyfikację dostawców paliw i energii, tak Rosjanie stawiają sobie za cel większe zróżnicowanie kierunków eksportu i w pierwszej kolejności na korzyść państw regionu Oceanu Spokojnego, a przede wszystkim Chin, których zapotrzebowanie na paliwa płynne rośnie w postępie nieomal geometrycznym. Patrząc z tego punktu widzenia budowa Wschodnio Syberyjskiego rurociągu naftowego ma dla Rosji takie samo znaczenie strategiczne, jak niegdyś rurociągu „Przyjaźń".
Wszystko to tak czysto i klarownie wygląda tylko na papierze. W rzeczywistości polityka ta, szczegółowo opisana w przyjętej w 2003 r i do dziś obowiązującej "Strategii Energetycznej Rosji do roku 2020" – (obecnie pracuje się nad kolejną jej, mniej triumfalistyczną, wersją do roku 2030) - napotyka na coraz większe opory. Co więcej, już pojawiły się głosy ekspertów, ostrzegających że jeśli w najbliższym czasie jej zasady nie ulegną zmianie, to Rosja już w niedługim czasie może znaleźć się na progu poważnego kryzysu paliwowo-energetycznego.
W powodzi doniesień o rekordach cenowych na światowych rynkach naftowych, a także o pełnych triumfu wypowiedziach rosyjskich polityków gdzieś ginie informacja, że właściwie już teraz możemy mówić o stagnacji, a nawet spadku wydobycia ropy naftowej.
Coraz mniej ropy
Z danych Międzynarodowej Agencji Energetyki (IEA) wynika na przykład, że w I kwartale 2008 r produkcja ropy w Rosji utrzymywała się na poziomie niespełna 10 mln baryłek dziennie, co oznacza spadek o 1 proc w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.
Potwierdzają to dane rosyjskiego Instytutu Polityki Energetycznej. W ub r „nominalnie" wydobycie ropy wzrosło o 2,3 proc, a rzeczywiście jedynie o 0,06 proc, przy czym znaczące spadki wydobycia ropy zanotowały takie wielkie kompanie naftowe, jak "Surgutnieftiegaz", "Rosnieft", "Rusnieft" i "Sławnieft".
Porównajmy to z optymistycznymi zapisami „Strategii 2020". Zakładano wówczas, że w latach 2005-2007, średnioroczne tempo przyrostu wydobycia ropy naftowej powinno wynosić 4-5 proc. Co z tego wyszło - widać po wynikach ubiegłego roku. Zamiast wzrostu mamy do czynienia ze stagnacją, a teraz nawet groźbą spadku wydobycia.
Rosyjscy eksperci wskazują również na przyczynę tego stanu rzeczy. Ich zdaniem, załamanie nastąpiło na przełomie 2003 i 2004 roku, a jego powodem było rozpoczęcie nowej wojny o podział własności i restrukturyzację sektora naftowego, postępująca renacjonalizacja kompanii naftowych, a także faktyczna likwidacja wcześniej obowiązujących przepisów o rozdziale produkcji, regulujących zasady współpracy z firmami zagranicznymi.
Swoje zrobiły również decyzje o zwiększeniu poziomu opodatkowania firm naftowych. Zgodnie z nowymi zasadami, ponad 90 proc dodatkowych dochodów z eksportu ropy, powinno być odprowadzonych do budżetu i trafić do tzw. Funduszu Stabilizacyjnego. Dzięki tym środkom Rosji udało się spłacić stare zadłużenie i wygenerować środki niezbędne na realizację tzw. programów narodowych. W rezultacie jednak eksport rosyjskiej ropy przestał reagować na to, co dzieje się z koniunkturą na światowych rynkach naftowych i coraz więcej firm, zwłaszcza małych oraz średnich i takich, jak "Tatnieft" i "Basznieft", zaczęło mieć też kłopoty z inwestycjami w zagospodarowanie nowych złóż.
Kłopoty z gazem
Jeszcze trudniejsza jest sytuacja w rosyjskim sektorze gazowym. Powodem tego jest systematyczny spadek wydobycia gazu z najbogatszych złóż w rejonie Nadym-Pur-Tazowskim, a także Urengojskim, Jamburgskim i Miedwieżym. Położone w tych rejonach złoża zostały już w dużym stopniu wyczerpane. Dla przykładu: złoża urengojskie w 75 proc, a jamburskie - w 60 proc. Sytuację mogłoby uratować szybkie zagospodarowanie najbardziej perspektywicznych złóż na Półwyspie Jamalskim, ale wymaga to zainwestowania w ciągu najbliższych 12 lat co najmniej 20 mld USD. Sęk w tym, że wielkiego „Gazpromu" na to nie stać. Co gorsza zamiast inwestować w zagospodarowanie nowych złóż, nadal - głównie ze względów geopolitycznych - przede wszystkim inwestuje w budowę nowych tras przesyłowych, licząc na to, że brakujące ilości gazu, niezbędne do realizacji zobowiązań eksportowych, kupi na pniu w Turkmenistanie, Kazachstanie i Uzbekistanie.
W ten sposób - ostrzegają eksperci - już w 2010 r Gazprom może stanąć przed groźbą stabilizacji wydobycia gazu na poziomie 550 mld sześć. Biorąc pod uwagę, długookresowe zobowiązania eksportowe, a także szybko rosnące zużycie gazu w samej Rosji, dyktowane - z jednej strony - tempem rozwoju ekonomicznego, a z drugiej - realizowaną polityką cenową na rynku wewnętrznym, Rosji już w 2010 r grozi deficyt gazu w ilości od 220 mld m sześć w wariancie „optymistycznym" - do 307 mld m sześć w wariancie "pesymistycznym".
Trudny chiński partner
Na tym jednak nie koniec. Rosja, w dużej mierze na skutek nazbyt obcesowej i "wielkomocarstwowej" polityki Moskwy, zaczęła mieć kłopoty i na innych frontach. Weźmy przykład Chin. Rosja chciałaby wykorzystać dla siebie przybierającą na sile rywalizację między Chinami oraz USA na światowych rynkach energetycznych.
Z myślą o tym rynku (ale także z myślą o rynku indyjskim oraz krajów basenu Oceanu Spokojnego) w Rosji – zgodnie ze „Strategią 2020” - realizowany jest program zwiększenia wydobycia ropy ze złóż wschodnio-syberyjskich i jakuckich (do 50 mln ton w roku 2015) oraz dalekowschodnich, na szelfie Sachalina (do 25-26 mln ton), a także rządowy program utworzenia w tym regionie jednolitego systemu wydobycia i transportu gazu ziemnego.
W sumie, zakłada się, iż udział rynków wschodnich (głównie chińskiego) w rosyjskim eksporcie paliw i energii wzrośnie z 3 proc obecnie do 30 proc w roku 2017, co oznacza konieczność zwiększenia eksportu ropy na tym kierunku do 60 mln ton oraz gazu ziemnego - do poziomu 65 mld m sześć. rocznie. Z myślą o tym podjęto m.in. budowę rurociągu naftowego Wschodnia Syberia - Ocean Spokojny (WSTO), który został wpisany na listę priorytetowych inwestycji "Strategii 2020". Gdy jednak przystąpiono do realizacji tej inwestycji, okazało się że - po pierwsze - nie ma żadnej pewności, że w krótkim czasie uda się wydobyć planowane ilości ropy. Po drugie zaś - wbrew oczekiwaniom, Chiny bynajmniej nie kwapią się z zakupem rosyjskiej ropy, a jeśli już, to nie do przeskoczenia okazały się ich warunki cenowe.
Dotyczy to zresztą nie tylko ropy, ale i gazu ziemnego, który Rosja również chciałaby sprzedawać do Chin. Kiedy w 2006 podpisano porozumienie o budowie gazociągu "Ałtaj", z konieczności ograniczono się jedynie do określenia wielkości dostaw, natomiast kwestie cen na wszelki wypadek w ogóle pominięto. Podobnie było (również w 2006 r), gdy negocjowano sprzedaż gazu ze złóż kowyktyńskich na Syberii. Rozmowy zakończyły się fiaskiem, ponieważ Chiny nie chciały się zgodzić na cenę wyższą niż 40 USD za 1000 m sześć, tj znacznie niższą nawet od tej, którą płaciła wówczas Ukraina.
Jak złamać rosyjski monopol
Na tym jednak nie koniec. Pekin, jak się okazuje, woli nie popełniać błędów innych, realizuje własną politykę energetyczną i już teraz podejmuje działania, które zmniejszać będą jego zależność od importu rosyjskiej ropy i gazu. Co więcej, ugodził w najczulszy punkt Rosji. Przystępując do budowy własnych magistrali naftowych i gazowych, bezpośrednio łączących Chiny z dostawcami w Kazachstanie i Turkmenii, w gruncie rzeczy skutecznie podważył monopol Rosji na eksport ropy i gazu ze złóż w Azji Środkowej. Dzięki tym działaniom, już w roku 2010 Chiny będą kupować bezpośrednio w Kazachstanie i w Turkmenistanie, z pominięciem Rosji, ok 20 mln ton ropy naftowej oraz 30 mld m sześć gazu ziemnego. A to przecież dopiero początek, o czym może świadczyć rosnąca aktywność Chin w całym basenie Morza Kaspijskiego.
Moskwa - z punktu widzenia swojej strategii - ma też prawo niepokoić się stopniową, być może jeszcze zbyt powolną, ale już widoczną zmianą w polityce energetycznej państw Unii Europejskiej. Lekcja białoruska i ukraińska, gdy Rosja nie zważając na nic zakręcała kurki gazowe i naftowe, by wymóc na słabszych partnerach korzystne dla siebie rozwiązania - niezależnie od tego, jak sensownie nie byłyby one uzasadniane - zrobiła swoje. Europejscy odbiorcy zrozumieli, że z Rosją żartów nie ma i lepiej dmuchać na zimne, niż później się sparzyć. Stąd - na co zwracają uwagę sami Rosjanie - coraz silniejsza presja na rzecz dywersyfikacji dostaw ropy i gazu oraz związane z tym inicjatywy, zmierzające do stworzenia wspólnej polityki energetycznej UE, a także działania zmierzające do uzyskania bezpośredniego dostępu do zasobów Azji Środkowej oraz rejonu Morza Kaspijskiego, z całkowitym pominięciem Rosji.
Wojna na rurociągi
W obu przypadkach jest to traktowane w Moskwie, jako zagrożenie i największe wyzwanie dla rosyjskiej strategii energetycznej. Ale dlatego też, z pomocą instrumentów politycznych, Rosja stara się blokować wszelkie próby stworzenia wspólnej polityki energetycznej Unii - m.in. wygrywając różnice interesów między państwami tzw. starej i nowej Unii, a także w każdej z tych grup.
Po drugie, nie licząc się z kosztami, próbuje za wszelką cenę zablokować zabiegi krajów Unii o budowę alternatywnych, (wobec rosyjskich), szlaków eksportu ropy i gazu z rejonu Morza Kaspijskiego. I tak, aby nie dopuścić do powstania "europejskiego" gazociągu "Nabucco", wszelkimi dostępnymi środkami politycznymi - i jak dotąd dość skutecznie - zaczęto forsować budowę gazociągu południowego, South Stream, który ma prowadzić przez Morze Czarne do Bułgarii, Serbii, Węgier i dalej do państw Europy Południowej.
W przypadku ropy naftowej podobną rolę ma spełniać rurociąg Burgas - Aleksandropolis. Ten stosunkowo krótki ropociąg o długości zaledwie 280 km, ale za to o dużej przepustowości - do 35 mln ton w pierwszym etapie, z możliwością jej zwiększenia do 50 mln ton - ma strategiczne znaczenie dla rosyjskiego eksportu naftowego. Otwiera on nowy szlak przesyłowy rosyjskiej ropy z portów Morza Czarnego na rynki Europy, a także do USA i - co jeszcze ważniejsze - może być on konkurencyjny wobec coraz intensywniej wykorzystywanego i "niezależnego" od Rosji rurociągu naftowego BTD (Baku-Tbilisi-Dżejhan). Na dodatek, stronie rosyjskiej udało się wynegocjować 51 proc udziałów w tym przedsięwzięciu, co daje jej prawo kontroli nad rurociągiem praktycznie na całej jego długości, a biorąc pod uwagę, że Grecja i Bułgaria są członkami UE — można powiedzieć, że Rosji w ten sposób udało się rozbić jedność i solidarność energetyczną Europejczyków.
Solidarność ponad wszystko
Mimo tych spektakularnych sukcesów politycznych, zdaniem sporej części rosyjskich analityków rynku paliwowo-energetycznego, w dłuższej perspektywie Federacji Rosyjskiej nie uda się jednak utrzymać pełnej kontroli nad zasobami środkowo-azjatyckimi i kaspijskimi. Zdaniem ekspertów z wpływowej Rady ds Polityki Zagranicznej i Obronnej, sytuacja geopolityczna w tym regionie generalnie kształtować się będzie na korzyść Zachodu. Zwłaszcza, że i najważniejsi oraz najwierniejsi partnerzy w tym regionie - Kazachstan i Turkmenia - zdradzają oznaki coraz większej samodzielności i są coraz bardziej podatni na rosnącą presję państw Unii i USA. Rosną też ich wymagania cenowe wobec Rosji, a jednocześnie "grają" alternatywnymi projektami naftowymi i gazowymi, proponowanymi przez jej zachodnich konkurentów...
Ale właśnie dlatego, aby zachować status regionalnego lidera energetycznego i licząc się z relatywnym pogorszeniem warunków eksportu paliw i energii na rynek europejski, rosyjskie firmy naftowe i gazowe już teraz zabiegają o umocnienie swoich pozycji i rozbudowę przyczółków zajmowanych na tym rynku. Chodzi w tym przypadku o przejmowanie udziałów w europejskich firmach przewozowych, rafineriach i zakładach przetwórstwa naftowego, a także w sieciach dystrybucji paliw. Od solidarności Europejczyków, od tego czy i na ile uda się wypracować założenia wspólnej polityki energetycznej zależy czy Rosji, która z ropy i gazu uczyniła oręż służący realizacji jej geopolitycznych, wielkomocarstwowych ambicji - uda się wygrać.
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


