Stefan Bratkowski: Kim oni są

2009-08-07 20:06

Jako stary zawodowiec odczytuję bez problemu, co oznacza jakiś nagły wybuch agresji publicystycznej lub stała agresja, stale uprawiane ataki: autor cierpi frustrację, czasem nawet bardzo głęboką, nie zawsze uświadomioną, a niezaspokojona ambicja własna rozładowuje się agresją. Zaintrygowała mnie jednak agresywność internetowego środowiska, zwanego popularnie „chamowem”. Kim są autorzy, z jakich środowisk, co nimi powoduje? Umówiłem się na rozmowę z paroma znajomymi psychologami i tak powstał pewien „portret” tych młodych (w przygniatającej większości) ludzi. 

Otóż w przygniatającej większości są to mężczyźni, nastolatki i dwudziestoletni. Kobiet wśród nich prawie nie ma. Warci w pewnym stopniu współczucia, nie tylko potępienia. Mają nierozwiązane problemy damsko-męskie, nie kochają żadnej odpłacającej uczuciem dziewczyny, na ogół, albo i wszyscy – to biedni samotni onaniści, nie zaspokojeni ani fizycznie, ani emocjonalnie. Agresja nie jest dla nich wprawdzie formą ejakulacji, pomaga tylko na trochę uspokoić męską frustrację. 

W ogromnej większości są  bądź też byli kiepskimi uczniami, tymi „gorszymi”, z naturalnym kompleksem niższości. Ich masowe kłopoty z ortografią ujawniają to jednoznacznie, nawet, jeśli jakiś drobny procent wśród nich to dyslektycy. W szkole to się rozładowuje agresją wobec koleżanek i kolegów oraz wobec nauczycieli. Wchodzą potem w świat ludzi dorosłych jako „gorsi”, kompleks niższości narasta, bo to inni robią kariery. Z taką ortografią nie ma czego szukać. 

W przewadze – co też, zdaniem psychologów, pozwalają odczytać ich „publikacje” - to młodzież z uboższych rodzin, z „ludu”, lub inteligenckich rodzin w pierwszym pokoleniu. Odsłania ich ordynarny język, traktowany w tych środowiskach jako normalny. A w każdym razie są to młodzi ludzie, którzy odczuwają cudzy, niezasłużony w ich podświadomości dobrobyt lub wyższą pozycję społeczną jako swoje poniżenie. Odczuwają wrogość do tych zamożniejszych i wszystkich tych „wyżej”, ponieważ każde „wyżej” odbierają jako swoistą agresję przeciw sobie, i każde „wyżej”, czy to bogatszego sąsiada, czy to nieznanego sobie sławnego artysty lub wielkiej sportsmenki, każdy, słowem, odstęp społeczny, pogłębia w nich frustrację. Nie należy ich porównywać z „blokersami”, „blokersi” to chłopcy, którym nikt nie zaproponował jakiegoś innego sposobu na spędzanie wolnego czasu, demoralizują się, jeśli już, to jako środowisko; w Internecie, poza przemyślnie organizowanymi grupami „jaczejek” politycznych, występują w „chamowie” osobnicy już zdemoralizowani swoją samotnością we frustracji. To się pogłębia: dociera do nich, że ci „wyżej” nimi pogardzają, a w Polsce żaden ból fizyczny nie dorównuje dotkliwością bólowi kogoś, kim się pogardza. Odstęp rośnie. W epoce, kiedy coraz bardziej liczy się „co mam”, sama cudza zamożność i bogactwo hipermarketowej oferty rodzą wyzwania. I co za tym idzie - frustrację. Nie tylko wyższość niedosiężnej urody znakomitej siatkarki czy umysłu filozofa. To była, historycznie rzecz biorąc, publiczność dla faszystów, hitlerowców, tak ongiś dla Wszechniemców, jak potem dla Wszechpolaków. „Gorsi” – jeśli ich wyuczono kompleksu gorszych. Nie wszyscy się dawali. 

Jest pewna grupa – której nie umieliśmy jednak zaliczyć do „chamowa” - grupa „trolli”, inteligenckich synów, którzy wyrastali jako rozpieszczone „cudowne dzieci” (przynajmniej w poczuciu rodziców) i których dorosłość, a nawet czasem już i szkoła średnia, sprowadza do równego innym statusu. Nie trawią tego. Operują sprawnym inteligenckim językiem, ich agresja ma inny poziom, ale też czerpią satysfakcję z możliwości anonimowego poniżenia kogoś „wyżej”. Popisują się wręcz tą swobodą – przed ogółem internautów i przed samymi sobą. Ale wyrosną z tego. Na razie nie zdają sobie sprawy, że otwarte są przed nimi kariery publicystów, jeśli tylko zechcą zapoznać się z jakąś dziedziną życia lepiej niż inni i być uznanymi fachowcami danego tematu. Mogą też dać się pochłonąć wspaniałemu ruchowi „dziennikarstwa obywatelskiego”. Słowem, to nie jest choroba nieuleczalna.  

Z „chamowem” trzeba rozmawiać. Uświadomić, że każdy może być szczęśliwie zakochany. Że każdy może być wszystkim – byle zechciał w to włożyć trochę zorganizowanego własnego wysiłku. Dawniej ich warstwę określało się „lumpami”, ale z dawnych lumpów i powojennych bezprizornych wyrosły nas całe pokolenia dzielnych i szanowanych ludzi. Nie ma barier nie do pokonania. Wiem, że to moje wyznanie wiary brzmi śmiesznie w konfrontacji z wodzirejami „chamowa”, ale – znając źródła ich agresji – nie patrzę na nich jedynie z pogardą. Także właśnie ze współczuciem. Należę do pokolenia self-made-manów, którym rodzice nie mogli po wojnie zostawić niczego poza poczuciem przyzwoitości. Zawdzięczaliśmy wszystko samym sobie. Pochodzenie tylko mnie obciążało, proszę sobie wyobrazić, co by było, gdybym jeszcze pochwalił się arcybiskupem w rodzinie w XIII wieku! 

 

No i sprawa anonimowości w Internecie. Moje stanowisko jest jasne – nie tylko na podstawie doświadczeń zawodowca. Anonimowość kryje tchórzy – to chciałbym przekazać wszystkim anonimom. Kto anonimowo atakuje ludzi, jako tchórz nie zasługuje na nic innego jak tylko na pogardę. Jeśli ktoś chce korzystać z „nicku”, niech poda przynajmniej swoje sprawdzalne dane portalowi na zasadzie „nazwisko i adres znane redakcji” (z telefonem). „Żadnych róż, jeśli tchórz”. Bez żadnych bzdurnych regulacji państwowych. 

Stefan Bratkowski

Tematy do dyskusji: Stefan Bratkowski: Kim oni są

Data: 2009-08-23

Dodał: Janusz Szeluga

Tytuł: Chamstwo i medycyna

Zjawisko o którym pisze Pan Red. Bratkowski , jest mi znane od dosyć dawna ,bo żaden z zawodów nie został tak skopany w nowej rzeczywistości co medycyna. W ostanim numerze Medical Tribune dr Grzegorz Napiórkowski Prezes zarządu Stowarzyszenia ,, Młodych Lekarzy " pisze np . o tym ,że internet stał się kolejnym miejscem w którym spotyka się lekarz z pacjentem i zamiast wykorzystywać wiedzę lekarza to dokonuje publicznej oceny jego umiejętności .Jeśli pacjent jest przy zdrowych zmysłach to opinia jest obiektywna ,-niezależnie czy negatywna lub pozytywna ale kiedy jest tak,tak .. sfrustrowanym pacjentem jak większość i chce skopać lekarza , to nie ma lepszego miejsca jak interenet ,żeby zrobić to publicznie. Nawet kiedy ten lekarz mu potem udzieli pomocy ratującej żecie to i tak na stronie interenetowej pozostanie obrzydliwy kleks na całą wieczność ,którego nikt już nie jest w stanie wywabić.
Był bym ostrożny w używaniu określenia chamstwo , gdyż jest ono wybitnie pejoratywnym określeniam . Raczej posłużyłbym się zaczerpniętym z Hegla pojęciem ,, tezy '[ . Jeżli ktoś stawia tezę ,że jestem chamem , to antytezą może być lustrzane stwierdzenie. Jeśli jednak ma powstać kreatywna synteza potrzba czegoś więcej . A czego nie ma w naszm kraju ? ,, wspólnego altruizmu "

Data: 2009-08-16

Dodał: Zuzanna Wender

Tytuł: Można również powiedzieć

że owej agresji ulegają starzejące się samce, którym władza wymyka się z rąk. Następnie można to rozwinać i podbudować "naukowo", a wtedy będzie to tak samo prawdziwe jak pierwsza połowa tekstu pana Bratkowskiego. I zawierająca tyle samo pogardy dla starych samców, ile pogardy jest w tekscie pana Bratkowskiego dla samców młodych.
I oczywiście dochodzi tu do głosu stary polski podział na "inteligencję" i "plebs", na tych "lepszych" i tych "gorszych".
Wstyd panie Bratkowski, nie spodziewałam się tego po panu.

Data: 2009-08-14

Dodał: Benfranklin

Tytuł: @Autor

Chętnie podejmę polemikę z tym tekstem(nazwisko do wiadomości redakcji mogę podać, nr. tel też, choć nie wiem po co to Wam). Z tymi fachowcami to niestety Pan się myli, sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana...Czy nie jest czasem tak, że po prostu mamy od lat zamknięte we własnym intelektualnym sosie media (czyli ludzi którzy je tworzą), niezdolne do zaspokojenia potrzeb coraz większego i coraz bardziej różnorodnego rynku? Czasem można odnieść wrażenie, że ludzie polskich mediów zatrzymali się w czasie gdzieś najdalej w połowie lat 90, od tamtego jednak czasu społeczeństwo polskie uległo znacznym zmianom (choćby znacznie zwiększyła się liczba ludzi z wyższym wykształceniem), tymczasem schematy i sposób funkcjonowania ludzi mediów nie uległy żadnym zmianom. Moim zdaniem to bardziej trafne wyjaśnienie problemu niż to co Pan ( i psycholodzy z którymi Pan "rozmawiał") opisał. Może zamiast rozmawiać z psychologami o internautach (jest więcej typów internautów niż te kŧóre opisuje Pan powyżej) lepiej spojrzeć do własnego dziennikarskiego ogródka, bo tam widać niestety spory bałagan. Pozdrawiam.

Data: 2009-08-12

Dodał: Jakub

Tytuł: Definicja głupca.

No cóż, jak pisał Umberto Eco w Wahadle Foucaulta:
Głupiec nie błądzi w zachowaniu. Błądzi w rozumowaniu.
Głupiec wygłasza czasem twierdzenia słuszne, ale buduje je na fundamencie fałszywych przesłanek.
Tępaka poznaje się od pierwszego rzutu oka (nie mówiąc o matołku), podczas gdy głupiec rozumuje prawie tak samo jak pan i ja, tyle że z nieznacznym odchyleniem. Jest mistrzem paralogizmu.
Nie rozpoznaje ich akademia nauk, czemu miałby rozpoznawać ich wydawca?
Umberto Eco to profesor socjologii.

W internecie jest wielu ludzi, którzy może i nie umieją pisać, ale potrafią myśleć i wiedzieć, kiedy ktoś chce ich oszukać.
Co do tchórzy.
Tchórzem jest ten, kto pisze i powiela kłamstwa zwłaszcza rozpowszechniane przez władzę i silne lobby podejrzanych interesów.

Data: 2009-08-10

Dodał: Anonymous

Tytuł: Nice try.

I wonder what you'd say about that part of so called "chamowo" which isn't neither from mob's bottom, lovesick nor idiots with problems learning anything but still showing aggression. Your image of "trolls" is surely wrong. Almost all of them are kids with neostrada who want to be famous/respected, vent their spleen or make up their complexes. You heard of "dzieci neostrady"? Because that's what you've been writing about

Data: 2009-08-09

Dodał: Hazelhard

Tytuł: Kościół katolicki

Piszę jako ten, który doświadczyłem wielu niewybrednych ataków. Niemal zawsze związane były ze sprawami religijnymi. Namawiam Psychologów do prześledzenia tego wątku.

Data: 2009-08-08

Dodał: Jerzy Maciejowski

Tytuł: Szanowny Panie Stefanie!

Były czasy, gdy wszystko co Pan napisał traktowałem jak prawdę objawioną, z jaką się nie dyskutuje. Pańskie „Gazety dźwiękowe” traktowałem jako ważne źródło wiedzy. Niestety te czasy się skończyły.

Pisze Pan, że rozmawiał Pan z psychologami. Z tego co Pan pisze dalej wynika, że zna Pan kiepskich psychologów. Zwalanie wszystkiego na frustrację i na nierozwiązane problemy seksualne jest zbyt prymitywne, by traktować taką możliwość poważnie. 100 lat temu było to nośne, bo nikt o seksualności nie mówił. Teraz jak ktoś ma problem, to może skorzystać z agencji, seksszopu lub psychologa.

Chamstwo w sieci jest obecne nie, dlatego że Pańscy oponenci nie potrafią rozładować swoich problemów seksualnych, tylko dlatego że chcą się odróżniać od obłudnego środowiska jakim jest salon. Pan nie powie „s…j dziadu”. Pan da do zrozumienia, że adwersarz jest gorszy, pomimo że Pan nim nie gardzi. Pan wykorzysta każde potknięcie ortograficzne oponenta by uchylić się od merytorycznej polemiki, bo wie Pan, że jako przedstawiciel obłudy, nie ma Pan szans w dyskusji. A wielu internautów nie chce być posądzanym o to, że należą do tej samej salonowej koterii. Dlatego wielu świadomie robi błędy, choć w przeglądarce mają uruchomione słowniki i słowa błędnie napisane są podkreślane na czerwono. Ludzie wolą być nazywani chamami czy nieukami niż salonowcami vel Michnikowszczyzną.

Pisze Pan, że wystarczy zostać uznanym fachowcem i już wszystko jest w porządku. Niby kto ma uznać mnie za fachowca? Dwa razy występowałem na konferencjach Psychologii Rozwojowej i dwa razy koledzy fachowcy nie zrozumieli moich wystąpień, pomimo że przeciętny człowiek jest w stanie zrozumieć je bez żadnych problemów. Wiedza akademicka utrudnia czasem dostrzeżenie prawdy w sytuacji, gdy prawda jest sprzeczna z dogmatami wyznawanymi przez „pracowników nauki”.

Ja rozumiem Pańską frustrację związaną z utratą rządu dusz. I wiem, że Pańskie życie seksualne nie ma żadnego z nią związku, co nie znaczy, że musi być udane. Tyle że poczucie straty związane z utratą władzy jest przyczyną frustracji samą w sobie i nie ma potrzeby odwoływania się do czynników zewnętrznych.

To tyle odpowiedzi. Ponieważ nie spotkałem się z Pańskimi odpowiedziami na komentarze w studiu opinii zapraszam do mnie na tekstowisko, gdzie ten komentarz będzie umieszczony jako notka. Ja zapewne odpowiem na wszelkie Pańskie komentarze. A jeśli Pan chce do mnie zadzwonić to proszę bardzo +447809490802.

Data: 2009-08-09

Dodał: Czytelnik nieco inny

Tytuł: Re:Szanowny Panie Stefanie!

Szanowny Panie Jerzy!
Tłumaczenie zdziczenia i chamstwa opozycją wobec "salonu" i demonstrowaniem poglądów politycznych - to już jest aberracja umysłowa tej klasy, że nie powinien się Pan, niestety, dziwić, iż nie został Pan zrozumiany przez - tak przez Pana pogardzanych - "pracowników nauki". Wykazuje Pan bowiem wszelkie cechy maniactwa; politycznego bez wątpienia, naukowego z dużą dozą prawdopodobieństwa. Z takimi się po prostu nie gada: szkoda czasu. Tyle, że w polityce i psychologii maniactwo jest, niestety, mniej oczywiste, niż powiedzmy w fizyce. Pamiętamy doskonale tego "profesora" za Śląska, co to obalił teorię względności Einsteina; też pewno faceta z Salonu... Więc niech Pan sobie da spokój.

Data: 2009-09-06

Dodał: Jerzy Maciejowski

Tytuł: Panowny Czytelniku nieco inny!

Albert Einstein na przykład którego Pan się powołuje nie miał matury i naukowcem był mimo to. To czy jego teoria jest prawdziwa czy nie, jest w stanie stwierdzić niewielu, a jeszcze mniej jest w stanie w sposób przystępny tę wiedzę opublikować. Pańska wiara w tę teorię jest słabym dowodem jej prawdziwości.

Co do pracowników nauki, to może zechce Pan podać jedną teorię psychologiczną stworzoną przez pracownika nauki. Cała obecna psychologia bazuje na efektach pracy Zygmunta Freuda, który nawet psychologiem nie był. Behawioryzm to twórcze zastosowanie fizjologicznych koncepcji Iwana Pawłowa (również psychologa, prawda?), co najciekawsze właściwie zupełnie nietrafione. Jeśli jest Pan tak mądry, to proszę mnie maluczkiego oświecić, gdzie jest opublikowana teoria osobowości wyjaśniająca zachowanie człowieka i na jakim uniwersytecie ona powstała. Bo Pańskim zdaniem, tylko tam może powstać nauka, nieprawdaż?

A jeśli nie ma Pan na podorędziu takich przykładów, tylko czuje się Pan dotknięty zaliczeniem do „pracowników nauki” zamiast do naukowców, czy też jest Pan wyznawcą redaktora, to może niech Pan sobie da spokój i odpuści sobie wymądrzanie się? Zapraszam do mnie na tekstowisko, możemy tam przedyskutować Pańskie głębokie przemyślenia. :)

Data: 2009-09-23

Dodał: A no ni ma anonima

Tytuł: Re:Re:Szanowny Panie Stefanie!

Słowo "cham" - pochodzi od chan (wódz tatarski/mongolski), i oznacza kogoś kto w autorytatywny sposób chce rządzić/opiniować/trzymać innych "pod butem".
Jak widać - aby walczyć z chamstwem trzeba mieć jakiś prywatny interes w tym. Np. autor artykułu na ten temat na mojawyspa.com.uk przywołuje akurat wybory Miss Polonia. A ile trzeba, aby Polka z piwnymi oczyma została nazwana w Polsce na ulicy "murzynką" ? Wystarczy wejść na Sympatię i poszukać - jest ci ich u nas pewnie około miliona. Polaków statytycznie rzecz biorąc pewnie tyle samo. Trzeba jechać na wyspy, pożyć trochę wśród brytyjskich Hindusów, Cypryjczyków i południowoafrykańczyków, aby..po powrocie do Polski przejrzeć trochę na oczy. Nie każdy Polak = Niemiec wyglądowy.

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics