Stefan Bratkowski do Redaktora Naczelnego „Der Spiegel”: Nie "Nazi". Niemieccy hitlerowcy.

2009-05-30 17:43

Piszę ten krótki szkic sprowokowany Waszym artykułem o europejskich współwinach za holokaust. Piszę jako autor skromnej, małej książeczki „Kim chcą być Niemcy” i ostatnio, tego roku - felietonu „Kim są Niemcy”. Piszę jako człowiek, który starał się spopularyzować i promować tradycję Niemiec ignorowanych i zapomnianych - demokracji wolnych miast-republik i tych wszystkich dawnych, dobrodusznych, zaradnych Niemców, którzy nie zgadzali się na autokratyczne rządy lokalnych królów, książątek, margrabiów i hrabiów, a wynaleźli zarówno komunalne kasy oszczędności, jak banki ludowe i kasy Raiffeisena. Zwracałem uwagę i na historię najstarszą - dawni Sasi nie eksterminowali Słowian Połabskich, lecz ich schrystianizowali i zgermanizowali, czego najlepszym dowodem jest zachowanie słowiańskiego nazewnictwa miejscowego od Goerlitz, Zittau, Drezna i Lipska, przez Berlin i Koepenick po Lubekę, Rostock, i nawet Trittau pod Hamburgiem. To nie była cywilizacja morderców, nawet jeśli prowadzili wojny; zniemczona słowiańska dynastia rządziła formalnie Meklemburgią do roku 1918! Przez całe wieki Niemcy byli najlepszymi w Europie przyjaciółmi Polaków, przez trzy wieki uciekali do pokojowej i tolerancyjnej Polski przed prześladowaniami religijnymi i lokalnymi autokratycznymi władcami, a w XIX wieku emigrującym przez Niemcy powstańcom 1831 roku zgotowali marsz triumfalny.

Niepokoiła mnie za to skłonność wybitnych nawet historyków niemieckich do wiązania historycznej wielkości Niemiec z tradycją Prus. Dlatego ukazywałem w swej książeczce, jak Prusy podbiły resztę Niemiec (tak, podbiły, dosłownie; bitwę pod Sadową przegrała nie tylko Austria, także jej niemieccy sojusznicy) i jak Niemcy zostały sprusaczone, od pierwotnie liberalnego Treitschkego do Carla Schmitta, od różnych państwa i kultur do jednego „żelaznego kanclerza” i ujednoliconego „ordnung”, od cywilizacji „Budddenbrooków” do cywilizacji „Poddanego”; opowiadałem, jak ruch Wszechniemców razem z wiedeńskim antysemityzmem zrodził hitleryzm – czego akurat nie ma w Bullocka „ Hitler. Studium tyranii”. Przypominałem, że Prusy, a potem pruskie Niemcy, od roku 1740 wywołały dziewięć wojen, w tym pięć wielkich, a dwie światowe.

Podkreślałem, że dzisiejsi Niemcy nikogo nie mordowali, nie są hitlerowcami i odżegnują się od hitlerowskiej przeszłości - poza nikłym procentem politycznych dewiantów. Interesowało mnie natomiast, jaką identyfikację Niemcy wybierają, jakie dziedzictwo - bo jeśli pruskie, to wiemy aż za dobrze, co z tego może wyniknąć. Napomykałem na marginesie, że w Hamburgu nie zdołałem kupić popularnej historii wolnego miasta Hamburga, najstarszej przetrwałej republiki od XIII wieku…

Kiedy jednak powielekroć czytam, że winy za holokaust nie ponoszą Niemcy, lecz jacyś abstrakcyjni nazi, prawdopodobni tajemniczy przybysze z kosmosu, zaczyna się we mnie, który przeżyłem wojnę, budzić nieufność wobec dobrej wiary dzisiejszych Niemców, a przynajmniej - mediów niemieckich. Kiedy czytam, że winni byli też inni, rodzi się we mnie podejrzliwość. Tezę Waszego artykułu streszcza zdanie: “Oczywiście, jedynie Hitler i jego otoczenie, albo Wehrmacht byli w stanie zatrzymać Holokaust. To jednak nie pozbawia siły argumentu, że bez zagranicznych pomocników ocalałyby dziesiątki tysięcy, a może nawet miliony z sześciu milionów zamordowanych Żydów.” Otóż nie ocalałyby. To teza bezpodstawna. Nie da się dowodzić, że hitlerowcy potrzebowali dla Zagłady aktywnego współudziału lub przedstawicieli innych narodów - nawet we Francji Vichy czy Norwegii Quislinga. Eksterminacja Żydów węgierskich i włoskich dokonała się dopiero po zajęciu się „problemem” przez wojska hitlerowskie. Węgry i Włochy, państwa sprzymierzone z Hitlerem, z setkami tysięcy Żydów, same eksterminacji nie podjęły.

Owszem, to ponura, tragiczna prawda, którą pominęliście - gdyby alianci wcześniej uwierzyli w raporty z Polski, gdyby uwierzyli informacjom Karskiego, gdyby wcześniej zbombardowali Drezno i zagrozili, że tak samo zniszczą następne niemieckie miasta z całą ich cywilną ludnością, Hitler wstrzymałby może proces Zagłady. Żydzi zostali skazani przez hitleryzm - a następnymi, przypomnijmy, przeznaczonymi do wyniszczenia byli, zgodnie ze znanym programem Hitlera - Polacy, rozstrzeliwani w masowych egzekucjach, zsyłani i mordowani w obozach koncentracyjnych, zanim podjęto program Zagłady. Pamiętam tę wojnę, jako mały chłopiec widziałem getto po drugiej stronie muru z okien naszego domu, widziałem kolejne formowane na placu Muranowskim kolumny Żydów wierzących solidnym przecież Niemcom, którzy obiecywali, że wiozą ich na wieś, a wieźli do gazu, oglądałem uliczną egzekucję bezbronnych polskich cywili, wziętych w tzw. łapankach, przeżyłem powstanie warszawskie, a mieliśmy z matką i bratem szczęście, że nie mieszkaliśmy na warszawskiej Woli, gdzie oddziały armii niemieckiej wymordowały wtedy czterdzieści tysięcy równie bezbronnych ludzi, a zabijały nawet rannych w piwnicznych szpitalach powstańczych. Wy, Niemcy – na szczęście, nie wszyscy – chcecie, byśmy wracali pamięcią do piekła, o którym chcieliśmy zapomnieć.

„Wypędzeni” tym bardziej wzbudzają moją podejrzliwość, kiedy odkrywam, że nie chcą oni pamiętać, dlaczego miliony ich rodziców (dziadków) uciekało z domów w panicznym lęku przed bolszewikami. Rozumiem, że nikt im nie mówi, dlaczego ci ludzie tak się bali zemsty bolszewików; nikt im nie mówi, co wyprawiała na terenach sowieckich cofająca się armia Mannsteina, zostawiająca po sobie „spaloną ziemię”, mordująca wszystko, co żyło, od starców, kobiet i dzieci po kury i prosiaki. Uciekający bali się tak bardzo, że woleli ryzykować podróż przeładowanym „Gustloffem” (oglądałem w 1945 r. opuszczone, na długo jeszcze przed przesiedleniami, zamożne osiedla, z talerzami rozłożonymi na stołach - robiły wrażenie jakby ktoś unicestwił naraz wszystkich ludzi). I wiem, dlaczego ci bolszewicy spalili Gdańsk i Szczecin. Nie przeciw polskiej przyszłości tych miast. Zniszczyli je jako miasta Niemców. Przesiedleńcy byli tylko cząstką byłych mieszkańców byłych ziem pruskich. Rodzice Eryki Steinbach nie zostali przesiedleni, uciekli jak inni – i trudno się im dziwić.

Problemem wydaje mi się dzisiejsza wyobraźnia milionów potomków „wypędzonych”, których kokietuje teraz Chrześcijańska Demokracja. Ich rodzice i dziadkowie opuścili swe domy (czasem na rozkaz gauleitera jak ci z „Festung Breslau”), a potomkowie także chcą być ofiarami tej wojny. Do czego im to potrzebne po 60 latach? Być może to kwestia statusu tych Niemców „ze wschodu” w społeczeństwie niemieckim. Być może ich rodzice (dziadkowie) jako „Prusacy” nie znaleźli serdecznego przytułku wśród zachodnich Niemców. Ci przesiedlani po 1945 r., też nie. Nie wiedzieli, że alianci zaakceptowali przesunięcie Polski na zachód nie tylko dla satysfakcji Stalina; alianci chcieli po prostu zlikwidować geograficzne podstawy państwa Prus jako permanentnego źródła agresji w Europie ostatnich 200 lat. Przypuszczam, że ci przybysze i ich dzieci nie czują się w zachodnich częściach „normalnych” Niemiec u siebie. Są ludźmi bez korzeni. Stąd poszukują identyczności, stąd są wrażliwi na hasła Eryki Steinbach, urodzonej w polskim domu, z którego wypędzono polskich właścicieli, by oddać go oficerowi hitlerowskich wojsk okupacyjnych. Stąd podskórny impuls agresji. To on niszczy pojednanie. A być może oni sami chcą tego.

Niemcy przed stu laty asymilowały polskich robotników w Westfalii i Nadrenii, po których w życiu społecznym czy sportowym Niemiec mamy tylu Wischniewskich. Dziś Niemcy prawdopodobnie już nie asymilują. Nie asymilują ani Turków, żyjących osobno w swoich enklawach, ani tych przesiedleńców ze Wschodu. Ci ostatni chyba nie zdołali się osadzić w miejscowej przeszłości. Całkowicie inaczej niż kilkanaście milionów przesiedlonych Polaków, którzy stworzyli nową przeszłość tam, gdzie ich los rzucił - bez przekreślania przeszłości niemieckiej tych ziem. Najczynniejsza gospodarczo i społecznie Polska to, o paradoksie, akurat Ziemie Zachodnie i Północne, ziemie polskich przesiedleńców ze Wschodu, którzy starają się przyjaźnić z dalekimi dziś Ukraińcami, Białorusinami i Litwinami. To polski Gdańsk i Szczecin, nie Danzig i Stettin, zmieniły historię XX wieku…

Jednocześnie młodzież, urodzona w b. NRD, migruje na zachód. Bądź poza Niemcy. Pozbywa się już nie pamięci i obciążenia Prusami, lecz NRD. Chce uwolnić się od wyuczonej nieporadności, której NRD udzielała swym poddanym. Tym nawykłym do niej poddanym, którzy tęsknią za NRD i mają „Wessich” za wrogów. Można zaobserwować iście zdumiewający kontrast między żywymi i aktywnymi polskimi miasteczkami po jednej stronie Odry i Nysy a stagnacją niemieckich na lewym brzegu. Nie da się tego wytłumaczyć tylko polską prężnością; to Niemcy byli długie wieki i są nadal pełnymi energii pionierami postępu. Dlaczego ci „wypędzeni” nie zasiedlają byłej NRD z jej 300 tysiącami pustych mieszkań? Jest więc o czym w Niemczech dyskutować. Czy nie jest aby jedyną ich ideą być przeciw Polakom?

Nie unikamy w Polsce odsłaniania własnych grzechów, ani demaskowania antysemityzmu tzw. narodowców (także dzisiaj!). I to prawda, że zdarzali się Polacy, tzw. „szmalcownicy”, którzy w czasie okupacji brali pieniądze od Żydów i denuncjowali ich potem, ale warto również przypomnieć, że polskie sądy podziemne znały tylko jeden wyrok za tę zbrodnię - karę śmierci, a wykonywano ją bez litości. I ponad 100 tysięcy Żydów zostało uratowanych, choć za wszelką pomoc dla nich okupanci zabijali na miejscu „winnego” razem z rodziną (jest w mojej książce o historii Żydów polskich zdjęcie polskiej kobiety wieszanej za sprzedanie żywności Żydowi). Normalną zaś też praktyką były masowe egzekucje cywilnej ludności polskiej, zwłaszcza inteligencji polskiej. 440 polskich wsi kompletnie eksterminowano jak Oradour. W tym wiele - za pomoc dla Żydów, nie tylko dla polskiej partyzantki. Dziesiątki tysięcy ludzi zostało rozstrzelanych, milion trzysta tysięcy zginęło w obozach koncentracyjnych - z trzema milionami polskich Żydów. Tym krajem rządził terror. Ale społeczeństwo polskie nie czekało biernie na koniec wojny - po długim historycznym doświadczeniu konspiracji jego „państwo podziemne” nie było metaforą. To nie była tylko podziemna armia, Armia Krajowa – zorganizowana w jednostki lokalne ze zdobyczną głównie bronią i aktywne oddziały partyzanckie w lasach (okupanci ostrzegali w wielu punktach - „Achtung, Banditen”). Grupy sabotażowe składały się z legendarnych wręcz harcerzy; sławna podziemna książka o nich stała się podręcznikiem patriotyzmu i odwagi dla młodzieży.

Działał w Polsce pod okupacją cały system podziemnej edukacji. Byłem uczniem takiej nielegalnej szkoły. Moja ciotka - przed wojną pionierka nauki rzemiosła dla kobiet - prowadziła jedenaście podziemnych szkół, choć nauczyciele często ginęli po odkryciu ich lekcji; starsi uczniowie wychodzili czasem z lekcji na zbrojne akcje i czasem nie wszyscy wracali na zajęcia... Działała też pomoc wzajemna i pomoc lekarska. Uczeni i inżynierowie projektowali przyszłość – planowali, jak odbudować kraj; podziemny szef tego programu, profesor Stefan Bryła, został wykryty, aresztowany i rozstrzelany.

Kiedy więc czytam, akurat w poważnym niemieckim tygodniku, że w innych krajach Europy nie brakowało współwinnych i pomocników w holokauście, zaczynam się niepokoić. Coś złego dzieje z duszami Niemców, czy raczej - z wiedzą i wyobraźnią ich elity umysłowej i mediów. A może nawet z ich właśnie umysłami.

My, Polacy, nie chcieliśmy żyć z pamięcią koszmaru wojny i staraliśmy się odciąć od siebie codzienność wspomnień jako źródło codziennej traumy. Nasi biskupi powiedzieli „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Nie oczekujemy od młodych pokoleń Niemców, by żyli na co dzień ze zbrodniami przodków przed oczami, z traumą ich win, nie swoich. Ale nie oznacza to racji dla manipulowania historią. Bo po co? Czy nie lepsza jest duma budowniczych prawdziwie demokratycznego, bogatego państwa? Czy nie warto przywrócić Niemcom pamięci tego wszystkiego, co w historii Niemiec inspirujące i twórcze?

To naturalne, że rozważa się nie tylko holokaust, ale też inne zbrodnie wojenne Niemiec hitlerowskich. Jednakże holokaust to fenomen, który zdarzył się nie tylko Niemcom. Ten fenomen zdarzył się cywilizacji ludzkiej, ba, cywilizacji europejskiej, chrześcijaństwu - dlaczego? To wymaga wspólnego przemyślenia i… wspólnego wstydu. Bo to był dowód, co gatunek ludzki zdolny jest zrobić - i jaką dziką bestię można zrobić ze zwykłego, porządnego człowieka. To naturalne, że się bada, jak można ogłupić ideologią miliony zupełnie normalnych ludzi - to nieszczęście powtarza się w historii wielokrotnie. Wojny religijne cechowała nienawiść i pogarda wobec ludzi do tej pory bliskich jak bracia, a dziś fundamentaliści islamu nienawidzą nawet innych muzułmanów. To mało - pokonać ich. Trzeba - rozmawiać i próbować przekonać ich. Tak więc nie jest lekarstwem i na złą przeszłość polityka „to nie tylko my”, „to zrobili jacyś inni” czy też „i my byliśmy ofiarami”. Bowiem od kompleksu poprawiania historii przechodzi się do pretensji wobec tych, których to niepokoi, którzy „nie chcą zrozumieć Niemców”, a potem, znowu, do kompleksu krzywdy i wrogości wobec „krzywdzicieli”. To nie jest dobry prognostyk dla Europy, która wedle Konrada Adenauera miała być jako zjednoczona całość odgromnikiem dla psychologicznych niebezpieczeństw bycia Niemcem.


Powyższy tekst opatrzony jest następującym adresem:

Do Redaktora Naczelnego „Der Spiegel” 

Szanowny Panie! 

Może Pan będzie łaskaw przeczytać ten krótki szkic i być może opublikować go. 

Z pozdrowieniami 

Stefan Bratkowski

stary kolega, prezes honorowy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Na lewej szpalcie znajduje się wersja angielska tekstu.

Tematy do dyskusji: Stefan Bratkowski do Redaktora Naczelnego „der Spiegel”: Nie "Nazi". Niemieccy hitlerowcy.

Data: 2009-06-18

Dodał: Rafał Maszkowski

Tytuł: szmalcownicy

Z tym brakiem litości dla szmalcowników to Pan przesadza. Ile było tych wyroków? A ile wykonanych?

Data: 2009-06-18

Dodał: Rafał Maszkowski

Tytuł: szmalcownicy

Z tym brakiem litości dla szmalcowników to Pan przesadza. Ile było tych wyroków? A ile wykonanych?

Data: 2009-06-18

Dodał: Rafał Maszkowski

Tytuł: szmalcownicy

Z tym brakiem litości dla szmalcowników to Pan przesadza. Ile było tych wyroków? A ile wykonanych?

Data: 2009-06-18

Dodał: Rafał Maszkowski

Tytuł: szmalcownicy

Z tym brakiem litości dla szmalcowników to Pan przesadza. Ile było tych wyroków? A ile wykonanych?

Data: 2009-06-18

Dodał: Rafał Maszkowski

Tytuł: szmalcownicy

Z tym brakiem litości dla szmalcowników to Pan przesadza. Ile było tych wyroków? A ile wykonanych?

Data: 2009-06-18

Dodał: Rafał Maszkowski

Tytuł: szmalcownicy

Z tym brakiem litości dla szmalcowników to Pan przesadza. Ile było tych wyroków? A ile wykonanych?

Data: 2009-06-18

Dodał: Rafał Maszkowski

Tytuł: szmalcownicy

Z tym brakiem litości dla szmalcowników to Pan przesadza. Ile było tych wyroków? A ile wykonanych?

Data: 2009-06-18

Dodał: Rafał Maszkowski

Tytuł: szmalcownicy

Z tym brakiem litości dla szmalcowników to Pan przesadza. Ile było tych wyroków? A ile wykonanych?

Data: 2009-06-18

Dodał: Rafał Maszkowski

Tytuł: szmalcownicy

Z tym brakiem litości dla szmalcowników to Pan przesadza. Ile było tych wyroków? A ile wykonanych?

Data: 2009-06-18

Dodał: Rafał Maszkowski

Tytuł: szmalcownicy

Z tym brakiem litości dla szmalcowników to Pan przesadza. Ile było tych wyroków? A ile wykonanych?

Wyszukiwanie

O nas...

 


Od lewa do prawa - stale aktualizowany przegląd politycznych i naukowych wydarzeń krajowych oraz wybór felietonów dziennikarskich. The World Opinion - stale aktualizowany przegląd wydarzeń i opinii światowych (ang.).


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 Znajdziesz nas także pod adresami:

studioopinii.org
studioopinii.net
studioopinii.eu
studioopinii.com

oraz (zawsze czynny):

http://alfaomega.webnode.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści".

Większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce. 

POLECAMY

Jak to się zaczęło? W czterech odcinkach naszego nowego cyklu filmowego opowiada Leszek Balcerowicz

Dołączył do nas profesor Jan Winiecki. Szukajcie jego
felietonów ekonomicznych i politycznych w prawej szpalcie.


W tej - czyli lewej - szpalcie znajdziecie zawsze charakterystyczny kolaż-rysunek Mirka Malcharka, który stanowi swoiste wrota do kolejnego jego komiksu (?) politycznego. Nowość co tydzień!


Stefan Bratkowski dostosowuje swój słynny "Krótki poradnik dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić" do współczesności. Jadowicie aktualne, mądre! Szukaj w prawej szpalcie!


Ernest Skalski

zaprasza do czytania całości jego ważnego eseju "Biedni i bogaci III RP"


  

Sukcesy III RP - co dalej? Raport!

 Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...


Zajrzyjcie do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!


Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 


 

 

 

Stale publikują m. in.

Stefan Bratkowski
Roma Przybyłowska
Ernest Skalski 

Jacek Pałasiński 

Andrzej Lubowski (USA)

Sławomir Popowski

 

Aleksander J. Wieczorkowski

Azrael

Mirosław Malcharek
 

Bogdan Miś 
który także odpowiada za wszystkie braki w wyglądzie tego portalu


 

To samo po angielsku

To the Editor-in-chief of „Der Spiegel” 

Dear Sir! 

Be so kind to read this short sketch – and maybe to publish it. 

With kind regards 

Stefan Bratkowski

an old fellow journalist and the honorary president of the Polish Journalists’ Association

bratkowski@fcp.edu.pl


 

NOT “NAZIS”. GERMAN HITLERIANS

I’m writing this short sketch having been induced to by your article on other Europeans to be blamed for Holokaust, too. I’m writing it as an author of a booklet “Who Germans want to be” and last year column “Who Germans are now”, as the man who has tried to popularize and promote the forgotten and ignored Germany - democracy of  free cities-republics and all the old kind-hearted ingenious Germans who didn’t accept autocratic local kings, dukes, margraves and counts and had invented both municipal saving banks and Volksbanken and Raiffeisenkassen. I alluded to the oldest history, too - to Elbian Slavs who hadn’t been exterminated by old Saxons, but Christianized and Germanized. There is the proof of it in preserved Slavic toponomastics, from Goerlitz, Zittau, Dresden and Leipzig, through Berlin and Koepenick to Lubeka, Rostock and even Trittau near to Hamburg. It wasn’t a civilization of murderers though even they waged wars. Germanized Slavic dynasty had ruled formally Mecklemburg up to 1918! Germans were the best friends of Poles in Europe during many centuries, and during three centuries they were escaping from religious persecutions and from their local autocratic rulers to peaceful and tolerant Poland. They had arranged a triumphal march for emigrating Polish insurgents of 1831 in the XIX century.

What has been worrying me was an inclination of even outstanding German historians to connect historical greatness of Germany with a tradition of Prussia. I have shown in my booklet how Prussia conquered Germany (yes, they literally conquered them, Sadowa was the defeat of a few other German states but Austria); how Germany had been prussianized, from primarily liberal Treitschke to Carl Schmitt, from different states and cultures to one iron chancellor and unified ordnung, from “Buddenbrooks” to “Untertann”; how the Alldeutsche movement  together with a Wiener anti-Semitism gave birth to Hitlerism – what isn’t just to be found in Bullock’s “Hitler. A study in tyranny”. I have reminded that Prussia, and later Prussian Germany, launched nine wars, including five great ones and two World Wars, during two centuries since 1740.

I stressed that today’s Germans haven’t murdered anybody, haven’t been Hitlerians and aren’t fond of Hitlerian past - all but small percentage of political deviants. What was interesting to me was what sort of identity Germans want to choose, what kind of a heritage. If it is the Prussian one we know the consequences too well. In the margin I hinted at Hamburg where I hadn’t been able to buy a popular history of free city Hamburg, the eldest republic that had survived in Europe since XIIIth century…

But if I read that no Germans are to be blamed for Holokaust, that there were some abstract “Nazis” guilty for it, some probably mysterious immigrants from outer space, I begin not to believe (I who have survived the war) in today’s Germans’ good faith, at least – that of German media. I am getting more and more suspicious when I am reading on others to be guilty, too. What gives the main points of your article is the sentence: “Of course, it was only Hitler and his milieu or Wehrmacht that were able to stop Holokaust. It doesn’t however weaken the argument for there would be saved dozens thousands, maybe millions of six millions of murdered Jews without this help of foreigners”. On the contrary. They wouldn’t be saved. It’s unfounded thesis. There is no proof Hitlerians needed active copartners or representatives of other nations to organize Holokaust – even in France of Vichy or in Norway of Quisling. Extermination of Hungarian and Italian Jews started when the troops of Hitler’s army had invaded it. Hungary and Italy, with their hundreds thousands of Jews, the states that were allies of Hitler, didn’t make it without this intervention.

That’s gloomy tragic truth you have omitted - maybe Hitler would  put stop to Holokaust if western allies had trusted reports from Poland sooner, if they had trusted informations from Karski, and if they had bombed Dresden sooner and threatened other German cities with their all civil inhabitants to be destroyed completely by layer bombing. Jews were sentenced to death by Hitlerism – and the others, let us remind, sentenced, as Hitler had planned, next in line to be destroyed out were Poles, murdered in mass executions, sent and murdered in concentration camps before Holokaust was began. I remember this war, I was a boy when I saw from windows of our tenement house - the Warsaw ghetto behind a wall, I saw the Muranowski square in the ghetto with formed again and again columns of Jews who had taken so solid Germans at their word promising them to be transported to villages and who were transported to gas, I looked a street execution of unarmed civil Poles taken in roundup, I survived the Warsaw Uprising while we were in luck with my mother and brother because we didn’t live in Wola quarter where German troops killed more than 40 thousands defenceless civil people, they killed even wounded people in insurgent cellar hospitals. You, Germans - fortunately, not all of you - want our memory to get back to the hell we wanted to forget.

It awakens my mistrust towards the “banished” when I discover that they don’t want to remember why millions of their parents (grandparents) had escaped in panicked fear from their homes. I understand that nobody informs them why those people were so afraid of Bolsheviks’ vengeance, and what had been done in the Soviet Union - the retreating Mannstein’s army tactics of “burned ground” that meant extermination of all living creatures from old men, women and children to piglets and chickens, so those escaping people preferred to risk a travel by overmanned “Gustloff” (I saw empty rich unrobbed villages, with plates still on the table in 1945, just a long time before first displacements – it was as if somebody had suddenly annihilated people). I know why the Bolsheviks had burnt Gdańsk and Szczecin out. Not against their Polish future. They destroyed them as German cities. The “displaced” people were only a part of former inhabitants of former Prussian lands. Parents of Erika Steinbach weren’t displaced, they escaped as others – and it is difficult to feel surprised.

The today problem is present imagination of millions descendants of “displaced” people courted by German Christian Democracy now. Their parents and grandparents left their homes behind (after an order of a gauleiter sometimes like those of “Festung Breslau”) and the descendants want also to be victims of this war. What for after sixty years? It is maybe a question of the East Germans status within the German society. Maybe these parents (grandparents) known as Prussians weren’t given a cordial hug by western Germans. These displaced after 1945, too. They didn’t know that western allies had accepted shift of Poland to west not only to satisfy Stalin; they simply wanted to liquidate geographical base of Prussian state as a permanent source of aggression within Europe of the last 200 years. Supposedly these newcomers and their children don’t feel at home in western parts of “normal” Germany. They are people without roots. So they search identity, they are sensitive to the buzzwords of Erika Steinbach that had been born at home of Polish banished owners, at home taken over by occupants’ army. Hence the subcutaneous impulse of aggression. That is what is destroying reconciliation. Maybe that’s what they want to.

Germans assimilated Polish workers in Westfalen and Rheinland one hundred years ago, hence there are so many Wischniewskis in social life and sports of Germany. Germany of today probably doesn’t assimilate. Neither Turks living in their enclaves nor these “displaced” eastern Germans. The last ones aren’t maybe located in local past. It is in a total contrast with dozens of millions of banished Poles who formed a new past where they had to settle - without ignoring the German past of these lands. The most active economically and socially part of Poland is, what a paradox, just western and north part, lands of the Poles displaced from East who try to make friends with remote Ukrainians, Bielorussians and Lithuanians. There were Polish Gdańsk and Szczecin, not Danzig and Stettin, that changed history of XX century…

Young people born within the former DDR are migrating to West. Or outside Germany. It’s not a question to them how to free themselves from memory and burden of Prussia. They want to set themselves free from an acquired helplessness that DDR taught it’s subjects. Those who yearn for DDR and take “Wessis” for foes are the people accustomed to such a past. What an amazing contrast: on the right side of Nysa and Odra you can observe Polish small towns, active and vivid, and stagnation in these ones on the left side. It’s impossible to interpret it as a proof of Polish vigor; Germans were energetic pioneers of progress for ages and they are today, too. Why these “banished” don’t settle former DDR with its 300 thousands of empty dwellings? There is no shortage of topics to discuss in Germany. Isn’t it the only their idea to be against Poles?

In Poland we neither omit our own sins nor omit unmasking anti-Semitism of so called “nationals” (also today!). It is true that few Poles took money from Jews and then denounced them anyway but you should also remind that Polish underground courts gave only one verdict for this crime - capital punishment. It was executed when it was possible and no excuses were accepted. And more than 100.000 Jews were saved though any help was punished by occupants who killed the “guilty” with his family on the spot (there is also in my book on history of Polish Jews a photo of Polish woman hanged for selling food to a Jew). Mass executions of civil Poles, especially – of Polish intellectuals, were normal practice, too. 440 Polish villages were completely exterminated as Oradour was - many of them for helping Jews, not only partisans. Dozens of thousands people were executed by firing squads, one million and 300 thousands died in concentration camps - with three millions of Polish Jews. This country was ruled by terror. But the Polish society didn’t wait passively for the end of war to come - after a long historical experience of conspiracy their “underground state” was not a metaphor. It was not only an underground army, Armia Krajowa (Country Army) - organized in local small units with mostly trophy weapons and in active forest units of partisans (Germans warned in many points “Achtung, Banditen”). Sabotage groups were composed of legendary boy scouts; a famous underground book on them became a manual of patriotism and courage for youngsters. The Hitlerian high command had to keep more than one million of armed people in different units for safety of communication with the eastern front.

There was working system of underground education in Poland under occupation. I was a pupil of such an illegal school. My aunt - a pioneer of schooling young women in handcraft before the war – managed eleven underground schools though teachers often were killed after lessons were discovered; elder boys got sometimes from the lessons out to take part in some action and sometimes came back no more… The mutual help worked and medical help, too. Scientists and engineers designed future – how to rebuild the country; the underground leader of this program, professor Stefan Bryła, was detected, arrested and shot.

So when I read – just in a serious German weekly - that there were many fellow culprits and helpers in Holokaust in other countries of Europe it begins to make me anxious. There is something wrong with German soul. Or, rather, with knowledge and imagination of German intellectual elite and media. Or maybe it is just with their brain.

We, Poles, didn’t want to live with a constant memory of war nightmare and we have tried to cut day-by-day reminiscences as a source of day-by-day trauma. Polish bishops said: “we forgive and we ask for forgiveness”. We don’t want young generations of Germans to live with crimes of ancestors in everyday memory, with trauma of their faults; theirs, not of these young people. But it doesn’t mean giving reason to forge history. What for? Isn’t it better to be proud of having been architects of such a rich genuinely democratic state? Isn’t it worth more to restore the memory of everything that was creative and inspiring in German history?

It’s natural to analyze Holokaust and other war crimes of Hitlerian Germany - not only Holokaust. It couldn’t be analyzed as a phenomenon that happened only to Germany. It happened to the whole human civilization, it happened to Christianity, so it requires united mutual rethinking and… such a shame for the German disaster. It was a proof of what human species is able to do. It has shown what a wild beast an ordinary, decent man can be turned into. It’s natural to analyze how to use ideology to fool millions of quite normal people – though such a disaster has been repeated many times in history. Religious wars were launched because of hatred and scorn for people who had been their brethren till then. We observe Islamic fundamentalists hating even other Muslims. It’s not enough to win them. What is needed is to discuss and to try to convince them. So it is not a remedy for a bad past to accept policy “it wasn’t only us”, “others were guilty” or “we were victims, too”. Because it is possible to trespass from a corrected-history-complex to resentment towards these anxious people who don’t want to understand Germans, and to gain a complex of being wronged again, with growing hostility against “wrong-doers”. It is not a good prognostic for Europe that was, united as a whole, taken by Konrad Adenauer for a lightning rod against psychological thunderbolt of being Germans.

 

Clicky Web Analytics