Stefan Bratkowski: Sztafeta "Z"

2009-05-18 18:01

ZAPOMNIANY RODOWÓD INTELIGENCJI POLSKIEJ

W nieznanym do dziś miejscu na terenie Uniwersytetu Warszawskiego lub gdzieś tuż obok tkwią pod ziemią lub w którymś murze papiery organizacji, która do dziś pozostaje czymś tajemniczym i niemal podziemnym. W czasie okupacji niemieckiej zamurował tak archiwum „Zetu" Stefan Szwedowski, jeden z najczynniejszych członków tej fascynującej organizacji, której historia dopiero teraz powoli się odsłania.

Dwie trzecie czasu historii „Zetu" upłynęło w konspiracji, a i za czasów niepodległości, w latach 1918-1939, nikt o nim prawie nie słyszał. Do obyczajów „Zetu" należało nie chwalić się przynależnością do niego; bywało, że rodzeni bracia dowiadywali się wzajem o swym członkostwie dopiero po latach.

Nie był Zet masonerią ani towarzystwem wzajemnej adoracji, którego rola sprowadzałaby się do popierania kolegów. Był czymś w rodzaju „patriotycznego zakonu". Tak określił go prof. Tadeusz W. Nowacki, główny autor i współredaktor, razem z prof. Zbigniewem Czeczotem-Gawrakiem, pierwszej współcześnie, rewelacyjnej książki o Zecie. Ich „ZET w walce o niepodległość i budowę państwa, szkice i wspomnienia"  to w ogóle pierwsza książka o „Zecie", z której Polacy mogli dowiedzieć się czegoś o korzeniach XX-wiecznej inteligencji polskiej. Pozostaje tylko pytanie, czy również tej z XXI wieku...

Dodałbym, że był to swoisty zakon konstruktywistów, choć właśnie ci konstruktywiści nie szczędzili krwi w walce o wolność Polski: przed pierwszą wojną światową najwcześniej, obok Frakcji Rewolucyjnej PPS, Polskiej Partii Socjalistycznej, szykowali się do walki zbrojnej o niepodległość. Kiedy już nadarzyła się po temu sposobność, poszli do Legionów Piłsudskiego; w jego słynnej Pierwszej Kadrowej Zetowców było około połowa. Warto przytoczyć, że ich pozapartyjna konspiracja, Polski Związek Wojskowy, powstał w 1908 r. równocześnie ze Związkiem Walki Czynnej Piłsudskiego; pracował odrębnie mimo pełnej zbieżności celów, mimo poparcia dla przyszłego Komendanta; była to bowiem konspiracja, co istotne, o wiele starsza.

Znikły w owych uniwersyteckich murach, miejmy nadzieję - nie na zawsze, statuty samego Zetu, statuty rozmaitych organizacji, które tworzyli członkowie Zetu dla różnych szczegółowych zadań w różnych okresach. Od Regulaminu Drużyn Polowych i Ligi Bojkotowej sprzed pierwszej wojny światowej po międzywojenny Związek Obrony Kresów Zachodnich (późniejszy Polski Związek Zachodni) czy też „Światpol", organizację Polaków z zagranicy; także - protokoły zjazdów i korespondencja „Centralizacji", czyli władz Zetu.

Uchowało się jednak szczęśliwie 3 tysiące stron maszynopisu pracy tegoż Stefana Szwedowskiego o dziejach Zetu, maszynopisu do dzisiaj nie wydanego, a także inne bezcenne źródła i bezpośrednie wspomnienia, które pozwalają na podstawie dokumentów i faktów odtwarzać te dzieje - bogate i fascynujące. Dzieje ruchu, bez którego trudno byłoby sobie wyobrazić odrodzenie Polski i XX-wieczną inteligencję polską.

Szkic, który Czytelnik ma w ręku, daje tylko przybliżony rys dziejów Zetu. Wiążą się z Zetem różnorakie największe nazwiska polskie, od Stefana Żeromskiego, Eugeniusza Kwiatkowskiego czy Melchiora Wańkowicza poczynając, aż po takie postacie naszej niedawnej XX-wiecznej współczesności, jak twórca Szarych Szeregów, autor „Kamieni na szaniec", Aleksander Kamiński czy Bolesław Wierzbiański, współtwórca i wieloletni redaktor naczelny emigracyjnego, nowojorskiego „Nowego Dziennika", ale i tak nie znajdziemy tu wszystkich największych nazwisk. Nie znajdziemy też wszystkich bezcennych inicjatyw i realizujących je organizacji, związanych z Zetem i przez Zet prowadzonych. Mam nadzieję tylko, że zdołam przybliżyć tu choć trochę ducha i tradycji Zeru... To naprawdę jedynie szkic.

GDY  NIE  WYPADAŁO  MARZYĆ

Zaczęło się dawno, tak dawno, że już dzisiaj nikt nie pamięta, a i przed drugą wojną światową pamiętało niewielu. Nazwiska Zygmunta Miłkowskiego nikt dziś poza historykami z niczym  nie kojarzy. Historycy literatury i dawni zapamiętali pożeracze książek znają co najwyżej pewnego autora tłumaczonych na wiele języków, pasjonujących powieści o walkach i ruchu niepodległościowym Słowian południowych. Zwał się ów pisarz - Tomasz Teodor Jeż. To była jedna i ta sama osoba - owe „czytadła", oparte na wątku walki o wolność Słowian Bałkanów, opowieści romantyczno-awanturnicze w stylu Dumasa, miały przypominać Polakom, przede wszystkim zaś - inteligencji polskiej, że z dążenia do niepodległości zrezygnować nie wolno. I że czeka nas konieczna dla spełnienia marzeń o niej walka zbrojna, do której trzeba się przygotowywać.

Jeż pisał te powieści w czasie bardzo trudnym dla takich marzeń. Po roku 1866, kiedy armia carska dobijała ostatnie oddziały powstańcze, na ziemiach zaboru carskiego gorszy był od upadku Powstania upadek ducha. Najlepsi z Polaków poszli do ziemi, na Sybir albo na emigrację. I ten stan ducha trwał. Żeromski wspominał z czasów młodości, że zapanowała  wręcz moda na rusofilizm; świat poznawało się poprzez język rosyjski, przez rosyjskie przekłady i rosyjską literaturę. Zabór rosyjski bardzo powoli podnosił się z ran i strat, nie w głowach tam były już myśli same o broni. Ducha narodowego, poczucie narodowej godności budziła z początkiem lat 80. XIX stulecia „Trylogia" Henryka Sienkiewicza - we wszystkich trzech zaborach.

Pod zaborem pruskim przyszedł czas Kulturkampfu, bezwzględnej walki, którą wydał polskości „żelazny kanclerz", Otto von Bismarck, czas ucisku i prześladowania wszystkiego, co polskie. „Spółki zarobkowe", ruch ekonomicznego oporu, dzielnie sobie radziły, korzystając z praworządności państwa pruskiego, wygrywały z władzami pruskimi rywalizację o dusze ludu polskiego, ale już wszelki polski ruch oświatowy władze co krok paraliżowały. Daleko zdawało się do choćby szansy na jakikolwiek ruch zbrojny.

Sytuacja Galicji pod rządami Franciszka Józefa była z gruntu inna. Cieszyła się ona po 1868 r. pełnym samorządem, pełnymi prawami języka polskiego i polskim szkolnictwem; polscy premierzy kierowali kolejnymi rządami u boku cesarza, który pod wpływem polityków  polskich zreformował był całkowicie swoje cesarstwo. Myśl o niepodległości zamarła tam zupełnie, ponieważ same słowa o niej zdawały się zagrażać uzyskanym swobodom.

Zet, jak napisał prof. Tadeusz Nowacki,rodził się w atmosferze powszechnej niewiary w siły narodu i możliwości wyzwolenia". Jednakże inteligencja polska czytała „Trylogię", czytała Jeża i odczytywała go tak jak należało. Jeż uczył, że nigdy nie należy zapominać o niepodległości.

Znakomity pisarz był jednocześnie świetnym i niezmordowanym konspiratorem. Sam by zasługiwał na powieść. Emisariusz polski na Bałkanach i Bliskim Wschodzie w roku 1863, w randze pułkownika, formował tam polskie oddziały. Nie zdołały przebić się do kraju. Po klęsce Powstania Styczniowego Miłkowski pozostał na emigracji; nigdy nie zrezygnował i nie wyrzekł się myśli o niepodległości. Marksizujący zwolennicy rewolucji socjalnej uważali go za nacjonalistę, konserwatyści za wywrotowca; zorganizował na emigracji Skarb Narodowy, do którego przez lata napływały składki na działalność narodową.

W polskiej Wielkiej Encyklopedii Powszechnej z lat 60. czytamy - i takie przekonanie żywiło zresztą wielu historyków - że Związek Młodzieży Polskiej, zwany w konspiracyjnym skrócie „Zetem" i tak już zwany w całej swej historii, założyła Liga Polska, którą w sierpniu roku 1887 w Szwajcarii powołał do życia Zygmunt Miłkowski. Idee były te same, wyłożył je w broszurze „Rzecz o obronie czynnej i skarbie narodowym" z tegoż roku, potem niektórzy ludzie z władz Zetu działali we władzach Ligi, niemniej Zet powstał wcześniej. Pierwsze jego organizacyjne zebranie odbyło się w Warszawie 28 listopada 1886 r. - niedługo po tym, jak 4 listopada na stokach cytadeli zawisł na szubienicy ostatni z rewolucjonistów „Proletariatu" Waryńskiego, wykonawca wyroku na agencie „Ochrany". Zgubiły „Proletariat" nie tylko szaleńcze, doktrynerskie hasła i całkowite osamotnienie w społeczeństwie, ale i kompletne lekceważenie zasad konspiracji...

PONAD STO LAT, ZAWSZE AKTUALNE

Data powstania Zetu nie jest kwestią zaprzeszłych ambicji, lecz świadectwem zamysłu Miłkowskiego, by najpierw poruszyć młodzież. W Warszawie chciał on umiejscowić Komitet Centralny tej nowej konspiracji. Materiały organizacyjne przywiózł od niego z Genewy Zygmunt Balicki, wtedy jeszcze socjalista, późniejszy ideolog narodowej demokracji, autor w 1902 r. programowego jej dzieła „Egoizm narodowy wobec etyki".

Zacytujmy prof. Nowackiego:

Zdumiewa szybkość rozwoju Związku. W dwa miesiące po zebraniu w Warszawie, w styczniu 1887 r. odbył się zjazd organizacji w Krakowie. Na zjeździe tym Balicki przedstawił projekt statutu, który po dwudniowej gorącej dyskusji został przez zjazd przyjęty. Statut ten z bardzo nieznacznymi zmianami stanowił podstawę działania aż do uzyskania niepodległości".

Zet opierał się na nim przez 32 lata, przez czas dojrzewania kilku pokoleń studentów, którzy w tamtych czasach studiowali nieraz aż po trzydziestkę i kończyli studia jako dojrzali mężczyźni! Statut był jednocześnie programem działania; programem zaprojektowanym przez Miłkowskiego; programem do dziś, po blisko 120 latach, wartym zastanowienia i - naśladowania. Pierwszy paragraf definiował podstawy organizacji:

Związek jest:

a) organizacją młodzieży, dążącej do wyrobienia się na wolnych obywateli wolnego narodu, umiejących czynem zdobywać urzeczywistnienie zbiorowych dążeń;

b) zwartym bractwem koleżeńskim, które praktykuje wewnątrz zasadę ścisłej solidarności, wszechstronną wzajemną pomoc i wspólną pracę nad sobą, na zewnątrz zaś jednoczy ruch młodzieży, nadając mu tradycyjną rolę zarzewia narodowego postępu;

c) szkołą organizacyjnego i politycznego wyrobienia, a zarazem pierwszym przygotowawczym stopniem w nieprzerwanym ciągu służby publicznej w organizacjach tajnych".

To wychowanie obywatelskie, kształtowanie charakterów, zdobywanie umiejętności przydatnych w niepodległym państwie, okazało się potem bardzo ważne, może nawet i decydujące w swych długofalowych konsekwencjach. Ugrupowania rewolucyjne, włącznie z patriotyczną Frakcją Rewolucyjną PPS Józefa Piłsudskiego, myślały tylko albo też prawie tylko o zamachach i innych aktach terroru. Zet myślał, co będzie do zrobienia w razie odzyskania niepodległości - nawet jeśli przyszłoby czekać na nią dziesiątki lat. Temu sposobowi myślenia zawdzięczała potem Polska wejście w niepodległość z kadrą znakomitych fachowców dla każdej dziedziny życia publicznego.

Miłkowski nie mógł znać papierów Filomatów, pierwszej takiej organizacji młodzieży, o podobnych celach, zasadach i sposobach działania. Przyzywano ich ideały jako wzór dla młodzieży przez cały wiek XIX, ale owe tajne papiery Filomatów opublikowano dopiero po stu latach, w czasach niepodległości; docenił wtedy fachowość Mickiewicza jako nauczyciela organizacji wielki wychowawca młodzieży polskiej, Aleksander Kamiński - Zetowiec... W czasach Miłkowskiego władze carskie nie okazywały żadnej łagodności, takiej jak wobec Filomatów z ich nie rozszyfrowanymi tajemnicami. Wystawiona w roku 1898 w Galicji sztuka Gabrieli Zapolskiej „Tamten" przedstawiała ówczesne konspiracje uczniowskie w Królestwie i represje, publiczność oglądała matki czekające w przedpokojach carskich urzędników na  szansę złożenia prośby o widzenie. Nie była to sztuka na miarę talentu Zapolskiej, ale dziś wartości dokumentalnej.

Mówił statut Zetu w drugim paragrafie: „Ideą przewodnią Związku jest dążenie: do niepodległości narodowej przede wszystkim przez planowy rozwój i organizację sił  narodowych, (...) do przekształcenia stosunków ekonomiczno-społecznych w duchu interesów ludu". Celem była więc niepodległość i demokracja. Statut żądał od Zetu „budzenia wiary w siły własne społeczeństwa", żądał „walki z biernością i uległością polityczną", żądał „pracy nad uświadomieniem obywatelskim i uspołecznieniem wszystkich warstw narodu", „pracy nad poprawieniem bytu materialnego i duchowego ludu polskiego oraz przygotowaniem ludu, aby wziął czynnym udział w życiu politycznym, w naszych dążeniach narodowych i we wszystkich sprawach społecznych".

Pisanie statutów nigdy nie było mocną stroną pisarzy ani publicystów, ale ten przydługi  cytat mówi chyba sam za siebie. Nie mówi o „walce klasowej" ani o „rewolucyjnym zdobyciu władzy przez klasę robotniczą", czyli przez wiedzącą lepiej partię. Statut zobowiązywał Związek do obrony interesów warstw pracujących, miał im Związek uświadamiać ich położenie, interesy i środki obrony, zobowiązany do walki o ich swobodę stowarzyszania się, zebrań, zmów (co oznaczało związki zawodowe), o prawodawstwo robotnicze. Zet nie zostawiał warstw niższych samym sobie, ani też nie traktował ich jak narzędzie; lud miał być podmiotem politycznym, zdolnym do walki o wolną Polskę.

BRACIA,  TOWARZYSZE  I  KOLEDZY

Z końcem stycznia 1887 r. było w Warszawie ponad dwudziestu członków, po kilku dalszych tygodniach - stu. Głównymi ośrodkami Zetu w ciągu roku stały się obok Warszawy Lwów, Kraków i Wrocław. Potem i uczelnie rolnicze w Puławach i Dublanach. Rozwijał się Zet wszędzie, gdzie studiowali młodzi Polacy, a studiowało ich  rocznie za granicą  kilkuset. Równie dobrze w  Kijowie, Petersburgu i Moskwie, jak na Zachodzie, zwłaszcza na politechnikach, w Niemczech w Berlinie, Karlsruhe, Heidelbergu, we Francji w Paryżu, w Szwajcarii w Genewie i Zurichu, w Belgii w Gandawie i Louvain.

Podstawowe komórki Zetu nazywały się „Kołami Braterskimi", stąd i członkowie najściślejszej konspiracji byli „braćmi Zetowymi". Obok nich i we współpracy z nimi działali „towarzysze" oraz „koledzy Zetowi", członkowie „grup Zetowych". Wedle prof. Nowackiego ich liczebność miała się do siebie wzajem jak 1 do 3 do 13, a niższe stopnie nie wiedziały nawet o istnieniu wyższych!

Ten tryb konspiracji gwarantował pełną anonimowość tych wyższych stopni, dzięki czemu Ochrana nigdy Zetu nie zdołała wykryć. Domyślała się istnienia czegoś takiego; wiedziała dużo o polskiej działalności nielegalnej, rozpoznała, dla przykładu, polski tajny ruch oświatowy, rozpoznała tak dalece, że dopiero w naszych czasach, dzięki udostępnieniu archiwów Ochrany dowiadujemy się o pełnej skali osiągnięć tej oświaty, którymi nie zdążyli zareklamować się przed potomnymi sami jej skromni działacze i pamiętnikarze. Ta konspiracyjna dyskrecja przetrwała w obyczajowości Zetu; nie wypadało chwalić się przynależnością do Zetu.

Dodajmy rozrastający się z czasem ruch Zetowy - członków rozmaitych organizacji, które nawet nie wiedziały, że kierują nimi Zetowcy, ale identyfikowały się z wyłożonymi powyżej ideami i programem. Zet nie rządził wszystkimi tymi z pozoru filialnymi organizacjami. Rola Zetu i Zetowców polegała na inspiracji i tworzeniu nowych organizacji dla różnych społecznych zadań, na aktywności wewnątrz nich, na pobudzaniu ich życia, dyskretnym sterowaniu, gdyby traciły poczucie celów, dla których je powołano. Najwartościowszych ludzi, którzy objawili się w działalności tych organizacji, przyciągano do Zetu - sprawdziwszy najpierw ich intencje,  ambicje  i  poglądy. Kto chciał działać dla Polski, mógł wejść do Zetu.

Do Zetu nikt się nie „zapisywał" - nie tylko dlatego, że był organizacją tajną, bardzo ściśle przestrzegającą zasad konspiracji. To Zet obserwował kandydata, czasem bardzo długo, nim zaproponował mu wstąpienie. Sami „Koledzy Zetowi" nie zawsze wiedzieli, kto należy do kręgu „braci", kręgu wyższego wtajemniczenia. Znali najwyżej tego jednego, który z nimi utrzymywał kontakty. Ale też kto wchodził do tego „patriotycznego zakonu", ten, złożywszy przyrzeczenie, oddawał mu swój czas, energię i twórczość umysłu; dyscyplina organizacyjna przewidywała, że członkowie Zetu, przybywając na jakiś teren lub opuszczając go, dawali o tym znać komuś z Zetu. Jak również - o wykonaniu powierzonego zadania. Zadania takie odpowiadały zdolnościom, umiejętnościom i temperamentowi danego członka; ludziom typu moli książkowych i badaczy nie zlecano przedsięwzięć, które wymagały talentu do szerokich kontaktów z ludźmi. I vice versa. To nie była organizacja ślepego, wojskowego podporządkowania zwierzchnikom jak bolszewicka partia Lenina,  wzorowana w swym stylu na armii pruskiej.

Pierwszym pokoleniem Zetu byli młodzi ludzie, urodzeni w okresie popowstaniowym,  którzy  w  końcu  lat  80. XIX wieku liczyli sobie około dwudziestu lat. Potem co dziesięć lat przyrastały  następne  setki chętnych  i ofiarnych; dopiero ich dzieci, urodzone w latach 30. XX wieku, nie będą już wiedziały dokładnie, co to Zet i jakie były jego ideały, ponieważ w większości traciły rodziców przed ukończeniem osiemnastu lat. Uchować mogli te ideały „najmłodsi" dzisiaj Zetowcy - ci urodzeni przed pierwszą wojną światową lub podczas niej...

ROZSTANIE Z LIGĄ.  KIEDY I DLACZEGO

Stosunki Zetu z Ligą Polską, a potem z jej nie całkiem prawną następczynią, Ligą Narodową,  układały się  w sposób skomplikowany. Liga Polska miała obejmować ludzi z kręgu dorosłych. Zet  ze  swą  młodzieżą  dominował we współpracy z początkującą Ligą dzięki swojej rozbudowanej organizacji; to Zet zajmował się kolportażem. Był od początku klasycznym zaprzeczeniem „teorii" o polskim braku zmysłu organizacyjnego; funkcjonował z nienaganną sprawnością.

Ligę wzmacniał dopływ członków Zetu, którzy weszli już w świat dorosłych. Jednakże po pięciu latach, kiedy część Zetowców odeszła do ruchu socjalistycznego, do powstałej w roku 1893 PPS, Polskiej Partii Socjalistycznej, pierwszej polskiej partii politycznej, i to głoszącej program niepodległościowy, w tymże roku 1893 były Zetowiec, 29-letni Roman Dmowski, dokonał rozłamu w warszawskiej Lidze Polskiej i przekształcił swoją rozłamową grupę w Ligę Narodową, zrywając faktycznie z Miłkowskim. Następnego roku Miłkowski Ligę Polską rozwiązał.

Liga Narodowa pozostała długie lata bliska ideałom demokracji, nie kłamała więc późniejsza jej nazwa, Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne. W organizację o charakterze wodzowskim wyrodziła się później. Miłkowski jednak nie mógł pogodzić się z nacjonalizmem Dmowskiego. Propagował wszak równouprawnienie wszystkich obywateli, wykluczał antysemityzm i walkę z Ukraińcami, popierał asymilację Żydów i ewentualną federację z ukraińskim żywiołem narodowym na podstawie obopólnego porozumienia. Zetowcy pozostaną zawsze wierni jego politycznemu testamentowi. Zetowcy z głębi Polski utrzymywali bliskie i stałe kontakty z Ukraińcami; Jan Kasprowicz, wybitny poeta polski, Zetowiec, będzie w 1916 r. reprezentował Zet ną pogrzebie Iwana Franki, swego przyjaciela, wielkiego poety ukraińskiego i uczonego, współorganizatora ruchu ludowego w Galicji. Niestety, Zetowcy wschodniej Galicji nie rozumieli przesłania, które pozostawił Miłkowski; endecja miała tam zbyt duże wpływy.

W roku 1894, po setnej rocznicy powstania Kilińskiego, obchodzonej na warszawskim Starym Mieście, i w roku 1897, po innych demonstracjach patriotycznych, Ochrana, carska policja tajna, aresztowała sporo ludzi z warszawskiego Zetu - uczestników tych demonstracji. Liga Narodowa zyskała wtedy przewagę nad nim, a nawet przyznano jej formalne uprawnienie do udziału „komisarzy" Ligi w kierowaniu Zetem - otrzymała głos stanowiący w jego Komitecie Centralnym, zwanym „Centralizacją", w żargonie organizacyjnym - „Ciotką".  Nie na wiele się to zdało; rządziły Zetem coroczne Zjazdy Centralne, odbywane z reguły na terenie Galicji. Codzienna praktyka Zetu utrzymywała się ta sama, aktywnymi członkami Zetu było również  wielu  młodych Żydów polskich, oddanych patriotów.

Miłkowski długi czas lojalnie wspomagał Ligę Narodową odsetkami od zasobów Skarbu Narodowego. Kiedy jednak Liga Narodowa zrezygnowała z hasła niepodległości na rzecz programu ugody z Rosją, 84-letni Miłkowski zerwał z nią w roku 1908 całkowicie.

Liga zmieniła swe oblicze pod wpływem rewolucji 1905 r. Już wtedy Zet podczas swego Centralnego Zjazdu Braterskiego w Krakowie chciał z nią zerwać; w 1907 r. rozstał się z nią ostatecznie. Zachowali natomiast pełną łączność z Zetem socjaliści z PPS Frakcji Rewolucyjnej, którzy wyszli z Zetu, zwolennicy Piłsudskiego - jak przyszły wielki chemik, Ignacy Mościcki, który pierwotnie wybrał studia chemiczne, by produkować skuteczne bomby do zamachów, czy też Stanisław Wojciechowski, najbliższy, wieloletni partner konspiracji Piłsudskiego w wydawaniu „Robotnika", niezadługo pionier i nauczyciel spółdzielczości, wspierany w tym przez innego Zetowca, Stefana Żeromskiego. Znakomity prawnik, Stanisław Bukowiecki, współzałożyciel pierwszego koła Zetu w Warszawie, jeden z organizatorów komórek Zetu na emigracji, teraz już 40-letni, wystąpi z Ligi Narodowej w gronie tzw. Secesji, która będzie blisko współpracowała z Zetem. Po śmierci Miłkowskiego to on pozostanie największym autorytetem Zetu.

OPTYMIZM SYZYFOWYCH PRAC

Polityczne rozbieżności między ugrupowaniami politycznymi dość mało obchodziły braci Zetowych i Zetowych kolegów poza Warszawą. Ducha Zetu najskuteczniej kształtował w skali kraju właśnie Żeromski, nie żadne pisemka organizacyjne. „Syzyfowe prace", wydrukowane w roku 1898 poza terenem zaboru rosyjskiego i nielegalnie kolportowane, ukazywały, co potrafią i co mogą zdziałać kółka samokształceniowe w szkołach średnich, ukazywały, jak ważna jest oświata i uświadomienie narodowe. „Siłaczka" czy też „Ludzie bezdomni", cała twórczość Żeromskiego uczyła idei Zetowych - pracy nad rozwojem własnym i rozwojem Polski, pracy z jej przyszłymi obywatelami, uczyła gotowości do walki zbrojnej, gdyby zrodziła się jej szansa. Zetowcy, którzy związali się z PPSem, rozwinęli później ruch oświatowy dorosłych w środowiskach robotniczych z tą samą dokładnie myślą.

Zetowcy od początku prowadzili różne zajęcia oświatowe w świecie wiejskim, robotniczym i rzemieślniczym. Jeśli w 1901 r. Zet zainicjuje Ligę Oświaty Ludowej, to po to, by nadać tym zadaniom pewną odrębność. Każde Zetowe koło samokształcenia w szkole średniej współdziałało z jakimś Kołem Oświaty Ludowej, ci szkolni Zetowcy podczas wakacji uczyli dzieci wiejskie i młodzież wiejską, obsługiwali ruchome biblioteczki, kolportowali nielegalne gazety, broszury i książki. Tak działał w Kielcach jako uczeń Stefan Żeromski; uczył  miejscowych robotników historii, pisał referaty na zebrania. Starsi Zetowcy starali się utrzymać kontakty ze szkołami, które pokończyli, i opiekowali się ich kołami samokształcenia. Ustanowiono stałych łączników dla każdego z takich kół.

W 1901 r. powstał też Związek Młodzieży Rzemieślniczej im. Jana Kilińskiego - konspiracja młodych rzemieślników i robotników. „Kilińczycy" uczestniczyli w tajnych kursach oświatowych, rozprowadzali nielegalne pisma i książki, propagowali zakładanie kas pożyczkowych, spółek zarobkowych na wzór Wielkopolski, a potem i spółdzielni spożywców. Tworzyli także swoje bojówki dla ochrony publicznych manifestacji narodowych. Byli żywiołem radykalnym; potrafili dobrze obmyślonymi przykrościami tak zatruć życie najgorszym rusyfikatorom wśród rosyjskich nauczycieli, że ci pakowali manatki i opuszczali Polskę. Takie same naciski wywierali „Kilińczycy" na tych rodziców, którzy po roku 1905, podczas słynnego strajku szkolnego i bojkotu szkół rosyjskich, wysyłali dzieci do tych szkół...

To oni, członkowie Związku im. Kilińskiego, po rewolucji 1905 r. wejdą w 1906 r. do Narodowego Związku Robotniczego. Nie oni go założyli; NZR utworzyły Towarzystwo Oświaty Narodowej i Towarzystwo Tajnego Nauczania, też z udziałem Zetowców. NZR był już organizacją znaną historykom, organizacją samodzielnego, choć mocno zakłamywanego znaczenia. Prowadzili go również Zetowcy, nie Liga Narodowa, co łatwo zweryfikować nazwiskami przywódców - wbrew informacjom Wielkiej Encyklopedii Powszechnej z lat 60. XX wieku. Ten NZR, podczas wydarzeń rewolucji lat 1905-1907 staczał w Łodzi krwawe bitwy z żywiołami komunizującymi.

Po całkowitym zerwaniu z Ligą Narodową w roku 1908 Zetowcy powołają do życia wspominany tu już Polski Związek Wojskowy i dawni „Kilińczycy" będą stanowili główną jego kadrę. NZR później, w wolnej Polsce, przekształci się w 1920 r. w Narodową Partię Robotniczą, zarodek przyszłego Stronnictwa Pracy, a więc ugrupowania nie mającego nic wspólnego z żywiołami radykalnie nacjonalistycznymi. Uznałbym to za najlepszą odpowiedź na obelgi miotane przez historyków epoki PRL.

Razem z dawnymi „braćmi" i „kolegami", którzy opuścili w 1908 r. Ligę Narodową, powoła Zet do życia w 1912 r. Narodowy Związek Chłopów, późniejszy Związek Ludu Polskiego. Wespół z „Zaraniem" i Związkiem Chłopskim da on Polsce w roku 1915 potężne ugrupowanie chłopskie, Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie". Łatwo zweryfikować i jego pochodzenie: razem z resztą Zetowców PSL „Wyzwolenie" zaangażuje się w walkę o niepodległość i poprzez Piłsudskiego w tej walce - wbrew potępieniom ze strony endecji.

W 1902 r. - wobec ciągnącego się od lat, brutalnego prześladowania unitów, czyli grekokatolików, którzy odmawiali podporządkowania cerkwi prawosławnej - powstało Towarzystwo Pomocy Unitom. Władze carskie dały wzór represjom późniejszej sowieckiej Rosji: konfiskowały zagrody, więziły i zsyłały w głąb Rosji całe rodziny, paliły kościoły, zrównywały z ziemią całe wsie. Nie było mowy o mszach, ślubach czy też chrztach, niszczono krzyże i kapliczki. Zetowcy i potem starsi ich przyjaciele z Ligi Polskiej, ci wierni ideom Miłkowskiego, pomagali unitom od początku swej aktywności; w głębi lasów, pod osłoną wart rozstawionych co parę kilometrów, odbywały się dzięki pomocy Zetowców nabożeństwa unickie; na gruntach bez właścicieli, których by można ukarać, wyrastały wciąż od nowa krzyże i kapliczki, wciąż od nowa niszczone przez policję carską. Zetowcy w tych akcjach nabierali sprawności organizacyjnej...

KONSPIRACJA CHŁOPCÓW I DZIEWCZĄT

Jak już wspominałem, Zet osadził się mocno w szkołach średnich  - w postaci różnorakich organizacji szkolnych. Także tam, gdzie było może najtrudniej, w Poznańskiem i na Pomorzu. Te konspiracje uczniowskie kontynuowały tradycję dziesiątków lat kół szkolnych samokształcenia w zaborze pruskim, nie zainicjował ich Zet, zaś narodzin tego doświadczenia do dziś nikt w pełni nie przebadał; Zet upowszechnił to doświadczenie. Uczniowie polscy gimnazjów i innych szkół średnich uczyli się po kryjomu polskiego, historii i geografii Polski; te koła samokształcenia przybrały jednolitą, Zetową  nazwę Tetezetów, Towarzystw Tomasza Zana.

Nie kojarzmy tego zjawiska z naturalną podatnością młodzieży na protest i niezgodę: ów ruch tworzył związki tajne i nie mógł się publicznie manifestować. We Wrześni, gdzie 20 maja 1901 r. bito dzieci odmawiające modlenia się w języku niemieckim, sąd nawet dzieci skazał razem z rodzicami na więzienie. Mimo oburzenia całej Europy władze pruskie podtrzymały nauczanie religii w szkole elementarnej w języku niemieckim. Tego oporu nie organizował Zet; ten opór był spontaniczny i samorzutny. Zet prowadził pracę systematyczną i zorganizowaną.

Jakiej dyscypliny potrafili ci chłopcy przestrzegać, niech dowiedzie fakt, że od wczesnych lat 90. XIX wieku aż po wybuch pierwszej wojny światowej, czyli po rok 1914, niemiecka policja wpadła na trop tych konspiracji parę zaledwie razy. Sprawozdania paru konfidentów, którzy potrafili rzekomo przeniknąć do struktur samokształceniowych, były mało dokładne i bardziej oparte na domysłach niż na faktach; więcej wiedzieli i mogli władzom donieść miejscowi nauczyciele niemieccy, z bliska obserwujący młodzież i dzieci. Głównie na ich informacjach bazowały akty oskarżenia. W 1903 r. taki akt oskarżenia przed Izbą Karną Sądu w Gnieźnie przypisał 24 podsądnym przynależność do Towarzystwa Filomatów i Filaretów (!); sformułował pod ich adresem dokładnie te zarzuty, które skierowano 80 lat wcześniej przeciwko Filomatom - podtrzymywanie świadomości narodowej, dążenie do odbudowy państwa polskiego i wychowywanie duchowych przywódców.

W łonie ruchu Tetezetów powstała w roku 1898 lub też 1899 (wedle innych źródeł) szczególna konspiracja wewnętrzna o nazwie „Czerwona Róża". Przeniesiono jej ideę do Królestwa Kongresowego, do zaboru rosyjskiego, ale nie przyjęła się pod tą nazwą, ochrzczono ją po prostu „X". Dopiero potem „X" został w 1901 r. Związkiem Młodzieży Polskiej „Przyszłość", z czego uformowano skrót „Pet". Kierowały nim komisje szkolne Zetu jako swoistym samodzielnym członkiem zbiorowym Zetu.

Pet wkrótce objął wszystkie trzy zabory. Od roku 1905, po wielkim strajku szkolnym w Królestwie, w zaborze carskim, był organizacją ogólnopolską, trójzaborową. Kiedy endecja w roku 1911 zniosła w swoim imieniu bojkot szkół rosyjskich w Królestwie, Pet bezkompromisowo utrzymał bojkot. Petowcy bez litości piętnowali łamistrajków, którzy zaczęli uczęszczać do szkół rosyjskich; Kilińczycy im pomagali.

Młodzież szkolna zaboru pruskiego poparła w latach 1906-1907 swoich kolegów zza kordonu; jak wiemy z książki prof. Nowackiego, w kulminacyjnym punkcie akcji uczestniczyło w niej 131 tys. polskich uczniów! Władze pruskie karały rodziców zwalnianiem z pracy, grzywnami , procesami karnymi, odbieraniem praw rodzicielskich. Wielu chłopców odesłano wręcz do niemieckich sierocińców!

Wszystko, co powyżej, jest tylko ułamkiem przygód tego ruchu oporu i budowania polskiej przyszłości. Te wszystkie skróty i symbole mogą budzić podejrzenia o nazbyt bliskie pokrewieństwo z prądami epoki, epoki fin-de-siecle'u, którą historia literatury polskiej zna jako młodopolską, pełną kabotynizmu i gry intelektualnych pozorów. Jak pisał Boy, omawiając sztuki Ibsena, obowiązywał „sposób mówienia tak, aby nigdy nie nazwać niczego po imieniu, ta ciągła przenośnia raczej niż symbolika, w której 'wieże', 'balkon', 'domy dla ludzi', 'kościoły' mają swoje umowne znaczenie, w których nawet rura od komina ma swój głęboki sens i staje się osią tragedii”. Otóż Zetowi i Petowi ta atmosfera i ten sposób wyrażania się były najzupełniej obce; ci młodzi ludzie uciekali się do symboli z przyczyn czysto praktycznych; zajmowali się działaniem, a nie międleniem słów.

Z CZEGO SIĘ WZIĘŁO HARCERSTWO I OEMEN

Dzięki tym nawykom, w takim trybie powstało i harcerstwo, ruch tak bardzo nowy, że i jego nazwę przyszło dopiero wymyślić; słowo „harc”, „harcownik”, „harcerz”, pochodzenia węgierskiego, nie za wiele mają wspólnego z koncepcją skautingu Roberta Baden-Powella. Podstawy organizacji polskiego ruchu skautowego, czyli Związku Harcerstwa Polskiego, budował brat Zetowy, druh Andrzej Małkowski. Przetłumaczył i zaadaptowało polskich potrzeb w 1911 r. książkę Baden-Powella „Scouting for boys” z 1908 r. pod polskim tytułem „Scouting jako system wychowania młodzieży"; ten ojciec harcerstwa poszedł potem z innymi Zetowcami do Legionów Piłsudskiego.

Lista Zetowców pośród najczynniejszych i najważniejszych działaczy harcerskich w początkach ZHP liczy kilkadziesiąt osób; praktycznie była to cała czołówka harcerstwa. Nie brakowało Zetu w kierownictwie ZHP i później. Trudno przecenić rolę Aleksandra Kamińskiego, twórcy metody „zuchowej", która pozwoliła ruchem harcerskim objąć i najmłodszych, uczniów niższych klas szkół powszechnych. I znów: Zet nie rządził harcerstwem, nie narzucał mu żadnych swoich decyzji. To Zetowcy pilnowali, żeby harcerstwo rozwijało się zgodnie z ideałami, które dla niego Andrzej Małkowski z żoną obmyślili. Dochodzący wieku dorosłego harcerze będą stanowili podczas pierwszej wojny światowej niemały odsetek kadr Polskiej Organizacji Wojskowej, a podczas drugiej wojny światowej - to harcerze złożą się na słynne Szare Szeregi... Skauting międzynarodowy ciągle zgłaszał pretensje do polskiego harcerstwa o nadmierne „uwojskowienie", nie rozumiał, że harcerstwo od początku przygotowywało swoich wychowanków do walki zbrojnej o Polskę, a potem do jej obrony.

W zaborze rosyjskim zawiązali Zetowcy wcześniej, w roku 1906, Organizację Młodzieży Narodowej; równolegle działał w Warszawie Związek Młodzieży Postępowo-Niepodległościowej, studiujący literaturę socjalistyczną, ale w sprawach niepodległości obie organizacje zajmowały to samo stanowisko. Zet nie wymagał żadnej ideologii poza przywiązaniem do sprawy narodowej, nie wiązał się z żadną partią ani też nie zwalczał żadnej partii - jeśli tylko nie zwalczała ona sama idei niepodległości. „Oemen" grupował i młodzież szkół średnich, i studentów. Najbardziej zwarty, najlepiej zorganizowany i najliczniejszy, różnił się pewnymi specyficznymi cechami od innych młodzieńczych ruchów. W jednym ze wspomnień, pióra Tadeusza Katelbacha, który związał się z Oemenem dopiero na studiach, czytamy:

„W OMN odnalazłem środowisko ideowe, w którym wymagano od każdego, aby wykonał podjętą przez się pracę i pilnowano, by była rzeczywiście i dobrze wykonana. Szkoła OMN wyrabiała poczucie odpowiedzialności, a starszy Zetu był w najlepszym słowa tego znaczeniu koleżeńskim obserwatorem, kontrolerem i opiekunem".

DO BRONI!

OMN i wszystkie inne organizacje Zetowskie jednoznacznie poparły walkę zbrojną o niepodległość, poparły więc Józefa Piłsudskiego i Legiony. Jak już wiemy, na Pierwszą Kadrową, która w sierpniu 1914 r. wyruszyła z krakowskich Oleandrów, złożyli się w połowie Zetowcy. Potem, o czym też już była mowa, w czasie pierwszej wojny światowej Zetowcy weszli masowo, razem z członkami innych młodzieżowych organizacji niepodległościowych, „Zarzewiem” i „Filarecką”, do konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Zacytujmy jeszcze raz owe wspomnienia:

„Szeregi POW rosły szybko na sile, obejmując tym razem nie tylko miasta i miasteczka, lecz również i wieś. POW wydawała broszury, ulotki agitacyjne, własne podręczniki wojskowe”.

Zet nie pamiętał w tym czasie o swoich strukturach, oddał wszystkie siły POW; także wychowankowie Zetu w Wielkopolsce, bliscy do tej pory tamtejszej endecji (bardzo różnej od endecji warszawskiej), poszli za obozem niepodległościowym. Dzięki temu, pomimo przeciwdziałania ze strony niemieckiej armii okupacyjnej i jej policji, pomimo niechęci ze strony endecji, mimo nieobecności Józefa Piłsudskiego, osadzonego w twierdzy magdeburskiej, młodzież polska wszystkich ugrupowań niepodległościowych opowiedziała się za nim, pozostała mu wierna i przygotowywała się do ról żołnierzy Polski odrodzonej. W świecie partii politycznych Piłsudski mógł liczyć na dawną swoją PPS Frakcję Rewolucyjną i na ludowe „Wyzwolenie”, przede wszystkim jednak - na inteligencję polską, a najbardziej, najpełniej, na młodzież. Nie docenia się dzisiaj gotowości bojowej tych paruset tysięcy młodych ludzi, którzy w każdej chwili mogli stanąć - i stanęli, gdy przyszło bronić świeżo uzyskanej niepodległości przeciw najazdowi bolszewików; nie było Zetowców aż tylu, ale skupili oni wokół siebie większość młodych ludzi zdolnych do walki zbrojnej. Obrona niepodległości nie była cudem. Była efektem wytężonych przygotowań.

Kierownictwo polityczne POW spoczywało w rękach ludzi, związanych z Piłsudskim, grona określonego jako „A”; niższy stopień nazywał się Związkami Wolności i grupował się w kołach ZW. Podobnie jak w Zecie. Zetowi „bracia”, „towarzysze” i „koledzy” poszli do tych kół, nie odsłaniając jednak swej Zetowej przynależności. Zasada wielostopniowej konspiracji sprawdzała się i teraz.

W roku 1918 państwa centralne negocjowały w Brześciu z bolszewikami. Traktat Brzeski oddawał Ziemię Chełmską podbitej przez bolszewików Ukrainie, choć jeszcze wiosną tego roku stała na tejże Ukrainie armia niemiecka. Oemen zorganizował Towarzystwo Straży Kresowej, a Straż Kresowa zorganizowała, dosłownie błyskawicznie, na Chełmszczyźnie plebiscyt, który dał wynik korzystny dla Polski.

11 listopada 1918 r., powrót Piłsudskiego z Magdeburga, odzyskana niepodległość, dały tylko bardzo krótkie wytchnienie wojskowemu zaangażowaniu Zetowców. POW i Zetowcy Wielkopolski wzięli gremialny udział w Powstaniu Wielkopolskim, które zakończyło się po paru miesiącach wyparciem Niemców z terenów rodzącego się Państwa Polskiego. Na wschodzie doszło do dramatycznego starcia z Ukraińcami o Lwów; młodzież z organizacji Zetowych, Zetowcy starsi i młodsi, uczniowie gimnazjalni, wszyscy stanęli do walki, nie można jednak ukrywać, że lwowska tradycja Zetowa mocno przesiąkła endecją i tamtejszy Zet przez całe lata niewiele zrobił dla realizacji idei Miłkowskiego, by nawiązać przyjazne stosunki z Ukraińcami. Ukraińcy nie mieli w tamtejszym Zecie ani partnerów, ani tym bardziej - przyjaciół. Za skutki tych tragicznych konfliktów mieli Polacy zapłacić podczas drugiej wojny światowej.

Początki niepodległości wcale nie były łatwe, mimo rewolucji bolszewickiej w Rosji, mimo załamania monarchii w Niemczech i Austrii. Granic państwa nie wytknięto i nie ustalono; nawet zajęcie i utrzymanie polskiej Suwalszczyzny wymagało zbrojnej aktywności.

Polska musiała obronić się przed naporem Rosji bolszewickiej i dopiero w sierpniu 1920 r. armia Piłsudskiego odniosła decydujące zwycięstwa nad Armią Czerwoną, blokując jej drogę do Europy; po listopadowym rozejmie pokój w Rydze zawarto dopiero w marcu 1921 r. O przynależności państwowej Górnego Śląska rozstrzygnęły trzy Powstania Śląskie, Polska zaś przegrała, na dobrą sprawę, plebiscyty na Warmii i Mazurach, jak też na Śląsku Cieszyńskim. Wileńszczyznę, którą odrodzona Litwa uważała za jądro swego kraju (przy minimalnej tam liczebności Litwinów), włączono do Polski w trybie operacji dalekiej od zasad obowiązujących w stosunkach międzynarodowych - tyle, że ta Wileńszczyzna chciała być polska.

Wszystko to liczyło się w dziejach Zetu, ponieważ i młodzież, i starsi „bracia", i „towarzysze" Zetowi brali czynny udział we wszystkich działaniach organizacyjnych i wojskowych. Obok ludzi z kręgu PPS Frakcji Rewolucyjnej, też w sporej mierze rekrutujących się z Zetu, byli głównym oparciem ruchu niepodległościowego; tym dwóm skupiskom ludzi zawdzięczamy zorganizowane państwo polskie. Można powiedzieć, że udział Zetu w zdobyciu i utrzymaniu niepodległości państwa polskiego był jeśli nie decydujący, to w każdym razie nader ważki. Bez Zetu nie byłoby niepodległej Polski.

ŻADNYCH ZŁUDZEŃ, ALE ZAWSZE Z NADZIEJĄ

Ruch Zetowy nie miał wiele czasu, by zastanawiać się nad sensem swego istnienia w niepodległej Ojczyźnie. Nie zamierzał i nie chciał być partią polityczną, tolerował różnice poglądów politycznych i różne sympatie polityczne wśród swoich członków, o ile mieściły się one w granicach ideałów demokracji i prawa. Konieczność praktycznego działania zacierała różnice w pojmowaniu zadań, choć trudno byłoby wyobrazić sobie Zet sprzyjający próbom zamachu stanu Januszajtisa czy endeckiemu zamachowi na pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej. Było jasne jednak, że idea wielonarodowej federacji, którą wyznawał Miłkowski i która przyświecała Piłsudskiemu, przegrała. Pozostawały więc tylko proste, dotychczasowe obowiązki - samokształcenie w rolach obywateli, budzenie mądrości w narodzie i bezinteresowna służba odrodzonemu, niepodległemu Państwu. Obowiązki proste jednak tylko z pozoru.

Zajmijmy się najpierw zadaniami, że tak powiem, szczególnymi; dotyczyły one polityki zagranicznej państwa polskiego i polskiej pozycji międzynarodowej. To w głównej mierze Zetowcy, ci z Poznańskiego i ci z Górnego Śląska, z Komitetu Obrony Śląska, założyli już w październiku 1921 r. Związek Obrony Kresów Zachodnich; po zawarciu z Niemcami paktu o nieagresji w roku 1934 ZOKZ przyjmie on nazwę Polski Związek Zachodni, PZZ.

Nie mieli Zetowcy wielu złudzeń co do kierunków rozwoju polityki niemieckiej; uświadamiali społeczeństwu, czym ona grozi, współpracowali ze Związkiem Polaków w Niemczech i Gminą Polską w Wolnym Mieście Gdańsku. Ich - właśnie Zetu - Zachodnia Agencja Prasowa dostarczała prasie polskiej wiadomości o tym, o życiu Polaków za granicą, zwłaszcza w Niemczech. W 1934 r. Polski Związek Zachodni zainicjował organizację Światowego Związku Polaków z Zagranicy, zwanego popularnie „Światpolem".

Utarło się wyobrażenie o polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych jako domenie Zetu. W rzeczywistości rodowody pracowników międzywojennej polskiej służby konsularnej i dyplomatycznej były różne - w części byli to ludzie z kręgu arystokracji polskiej, w części „masoni" o liberalnych poglądach; także - ekslegioniści, obok nich zaś Zetowcy. Zet dostarczył MSZ wykwalifikowanych, ideowych i oddanych kadr, ale nie kreował polskiej polityki zagranicznej, choć niejeden twórca tej polityki wywodził się z Zetu; nie leżały nawet w charakterze Zetu podobne ambicje. Natomiast to Zetowcy, konsulowie polscy w Niemczech, ostrzegali rząd polski o wczesnych już przygotowaniach wojennych Hitlera i to polski konsul, Zetowiec, ogłosił w roku 1935 słynną deklarację, że dla służb konsularnych państwa polskiego zarówno obywatele polscy, jak innych krajów, są równi, ponieważ państwo polskie nie uznaje tzw. ustaw norymberskich. Znaczących informacji o roli Zetowców w dyplomacji polskiej i służbach konsularnych dostarczają opublikowane niedawno wspomnienia prof. Zbigniewa Czeczota-Gawraka.

Nie trzeba dodawać, że Zetowcy stanęli, kto tylko mógł nosić broń, do obrony kraju w 1939 r. Po klęsce weszli w kręgi Polski Podziemnej, a uruchomili PZZ i Światpol na emigracji. W kraju Polski Związek Zachodni działał w konspiracji, od 1942 r. nawet na terenach wcielonych do Rzeszy. Co znamienne, po drugiej wojnie światowej, w pierwszym okresie pewnych ograniczonych swobód, udzielanych przez władze „demokracji ludowej", PZZ ruszył do pracy już w roku 1944. Od 1945 r. jego centralą stał się Poznań, byli Zetowcy uczestniczyli w zagospodarowywaniu Ziem Zachodnich, wnosząc porządek i zdrowy rozsądek w chaos masowych przesiedleń; w miarę swoich możliwości bronili też miejscową ludność polską, tzw. „autochtonów", przed represjami i dyskryminacją ze strony władz PRL, organizowali Tygodnie Ziem Zachodnich. Do czasu; w roku 1950 stalinizm ostatecznie położył kres ich działalności, wielu ich trafiło do więzień.

Po obaleniu stalinizmu, tj. po roku 1956, po tzw. Polskim Październiku, utworzyli Towarzystwo Rozwoju Ziem Zachodnich, ziem wygrabionych i zdewastowanych przez owe sześć skrajnie stalinowskich lat. Choć Zet nie istniał i wszelka próba przywrócenia jego działalności musiała spotkać się z brutalnymi restrykcjami, żyjący Zetowcy, którzy zdołali w niewielkiej liczbie przetrwać wojnę, pozostawali wierni swoim ideałom i wziętym na siebie zadaniom.

CODZIENNOŚĆ SYZYFÓW

Najważniejsze pola pracy Zetowców w wolnej Polsce nie dostarczają atrakcyjnych anegdot. Kilkuset ich zostało nauczycielami, głównie - szkół średnich. Odgrywali w wychowaniu młodej inteligencji polskiej rolę ogromną - razem z działaczami harcerskimi, którymi byli albo oni sami, albo inni Zetowcy. Powtórzę: nie było to grono wzajemnego poparcia, charakterystycznym tego przykładem jest członek władz Zetu w połowie lat 30., sekretarz „Centralizacji", Bolesław Wierzbiański, który dopiero wtedy dowiedział się, że jego starszy brat, jeden z czołowych działaczy harcerstwa, jest Zetowcem od kilkunastu lat... Wiązały Zet idee i zadania.

Najbardziej znanym nazwiskiem Zetowym z kręgu nauczycielskiego jest nazwisko braci Jędrzejewiczów, byłych oficerów legionowych, z których starszy, Janusz, jako minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego zainicjował tzw. reformy jędrzejewiczowskie w oświacie (lata 1932-33), a młodszy, Wacław, jako następny minister oświaty realizował je (niestety, ich racjonalny, przystosowany do psychologicznego rozwoju młodzieży podział szkół średnich na 4-letnie gimnazja i 2-lemie licea nie znalazł był uznania u reformatorów w naszych czasach). Za najistotniejszy rys tej reformy uważam jednak program rozwoju szkolnictwa zawodowego; członkini Zetu, o której członkostwie nie wiedział nawet jej młodszy brat, założyła w Warszawie w latach 20. Pierwszą Żeńską Szkołę Rękodzielniczą, na której doświadczeniu oparli się w tym względzie bracia Jędrzejewiczowie.

Te dwa nazwiska nie obniżają znaczenia codziennej pracy tych paruset Zetowców-nauczycieli, zarazem działaczy społecznych w swoich społecznościach lokalnych. Tak samo tych z kręgu działaczy harcerstwa. Zet pilnował, żeby ZHP nie przesunęło się w kierunku nacjonalizmu. Niemałą w tym rolę odegrał Marian Wierzbiański i jego żona, naczelniczka żeńskiego ZHP, ks. Jan Mauersberger, ks. Jan Zieja, czy też Tomasz Piskorski, organizator ruchu starszoharcerskiego, wiatach 1936-37 naczelnik ZHP. Piskorski, były prezes OMN i archiwista Zetu (!), współzakładał też Towarzystwo Wolnej Wszechnicy Polskiej, a to wszystko ilustruje na swój sposób aktywność ludzi Zetu, Piskorski bowiem nie był jakimś szczególnym wyjątkiem. Zdolności pozwalały mu zrobić więcej niż inni, ale to był ten sam typ ludzi, te same pasje.

Tradycyjnie społecznikami byli lekarze. Czasami swoje zaangażowanie opłacali najwyższym kosztem. Wańkowicz opisywał zbiorowy pogrzeb młodych lekarzy, padłych w walce z cholerą, która, zawleczona z ZSRR, naszła biedotę białoruską wschodniego skraju Rzeczypospolitej w roku 1923, opisywał wianuszek młodych wdów stojących wokół świeżych mogił. Jak po latach usłyszałem od samego Wańkowicza, kiedyśmy się zgadali o przynależności Zetowej mego ojca, grzebano wtedy w większości młodych Zetowców...

Nie muszę wskazywać nazwisk Zetowców-uczonych, uczonych klasy światowej, Floriana Znanieckiego, Czesława Znamierowskiego, historyków Franciszka Bujaka czy Wilhelma Feldmana. Jednego może warto wyeksponować specjalnie - wspominanego tu już Stanisława Bukowieckiego. Ten wielki prawnik, ów po śmierci Miłkowskiego największy autorytet w ruchu Zetowym, stracił już całkowicie wzrok w pierwszych latach po pierwszej wojnie światowej. Mimo to właśnie on nie szczędził sił i czasu w pracach nad ujednoliceniem polskiego prawa po zjednoczeniu ziem trzech zaborów z różnymi systemami prawnymi. Włożył w to ogromny, być może najważniejszy wysiłek. Prawda, że współpracowała z nim czołówka polskich prawników, prawników klasy międzynarodowej, znawców, jakich nie miała Polska roku 1989, niemniej to Bukowiecki, wedle mojej wiedzy, wiedzy ucznia jego współpracowników, był motorem tego wielkiego dzieła.

NIEPOWODZENIA. DLACZEGO I JAK SOBIE Z NIMI RADZIĆ

W Polsce międzywojennej Zetowcy nie zawsze odnosili sukcesy. Wejście niektórych w życie polityczne Polski międzywojennej przyniosło pouczające porażki. Po zamachu majowym 1926 r. w swojej pasji rozwoju powołali do życia Związek Naprawy Rzeczypospolitej. Wszystkie racje wskazywały potrzebę takiego ruchu: państwo cierpiało na typowe choroby młodej demokracji - rozbicie polityczne, politykierstwo, które odwracało uwagę opinii publicznej od rzeczywistych problemów kraju, biurokratyzację i bezwładność władz wykonawczych państwa. Dawni Zetowcy, współpracujący z Eugeniuszem Kwiatkowskim, chcieli teraz mądrych reform, a przede wszystkim - tworzenia warunków dla rozwoju kraju. Nie atakowali parlamentaryzmu, wbrew temu, co przypisywali im oficjalni historycy PRL; chcieli parlamentaryzmu ze skuteczną władzą wykonawczą i o tyle ich poglądy pokrywały się z poglądami Piłsudskiego. Jednakże część „naprawiaczy", wszedłszy w sferę aparatu państwowego, stopniowo urzędniczała, zatracając zmysł naprawy czegokolwiek. Inni, przygniatająca większość, wycofywali się, uznając się za niekompetentnych do udziału w rozgrywkach politycznych. Trafnie to zjawisko diagnozował jeden z nielicznych autorów wspomnień, cytowany tu już Tadeusz Katelbach:

„...stykając się w codziennym życiu politycznym z przebiegłością, podstępem, cynizmem lub też z pospolitym świństwem, woleli często raczej wyniośle kapitulować, niż maczać swe czyste ręce w mętnej wodzie politycznych rozgrywek. Zapominali tylko o jednym - że największą sztuką gry politycznej jest właśnie zachowanie czystych rąk, mimo iż stale przylepiają się do nich brudne, lecz niestety nieuniknione akcesoria walki politycznej".

Praktycznie „Naprawa" zaprzestała działalności już w roku 1930, roku pełnej już eksplozji Wielkiego Kryzysu, kiedy Marszałek pozbył się Eugeniusza Kwiatkowskiego, przekonany, że to on ponosi winę za wielkie załamanie. Opinię o rozległych wpływach „Naprawy", analogicznych do mniemanych wpływów masonerii, urabiał swoją kampanią przeciw nim - znakomity publicysta wileński, sam były Zetowiec, Stanisław Mackiewicz, w latach międzywojennych monarchista i konserwatysta. Pamiętając tryb działania i upowszechniania ideałów Zeru, sam głęboko wierzył w tę tajemną siłę polityczną i wyolbrzymiał jej znaczenie. Ale też gdziekolwiek by się udać, wśród szanowanych ludzi danego miejscowego środowiska zawsze można było natrafić na jakiegoś przyzwoitego, bezinteresownego społecznika, któregoś z tysiąca kilkuset byłych Zetowców, niekoniecznie nawet członka Związku Seniorów Organizacji Młodzieży Narodowej. Zet - w części może dzięki wpływom lektury dzieł Żeromskiego - wytworzył pewną tradycję postaw, utrzymywaną bez napominania, kontroli zachowań i środków dyscyplinarnych.

Zet, powtórzmy, nie narzucał ideologii. Człowiek najbardziej oddany dziełu upamiętnienia Zeru, ten, który wzorem Piskorskiego gromadził wszelkie archiwalia, ten, który spisał dzieje Zeru naparu tysiącach stronic, Stefan Szwedowski, był syndykalistą. Z innymi Zetowcami podobnych poglądów angażował się pełnym sercem w powstały w 1931 r., w apogeum Wielkiego Kryzysu, wśród pogłębiającej się nędzy, Związek Związków Zawodowych. Wbrew opinii Katelbacha, nie przenosili ci syndykaliści do Polski anarchistycznego ducha syndykalizmu Sorela z jego wywrotowym w praktyce programem i nie byli „na lewo" od PPS; wedle ich złudzeń związki zawodowe miały być napędową siłą koniecznych reform. Przenikał je wszelako duch Zetu. Uczyły samoorganizacji, pomocy wzajemnej, korzystania z dóbr kultury, inspirowały samokształcenie poprzez Uniwersytety Robotnicze, tworzenie kas zapomogowo-pożyczkowych, zakładanie spółdzielni spożywców i zaopatrywanie się w nich itp. Nie ma do dziś rzetelnej historii ruchu związkowego w okresie międzywojennym, samych central związkowych działało kilkanaście. Stąd pewien przybliżony obraz wpływów tych „syndykalistów" dają ich siły z czasów okupacji hitlerowskiej.

Po klęsce wrześniowej już 9 października 1939 r. powstało konspiracyjne, całkowicie zapomniane stronnictwo, właściwie - organizacja wojskowa, Związek Syndykalistów Polskich (do 1941 r. „Wolność i Lud"), jego trzonem byli Zetowcy z różnorakich przedwojennych organizacji oraz instytucji społecznych, w tym głównie - Związku Związków Zawodowych. Był to właściwie pewien substrat Zetu, w nieco innej tylko formie. Młodzież grupowały Setki Młodzieżowe, a uczniów - Koła Młodzieży, „Maki". Doborowe oddziały bojowe nosiły wprost nazwę Oddziałów Sabotażowo-Dywersyjnych i Szturmowych „Zet". Podporządkowane Armii Krajowej, wykonały 35 akcji bojowych, walczyły potem z pełnym poświęceniem w Powstaniu Warszawskim. Oficjalnie Związek Syndykalistów Polskich rozwiązał się w roku 1945 i nie wiemy, co tajna policja stalinowska o tej konspiracji wiedziała. Wyjaśnią to dopiero dalsze badania.

SIEW

Inny, trzeciego już pokolenia Zetowiec, Stanisław Gierat, zaangażował się w przyszłość wsi. Rozwiodę się o nim nieco szerzej niż o człowieku tak zasłużonym jak Bukowiecki, ale nie przypadkiem i nie tylko dlatego, że mamy o Gieracie cenną, jedną z nielicznych biografię: historię ruchu chłopskiego w Polsce trzeba niemal pisać na nowo - mimo dzieła Andrzeja Zakrzewskiego (syna prof. Zakrzewskiego, Zetowca) o Witosie. Gierat, chłop z Miechowskiego, miał starszego brata w Pecie; sam od 1916 r. w polskim gimnazjum w Kielcach, zetknął się zaraz z Oemenem, do Zetu należało wielu jego nauczycieli; on sam, 13-lemi, szybko znalazł się w Pecie. Odpowiadał chłopcu i konstruktywizm, i program niepodległościowy. Na Politechnice Warszawskiej szybko wybił się swoimi zdolnościami organizacyjnymi, Zet wciągnął go w swoje szeregi.

Centralny Związek Młodzieży Wiejskiej założono jeszcze w roku 1919; Gierat rósł w nim szybko na przywódcę. Nie interesowały go politykierskie rozgrywki. Chciał nowego ruchu młodych pokoleń chłopskich, tak, by chłopstwo polskie - wzorem wsi duńskiej -zajęło w państwie samodzielne pozycje kulturalne i polityczne. W roku 1928 opuścili Związek sympatycy Witosa, by założyć „Wici", młodzieżową ekspozyturę jego Stronnictwa Ludowego. Został - 25-letni Gierat, już jako szef Związku Młodej Wsi „Siew". Nie była to, wbrew historykom PRL, organizacja „sanacyjna", sanacja akurat nie lubiła jej także, próbowała (bezskutecznie!) najrozmaitszych nacisków, by „Siew" pozyskać. Tymczasem 150 tysięcy młodych chłopów wespół z kołami akademickimi „Siewu" na wyższych uczelniach, z dziesiątkami wiejskich uniwersytetów ludowych, stawało się coraz bardziej liczącą się siłą społeczną - poprzez kółka rolnicze, Koła Gospodyń Wiejskich, Izby Rolnicze, samorządy gminne i powiatowe. Co ważne, „Siewiarze", jak chciał Miłkowski, nawiązywali kontakty z młodymi Ukraińcami i Białorusinami ziem polskich, odbywali z nimi wspólne zjazdy, wspólnie dyskutowali nad edukacją młodzieży przyszłości, zwłaszcza w Małopolsce Wschodniej, gdzie policja polska pacyfikowała Ukraińców coraz brutalniej.

Pieniądze na działalność „Siewu" zarabiała... Spółdzielnia Pracy pod nazwą „Grupa Techniczna", firma inżynierów i techników, dawna grupa dyskusyjna Zetowych przyjaciół Gierata z Politechniki. Zaczynała w 1933 r. w jego sublokatorskim pokoiku; po kilku latach zarabiała już miliony złotych i otworzyła własny Spółdzielczy Bank Techniczny! Część zysków przekazywała na działalność „Siewu"; W połowie lat 30. „Siew" z tych środków finansował wszelkie swe nowe inicjatywy. Gierat, o którym książka dr Piotra Kardeli wyszła dopiero niedawno, jest - jak cały Zet zresztą - klasycznym przypadkiem bohatera zapomnianego.

NARÓD I DEMOKRACJA

Ze swą wyobraźnią polityczną, dość naiwną, nie nadawał się być może Gierat do legendy; Miłkowski nie zaakceptowałby jego stosunku do Żydów, choć dalekiego od agresywnego nacjonalizmu endecji. Zet w ogóle w zmiennym życiu politycznym okresu międzywojennego poruszał się niezbyt udolnie. Starał się niby o niezależność od partii politycznych i od ich gier interesów, jednakże Zetowcy weszli do Sejmu z listy Bezpartyjnego Bloku Współpracy  z  Rządem. Co gorsza, narażali oni Zet czasem na sytuacje kompromitujące - jak w sprawie Brześcia, czyli osławionego procesu przeciw opozycji. Centralizacja poleciła Zetowym posłom i senatorom głosować przeciw Brześciowi. Głosowało tak wszystkiego jednakże tylko dwóch, reszta poparła Brześć i taką też następnego roku wybrano Centralizację!

Raz jeszcze okazało się, że polityka wymaga zarówno umiejętności, jak zimnej krwi. Ludzie Zetu nie nabyli takich umiejętności i stało się jasne, że Zet nie powinien mieszać się do gier politycznych, bo ilekroć to zrobi, kończy się to katastrofą. Nie ma co ukrywać, że Zet pozostał w rezultacie przy ideałach Zetu, nie przy Centralizacji. Rozłam utrzymał się przez parę lat i dopiero później wybieranym Centralizacjom udało się z niemałym trudem i z niepełnym sukcesem przywrócić poczucie wspólnoty organizacyjnej.

Ta wspólnota organizacyjna nie miała już w praktyce większego znaczenia. Tym, co ratowało Zet i określało go, była wierność swojemu konstruktywistycznemu powołaniu. A już na pewno nie kompromitowały go pojedyncze secesje na rzecz endecji czy komunistów. Było ich mało i kompromitowały raczej samych „odstępców".

Trzy zrzeszenia młodzieżowe, związane z tradycją i Zetowym sposobem widzenia świata, Organizacja Młodzieży Narodowej, Akademicki Związek Młodzieży Postępowej i Akademicka Polska Organizacja Wolności połączyły się wcześniej, w roku 1927, w jeden Związek Polskiej Młodzieży Demokratycznej. Długi czas dominował on w życiu społecznym polskich uczelni wyższych, nadawał ton dyskusjom studenckim. Głosił nadrzędność interesów Państwa i Narodu nad interesami grup społecznych i politycznych, tym samym - nad ambicjami tudzież interesami partii politycznych; młode pokolenie miało pracować przede wszystkim dla Polski. Tę Polskę miała cechować sprawiedliwość społeczna, z demokracją i równymi prawami dla wszystkich, w tym i dla mniejszości narodowych. Dla ZPMD nie do pomyślenia będzie w latach 30. antysemityzm i uniwersytecki „numerus clausus" dla Żydów polskich, a także - walka z ambicjami narodowymi Ukraińców, których, jak i Żydów, należało nie zwalczać, lecz wiązać z Polską. ZPMD, który w przygniatającej większości skupiał ludzi wierzących, opowiadał się za rozdziałem Kościoła od Państwa.

Ta filozofia społeczna zaczęła tracić wpływy, gdy wzorem faszyzmu Mussoliniego i hitleryzmu jął w Polsce przybierać na sile skrajny nacjonalizm. Nie tylko endecki; ksiądz Trzeciak jeździł do Niemiec na hitlerowskie Parteitagi. Nie zyskał nigdy przewagi, ale, hałaśliwy i agresywny, zwracał na siebie uwagę młodzieży. ZPMD uznał wtedy, że trzeba kojarzyć siły wszystkich zwolenników demokracji, i w roku 1938 połączył się z „Legionem Młodych" oraz kilkoma innymi organizacjami akademickimi. Tak powstał Legion Młodzieży Polskiej.

Wszyscy oni stanęli do walki w kampanii wrześniowej 1939 r. Z tych, co przeżyli, jedni trafili do łagrów sowieckich, tam zginęli albo wyszli z armią Andersa, inni zdołali przedostać się na Zachód i walczyli do końca wojny w polskich formacjach zbrojnych. Większość weszła do struktur organizacji podziemnych pod okupacją niemiecką w różnych organizacjach bojowych; niemało ich sami ci Zetowcy, jak wiemy, założyli i podporządkowali potem dowództwu Armii Krajowej. Nie trzeba dodawać, że po roku 1945 kto mógł, komu na to pozwolono, kogo nie aresztowano i nie zamordowano, stanął do dzieła odbudowy kraju. Zgromadził wielu z nich Eugeniusz Kwiatkowski na rzecz budowy polskiej gospodarki morskiej - dopóki jego samego nie pozbawiono stanowiska, a jego współpracowników nie uwięziono...

Wielu innych po wojnie organizowało życie Polaków i Polonii jak Bolesław Łaszewski w Londynie, a później w Stanach Zjednoczonych A.P., Zygmunt Kallenbach i Janusz Rakowski w Szwajcarii.

POLSKA BEZ ZETU  BYŁABY INNA

Jaką rolę bracia Zetowi odegrali w historii Polski XX wieku, mogliśmy się nieco zorientować po wymienionych tu organizacjach, po największych nazwiskach i po rolach ludzi Zetu w najistotniejszych dla rozwoju kraju inteligenckich profesjach. Te największe nazwiska można by mnożyć; przeszli Zet również inni wybitni pisarze polscy jak Stanisław Przybyszewski, Władysław Broniewski (potem komunizujący), Maria Kuncewiczowa, i nie tylko cytowani tu już uczeni tej miary co światowej sławy socjolog Florian Znaniecki czy prawnik i filozof prawa Czesław Znamierowski; także wielki prawnik Antoni Peretiatkowicz, Witold Nowacki, światowej klasy teoretyk wytrzymałości materiałów, lekarz prof. Jan Kostrzewski, prawnik Wacław Szyszkowski, czy Tadeusz Nowacki, twórca polskiej pedagogiki pracy, wychowawca wielu pokoleń jej specjalistów. A to tylko drobne przykłady z galerii wybitnych Polaków Zetu, choć zasługi Zetu są rozleglejsze niż hodowla ludzi wybitnych. Zet tworzył Polskę i w niemałym procencie Polska niepodległa, jaka była, była jego zasługą. Nie miał Zet monopolu na skupienie wszystkich przyzwoitych ludzi w Polsce; na szczęście, nie brakowało takich i poza Zetem; Zet jedynie formował pewne ideały i normy zachowań, bezpośrednio, tudzież poprzez szkoły i harcerstwo; nie musiał narzucać ich otoczeniu przymusem jakowejś dyscypliny i kar, oddziaływały wzory i autorytet szerzonych zasad.

Dzieje Zetu jeszcze raz potwierdzają, że nie było żadnego przedziału między pozytywizmem a romantyzmem w Polsce. Ci prawdziwi pozytywiści, zgrupowani w Zecie i jego organizacjach, byli doskonałymi konspiratorami, podejmowali największe ryzyko i szli, kiedy było trzeba, walczyć - w imię hasła, które historia literatury uważa za przedmiot marzeń romantyków, hasła niepodległości Polski.

Jak skuteczna była Zetowa konspiracja, niech zaświadczy pewien drobny, a znamienny fakt: kiedy w 1980 r. nowy szef ministerstwa spraw wewnętrznych PRL, gen. Kiszczak, przyjąwszy piszącego te słowa w sprawie zarejestrowania nowego statutu SDP, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, powitał go informacją o tym, że wie o służbie Stefana Bratkowskiego seniora, konsula, w wywiadzie polskim przed  wojną. O tym, że ten Stefan Bratkowski był „bratem" Zetowym, nie wiedział, a byłby z tego dowiedział się  może czegoś  istotnego i o Stefanie Bratkowskim niżej podpisanym....

Stefan Bratkowski

 

Wyszukiwanie

Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:

Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu




Od redakcji 

Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże  sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji). 

Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.

Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.

Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.

Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.

 

 

 

 

Ernest Skalski poleca swój esej

BIEDNI I BOGACI III RP

 

Nowa pozycja: esej Mirosław Malcharek: 

Apage, satanas

Z notatnika amatora-egzorcysty

Tematy do dyskusji: Stefan Bratkowski: Sztafeta "Z"

Zapraszamy do komentowania
Clip to Evernote