W co gramy, Panie i Panowie

2009-08-10 17:07

Dziennikarstwo to zawód zdradliwy. U styku z polityką czyhają na dziennikarza pokusy najrozmaitsze. Znamy całą galerię dziennikarzy, faktycznie – polityków. Z góry wiadomo, co taki powie lub napisze. To codzienność. Jednakże ambicje, żeby też robić politykę, obok polityków, z politykami albo zamiast polityków, zmieniać scenę polityczną z pozycji kibiców, bo nam się nie podoba środkowy napastnik czy bramkarz grającej drużyny, ambicje długo skrywane dyskretnie jak pewna choroba, udzielają się i ludziom najzupełniej normalnym. Po różnych łamach obserwuję nagłe rewolucyjne erupcje temperamentu politycznego u ludzi na ogół zrównoważonych i opanowanych, ludzi kompetentnych w różnej tematyce, na których opinie, wiarygodne i miarodajne, czytelnicy (słuchacze, widzowie) czekają. Ale też w nudzie demokracji ogarnia nagle człowieka rewolucyjny ferwor destabilizacji. Z samej frustracji spokojem. Rzeczywistość przestaje istnieć, odzywa się właściwy takim pragnieniom język Jarosława Kaczyńskiego, język strategii awantur, napięć i „przesileń”. Bez świadomości, że zwykły obywatel, codzienne milionami robiący zakupy, znużony politykami, zmęczony pomysłami nowych strajków, nie jest zainteresowany w żadnym zamieszaniu, „przesileniu”, w żadnych awanturach. Bardzo nawet krytyczny wobec rządu, nie chce dziś, w kryzysowych warunkach, żadnego innego, a już na pewno nie takiego z łaski polityków, których nie promuje nic poza osobistą ich żądzą władzy. Słuchaliśmy ładnych pań, które miały za złe Rostowskiemu, że jest Rostowskim, a nie zająknęły się nawet szczegółami co do tego, jakie winien popełnić błędy dla ich satysfakcji. Tyleż miały szans, co dziś nasz nowy Czombe, który jako nowy wodzu zapowiada, że zmiecie najsilniejsze partie. Na razie grozi tylko swą potencjalną Katangą, bo jeszcze nie pofatygował się nawet ustalić, po co byłaby mu władza. 

Towarzysz Marks uczył,  że filozofowie powinni nie tylko objaśniać świat, ale go i zmieniać. Dziennikarze bywają filozofami i może stąd nagłe powołanie do zmiany ekipy rządzącej w trakcie przeprawy przez kryzys i recesję. Nauki Marksa przetrwały. Dlatego dobrze jest znać Kołakowskiego, który nie przypadkiem odkrył, że filozofowie, by zmieniać świat, potrzebują tajnej policji. Jeśli kogoś tak wciąga polityka, musi być świadom, że można w tym ugrzęznąć i stopniowo stracić wobec swej publiczności autorytet rzetelności. Nie przysięgaliśmy na nic, ale publiczność zakłada, domniemywa przynajmniej, że przyjmujemy odpowiedzialność za informowanie społeczeństwa i kształtowanie jego zdolności do demokracji. Co gorsza, kiedy komuś z nas w głowie się zawieruszy ambicjami politycznymi i publiczność to odkryje, nikt mu nie uwierzy, kiedy przyjdzie ostrzegać przed ambicjami władzy jakiegoś kandydata na dyktatora, czerpiącego mądrości z doktryny Carla Schmitta (Schmidt, przypomnę w największym skrócie, rozumiał politykę jako wzniecanie ciągłego konfliktu i upoważnienie władzy do decyzji, wyższe nad prawo). 

Nasza scena polityczna, jak słyszę, jest rzekomo „zakleszczona”, zamurowana, a przy tym – „chora”. Oczywiście, nie ma na niej żadnej - na razie - lewicy poza dziećmi aparatu, a i tak co przywódca, każdy z pięciu, to chce mieć swoją prywatną partię. Aparatu PZPR, który pokojowo oddał władzę, było z przyległościami 20 -22 % społeczeństwa (dlatego zimna wojna domowa z nim poprzez „dekomunizację” była pomysłem na rozwalenie państwa). Dziś potomstwo nie trzyma się SLD. Ci, co poszli do biznesu, choć największa potęga w naszej gospodarce, nie czują z nim związani. Dziedziczna klientela SLD to 10 – 12 % wyborców. Jakaś autentyczna lewica na pewno się z czasem uformuje, bo ktoś musi reprezentować interesy warstw niższych, organizować je dla rozwoju, uświadamiać o możliwościach, kształcić. To kiedyś może być znaczący składnik polskiej sceny politycznej. Ale - kiedyś. Analogicznie – PSL, które wśród 38 % Polaków mieszkających na wsi i w małych miasteczkach potrafi zebrać niewiele ponad 10 % głosów.  

 

Łatwo dostrzec, że polska scena polityczna dzieli się, dosyć zdrowo, na dwie podstawowe siły – obóz demokratyczny, wiążący się dzisiaj z Platformą Obywatelską i PSL, i obóz endecki, grupujący Prawo i Sprawiedliwość oraz partię redemptorystów z jej jaczejkami w parafiach i z kremlowskimi filiacjami. Podział jest wyraźny i jednoznaczny, ten pierwszy obóz może jak w USA kojarzyć ze sobą – bez ujednolicania! -  różne skrzydła ideologiczne, byle opowiadały się za demokracją, praworządnością i wolnym rynkiem. Ma zdecydowaną przewagę, choć nieraz przekonywałem, że i PiS, dziś groźne dla demokracji i porządku państwa, może z latami zmienić twarz z kopii Dmowskiego na twarz Władysława Grabskiego, opcja zaś narodowo-katolicka może zmieścić się w demokracji, byle i poniektórzy hierarchowie Kościoła zrezygnowali z roli biura politycznego, dając się nawrócić na chrześcijaństwo. Dopóki PiSem będzie partia Kaczyńskich i Rydzyka, opierająca strategię na konflikcie, czyli na awanturach i podszczuwaniu do awantur, na ksenofobii i zawiściach, dopóty będzie panować status quo, a każda próba rozbicia obozu demokracji, praworządności i wolnego rynku będzie uchodzić za działanie na szkodę społeczeństwa i państwa. 

Stefan Bratkowski 

Tematy do dyskusji: W co gramy, Panie i Panowie

Data: 2009-08-11

Dodał: Pałasinski

Tytuł: ?

Boję się, Stefanie, że Czytelnik nie zrozumie, o co ci chodzi!
Serdeczności!

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics