Witold Gadomski: Po co rządzi PO
Kariery większości posłów PO wyglądają podobnie. Poza polityką osiągnęli bardzo niewiele. Tusk może uniknąłby obecnych kłopotów, gdyby jego zapleczem nie był dwór, ale zespół ekspertów.
Obecny kryzys polityczny ma wiele wymiarów i przyczyn. W oczywisty sposób jest rozdmuchiwany przez opozycję i prezydenta korzystających z pomocy CBA. Ale nie doszłoby do niego, gdyby państwo działało sprawniej, gdyby rząd Platformy Obywatelskiej poważnie zabrał się za jego naprawę, gdyby premier nie lekceważył sygnałów, że coś złego się dzieje w jego partii i w państwie. (...)
Król i jego dworzanie
W sejmowym przemówieniu Donald Tusk podkreślił, że Mariusz Kamiński złapał go w pułapkę. Poinformował, że najbliżsi współpracownicy premiera działają na granicy korupcji (choć jej nie przekraczają), a następnie poprosił o specjalny nadzór nad procesem legislacyjnym w sprawie ustawy o grach hazardowych. Premier albo dopuściłby się grzechu zaniechania, lekceważąc informację Kamińskiego, albo musiał się liczyć z oskarżeniem o przeciek i spalenie akcji CBA, jeśli zacząłby działać.
Sytuacja była rzeczywiście trudna i nietypowa, ale chaos został pogłębiony przez fakt, że zapleczem Tuska nie był zespół ekspertów, ale dwór, a oskarżenia Kamińskiego dotyczyły jednego z najważniejszych dworzan, Mirosława Drzewieckiego. Przyznał to w sejmowym przemówieniu Donald Tusk, robiąc aluzję do wieloletniej przyjaźni łączącej go z Drzewieckim.
Zjawisko dworu jest typowe dla niedojrzałych demokracji, a nie jest też obce demokracjom starym. Dwór składa się z zespołu współpracowników przywódcy, którzy mają z nim specjalne, emocjonalne relacje. Wpływy dworzan, a także ich szczeble awansu wynikają nie tyle z ich kompetencji lub funkcjonalności, ile z emocji przywódcy. Różnica między dworem a zespołem profesjonalnych ekspertów jest prosta. Zadaniem pierwszego jest utrzymywanie dobrego samopoczucia szefa, drugiego - analiza sytuacji i znajdowanie optymalnych rozwiązań.
Gazety wielokrotnie opisywały dwór Tuska i ważne jego postacie: Sławomira Nowaka, Tomasza Arabskiego, Pawła Grasia, Rafała Grupińskiego i oczywiście Grzegorza Schetynę i Mirosława Drzewieckiego.
Nie twierdzę, rzecz jasna, że w otoczeniu Tuska nie ma profesjonalnych doradców. Jest Michał Boni, kierujący zespołem ekspertów, jest kontrolujący służby specjalne Jacek Cichocki, obecny podczas rozmowy premiera z Kamińskim. Problemem jest jednak zaufanie. Gdy w Platformie pojawiały się kłopoty, zbierał się nieformalny sztab kryzysowy złożony z dworzan Tuska i dopraszanych w miarę potrzeby ekspertów i ministrów. Wiedzą o tym Kaczyński i Mariusz Kamiński. Ich rozumowanie było proste: Tusk po rozmowie z szefem CBA musi zadzwonić do Schetyny, Drzewieckiego, Nowaka i innych i poinformować ich, że coś złego się dzieje. Gdyby był ślad takiego spotkania, Tusk byłby skończony.
Ale Donald Tusk był wystarczająco inteligentny, by tej pułapki uniknąć. Problem jest inny - jeżeli nie skonsultował kryzysowej sytuacji ze swym dworem, to być może nie skonsultował jej z nikim.
Profesjonalni doradcy, w tym wysokiej klasy prawnicy, podpowiedzieliby mu rozwiązanie. Powinien był zwrócić się natychmiast do ministra sprawiedliwości, będącego jednocześnie prokuratorem generalnym. Gdyby był nim Zbigniew Ćwiąkalski lub inny wybitny prawnik, zapewne sytuacja premiera byłaby inna. Ale Andrzej Czuma, jeżeli był w ogóle konsultowany, nie na wiele się przydał.
Większość dworzan właśnie utraciła swoje stanowiska, co oznacza, że Tusk zrozumiał, że są oni dla niego obciążeniem i doradzając premierowi, kierowali się własnym interesem. Dla dworu najważniejszym celem była prezydentura Tuska, która wydłużyłaby ich dolce vita o kolejne pięć lat.
Po co rządzimy
Wygłoszone przed dwoma laty exposé premiera trwało kilka godzin. Czy ktoś pamięta jeszcze, co w nim obiecywał? Na półmetku rządów Tuska nie sposób powiedzieć, co premier chce po sobie pozostawić. Jedno wytłumaczenie jest przekonujące - Platforma rządzi po to, by nie rządził PiS. To nie jest błahy powód, jeśli pamięta się rządy braci Kaczyńskich, ale czy wystarczający?
PO tłumaczy fiasko wielu pomysłów legislacyjnych brakiem większości koniecznej do przełamywania w Sejmie weta prezydenta. Ale gdyby miała dobre pomysły na naprawianie państwa, zapewne bez trudu mogłaby je przeforsować.
Czy ktoś przeszkadzał Platformie w przygotowaniu dobrej ustawy lobbingowej, oczyszczającej atmosferę na styku biznesu i polityki? PO ma opinię partii sprzyjającej przedsiębiorcom, mogła pokazać, że w przeciwieństwie do PiS nie ma obsesji antybiznesowej, ale też nie pozwoli grupom nacisku na zbyt wiele.
Bardzo potrzebne jest uporządkowanie i przyspieszenie procesów legislacyjnych. Gdy się słuchało szczegółowych wyjaśnień co do przebiegu prac nad ustawą hazardową ministra Boniego w Sejmie, można było odnieść wrażenie, że uchwalenie dobrej ustawy jest zadaniem ponad siły! A przecież chodzi o stosunkowo prostą rzecz, marginesową działalność, przynoszącą skarbowi państwa śladowe dochody (grubo poniżej 1 proc. budżetu państwa).
Przypominam sobie jednak wyjątek, gdy Platformie udało się nadzwyczajnie przyspieszyć proces legislacyjny. Chodzi o słynną ustawę o finansowaniu partii, która została pod naciskiem PO znowelizowana w trybie nadzwyczajnym. W tym wypadku chodziło o układ sceny politycznej. Platforma dla własnych celów potrafiła przeforsować to, co chciała. Ale gdy chodzi o sprawy państwa, okazywała się niemrawa i bezsilna.
Gdyby politykom PO zależało na uregulowaniu spraw hazardu, powinni zadać sobie pytanie - jak to się dzieje, że we wszystkich miastach i miasteczkach wyrastają budki z automatami do gry? Jakie to ma skutki społeczne, jakie może wywołać patologie? Dlaczego informacje o nagminnym łamaniu prawa przez właścicieli automatów nie wywołują reakcji władz? Czy nie dlatego, że sfera ta korzysta ze specjalnej ochrony polityków, policji, służb specjalnych? Niektóre z tych pytań są retoryczne, a odpowiedź na nie oczywista. Dlaczego więc rząd tolerował tę sytuację? To prawda, że podobnie działo się za poprzednich rządów, ale Platformie, przynajmniej kiedyś, chodziło o to, by coś w Polsce naprawić.
W ostatnich dniach Donald Tusk odkrył, że CBA działała z motywów politycznych, a konkretnie na zamówienie PiS. Ale wiedza o tym jest powszechna. Sama konstrukcja CBA jest chora, a zakres jej aktywności błędnie zdefiniowany. Gołym okiem widać, że działania agenta "Tomka", nawet jeśli zgodne z prawem, są równie patologiczne jak korupcja, którą ma rzekomo zwalczać. Dlaczego jednak PO nie zaproponowała nowelizacji ustawy o CBA, nie postawiła na czele tej instytucji apolitycznego profesjonalisty?
Dopiero na półmetku kadencji Sejmu dobiega końca proces oddzielenia prokuratury od Ministerstwa Sprawiedliwości - przeciwko czemu protestuje PiS. Gdyby udało się to wcześniej, sytuacja rządu byłaby klarowniejsza. Wyjaśnieniem afery mogłaby się zająć apolityczna instytucja mająca odpowiednie kompetencje i autorytet.
O bardziej ambitnych celach: uleczeniu chorej telewizji publicznej, naprawie finansów państwa, przyspieszeniu prywatyzacji, oddzieleniu państwowych spółek od wpływów polityków, podniesieniu poziomu edukacji, poprawie warunków dla przedsiębiorczości - nie ma co wspominać. Niektórych celów rząd nie realizował, obawiając się weta prezydenta, innych dlatego, że nie umiał.
Platforma uznała, że wyborcy oceniają ją nie za skuteczność, lecz za dobrą minę, którą robi do nie najlepszej gry. Mało ambitne cele nie mobilizowały działaczy, nie zmuszały ich do wytężonej pracy.
Witold Gadomski, "Gazeta Wyborcza"
Tagi:
Tematy do dyskusji: Witold Gadomski: Po co rządzi PO
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


