Wszystkie błędy Tuska

2009-10-09 19:30

Donald Tusk jest politykiem wyjątkowym. Po pierwsze nie jest ideologiem, po drugie nie zaperza się (sam miałem pokusę, żeby go sprowokować, by zobaczyć jak wygląda, kiedy się zdenerwuje). Po trzecie mówi bardzo ładną polszczyzną (poza „państwo wiecie”), a jego wystąpienia często wręcz mają wartość literacką. Potrafi dobrze argumentować, choć brak umiejętności syntezy często niweczy jego wysiłki. Po czwarte posiada ponadprzeciętną zdolność przyswajania informacji (sam zastanawiałem się po co premierowi tak wiele szczegółów w kwestiach, które mogłyby być w kompetencjach podwładnych). Po piąte jego poglądy są umiarkowane, a to oznacza, że potencjalnie reprezentuje większość społeczeństwa.

Przy ostatnim zamieszaniu popełnił jednak sporo błędów, które mogą drogo kosztować i jego i resztę Polaków. Przez nie PiS może wrócić do władzy.

 

Błąd pierwszy: nie docenił Kamińskiego. Znając miałkość intelektualną liderów PiS-u, sądził, że poradzi sobie i z ambitnym szefem CBA. A tymczasem, od pierwszego spotkania w sprawie tzw. „Afery hazardowej” 14 sierpnia Tusk realizuje scenariusz przez Kamińskiego napisany. Nie ma wyboru; gdyby postępował inaczej, naraziłby się na zarzuty, które mogłyby przekreślić jego karierę polityczną, od zdrady tajemnicy państwowej do współudziału w grupie przestępczej, mającej na celu pozbawienie państwa istotnych dochodów.

 

Błąd drugi: czas. Tuska zawiódł instynkt polityczny. Decyzje personalne, które podjął w środę powinien był podjąć w ubiegły czwartek: zawiesić (nie wyrzucić) ministrów i działaczy Platformy, wymienianych w podsłuchach CBA. Są rzeczy, które albo zrobi się natychmiast, albo nie przyniosą żadnego skutku; mogą wzmóc tylko szkodę. Zwalniał ministrów, podkreślając, że są niewinni, a on nadal ma do nich zaufanie. To pokrętne myślenie odwróci się przeciw niemu: karanie niewinnych nie mieści się w granicach możliwych do zaakceptowania przez opinię publiczną. Zawsze pozostanie wrażenie: „skoro ich wyrzucił, to coś musiało przeciw nim być”.

 

Błąd trzeci: nie uwzględnił potęgi mediów. Przy większości reporterów, CBA to pikuś. Dzień po dniu, godzina po godzinie, reporterzy prasowi i telewizyjni odsłaniali nowe szczegóły afery, nowe hipotezy, a każda z nich była jak uderzenie kilofem w fundamenty PO. Sądził, że prasa będzie mu przychylna, a przyszło mu się zmierzyć z zasadą „nie ma zmiłuj się”.

 

Błąd czwarty: nieszczelność. Długo ufał swoim przyjaciołom i współpracownikom. A ci – może nie oszukiwali, ale nie mówili mu całej prawdy, fałszując mu obraz afery i jej rozmiary. Miał od dawna sygnały, że z korytarzy kancelarii premiera przedostają się do prasy informacje, ale nic nie zrobił, by zapobiec następnym. „Nie mam nic do ukrycia” – powtarzał sobie zapewne. Pięćset razy wyciekających informacji nie można było użyć przeciwko rządowi, za pięćset pierwszym okazało się to możliwe.

 

Błąd piąty: autarchia. Zamknął się „we własnym gronie”, nie słuchał analityków niezależnych. „Think tanki” uprzedziłyby go o zbliżającym się niebezpieczeństwie, pozwoliłyby znaleźć korzystne wyjście z zastawionej przez Kamińskiego pułapki, którego sam nie znalazł. „Gdybym nie zrobił nic – zarzuconoby mi krycie aferzystów, zrobienie czegokolwiek – pozwoliło opozycji na sformułowanie zarzutu o przecieku” – powiedział podczas środowego expose, reasumując problem, z którym nie umiał sobie poradzić. Być może owa autarchia wypływa z szerszego problemu: Tusk nie docenia intelektualistów i ludzi kultury. Może ich podziwiać, ale świadomość, że stanowią społeczny „margines” i nie wpływają na przesunięcia sympatii elektoratu, każe mu słuchać wyłącznie polityków.

 

Błąd szósty: socjalizm. Tusk wychował się w PRL-u i jak większość Polaków ma nieufny stosunek do przedsiębiorców. Osoby, które usiłowały rzekomo wpływać na decyzję Sejmu w sprawie „ustawy hazardowej” prowadzą LEGALNĄ działalność gospodarczą. Zajmują się dziedziną moralnie wątpliwą, tj. hazardem, ale należy pamiętać, że to dzięki nim, na „jednorękich bandytach” nie zarabia już mafia pruszkowska ani żadne inne mafie, ale oni sami i państwo. Tusk usankcjonował iście bolszewickie przekonanie, że przedsiębiorca = przestępca, a kontakty polityka z przedsiębiorcą zawsze są podejrzane.

 

Błąd siódmy: arytmetyka. Media, a za nimi opinia publiczna za pewnik przyjęły, że likwidacja „dopłat” (czyli sumy ekstra, jaką przedsiębiorcy dopłacają do hazardu), musiałaby oznaczać stratę dla skarbu państwa. Nie jest to wcale takie pewne. Istnieje pewien próg, powyżej którego zyski z hazardu okazują się zbyt mizerne i przedsiębiorcy zajmują się czymś innym. Hazard nie zniknie, wróci do szarej lub czarnej strefy. Państwo na tym straci. Można (ale oczywiście bez rzetelnej analizy finansowej nie może być co do tego pewności) przez podniesienie podatków zarżnąć kurę znoszącą złote jaja. To taka polska specjalność.

CO TERAZ BĘDZIE?

Część analityków postawiła już krzyżyk i na Tusku i na Platformie. Ich zdaniem wysmażą się na wolnym ogniu polemik, a to otworzy PiS-owi drogę do władzy. Na ostatnim zebraniu PiSu Jarosław Kaczyński już oznajmił „idziemy po władzę”. Czy tak rzeczywiście być musi?

Zobaczmy.

Istnieje graniczące z pewnością prawdopodobieństwo, że na „aferze hazardowej” Platforma straci. Pierwsze sondaże (np. GW w środę) wskazują, że ta tendencja już się rozpoczęła. Należy sądzić, że to początek, że szkody będą większe. Na jakim progu Platforma się oprze? Politycy PO marzą, żeby było to 30%, ale może być gorzej.

Owszem, notowania samego Tuska utrzymają się dosyć wysoko, ale marzenia o tym, by w przyszłym Parlamencie wokół PO utworzył się blok dysponujący większością absolutną, zdolną do zmian w Konstytucji i nadania Polsce nowego rozpędu rozwojowego, można odłożyć o przynajmniej dekadę. Z tego punktu widzenia, to ogromny, niemożliwy do przecenienia triumf Mariusza Kamińskiego i braci Kaczyńskich.

Czy głosy, które straci Platforma trafią do PiSu? Na to liczy Kaczyński, ale to raczej niemożliwe. PiS ma 27%, może kilka punktów zyskać, ale partia, która reprezentuje wyłącznie sfrustrowaną część społeczeństwa znajdującego się w pełnej ekspansji, nie ma szans na więcej.

To nie zmienia faktu, że do hipotetycznych, przyszłych wyborów, staną przeciwko sobie dwie formacje, dysponujące mniej więcej równym poparciem, w granicach 30%. A to, jak wiadomo, do rządzenia nie wystarcza.

Jak na razie, nie istnieje formacja, zdolna dostarczyć brakujące 21%. Jeżeli nic się nie zmieni, w wyborach 2011 roku, jedyną koalicją, zdolną powołać rząd będzie POPiS.

To się nikomu nie podoba, ani zwolennikom PO, ani zwolennikom PiS+u, ani politologom, ale Polska musi mieć jakiś rząd. Skamienielina zwana SLD na aferze może zyskać, ale pamięć o Millerze będzie w 2011 r. równie żywa, co obecnie. Piskorski z Olechowskim? Nie żartujmy. Pierwsze otwarcie ich szaf spowoduje taki stukot kości!... Jakaś forma współpracy Piskorskiego z Napieralskim? Wszak Olechowski kandydował się na prezydenta z ramienia SLD. Nie z tymi przywódcami polskiej lewicy, która zasługuje na lepszą reprezentację…

PSL? Ta szacowna partia jest, niestety, formacją czysto klientelarną. Nie ma polityki, nie ma zasad, ma wyłącznie stanowiska do rozdania na wszystkich szczeblach władzy. Szansa, że zwiększy swój stan posiadania bez radykalnej zmiany strategii jest minimalna.

Mimo wszystkich dobrych chęci, pozbawiona w wyniku afery hazardowej części elektoratu Platforma nie będzie w stanie utworzyć koalicji z nikim innym, jak tylko z PiS-em.

PIS JEST WIECZNY

Pod taką lub inną nazwą, póki Polska wolna, istnieć będzie część społeczeństwa, ciemna, skrajnie konserwatywna, awanturnicza, przepojona nienawiścią do wszystkiego, co dobre i czyste. Nie ma żadnych podstaw historycznych, by sądzić, że liczba takich osobników będzie się w Polsce zmniejszać. Zawsze też będą potrzebowały swojej reprezentacji politycznej. Dziś, dla takich właśnie Polaków, partię na miarę skroili bracia Kaczyńscy. Czy się o innym siłom politycznym podoba, czy nie, w myśleniu o przyszłej Polsce, trzeba będzie tę reprezentację uwzględniać.

PO była gotowa na koalicję z PiSem w r. 2004, musiała brać pod uwagę konieczność stworzenia jej również w 2006; widać było wyraźnie podczas słynnej debaty telewizyjnej, że Tusk nie chce Kaczyńskiego zmiażdżyć, nie chce raz na zawsze spalić mostów.

Teraz, widać to było po twarzy, Donald Tusk, jest zawzięty. Cios był zbyt silny, teraz Kaczyńskim nie odpuści. Będzie skłonny oddać władzę, byleby tylko nie wejść w żaden alians z TYM PiSem. A ten PiS, to Pis braci Kaczyńskich.

Czy może być inny PiS?

 

I tu tkwi może najcięższyósmy błąd Donalda Tuska: zmarnował dwa lata nie robiąc nic, by powstał PiS bez braci Kaczyńskich. Wbrew pozorom PiS nie jest monolitem, charakter i polityka wodza nie wszystkim się podobają. Można to było na różne sposoby politycznie wykorzystać. Tusk nie wykorzystał, bo zawierzył w swój charyzmat. Cóż, jest jeszcze młody, uczy się na błędach. 

Jacek Pałasiński

Tagi:

| | | |

Tematy do dyskusji: Myśli kilka na początek jesieni

Data: 2009-10-10

Dodał: Poltiser

Tytuł: przepowiednie...

Obawiam się, że Pan może mieć racją... Swoisty skansen polityczny. Swoją drogą to ciekawe - jak ludzie zwalczani przez PiS mogą na PiS głosować? Trzeba być Polakiem, żeby poddać się takiej logice. Szkoda Tuska... Przejął władzę nie w pełni, za to odda ją w całości... Mam nadzieję, że nowe rządy oszołomów nie spowolnią rozwoju gospodarki w Kraju. To byłaby prawdziwa tragedia. Pilnowanie dyscypliny w szeregach też nie jest domeną polskiego myślenia, chyba że mobilizujemy masy na wrogów... tutaj też PiS z retoryką nienawiści narodowej będzie miał przewagę nad propagatorami pozytywnego myślenia... O ludziach szukających sojuszników można bezpiecznie krzyczeć, że zdradzają interes narodowy, brzmi poważnie, wiarygodnie, budzi respekt i szacunek... ciekawe jak ludzie dają się na to nabierać systematycznie, bezkrytycznie i w powtarzalny sposób na terenie Europy w ciągu ostatnich 100 lat praktycznie w każdym kraju i w każdej generacji... Wystarczy zadąć w róg a "barany" się zbiegną!
Dziękuję za niestety przekonywującą analizę,
życzę bardziej optymistycznych tekstów w przyszłości...

Wyszukiwanie

O nas...

Promocja


Do redakcji można pisać

na adres studioopinii@gmail.com

 

Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:

Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu

Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.

POLECAMY

Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie.

Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe!

Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój

Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera.

W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj!

Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca...

Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie

Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć!

Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to?
Obejrzyj! 

Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza

 

 

 

PONADTO...

Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić

Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie

Ernest Skalski o Gorbaczowie


Sławomir Popowski
pisze o innym Stalinie

 

Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię


 

Clicky Web Analytics