Wszystko możliwe
Felieton to rzecz półprywatna. Wracam do pisania go niemal z tremą. Nie byłem w końcu felietonistą. Byłem kolejno reporterem, publicystą, popularyzatorem nauki i techniki, redaktorem „Życia i Nowoczesności”, autorem scenariuszy do serialu „Najdłuższej wojny nowoczesnej Europy”, potem czas dłuższy świadkiem i nawet uczestnikiem historii, autorem nielegalnej, samopowielającej się „Gazety Dźwiękowej”, wreszcie – jako prawnik z zamiłowaniami historycznymi - pisarzem historycznym. Uszedłszy z życia publicznego, które już u początku wolnej Polski zapowiadało się na grę zawiści i nielojalności, wróciwszy do zawodu, pisałem felietony. Przez kilkanaście lat. Pisałem jako publicysta, rzec można, ścieśniany, najpierw do 4800 znaków co tydzień, potem do 4200, wreszcie do zera, aż odzyskałem 4500 znaków w innej cenionej gazecie, by stracić je całkowicie po 12 latach. Nie krzywduję sobie. Potrafiłem zabierać głos, swoim głosem, kiedy nie było wolno. Potrafię i teraz. A nie zapomniałem, co i jak było. Pamiętam, jak to Jan Strzelecki, senior autentycznej lewicy polskiej, uosobienie szlachetności (zamordowany przez podstawionych sprawców), zachwycał się Andrzejem Gwiazdą, przyszłą gwiazdą odrodzenia autentycznego socjalizmu, i nie pomylę tamtego Gwiazdy z dzisiejszym o rozżartej nienawiścią twarzy; nie pomylę też dawnego, mądrego Gwiazdy z bystrzejszym jednak i szybciej reagującym przy stole Sierpnia 1980 Wałęsą, którego Mieczysław Jagielski zapamiętał jako najtrudniejszego partnera rozmów.
Obrzydliwe jest dla mnie topienie ludzi w papierach bezpieki; robią to ludzie, którzy nie mają o niej pojęcia, na dobitek – ludzie złej wiary i złej woli. Ktoś, kto nie był jeszcze kimś, aż do połowy lat 70. nie mógł praktycznie odmówić rozmowy z bezpieczniakiem. Nie musieli się tak nachodzeni ludzie aż bać, to nie była kwestia bohaterstwa, tylko rozsądku; bezpieka, o czym się dziś zapomina, miała wiele sposobów, by człowiekowi zaszkodzić, „zrobić mu koło pióra”, a szachy uczą, że groźba jest silniejsza niż wykonanie. Kto już miał jakoweś doświadczenie, radził takiemu nagabywanemu, by mówił z głupia frant, że właśnie poradził się żony albo kolegów, co znaczyło, że wszyscy już wiedzą. Bezpieczniak, jak dziś wiemy, po rozmowie (albo i od razu) notował, co usłyszał, i to pozostawało w papierach delikwenta. Albo i z podpisem, że nie powie on nic o tych rozmowach, albo że będzie do dyspozycji, zobowiązany więc do „współpracy”. „Prowadzący” już za takiego „współpracownika” brał pieniądze, ale to byli żadni konfidenci, i albo się sami, nabrawszy doświadczenia, odżegnywali od kontaktów, albo z nich bezpieka rezygnowała po iluś tam rozmowach. I któż by miał pretensję do tego z Kaczyńskich, który coś tam podpisał, żeby uchronić się przed internowaniem? Drugiego nawet nie chcieli zamknąć…
Bezpieka wiedziała o Wałęsie jako przywódcy strajku 1970 – co wyraźnie, jak teraz wiemy, w jej papierach odnotowano. Nie zatrudniono potem rzekomego konfidenta w stoczni i dwaj oszczercy milczą o tym, jak do każdego pracodawcy, który zatrudnił Wałęsę, przychodził po jakimś czasie oficer z „radą”, by Wałęsę zwolnił. Moi młodsi koledzy po fachu poszli tropem tych zatrudnień po roku 1980, właściciel warsztatu samochodowego nie mógł się Wałęsy nachwalić jako pracownika – „panie, przy nim każda robota szła, on miał złote ręce, a ludzie przy nim też inaczej robili, chciało im się”. Tymi „złotymi rękami” Wałęsa zmajstrował sobie z różnych odpadów samochód i chwalił się, że jest jedynym bezrobotnym w Polsce, który jeździ własnym samochodem. Pamiętam, jak czekaliśmy z Wałęsą na pierwsze jego spotkanie ze Stanisławem Kanią, które negocjowałem jako prezes SDP; wyciągnąłem Wałęsę na rozmowę o zarządzaniu stocznią, ileż mądrych uwag poczynił wtedy, z jakimże zmysłem obserwacyjnym! Powiedział przy okazji, że jako cukrzyk, z wybuchowością cukrzyka, musi mocno się pilnować, ale mu to przychodzi łatwiej, bo jest człowiekiem pogodnym… I mogli go potem skokietować, kupić, wystraszyć, rozwydrzyć jak udało się z dzielnym początkowo Jasiem K., przywódcą rolników, autorem słynnego wtedy powiedzenia, że partia próbuje wcisnąć to, co się rozlało, z powrotem do butelki. Z Wałęsą się nie udało.
„Radykałów” mieliśmy nie za narwańców, lecz po prostu za prowokatorów. Warto sprawdzić, jakie pochwały wystawiała bezpieka w swych papierach Macierewiczowi, pierwotnie wyznawcy Che Guevary, za rozbijanie KOR-u, czy też Solidarności Walczącej za rozbijanie Solidarności. Pamiętam faceta z Sopotu, który przyjechał do mnie w stanie wojennym o radę, bo już mają broń i tylko nie wiedzą, od czego zacząć. Powiedziałem mu, że bezpieka tylko marzy o takich jak on, by uzasadniali jej istnienie. Kiedy mój nieżyjący już przyjaciel zdziwił się w latach 70., że jego przynależność do tajnego grupy niepodległościowej nie jest tajemnicą, odparłem, że pół miasta ją zna, a w ich gronie na pewno jest jakiś agent. I był.
Jeśli pan Kownacki z Orlenu nie odradził prezydentowi PiS-u nowej, niemądrej obrazy kilkunastu spośród najzacniejszych ludzi Krakowa, więc nowej wojny z inteligencją, to chyba nie jest nabytkiem aż tak cennym. Chyba, że to agent rywali. Wszystko tu możliwe.
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|


